Często powstrzymujesz się przed wykrzyczeniem tego, co myślisz? – Zacznij bronić siebie!

fot.123rf

Kobiety często przełykają gorzką pigułkę i powstrzymują chęć wykrzyczenia, co naprawdę myślą, bo nie chcą robić zamieszania, kłopotu. OK, bądźmy miłe. Ale nie bójmy się też uderzyć pięścią w stół, kiedy ktoś nas lekceważy czy oszukuje. Nie rób afery? A może właśnie zrób!

fot.123rf

reklama

Pamiętam dzień, kiedy kupowałam swój pierwszy samochód. Weszłam do salonu używanych aut i… zakochałam się w cudownym czerwonym cacku. Sprzedawca natychmiast zauważył mój babski zachwyt i zginając się w ukłonach, rozpływał się nad moim doskonałym gustem. Nie zapomniał dodać, że tapicerka jest w kolorze mojej torebki, a owal samochodu doskonale współgra z moim temperamentem (ciekawe, skąd on to wiedział). Kiedy wróciłam do domu, szybko okazało się, że cena wozu była znacznie wygórowana. Mąż namawiał mnie, żebym wróciła i próbowała ją negocjować. Podpisałam już umowę, ale nie to było najważniejsze. Zrozumiałam, że sprzedawca bez skrupułów wykorzystał mój zachwyt, moje babskie zauroczenie, które niewiele miało wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, i poczułam, że mam ochotę go zabić: zastrzelić, udusić albo przynajmniej na niego nawrzeszczeć. Oczywiście nic nie zrobiłam, po kilku dniach stałam się właścicielką czerwonego samochodu, ale ilekroć do niego wsiadałam, niewyrażona, stłumiona złość zaciskała mi przeponę, wywoływała gulę w gardle i przyprawiała o zawroty głowy, a mordercze instynkty ożywały.

Chów grzecznych dziewczynek

Ile razy czułaś podobnie: miałaś ochotę walnąć pięścią w stół albo kopnąć w kostkę kogoś, kto bez skrupułów nabił cię w butelkę, mamił, wykorzystując twoją łatwowierność, kolejny raz nie dotrzymywał danej obietnicy, naruszył twoje granice, manipulował tobą dla własnych interesów, wykorzystał, zlekceważył, kusił, wzbudził twoją litość? Chciałaś krzyknąć, zaprotestować, ale nie byłaś w stanie wydobyć głosu z zaciśniętego gardła. Miałaś ochotę tupnąć, trzasnąć drzwiami, przekląć jak szewc, ale tego nie zrobiłaś. Dlaczego? Agresywne sceny są przecież w złym guście, nie przystoją kobiecie, są ordynarne i nie na miejscu. A w każdym razie taki jest przekaz społeczny. Takie nauki pobierają dziewczynki w domu i w szkole. W konsekwencji są wychowywane do uległości. Powtarza się im, że powinny być delikatne, subtelne, ugodowe. Nie wchodzić w otwartą konfrontację, bo mężczyźni nie lubią agresywnych kobiet.

„Nikt cię nie zechce, jeśli nie przestaniesz być taką jędzą”, „Złość piękności szkodzi”, „Nie marszcz tak gniewnie czoła, bo ci zmarszczki wyjdą” – ile razy częstowano cię tego typu pogróżkami? Zgadzałaś się, by świat traktował cię pobłażliwie: „Wiadomo, baba”, drwił z twojej kobiecości: „Co ty taka wściekła, okres ci się zbliża?”. Byłaś ,,grzeczna”, choć złość zaciskała ci szczęki. Nie robiłaś awantury – dla świętego spokoju, z lęku, że ludzie przestaną cię lubić. Brałaś odpowiedzialność za uczucia innych, bo dobrze pamiętałaś słowa matki: „Mamusi jest przykro, kiedy tak się zachowujesz”. Bo w naszej kulturze kobieta ma być ugodowa, a mężczyzna ma prawo walczyć o swoje. To fakt, ale nie tylko o to chodzi…

Pewnego dnia byłam z wnukiem na placu zabaw i zaobserwowałam taką oto sytuację. Mali chłopcy biegali po całym placu z plastikowymi pistoletami, szabelkami i inną bronią. Byli głośni i rozbrykani. Na środku placu, na trawniku siedziały dwie około pięcioletnie dziewczynki i grzecznie bawiły się lalkami. Mali panowie poczuli zew natury i zaczęli zaczepiać spokojne koleżanki; a to poszturchali szabelką, a to pociągnęli za włosy, sypnęli piaskiem, rzucili kamyk na kocyk. Dziewczynki długo nie reagowały. Jednak w pewnym momencie jedna z nich wolno podniosła się z ziemi, spokojnym gestem otrzepała spódniczkę, potem stanęła na szeroko rozstawionych nóżkach, wyprostowała się, wypięła brzuszek, uniosła głowę, chwyciła się pod boczki i wrzasnęła jak dzika. Chłopcy wymiękli. I ja też, bo była w tej małej kobietce prawdziwa moc. Wtedy zrozumiałam, że kobieca agresja jest tak potężna, że przeraża nas same. Przez lata ją tłumimy z lęku, że kiedy damy jej upust, świat może tego nie wytrzymać.

Nie gódź się na rolę ofiary

Marta przychodziła do mnie na sesje już od kilku tygodni. Zawsze siadała na brzegu fotela: pochylona, z zamkniętą klatką piersiową i nieruchomym brzuchem, zaciśniętymi kolanami, włosami opadającymi na smutną twarz, prawie nie oddychała. Smętnym głosem relacjonowała, co on, czyli jej partner, znowu jej zrobił. Coraz mniej uważnie słuchałam, bo od tygodni „robił jej” to samo: lekceważył, pojawiał się i znikał, kłamał, nie dotrzymywał obietnic, raczył niewybrednymi żartami. Jednym słowem – typ bierno-agresywny. Patrzyłam na jej bezradność i sama robiłam się coraz bardziej bezradna.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »