• BLOG Awatar

    Dres

    I życie jest piękne.

    Jestem dresiarzem. Zastrzegę od razu że w wymiarze estetycznym, nie mentalnym. W pierwszym momencie była to zdumiewająca potrzeba, pojawiła się chwilę po tym kiedy przyszedł na świat mój syn. Drugą bezpośrednią przyczyną był talon z 40% zniżką jaki dostałem w prezencie od szwagra. Upoważniał do zakupów u kultowego producenta sportowej garderoby. Kończyło się lato, dlatego między sezonowe odświeżenie i doposażenie półek w szafie zdecydowałem się zrobić radykalnie inaczej.  Na stercie denimów, sztruksu i innych tekstyliów pozszywanych w chinosy i inne casualowe portki, zaległy bawełniane pumpsy i poliestrowe żarówiaste drechy. Można pokombinować i dopasować ów ciuch stadionowej proweniencji niemal do każdego zestawu. Treningowego, zakupowego, zawodowego, wieczorowego czy nawet mitingowego. Od razu zastrzegam że nie wiem czy poszedłbym w dresie na spotkanie w sprawie pracy. Po chwili zastanowienia przyznaję, że mogłoby to być spore wyzwanie dla potencjalnego chlebodawcy i jednak zmieniam zdanie. Wełniana marynarka, cardigan i nowe „Top Ten-y” (legendarny model butów do kosza) wespół ze szlachetnym popielem spodni z H&M, nie traci na elegancji wcale.  Nie każdy dres musi się świecić z daleka i mieć seledynowe lampasy z plamami od jabola, ewentualnie kropelkami krwi-pamiątce po ustawce. Apropos, podobała mi się jedna z ostatnich kreacji Majewskiego. Seba. Łysy drągal w dresie, po prostu wspaniały.

    Wygoda jakiej zaznałem była znamienna. Dotychczas zawsze po powrocie do domu, musiałem zrzucić z siebie lanserskie ubrania i wskoczyć w coś do wycierania się między kuchnią a salonem. Od tej pory ten problem zniknął. Zaoszczędziłem sporo czasu na składanie, odwieszanie i wszystkie te duperele kiedy otworzywszy drzwi szafy, generuje się potworny bałagan.  Po krótkim czasie zauważyłem pewną zmianę. Przestałem tak beztrosko jak dotychczas nie zwracać uwagi na plamy i zabrudzenia jakie pojawiają się w trakcie gotowania czy mycia naczyń. Za każdym razem kiedy widziałem jakąś niedoskonałość denerwowałem się. Widać dres przestał być już tylko wygodnym łachem, stał się czymś znacznie ważniejszym. Częścią mnie.  W chwili kiedy pisze ten tekst, moje zmarznięte kości grzeje jeden z pierwszych jakie nabyłem lata temu, dres oryginals, fioletowy z niebieskimi lampasami. Czarnych używam kiedy idę na korty. Psychopatyczna to dbałość, bo ostatni raz grałem w listopadzie a mimo to nawet gdy inne tracą swą świeżość i lądują w pralce, po tenisowe nie sięgam. Mają czekać aż umówię się z kumplem na sparing.

    Nie potrafię sobie przypomnieć kiedy wcześniej chodziłem po ulicy w dresie. Zawsze dżinsy, czy jakieś tam inne. Wreszcie poczułem co to znaczy nie wtopić się w tłum. Spodziewałem się jednakże zupełnie innych reakcji. Miła pani w sklepie, która do tej pory dosyć wylewnie witała mnie kiedy uiszczałem opłatę za bułki i ser, nagle opuściła czoło i na mój widok łypała tylko spode łba. Inny przykład. Koleżanki dziennikarki z którymi gawędziłem w redakcji tygodnika, rozmawiając na temat nowych tekstów z szefową, nagle z mrukliwych etatystek przemieniły się w wesołe i sympatyczne rozmówczynie. Przeważnie przychodziłem ubrany casualowo, nagle w oczojebnym dresie. Generujące się samoistnie zmiany, nie były wówczas przyporządkowane do rodzaju materiału okalającego moje golenie i tyłek.  Myślałem sobie, każdy może mieć iluminację lub gorszy dzień.

    Dres wyzwolił również chęć naśladownictwa. Agora nie należy do najmodniejszych placówek, dlatego po krótkim czasie zauważyłem naśladowców. Mając programowego stylistę w telewizji, mam dostęp do tzw. sampli, czyli rzeczy nie na sprzedaż. Często zużywają się znacząco na grzbiecie występującego i można je odkupić za ćwierć ceny. Zawodowy garderobiany ma pewność że nikt inny w tym nie wystąpi dwa razy a ja, że na ulicy nie spotkam lustrzanego odbicia. Przypomniał mi się „Miś”. „…lustro, nie dziękuje już mamy”.  Okropny był to widok, zobaczyć człeka obnoszącego się dotąd swym inteligenckim, pisarskim lukiem przemienionego nagle dekadencko w koszulę i dres. Może sobie schlebiam, ale nie widzę innych racjonalnych powodów przedstawionej tu metamorfozy.

    Koledzy najfajniej reagowali. Gdzie to kupiłeś? Juliusz Machulski powiedział mi ostatnio, kiedy spotkaliśmy się w kawiarni że w wyglądam jakbym z Nowego Jorku wrócił, bo tam dresiarzem jest każdy. Tyle że ładnym.

    Jeśli ktoś pyta dlaczego ja cały czas w tym dresie, mówię jestem ojcem karmiącym. Tak mi teraz najlepiej.

     

    Tomasz Kin

    Użytkownik Tomasz Kin zaktualizował swój stan:   2012-01-31 20:42:51 · Wyświetl

    2012-01-31 20:42:51
    • Awatar
      Marika · 3 mies., 3 tygodni temu

      Spojrze na dres pod innym katem… Nie bede juz moze wrzucac wszystkich dresiarzy do jednego wora ;-) ..

Zaloguj