Marta Waszkiewicz - Najbardziej wyczekiwany horror roku wykorzystuje najgłębsze ludzkie lęki. Po seansie trudno pozbyć się uczucia, że coś jest nie tak
00:00
Horrory przeżywają dziś prawdziwy renesans. Gatunek, który jeszcze kilka lat temu wydawał się zmęczony własnymi schematami, znów zaskakuje świeżymi pomysłami i nowymi twórcami. Jednym z nich jest zaledwie 20-letni Kane Parsons, który z internetowej legendy i własnych krótkich filmów na YouTube stworzył pełnometrażowy debiut „Backrooms. Bez wyjścia” – produkcję zrodzoną z jednego z najbardziej pierwotnych ludzkich lęków: poczucia zagubienia, i to nie tylko w przestrzeni, ale również we własnym umyśle. Pytanie tylko, czy tajemnicze „Backrooms” potrafią utrzymać uwagę widza przez ponad półtorej godziny?
Najpierw były viralowe shorty, które stały się fenomenem wśród fanów grozy. Teraz przyszła pora na pełny metraż. Bohaterem filmu „Backrooms. Bez wyjścia” jest Clark, właściciel sklepu meblowego, który w podziemiach swojego biznesu odkrywa przejście do dziwnej rzeczywistości – labiryntu pozornie pustych, żółtych korytarzy ciągnących się w nieskończoność. Gdy opowiada o swoich doświadczeniach terapeutce, kobieta uznaje, że mogą być one symptomem pogarszającego się stanu psychicznego pacjenta, jednak sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Clark nagle znika bez śladu. Rozpoczynają się więc poszukiwania, które prowadzą do miejsca, gdzie czas traci znaczenie, przestrzeń przestaje być stabilna, a za granicą wzroku czai się coś nienaturalnego...
(Fot. materiały prasowe)
Choć fabuła najbardziej wyczekiwanego horroru roku korzysta z elementów sci-fi, found footage, miejskich legend i estetyki gier survivalowych, „Backrooms. Bez wyjścia” w gruncie rzeczy jest opowieścią o ludzkiej potrzebie nadawania znaczenia temu, co niezrozumiałe (nawet jeśli znaczenia te okazują się złudne). I to właśnie ten aspekt okazuje się najmocniejszą stroną filmu. Kane Parsons doskonale rozumie natomiast, że współczesny horror nie musi opierać się wyłącznie na jump scare’ach. Napięcie buduje zatem przede wszystkim za pomocą monotonnych dźwięków jarzeniówek, niepokojącego szumu, minimalistycznej scenografii i poczucia nieustannej dezorientacji.
(Fot. materiały prasowe)
Nie strach jest tu więc najważniejszy, lecz wszechobecny niepokój. Kolejne pomieszczenia przypominają sen, z którego nie można się obudzić. Architektura staje się przeciwnikiem samym w sobie, a cyfrowe „glitche” i zaburzona logika przestrzeni sprawiają wrażenie, jakby bohaterowie utknęli w błędzie rzeczywistości. Najlepiej wypada jednak pierwsza połowa filmu. Tajemnica działa, napięcie rośnie, a surrealistyczne przestrzenie uruchamiają wyobraźnię. Klimat balansuje pomiędzy namacalną rzeczywistością a koszmarną onirycznością, przywołując estetykę dreamcore i internetowych creepypast. I trzeba przyznać jedno – jak na pełnometrażowy debiut 20-letniego youtubera, „Backrooms. Bez wyjścia” imponuje pod względem formalnym, a praca kamery, montaż i wizualna strona produkcji momentami robią większe wrażenie niż niejeden wysokobudżetowy horror.
Czytaj także: Najlepsze horrory, które przerażają do szpiku kości. Ranking top 10 tytułów
(Fot. materiały prasowe)
Problem pojawia się wtedy, gdy film próbuje odpowiedzieć na pytania, które sam zadaje, a im dalej w las, tym bardziej fabuła zaczyna się rozjeżdżać. Ostatni akt sprawia wrażenie przekombinowanego, a niektóre wątki pozostają jedynie zasygnalizowane. To właśnie tutaj widać różnicę między krótką formą a pełnym metrażem (seria Parsonsa na YouTube zdecydowanie lepiej wykorzystywała siłę niedopowiedzeń i tajemnicy). W wersji kinowej pojawia się też więcej klasycznych horrorowych klisz, a część budowanego wcześniej napięcia zostaje zbyt szybko rozładowana. Szkoda również niewykorzystanego potencjału samych „Backrooms”. Chwilami można też odnieść wrażenie, że film bardziej spieszy się z opowiadaniem historii niż z eksplorowaniem fascynującego labiryntu. A przecież właśnie w tych niekończących się korytarzach tkwi największa siła całego konceptu.
Czytaj także: Dziwnie znajome, niepokojące korytarze przeraziły już miliony ludzi. Czym są The Backrooms i dlaczego wszyscy o nich mówią?
(Fot. materiały prasowe)
„Backrooms. Bez wyjścia” nie jest więc horrorem idealnym – to film pełen niedoskonałości, z nierówną narracją i finałem, który może pozostawić uczucie niedosytu. Jednocześnie trudno odmówić mu oryginalności i autentycznej pasji. Parsons udowadnia natomiast, że ma wyjątkowy talent do budowania atmosfery i tworzenia obrazów, które zostają w głowie na długo po seansie. I nawet jeśli jego pełnometrażowy debiut nie dorównuje sile krótkich form, jest to wciąż jeden z ciekawszych horrorów ostatnich miesięcy. Bo czasem największy lęk nie kryje się w potworach, a w poczuciu, że jesteśmy uwięzieni w miejscu pozbawionym logiki. I że wyjścia może po prostu nie być.
Czytaj także: Internet oszalał na punkcie tych korytarzy. Teraz horror o The Backrooms bije rekordy popularności i nie daje widzom spać
„Backrooms. Bez wyjścia” to zatem kino, które bardziej niepokoi, niż przeraża. To hipnotyczny, momentami bardzo sugestywny horror dla widzów, którzy cenią klimat, niedopowiedzenia i psychodeliczne poczucie zagubienia. Nie wszystko działa tu dobrze, ale trudno przejść obok tego filmu obojętnie. Zresztą pójdźcie i przekonajcie się sami.
„Backrooms. Bez wyjścia” w kinach od 19 czerwca.