1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wideo
  4. >
  5. Ewa Puszczyńska: „Nigdy nie jest za późno”. Producentka nominowanej do Złotej Palmy „Ojczyzny” o sztuce, intuicji i odwadze | „Kobiety rządzą”

Ewa Puszczyńska: „Nigdy nie jest za późno”. Producentka nominowanej do Złotej Palmy „Ojczyzny” o sztuce, intuicji i odwadze | „Kobiety rządzą”

„Nigdy nie jest za późno. Jak powiedziałam kiedyś ku oburzeniu mojego syna: przyszłam do filmu z ulicy” – mówi Ewa Puszczyńska, jedna z najbardziej cenionych producentek filmowych w Europie. W podcaście „Kobiety rządzą” Joanna Olekszyk, redaktorka naczelna „Zwierciadła”, rozmawia z laureatką Oscara o kulisach pracy przy najważniejszych filmach ostatnich lat, sile intuicji, sztuce współpracy i najnowszym obrazie Pawła Pawlikowskiego „Ojczyzna”, nominowanym do Złotej Palmy w Cannes.

Kiedy myślimy o filmie, zwykle widzimy reżysera, aktorów, operatora kamery. Znacznie rzadziej zastanawiamy się nad rolą producenta. Tymczasem bez niego wiele wielkich dzieł nigdy nie trafiłoby na ekran. Ewa Puszczyńska opisuje swoją pracę w sposób daleki od korporacyjnych definicji i biznesowego żargonu. „Jestem akuszerką, która doprowadza projekt artystyczny do końca, po tym, jak wykiełkuje w artyście” – mówi.

Metafora nie jest przypadkowa. Producent odpowiada za finansowanie, organizację, międzynarodowe partnerstwa i logistykę, ale równie ważne okazuje się zarządzanie emocjami. Joanna Olekszyk przypomina słowa producentki z jednego z wcześniejszych wywiadów dla „Zwierciadła”, że producent w dużej mierze zarządza właśnie emocjami na planie.

W świecie, w którym spotykają się wielkie ambicje, ogromne budżety i wrażliwe artystyczne osobowości, umiejętność budowania relacji często okazuje się równie cenna jak doświadczenie biznesowe.

„Ojczyzna” – człowiek na tle wielkiej historii

Jednym z głównych tematów rozmowy jest najnowszy film Pawła Pawlikowskiego „Ojczyzna”, który został nominowany do Złotej Palmy podczas tegorocznego festiwalu w Cannes. Warto dodać, że rozmowa została nagrana jeszcze przed ogłoszeniem werdyktu jury.

Zdaniem Ewy Puszczyńskiej nowy obraz Pawlikowskiego można odczytywać jako domknięcie pewnej artystycznej opowieści.

„Ojczyzna może być traktowana jako trylogia z „Idą” oraz „Zimną wojną” – zauważa producentka.

Film, który od 19 czerwca trafia do polskich kin, wymyka się prostym interpretacjom. Nie jest jedynie opowieścią historyczną ani klasycznym dramatem psychologicznym.

„Ten film ma wiele warstw: mówi o potrzebie bliskości, o potrzebach intelektualnych. Ten film to człowiek, a w tle wielka historia i to, jak wpływa na losy wielu ludzi” – podkreśla. „Jest kompaktowy i zawiera jednocześnie wiele znaczeń” – dodaje. Joanna Olekszyk zwraca uwagę na jeszcze jeden element: subtelne poczucie humoru obecne w historii.

Momentami „Ojczyzna” zaskakuje lekkością i ironią, dzięki którym wielkie tematy stają się bardziej ludzkie, a bohaterowie bliżsi widzowi.

Cannes nie definiuje wielkości

Festiwale, nagrody i czerwone dywany budzą ogromne emocje. Producentka patrzy jednak na sukces z dystansem, którego nauczyły ją lata pracy z najwybitniejszymi twórcami współczesnego kina.

„Film jest wybitny i nie będzie mniej wybitny, jeśli nie dostanie nagrody, ani bardziej wybitny, jeśli tę nagrodę dostanie” – podkreśla. Według producentki prawdziwa siła kina kryje się gdzie indziej. „Ten film to wyjście naprzeciw jaskrawego, chaotycznego świata” – mówi.

Czerń i biel pełna kolorów

Twórczość Pawła Pawlikowskiego od lat zachwyca charakterystyczną estetyką. Czarno-białe kadry „Idy” czy „Zimnej wojny” stały się już częścią historii współczesnego kina.

Ewa Puszczyńska przekonuje jednak, że takie określenie jest pewnym uproszczeniem.

„Czerń i biel to są bardzo piękne kolory i to nie jest tylko czerń i biel, a cała gama barw pomiędzy” – tłumaczy.

W tej krótkiej obserwacji zawiera się filozofia kina, które nie potrzebuje wizualnego nadmiaru, aby wywoływać silne emocje.

Dreszcze ważniejsze niż kalkulacja

Jak rozpoznać, że właśnie powstaje film wyjątkowy?

Pytanie, które Joanna Olekszyk zadaje swojej rozmówczyni, wydaje się kluczowe dla każdego, kto marzy o pracy przy sztuce.

Odpowiedź okazuje się zaskakująco intuicyjna. „Bardzo często czuję dreszcze na planie. Czasem myślę, że za często, że za mało w tym rozumu, a za bardzo jest to emocjonalne” – przyznaje producentka.

W świecie analiz, raportów i badań rynku właśnie emocje pozostają dla niej najważniejszym kompasem.

Nieprzypadkowo współpracowała z twórcami należącymi dziś do światowej czołówki.

„Mam szczęście do wspaniałych twórców. Twórczość Jonathana Glazera znałam przed „Strefą interesów”, jeszcze z reklam, które kręcił. Z Sandrą Hüller trochę się przyjaźnimy – to wspaniały człowiek” – opowiada.

Oscar po sześćdziesiątce

Historia Ewy Puszczyńskiej jest również opowieścią o odwadze do zmiany życia. Produkcją filmową zajęła się po czterdziestce. Oscara zdobyła po sześćdziesiątce, w sumie ma dwie statuetki na koncie za Najlepszy Film Międzynarodowy, to wspomniane: „Ida” (2015) oraz „Strefa interesów”. W kulturze obsesyjnie skupionej na młodości brzmi to jak manifest. Nie trzeba wszystkiego osiągnąć przed trzydziestymi urodzinami. Nie istnieje jeden właściwy moment na rozpoczęcie nowego rozdziału. „Nigdy nie jest za późno” – mówi producentka.

Jej zawodowa droga pokazuje, że doświadczenie, ciekawość świata i gotowość do nauki mogą okazać się znacznie ważniejsze niż metryka.

A kino? Wciąż pozostaje przestrzenią, w której marzenia spotykają się z rzeczywistością.

„Filmy to najdroższy rodzaj sztuki” – przypomina Ewa Puszczyńska.

Być może właśnie dlatego każda udana produkcja jest małym cudem. A każda wielka historia zaczyna się od człowieka, który uwierzył, że warto ją opowiedzieć.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email