1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Nankurunaisa – podejście do życia praktykowane przez stulatków z Okinawy. Jego założenia wcale nie są obce Polakom

Nankurunaisa – podejście do życia praktykowane przez stulatków z Okinawy. Jego założenia wcale nie są obce Polakom

(Fot. Ippei Naoi/ Getty Images)
(Fot. Ippei Naoi/ Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Agata Lipiec - Nankurunaisa – podejście do życia praktykowane przez stulatków z Okinawy. Jego założenia wcale nie są obce Polakom

00:00
15s
0,5 x
15s
Zastanawiasz się, co kryje się za długowiecznością mieszkańców Okinawy? Wśród najczęściej wymienianych odpowiedzi pojawiają się zdrowe odżywianie, aktywność, silne relacje i poczucie wspólnoty. Jeśli też planujesz dożyć sędziwego wieku, mamy dobrą wiadomość. Nie musisz od razu myśleć o przeprowadzce na drugi koniec świata, część tamtejszych nawyków da się przenieść na własne podwórko. Pomocne może być zwłaszcza jedno podejście – nankurunaisa, czyli przekonanie, że warto robić swoje i nie martwić się na zapas o to, na co nie mamy wpływu.

Spis treści:

  1. Moda na japońskie „filozofie życia” trwa w najlepsze
  2. Nankurunaisa – co oznacza to słowo z Okinawy?
  3. Jak praktykować nankurunaisa?

Moda na japońskie „filozofie życia” trwa w najlepsze

Pochylając się nad kolejnym japońskim terminem, martwię się, że blisko mi do amerykańskich tiktokerów. Tych, którzy do niemieckiego lüften, czyli po prostu wietrzenia domu, dopisali całą rozbudowaną filozofię. A przecież to słowo jak każde inne, opisujące czynność prozaiczną dla milionów ludzi żyjących w budynkach bez mechanicznej wentylacji. Podobnych przykładów nie trzeba zresztą szukać daleko. Mamy też przecież popularne w Polsce la dolce vita, które w filmie Felliniego wcale nie było takie słodkie. I duńskie hygge, czyli nic innego jak przytulność, dzięki której sprzedano nam niezliczone świeczki i kocyki. Mimo to, dopóki nie sprawdzimy w słowniku znaczenia nagomi (uczucie spokoju i relaksu) czy ikigai (coś, po co warto żyć), brzmią one na tyle intrygująco, że chcemy się w nie zagłębić.

Niestety umyka nam, że u niektórych rodzimych użytkowników języka mogą budzić one... negatywne skojarzenia. Bo za szlachetnym „celem życia”, o którym w naszej części świata powstają motywacyjne poradniki, w Japonii stać może ogromna presja na zdobycie dobrej edukacji, znalezienie prestiżowej pracy i założenie rodziny w odpowiednim okienku czasowym. Cała otoczka niekiedy jest więc trochę na wyrost. Niekoniecznie musi nam jednak nie zaszkodzić. W końcu wiele przemycanych z Dalekiego Wschodu idei dotyczy duchowej harmonii czy kontaktu z naturą, których we współczesnym świecie mamy jak lekarstwo.

Nankurunaisa – co oznacza to słowo z Okinawy?

Tak też jest z wyrażeniem nankurunaisa (なんくるないさ) wywodzącym się z języków riukiuańskich z wyspy Okinawa. Na polski można przełożyć je jako „wszystko będzie dobrze, tak czy inaczej sprawy się ułożą”. Trochę zbliżone do swojskiego „jakoś to będzie”. Nasza krajowa wersja nie implikuje co prawda od razu, że przyszłość maluje się wyłącznie w jasnych barwach – między „jakoś” a „dobrze” nie postawimy znaku równości. Ale w gruncie rzeczy kryje się za nią podobna niezachwiana wiara w to, że co by się nie działo, koniec końców poradzimy sobie z trudnościami i wyjdziemy na prostą.

Trzeba przyznać, że nasza nazwa nie jest aż tak chwytliwa, a za międzynarodowym sukcesem nankurunaisa stoi jeszcze jedna fundamentalna sprawa – rzekoma długowieczność mieszkańców położonego na Oceanie Spokojnym archipelagu, który zaliczany jest to tzw. Niebieskich Stref. Jakby spojrzeć wstecz, ich dzieje nie były usłane kwiatami sakury. Po aneksji w XIX wieku Okinawiańczycy nie raz doświadczali ze strony Japończyków dyskryminacji. Podczas II wojny światowej byli świadkami krwawych walk, które kosztowały życie niemal jedną trzecią rdzennej populacji. Skąd więc to przekonanie, że w końcu nadejdą lepsze czasy? I na czym ma ono dokładnie polegać?

Nankurunaisa bywa wymieniane jednym tchem z hasłami: „nie martw się”, „bądź szczęśliwy” czy „co będzie, to będzie”.

Jak tłumaczyła w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Nati Ishigaki, Polka mieszkająca na Okinawie – to podejście do życia nie oznacza biernego poddania się losowi, pozostawienia spraw własnemu biegowi. Sprowadza się raczej do zasady: robimy, co możemy, a rezultatem nie martwimy się na zapas. Nie ma więc nic wspólnego z lenistwem czy rezygnacją. Chodzi raczej o działanie bez nadmiernego przywiązania do oczekiwań. – Żeby zebrać owoce, musimy włożyć wysiłek skierowany we właściwą stronę. Jeśli chcemy zebrać jabłka, nie możemy sadzić truskawek – mówi Ishigaki. Co więcej, jej zdaniem samo nankurunaisa nie zawsze jest do końca zrozumiałe dla mieszkańców Japonii „właściwej”. Różnice między ich sposobami myślenia bywają na tyle wyraźne, że – jak obrazowo ujęła – można je porównać do różnic między Niemcem a Hiszpanem.

Jak praktykować nankurunaisa?

Jeśli potraktujemy nankurunaisa jako inspirację do refleksji nad własną codziennością, a nie prawdę objawioną o życiu konkretnej grupy ludzi gdzieś na drugim końcu świata, może okazać się zaskakująco użyteczne. Jak przełożyć to podejście na praktykę? Przede wszystkim warto skupić się na tym, na co mamy realny wpływ. Nie chodzi o obojętne czekanie na lepsze czasy, ale o działanie w granicach własnych możliwości – z troską, szacunkiem i wdzięcznością. Bez obsesyjnego zamartwiania się tym, co pozostaje poza naszą kontrolą.

Zamiast rozpisywać w głowie kolejne czarne scenariusze, można skoncentrować się na tym, co da się zrobić tu i teraz, podchodząc do wyzwań z większym spokojem i cierpliwością.

Drugim elementem jest oswojenie niepewności. Życie jest w dużej mierze nieprzewidywalne. Nawet jeśli zawsze mamy przygotowany plan B, nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć się na każdą okoliczność. Nankurunaisa nie zachęca rzecz jasna do rezygnacji z ambicji ani do oddania steru przypadkowi. Przypomina raczej, że nie wszystko musi wydarzyć się od razu i nie wszystko da się dopiąć na ostatni guzik mimo wysiłków i najszczerszych chęci. Można odczytywać je jako zaproszenie do wolniejszego życia i większego zaufania do naturalnego biegu spraw. Po trzecie, nakłania do cieszenia się z małych rzeczy, takich jak niespiesznie wypita rano kawa czy bezcelowy spacer, oraz wdzięczności za to, co mamy w danym momencie.

Być może właśnie to pomaga Okinawańczykom zachować większą równowagę i żyć w harmonii z innymi.

Źródła: Urszula Abucewicz, „Polka z Okinawy: Ludzie żyją tu dłużej, bo stosują zasadę »nankurunaisa« czyli…”, kobieta.rp.pl; Veronica Cristino, „Nankurunaisa, la filosofia giapponese dei centenari di Okinawa che ci insegna come avere fiducia nel futuro”, vogue.it [dostęp: 16.06.2026]

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE