1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seriale
  4. >
  5. „Nic nie smakuje tak dobrze, jak bycie chudą”. Czy bohaterki plus size zasługują na życie erotyczne?

„Nic nie smakuje tak dobrze, jak bycie chudą”. Czy bohaterki plus size zasługują na życie erotyczne?

Kadr z serialu \
Kadr z serialu "Dziewczyny" (Fot. materiały prasowe)
W 1988 roku amerykańska stacja ABC wyemitowała pierwszy sezon serialu „Roseanne”. W główną rolę wcieliła się komiczka Roseanne Barr. Gdyby nie jej rasistowskie opinie wyrażane na Twitterze, do dzisiaj występowałaby w kontynuacji komedii zatytułowanej „The Conners”. Nie zmienia to jednak faktu, że bohaterka wykreowana przez Barr wpłynęła na widoczność postaci plus size w telewizji.

„Roseanne” to serial komediowy opowiadający losy, wywodzącej się z klasy robotniczej, rodziny Connerów. Koniec rządów Ronalda Reagana to trudny czas dla rodziny z czwórką dzieci. Żyją na środkowym zachodzie kraju i ciągle pracują, żeby związać koniec z końcem. Roseanne nie jest klasyczną piękną i promienną bohaterką sitcomu, ani idealną panią domu wzorem z lat 50. Jest trzydziestosześciolatką w rozmiarze XL. To wyłom w myśleniu o serialowej bohaterce, która dotychczas nosiła rozmiar 38, a jeśli miała już kilka kilogramów nadwagi, to ciągle katowała się reżimem dietetycznym. Telewizja nie wybacza nadwagi, o otyłości nie wspominając.

Przedstawicielka klasy robotniczej

Roseanne nie tylko była wyrazistą bohaterką z poczuciem humoru, które nie każdemu przypadłoby do gustu, ale nie przepraszała za to, jak wygląda. A przecież nie mieściła się w ówczesnym, ani obecnym, kanonie urody. Jej wizualność wymykała się oczekiwaniom męskiego spojrzenia. Co najciekawsze, bohaterka nie tylko była plus size, ale miała przy tym męża i dzieci. Z Danem (John Goodman) tworzyła rodzinę. A to już zaskakujące, ponieważ nienormatywne bohaterki często w popkulturze skazywano na samotność.

Serial na przestrzeni dziesięciu sezonów (koniec emisji nastąpił w 1997 roku, a dwadzieścia jeden lat później zadebiutowała kontynuacja zatytułowana „The Conners”) poruszył wiele ważnych społecznie tematów. Roseanne i jej mąż dyskutowali nad tym, czy – w kontekście ich sytuacji finansowej – powinni mieć czwarte dziecko. Nie zabrakło też dyskusji o aborcji i samej ciąży.

Pamiętajmy, że mowa o sitcomie z końca lat 80., a te były dla kobiet wyjątkowe restrykcyjne. To czas, kiedy Jane Fonda wypuściła swoje pierwsze kasety wideo z ćwiczeniami dla kobiet, aby mogły w domu doganiać ówczesne standardy piękna. W reklamach, filmach i na okładach kolorowych gazet nie było miejsca dla kobiet plus size. Roseanne Barr dla siebie i swojej bohaterki musiała to miejsce wywalczyć.

Nie tylko współtworzyła przełomowy dla kobiet serial, który mówił swojej damskiej widowni, że kobiety nie muszą być doskonałe jak modelki na wybiegu, aktorki na rozdaniu nagród, czy prezenterki w telewizji śniadaniowej, ale pokazywał, że życie amerykańskich rodzin to wyzwanie. Zwłaszcza gdy rodzina jest wielodzietna. Mówienie o kobiecej fizjologii również nie było czymś powszechnym. Czasy „Seksu w wielkim mieście” miały dopiero nadejść. A mimo to, Roseanne mówi o menstruacji, karmieniu piersią, zachodzeniu w ciążę po trzydziestce. Mówi też o życiu seksualnym bohaterki plus size.

Warto przypomnieć odcinek ósmy sezonu trzeciego zatytułowany „PMS. I Love You”. Poznajemy w nim perspektywę męża bohaterki, Dana. Dzień, w którym Roseanne mierzy się z zespołem napięcia przedmiesiączkowego to dla rodziny koszmar. Kobietę dopadają bowiem zmienne nastroje, wpada w złość, frustrację, niepokój, co odbija się na mężu i dzieciach. Oglądamy to jako źródło komedii i żart dobrze osadzony w uniwersum serialu. Dotyczy on jednak ważnego tematu z zakresu zdrowia kobiet. Spotwornienie bohaterki i ukazanie jej jako niezrównoważonej i budzącej postrach rodziny nie wydaje się najlepszym rozwiązaniem, biorąc pod uwagę że jako bohaterka plus size i tak musi się już mierzyć z krytycznymi opiniami widzów. Odbiorcy nieprzyzwyczajeni do tego, że w serialach pojawiają się osoby w rozmiarze XL (warto wspomnieć, że mąż bohaterki też do nich należy), są skłonni dyskredytować produkcję pod byle pretekstem. Nie zmienia to jednak faktu, że serial odważnie opowiadał nie tylko o kobietach z nienormatywną wagą, jak i o dotychczas wstydliwych temat z zakresu ludzkiej fizjologii.

To nie przypadek, że serial opowiada historię rodziny z klasy robotniczej. Bohaterowie borykając się z problemami finansowymi i brakiem czasu, często ratują się posiłkami kupowanymi w fast foodach. Dzisiaj wiemy, że wysoka kaloryczność takich posiłków powoduje nadwyżkę kaloryczną w dziennym bilansie, ale równocześnie sprawia, że wciąż jesteśmy niedożywieni z powodu braku odpowiedniej dawki białka, węglowodanów i składników mineralnych. Serial pokazuje, że zdrowe odżywianie to luksus, na który nie każdy może sobie pozwolić.

Patrząc na „Roseanne” z perspektywy minionych trzydziestu ośmiu lat, widać że komiczka przetarła szlak dla takich twórczyń jak Lena Dunham, czy Megan Stalter, obecnie promujących różnorodność kobiecych wizerunków. Zanim jednak Dunham przekonała HBO do realizacji serialu „Dziewczyny”, były lata 90. i początek XXI wieku, czas niezbyt łaskawy dla kobiet w rozmiarze XL. Kate Moss podbija wybiegi modowe szykiem ultra szczupłej sylwetki. Modelka w 2009 roku mówi w wywiadzie dla magazynu „Women's Wear Daily” słynne słowa: „Nic nie smakuje tak dobrze, jak bycie chudą”.

Słowa padają z ust jednej z najbardziej wpływowych kobiet tamtego czasu, co nie pozostaje bez znaczenia dla dziewcząt inspirujących się jej wizerunkiem. Lata 90. gdy Kate Moss była aktywna zawodowo jako modelka, podarowały kobietom nierealistyczne wymagania względem ich sylwetek. Temat ten poruszany jest niejednokrotnie w serialu „Seks w wielkim mieście”, który zadebiutował w 1998 roku w ofercie telewizji HBO.

Cztery przyjaciółki z Manhattanu wiele czasu poświęcały rozmowom na temat współczesnych kanonów urody, a także oczekiwań mężczyzn wobec ich wizerunku. Już w drugim odcinku pierwszego sezonu, znamiennie zatytułowanym „Modelki i śmiertelnicy”, Miranda czuje się dziwnie słysząc, że jej obecny partner zwykle umawiał się z modelkami. Nie rozumie, czy związek z nią jest dla niego mezaliansem, czy też rodzajem „zejścia na ziemię”. Rozmawia z koleżankami o tym, czym właściwie różnią się modelki od zwykłych kobiet.

Dziewczyny próbują dociec tej subtelnej, nienazwanej różnicy. Czują, że to nie tylko uroda i plastyczna mimika twarzy ułatwiająca pozowanie do zdjęć, ale też rodzaj energii i pewności siebie. Ten motyw wraca w serialu wielokrotnie. Zwłaszcza dla Carrie pasjonującej się modą, świat modelek jest fascynujący. W jednym z odcinków pt. „Prawdziwa ja” sama wciela się w rolę modelki i występuje na wybiegu w dość kontrowersyjnym stroju (majtkach i płaszczu), co bardzo ją stresuje i ekscytuje równocześnie. Zwłaszcza, że na wybiegu mija Heidi Klum.

Plus size na Manhattanie

Przez większość czasu bohaterki mieściły się w kanonie. Sytuację zmieniła ciąża Mirandy, która po urodzeniu dziecka nie od razu wróciła do swojej dawnej wagi. Gdy wraz z przyjaciółkami wyjechała na weekend do Atlantic City spotkało ją niemiłe doświadczenie. Podczas gry w kasynie jeden z mężczyzn skomentował wulgarnie jej pośladki, co wprawiło ją w ponury nastrój. Mimo że mężczyzna sam miał nadwagę, poczuł się uprawniony, żeby krytycznie ocenić wygląd bohaterki. Wpłynęło to negatywnie na cały wieczór, bohaterki rozeszły się swoich pokojów w hotelu, mimo że miały świętować urodziny Charlotte i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.

Kadr z serialu \ Kadr z serialu "Seks w wielkim mieście" (Fot. materiały prasowe)

Cały odcinek „To szczęście być staruszką” skupiał się tematycznie wokół gry karcianej „Stara panna”, którą Miranda podarowała Charlotte z okazji urodzin. Bohaterki rozmawiały o samotności, relacji z innymi kobietami i uznały, że na starość powinny trzymać się razem, bo koniec końców, relacje przyjacielskie bywają silniejsze niż związki romantyczne. Motyw nadwagi u Mirandy będzie wracał przez cały sezon – bohaterka pójdzie na zajęcia grupowe dla osób chcących zredukować wagę i pozna tam mężczyznę z podobnym problemem.

Będzie to jedyny moment, gdy nadmierna masa ciała stanie się problemem przyjaciółek z serialu „Seks w wielkim mieście”. Co więcej, nadwaga Miranda dzisiaj wydaje się dyskusyjna. Bohaterka w naturalnym rytmie życia i opieki nad niemowlęciem, starci dodatkowe kilogramy. Będzie randkowała z mężczyznami, ale inaczej niż wcześniej, wygląd ciała stanie się jej obsesją, niewygodą, dyskomfortem. Dopiero gdy Mirandzie uda się wejść w dżinsy z okresu licealnego, odetchnie z ulgą (spodnie pękną w finale odcinka „Samoprzylepna wiadomość”, ale bohaterka nie straci dopiero co odzyskanej pewności siebie).

Jedząc „jak ptaszek”

Lata 90. były bardzo wymagające wobec kobiet, ale gdy cofniemy się do lat 60., zobaczymy, że ówczesna obyczajowość była piekłem. Dziewczęta mogły jeść publicznie niewielkie porcje, a najlepiej w ogóle (zupełnie jak Scarlett O’Hara w „Przeminęło z wiatrem” gdy jadła obfity posiłek w domu, byle tylko na przyjęciu wśród mężczyzn, skubnąć coś niczym ptaszek). Dobrym tego przykładem jest serial „Mad Men”. Gdy była żona głównego bohatera, Betty Draper (w tej roli January Jones), nagle tyje, odbiór tej postaci zupełnie się zmienia. Podobnie jak zmienia się jej relacja z mężczyznami, wcześniej szukającymi okazji do flirtu, obecnie niezauważającymi jej.

Gdy Betty zirytowała czymś byłego męża, po raz pierwszy skrytykował to jak wygląda, odniósł się do jej nadwagi jako źródła problemów. Sama nadwaga bohaterki jest niezwykle ciekawym motywem w serialu. Wiąże się z depresją Betty. Kobieta cały czas chciała uszczęśliwiać innych i wieść życie „jak z obrazka”.

Kadr z serialu \ Kadr z serialu "Mad men" (Fot. materiały prasowe)

Gdy rozstaje się z Donem i wychodzi za Henry’ego nagle czuje, że choć sama o tym zdecydowała, traci Dona z oczu. Podświadomie miała chyba nadzieję, że tylko ona zyska nowe życie, a Don będzie dalej tkwił w tym samym miejscu. Dlatego gdy Draper żeni się ponownie, kupuje mieszkanie i na nowo urządza swoje życie, jest w niej żal za utraconą szansą. Ważniejsze jednak w procesie autodestrukcji Betty jest jej ciągłe dążenie do doskonałości. Utrata kontroli nad ciałem ciągle przypomina jej, że za mało się starała i nie jest tak idealna jak powinna. Czuje się gorsza, odstawiona na boczny tor, mimo że drugi mąż szczerze ją kocha i chce budować z nią życie.

Presja wobec kobiet i ich ciała jest olbrzymia. Widzimy to już w pierwszym sezonie „Mad Men”, gdy sekretarka Peggy (Elisabeth Moss) tyje i jest to temat numer jeden wśród plotkujących mężczyzn. Bohaterka zmaga się z problemami zdrowia psychicznego, jest w ciąży, którą ignoruje, odpycha od siebie ten fakt, sądzi że jak nie będzie poświęcać mu uwagi, sam zniknie. Wypiera to, jak zmienia się jej ciało. Neguje swoją fizjologię. Sprawy nie ułatwia fakt, że gdziekolwiek się nie ruszy, ciągle ktoś komentuje to, że przytyła. Jakby to była zbrodnia przeciw ludzkości. Dopiero po urodzeniu dziecka i powrocie do dawnej wagi, nagle staje się widoczna i męskie spojrzenie znowu jej pożąda.

Nadchodzi Hannah Horvath

Dopiero w 2012 roku serial „Dziewczyny”, autorstwa Leny Dunham, zrobił rewolucję w myśleniu o wyglądzie kobiecego ciała. Od momentu premiery, serial HBO, był nieustannie porównywany do wielkiego poprzednika, czyli „Seksu w wielkim mieście”. Dunham jako dwudziestosześcioletnia kobieta odważnie opowiedziała historię rówieśniczek. Pokazało że jej ciało, dla wielu niedoskonałe, bo pokryte tatuażami i w rozmiarze XL, jest silne i pozwoliło wygrać z chorobą, przemocą ze strony mężczyzn i społeczną niechęcią wobec jego eksponowania.

Lena Dunham jako twórczyni, ale i aktorka wcielająca się w postać głównej bohaterki, Hannah Horvath, nie szła na kompromisy. Opowiadając historię przyjaciółek z Brooklynu i ich startu w dorosłość, nie unikała mówienia o seksualności i wizerunku ciał plus size. Dziewczyna nie tylko nie unika kontaktów seksualnych, ale oglądamy je w serialu odarte z estetyki opery mydlanej jako sytuacje niedoskonałe, czasem krępujące, zabawne, niewygodne itd.

Kadr z serialu \ Kadr z serialu "Dziewczyny" (Fot. materiały prasowe)

Twórczyni wprowadza do serialu swoją bohaterkę, tak jak doświadczamy tego w życiu. Otaczają nas osoby o różnym wzroście, wadze i cechach charakterystycznych. Hannah po prostu jest. Nie tłumaczy się z tego, jak wygląda i dlaczego. Szuka szczęścia jak jej koleżanki, które również marzą o zrobieniu czegoś ważnego zawodowo i znalezieniu miłości. Nie są jednak tak naiwne, jak bywała Carrie Bradshaw, na ogół twardo stąpają po ziemi i nie żyją złudzeniami, albo mitem o wielkiej romantycznej miłości.

Ciało Hannah naznaczone jest jej historią, tatuaże przypominają ważne i trudne momenty, ale i chwile radosne, przełomowe, pełne nadziei. To mapa jej życia, z którego jest dumna. Nie ukrywa swojego ciała, wystawia je na słońce, na widok innych ludzi, bo wie, że nie ma powodów, aby się wstydzić. To raczej społeczeństwo uznaje, że nadmiernie nim epatuje w letni dzień. Ale czy jej ciało nie ma prawa do kąpieli słonecznej w gorący dzień, podobnie jak ciała normatywne?

Ciało bohaterki nie chce się tłumaczyć z tego, że po prostu jest. Zmienia się na przestrzeni lat z powodu chorób, stresu, odżywiania. Po prostu jest. W latach 90. nieustannie musiało się tłumaczyć, a w latach 60. miało zejść innym ludziom w oczu. W końcu dzięki Dunham kobiety zrozumiały, że nie muszą się zmieniać żeby „zasłużyć” na życie seksualne.

Spotworniałe (?) ciało stalkerki

Najtrudniej przedstawić Marthę Scott, czyli stalkerkę z serialu „Reniferek”. Serial w 2024 roku zrobił furorę wśród widzów platformy Netflix. Dogłębnie poruszył zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Wielka w tym zasługa twórcy scenariusza, autora sztuki teatralnej i odtwórcy jednej z głównych ról, Richarda Gadda. Serial prezentuje jego perspektywę na stalking, jakiego doświadczył od kobiety, która była klientką w barze gdzie pracował. Oparł to na swoich osobistych doświadczeniach, więc media podchwyciły temat i długo o nim dyskutowały.

Poza tym, że „Reniferek” opowiada o przemocy seksualnej i psychicznej wobec mężczyzn, męskiej depresji, pokazuje też zaburzoną psychicznie kobietą plus size. Dla widzek plus size Martha może być bohaterką celowo upokorzoną przez twórcę serialu. W końcu jak najłatwiej spotwornić przemocowe zachowania, żebyśmy nie mieli wątpliwości, że mamy do czynienia z jednostką złą do szpiku kości? Oszpecić ją wizualnie tak, aby nikt nie chciał się z nią identyfikować. Martha jest po czterdziestce, nie ma pracy, mieszka w zapuszczonym domu, z którego wysyła liczne maile i SMS-y do głównego bohatera. Żyje w świecie iluzji, wyobraża sobie, że ją i Donny’ego łączy gorące uczucie. Jej całym światem jest komputer, czyli ramię zbrojne w iluzorycznej walce o lepszą przyszłość.

Kadr z serialu \ Kadr z serialu "Reniferek" (Fot. materiały prasowe)

Martha budzi w nas zarówno poczucie żalu, jak i przerażenie. Gdy jest sama w domu, widzimy jej wykluczenie społeczne. Jest nieporadna, nie sprząta w pokoju, skupia się na budowaniu iluzji o tym, że Donny pokocha ją tak, jak ona jego. Dla części widzów oburzające było, że dziewczyna wierzyła, iż szczupły i przystojny mężczyzna mógłby pokochać kogoś takiego jak ona. Bo przecież złamałby zasady decorum. Jak ona śmie tak fantazjować?

Gdy rozmawiałam o serialu „Reniferek” z psycholożką Katarzyną Kucewicz, powiedziała, że automatycznie skojarzyła Marthę z postacią znaną z filmu „Misery”, która również – żyjąc w swoim urojonym świecie – próbuje siłą uwięzić w nim mężczyznę. Pożąda go i podziwia więc uznaje, że jedyną szansą na wspólną przyszłość jest odcięcie go od świata zewnętrznego. Martha nie jest typem „wesołej grubaski” jak bohaterki Amy Schumer, albo Rebel Wilson.

To prowadzi nas do głównego problemu z bohaterami plus size na ekranie. Przez długi czas musieli być „funkcyjni”, nie mogli tak po prostu pojawiać się w filmie, czy serialu, jak to ma miejsce w przypadku postaci o normatywnej wadze. Jak już się pojawiali, to albo jako „gruba przyjaciółka” głównej bohaterki w telenoweli, wesoła koleżanka na drugim planie, które potyka się na skórce od banana, albo też jako wierna kibicka pierwszoplanowej pary dramatycznej.

W dobrym kierunku

Na zakończenie chciałabym przytoczyć przykład nowego serialu Leny Dunham zatytułowanego „Na całego” z główną rolą Megan Stalter, znaną z serialu „Komediantki”. Komedia z 2025 roku odpowiada na wszystkie problemy, które przez lata sprawiały, że bohaterki plus size były niewidoczne na ekranie. Dunham napisała serial ze swoim mężem, para czerpała inspirację z własnych doświadczeń, ponieważ opowiadają o bohaterce, która opuszcza Nowy Jork i wyrusza do Londynu, zupełnie jak Lena. Jessica (w tej roli Megan Stalter) po trudnym rozstaniu chce zacząć od nowa i szuka na siebie innego, lepszego pomysłu. Jako że mamy do czynienia z dekonstrukcją komedii romantycznej, poznawać będziemy burzliwe losy Jessicki i jej chłopaka, Felixa (w tej roli, znany z „Białego Lotosu”, Will Sharpe).

Kadr z serialu \ Kadr z serialu "Na całego" (Fot. materiały prasowe)

Felix jest szczupły, a Jessica plus size. Gdy się poznają, bohaterka nie myśli o tym, że coś ich dzieli, różni, albo że nie jest „z jego ligi”. Jest swobodna i sama inicjuje relację romantyczną. Nie przyszłoby jej do głowy, aby odkładać życie na później, bo ktoś uzna, że najpierw powinno zredukować wagę.

Jessica jest młodą, nieskrępowaną konwenansami kobietą, dla której ciało to sprawczość i przyjemność. Wychowała się w rodzinie kobiet, zawsze otwartych i bezkompromisowych. Siostrę bohaterki, Norę, gra sama Lena Dunham, niejako stawiając kropkę nad i w swojej nowej opowieści.

Cztery kobiety, babcia i matka rozmawiają z córkami i wnuczkami wspierając je swoim doświadczeniem. Dzięki temu generacja najmłodszych kobiet w rodzinie jest pewna siebie nawet w obliczu kryzysów. Lena Dunham w tym roku skończyła czterdzieści lat i mówi, że to najlepszy okres w jej życiu, ponieważ zwyczajnie jest szczęśliwa. Ma męża, zwierzęta i nowe życie na emigracji. Nie stara się też spełniać oczekiwań innych względem jej ciała. Oby pewność siebie Dunham i jej bohaterek porwała kolejne pokolenia widzek.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE