1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Na taką męskość nie ma już przyzwolenia. Filmy i seriale, których bohaterowie się przeterminowali

Na taką męskość nie ma już przyzwolenia. Filmy i seriale, których bohaterowie się przeterminowali

(Fot. TopFoto / Topfoto / Forum)
(Fot. TopFoto / Topfoto / Forum)
Dawno, dawno temu młode kobiety oglądały „Seks w wielkim mieście”. Był rok 1998, a żeńska widownia flagowego serialu HBO marzyła o życiu Carrie Bradshaw. Apartament na Manhattanie, który wówczas jeszcze nie był synonimem uprzywilejowanego „jednego procenta” oraz związek z Mr. Bigiem jawił się jak los wygrany na loterii.

W jednym z odcinków serialu, w roli samego siebie wystąpił nawet Donald Trump. Samantha Jones (Kim Cattrall) była nim zachwycona. Nowojorski samiec alfa emanował siłą, sprawczością i władzą. Tacy mężczyźni jak on, czy Mr. Big (Chris Noth) rządzili miastem. W oczach kobiet byli idealnymi kandydatami na mężów – dobrze sytuowani, w średnim wieku, a więc gotowi na stabilny związek i ponoszenie kosztów życia swojej wybranki.

Spis treści:

  1. Niedostępny emocjonalnie
  2. Kłamca i hipokryta
  3. W kłębach dymu tytoniowego czai się oszust
  4. Antropomorficzny koń też potrafi ranić
  5. Piekło kobiet na ziemi obiecanej
  6. Typ spod ciemnej gwiazdy
  7. Oszust matrymonialny
  8. Mężczyźni z PRL-u

Niedostępny emocjonalnie

Carrie (Sarah Jessica Parker) dość szybko odkrywa, że jej samiec alfa ma poważną wadę – jest niedostępny emocjonalnie. Dzisiaj to klasyczny „red flag” dla związku, ale wówczas bohaterka próbowała szukać dla niego usprawiedliwień, mimo że wielokrotnie ją odtrącał. W pamiętnym finale pierwszego sezonu, nie może pogodzić się z tym, że mężczyzna uczęszcza na niedzielne msze z matką i nie chce jej dopuścić do tego rytuału. Co więcej, nie chce przedstawić jej matce jako swojej partnerki.

Chociaż partnerstwo w tym przypadku, to zbyt duże słowo. Big deprecjonuje jej znajomych, nie chce poznać przyjaciółek, nie docenia pracy twórczej, a na bankiecie wśród śmietanki towarzyskiej, czuje się upokorzony gdy dziewczyna rozmawia z kolegą kelnerującym na przyjęciu.

Mimo wszystkich sygnałów, że nie jest to partner odpowiedni dla niej, bohaterka wraca po więcej. A przecież mówił jej, że nie planuje ślubu (co nie przeszkodziło mu ożenić się z dwadzieścia lat młodszą Natashą), że zostawi Carrie w spokoju (a konsekwentnie sabotował jej związek z Aidanem), że planuje żywot singla w odległej kalifornijskiej winnicy (po czym pojawił się na spotkanie autorskim Carrie). W kontynuacji serialu, zatytułowanej „I tak po prostu”, dojrzała już bohaterka mówi przyjaciółce, że zastanawia się, czy Mr. Big nie był największą pomyłką w jej życiu. Co ważne, zarówno bohater serialu, jak i odtwórca roli mają na swoim sumieniu niewłaściwe zachowania wobec kobiet.

Darren Star przedstawił bohatera jako tradycjonalistę, wielbiciela Franka Sinatry i czerwonego wina. Twórca rozumiał, że to syreni śpiew dla mężczyzn jak Big, a serial był ich ostatnią arią. „Seks w wielkim mieście” zasłużenie zyskał status serialu kultowego i nie sposób odmówić mu prawdy emocjonalnej, a równocześnie stanowi przykład tego co dobre i złe w „najntisach”.

Czytaj także: 5 toksycznych przekonań o miłości i związkach, które zaszczepił w nas „Seks w wielkim mieście”

Kłamca i hipokryta

Równolegle do komedii Stara, na kanale HBO widownia oglądała „Rodzinę Soprano”. I chociaż serial Davida Chase’a ma zupełnie inny ciężar gatunkowy, również w dużej mierze opowiada o obliczach męskości przełomu wieków. Tony’ego Soprano nikomu przedstawiać nie trzeba. Rola Jamesa Gandolfiniego na nowo wyznaczyła kierunek mówienia o depresji mężczyzn i przemocy domowej.

Soprano z pozoru wydaje się typem wesołka, człowiekiem towarzyskim, skorym do żartów. Już w pierwszym odcinku dowiadujemy się, że cierpi na depresję. Warto podkreślić, że mówimy o roku 1999, kiedy świadomość dbania o psychiczny dobrostan nie była tak powszechna jak dzisiaj. W wielu środowiskach do dzisiaj depresja mężczyzn jest tematem tabu, a ponad ćwierć wieku temu była wstydliwym sekretem. Zwłaszcza w tak konserwatywnym środowisku jak rodziny włoskich imigrantów w Ameryce.

Dla Tony’ego ważny jest wizerunek: hetero samiec w rozmiarze 2XL, nie stroni od alkoholu i zdrady małżeńskiej. Jaki naprawdę jest bohater oglądany oczyma widzów? Bliżej mu do tchórza i hipokryty niż silnego, milczącego typa z klasyki amerykańskiego kina, jakim chciałby się widzieć. Relacje bohatera z członkami rodziny mafijnej dekonstruują mit „chłopców z ferajny”. Mężczyzna i jego koledzy wiele czasu poświęcają na plotkowanie, przechwałki i okłamywanie siebie nawzajem. Soprano nie mówi nikomu o rozpoczętej psychoterapii, uznaje to za dowód własnej słabości.

Notorycznie zdradza żonę Carmelę, równocześnie uważając się za przykładną głowę rodziny. Romanse uznaje za element włoskiego temperamentu. Spory wpływ na to miała Livia, matka bohatera. W retrospekcjach oglądamy go jako ciekawskiego chłopca, nieskażonego maczyzmem. Widzimy również, że matka sączy mu do uszu wyobrażenie o toksycznej męskości jako jedynej drodze dla młodego mężczyzny. Tony nienawidzi matki, a po jej śmierci nie jest w stanie udawać rozpaczy. Gdy otrzymuje liczne kondolencje, jedyne co potrafi powiedzieć: „Co zrobisz? Przynajmniej nie cierpiała”. W gruncie rzeczy czuje ulgę i zamyka na zawsze tę niezdrową relację, która rzutowała na całego jego dorosłe życie.

Zdradzając żonę, oczekuje od niej wierności. Jest poirytowany gdy Carmela kilka razy w tygodniu spotyka się z księdzem, ponieważ bohater widzi w nim konkurenta. Nie satysfakcjonują go zapewniania żony, że to platoniczna relacja. Czuje się zagrożony i nie radzi sobie z lękiem, że inny mężczyzna mógłby zająć jego miejsce u boku Carmeli.

Tony stosuje przemoc wobec kobiet. Sam siebie postrzega jako opiekuna rodzinnego ogniska, a w gruncie rzeczy jest przemocowcem. Nie radzi sobie z życiowymi frustracjami, ma krótki lont i wybucha pod byle pretekstem. Nie ma problemu z kobietobójstwem, a to nie pozostawia już pola na jakiekolwiek negocjacje co do intencji bohatera.

Czytaj także: Przemoc psychiczna w związku – pogarda, manipulacja, love bombing. Ekspertka radzi, jak się uwolnić

W kłębach dymu tytoniowego czai się oszust

Z lat dziewięćdziesiątych przenieśmy się do dekady dzieci kwiatów, a nawet chwilę wcześniej. W serialu „Mad Men” to Don Draper (Jon Hamm) będzie naszych antybohaterem. Mimo że produkcja Matthew Weinera stanowi swoistą medytację nad życiem (każdy sezon i poszczególne odcinki pokazują różne stany emocjonalne bohatera – od strachu przed zdemaskowaniem, przez ulgę, poczucie spełnienia, kończąc na frustracji, depresji i odnalezieniu kolejnego wielkiego celu), to męscy bohaterowie są zarówno jej najsłabszym ogniwem, jak i tym najbardziej intrygującym.

Don Draper to idealny self-made man, sam się stworzył i sam wymyślił swoją karierę. Przyjmuje tożsamość innego mężczyzny, żeby odciąć się od rodziny, z której pozostał już tylko młodszy brat. Don, podobnie jak Tony, również mierzy się z depresją, ale w latach sześćdziesiątych mężczyźni „leczyli” ją piciem whisky i wypalaniem kilku paczek papierosów dziennie. Mężczyzna jest dyrektorem kreatywnym w agencji reklamowej i z jednej strony dowodzi, że jest postępowy i nowoczesny (zatrudnia swoją sekretarkę na stanowisku copywriterki i awansuje ją na przestrzeni kolejnych lat), z drugiej jednak, gdy inna z kobiet skarży się na mobbing i molestowanie seksualne w pracy, słyszy w odpowiedzi, że „boys will be boys”.

Podobnie jak Tony, notorycznie zdradza żonę Betty, nie rozumie jej zmęczenia po całym dniu (przecież tylko „siedzi” z dziećmi), prowadzi równoległe życia (w Nowym Jorku i na przedmieściach), a także przez lata okłamuje ją w wielu sprawach. Don ma tę przewagę nad Tonym, że nie jest przemocowy, ale w kilku okolicznościach wychodzą z niego pokłady prostactwa. Gdy dowiaduje się, że żona postanowiła się z nim rozwieść i spotyka się z innym mężczyzną, mimo że w tym samym momencie zdradza ją z innymi kobietami, nazywa Betty dziwką i obiecuje, że zamieni jej życie w koszmar.

Pierwszym pomysłem na szczęśliwe życie według Drapera jest zamknięcie żony w złotej klatce. Podczas gdy sam codziennie wyjeżdża do miasta, często nie wracając na noc, oczekuje że Betty ograniczy swoje życiowe aktywności do wizyt w sklepie spożywczym i spotkań z sąsiadkami. Nie rozumie, że ona również ma potrzebę rozwoju, wyjazdów, spotkań z innymi ludźmi. Sam podróżuje „w poszukiwaniu siebie” na drugi koniec kraju, nie interesując się przy tym, kto opiekuje się dziećmi, czy chodzą do szkoły, albo czy w ogóle żyją.

Jego równościowe poglądy kończą się gdy trzeba odwieźć dzieci do szkoły, albo przygotować im posiłek. Gdy wstaje raz do nowonarodzonego syna w nocy, aby go uspokoić, rodzina zapamięta ten ewenement na długo. Z jednej strony widzimy w Donie bezpretensjonalność, ucieczkę przed konwenansem, ale pragnienie zachowania status quo sprawia, że na ołtarzu poświęca swoje małżeństwo i relacje z dziećmi. Tak bardzo boi się demaskacji, że całą energię wkłada w budowanie fasady.

Jest w tym bohaterze wiele prawdy emocjonalnej. Jego cierpienie po stracie brata, żałoba po wieloletniej przyjaciółce, strach związany z chorobą Betty, budzi w nas autorefleksję i razem z bohaterem medytujemy nad uciekającą teraźniejszością. Bywa jednak skupiony na sobie, egoistyczny, sprawia że córka doświadcza traumy widząc go w intymnej sytuacji z obcą kobietą. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że gdy dzieci dorosną, znienawidzą go na dobre. Sally dość szybko dojrzewa i czyta swoich rodziców z wielką starannością. W finale wydaje się być najbardziej dojrzałą osobą w rodzinie. I pogodzoną z losem, co budzi w widzach wielki smutek.

Antropomorficzny koń też potrafi ranić

Gdy w 2014 roku Netflix wyemitował pierwszy sezon „BoJacka Horsemana” mało kto przypuszczał, że animacja dla dorosłej widowni stanie się kultowym obrazem męskiej depresji. BoJack to człowiek-koń w średnim wieku, który od dawna odcinka kupony minionej sławy. W latach 90. wystąpił w popularnym sitcomie i od tego czasu ma status celebryty. Notorycznie przesadza z alkoholem i innymi używkami, korzysta z zaproszeń na eventy branżowe, planuje napisać książkę o swoim życiu, a poza tym jest skrajnie ironiczny i ma naturę nihilisty.

Trudno uwierzyć, że w produkcji Raphaela Boba-Waksberga jest więcej prawdy o uzależnieniach i depresji niż w większości seriali z ludzką obsadą. BoJack jest tym zbyt pewnym siebie facetem po pięćdziesiątce, który opowiada nieśmieszne żarty, żyje przeszłością i nie potrafi pogodzić się z tym, że jego popularność już minęła.

Gdy zaczyna nam być go żal, robi coś tak głupiego, że trudno znaleźć na to wytłumaczenie. Przypomina doktora House’a i jego wredne żarty mające dowodzić inteligencji, a dzisiaj wiemy, że były jedynie maskulinistycznym popisem. BoJack, podobnie jak House, buduje parawan z ironicznych komentarzy, niemiłych uwag i czuję satysfakcję z wdeptywania ludzi (albo zwierząt) w ziemię. Człowiek-koń ma wiele wspólnego z Charlie’m Sheenem, a na pewno z jego rolą w sitcomie „Dwóch i pół”.

Sheen grał tam Charliego Harpera, autora dżingli reklamowych. Harper mieszkał w Malibu i wiódł beztroski żywot singla. Nie wylewał za kołnierz, spotykał się z wieloma kobietami, zainteresowany był wyłącznie ich wyglądem, czasem coś im obiecywał, na ogół jednak nie dotrzymywał słowa.

Szowinizm reprezentowany przez House’a i Harpera, widoczny jest także w zachowaniu BoJacka. Odpycha życzliwe mu osoby z Diane na czele, zawodzi ich zaufanie, przekracza kolejne granice i nie do końca rozumie, dlaczego po pewnym czasie kolejni bliscy ludzie (albo miłe labradory!) znikają z pola widzenia. Ciężko pracuje na to, żeby nikt się o niego nie troszczył. W serialu oglądamy przejmujące wydarzenia, gdy dawny gwiazdor nadużywa zaufania najbliższych mu kobiet jak Sarah Lynn, rujnując im życie. BoJack ma wiele nieprzepracowanych traum z dzieciństwa, zwłaszcza w relacji z matką. Widać na jego przykładzie, jak bardzo surowe powojenne wychowanie odbijało się na dzieciach urodzonych w latach 50./60. Pozbawione bliskości i opieki, stawały się dysfunkcyjnymi i pozbawionymi empatii dorosłymi.

Piekło kobiet na ziemi obiecanej

Zaglądając na polskie podwórko, odkryjemy, że mężczyzn nielubiących kobiet tutaj również nie brakuje. Cofnijmy się do klasyki filmowej. „Ziemia obiecana” w reżyserii Andrzeja Wajdy to nie tylko spektakularna ekranizacja powieści Władysława Reymonta, ale też popisowy przykład ciemiężenia kobiet, niezależnie od ich klasy społecznej.

Film Wajdy zadebiutował w 1974 roku, opowiada losy mieszkańców Łodzi w latach 80. XIX wieku, a mimo to nic nie stracił ze swej aktualności. Główni bohaterowie, to trójka młodych mężczyzn: polski ziemianin Karol, przemysłowiec z Niemiec o imieniu Maks oraz żydowski handlowiec Moryc. Chcą zrobić coś wielkiego, spektakularnego, zostawić po sobie ślad. Decydują się zbudować własną fabrykę, aby zapisać się na stałe w historii łódzkiego przemysłu włókienniczego.

Najbardziej interesujący jest Karol Borowiecki (słynna rola Daniela Olbrychskiego). Młodzieniec idzie po trupach do celu. Gdy ma okazję pomóc uczciwemu przemysłowcowi Trawińskiemu, odmawia doradzając mu przy tym oszustwo. W życiu prywatnym jak i zawodowym korzysta z półprawd i niedomówień.

Związany z polską szlachcianką Anką, równocześnie romansuje z mężatką Lucy Zuckerową (kultowa rola Kaliny Jędrusik, którą pierwotnie miała zagrać Violetta Villas). Oszukuje obydwie kobiety. Anka jest przekonana, że łączy ich silna więź prowadząca do małżeństwa. Dla Karola wygodne jest „przechowywanie” narzeczonej w majątku ziemskim w Kurowie. Podobnie jak Don Draper, dzieli swoje życie na wiejskie i miejskie. W Łodzi spotyka się z Lucy i bezwstydnie obcuje z nią fizycznie w karecie oraz pociągu, nie zważając na obecność innych ludzi. W Kurowie mami czułymi słówkami Ankę.

Słynna scena w pociągu wzbudziła wiele emocji wśród widzów oglądających film w 1974. Do dzisiaj jest synonimem wyuzdania i zwierzęcej chuci. Dowodzi tego, jak lekkomyślny był Karol. Lucy zachodzi w ciążę i szantażuje mężczyznę, a ten obiecuje jej to, co kobieta chce usłyszeć, mimo że nie ma w planach ożenku. Gdy kłopoty finansowe zaglądają mu w oczy, żeni się z niemiecką milionerką. Karol wszystkie relacje traktuje jak wymianę usług, zmienia kobiety i wiążę się z tymi, które akurat są dla niego użyteczne.

W filmie obserwujemy też ciężki los włókniarek. Nie dość, że wiele godzin pracują ponad siły, są też zmuszane przez właściciela fabryki do pracy seksualnej. Co warte podkreślenia, gdy Wajda kręcił „Ziemię obiecaną”, zdjęcia powstawały w działających fabrykach. Twórcy byli zadowoleni, ponieważ nie musieli płacić statystkom za wykonaną pracę. Kręcili ujęcia z prawdziwymi włókniarkami, również te z nocnych rautów. Trudno nie dostrzec w tym podwójnego wykorzystania kobiet – pierwotnego, które opisał Reymont i wtórnego, dokonanego przez Wajdę. Wspominał o tym Olbrychski w jednym z wywiadów: „Wtedy łódzkie fabryki pracowały. Mieliśmy dźwięk maszyn, bezpłatnych statystów. Łódzkie kobiety na co dzień pracowały przy tych maszynach. Wystarczyło je tylko przebrać w śliczne fartuszki z końca XIX wieku. Założyły je zamiast brzydkich, roboczych drelichów. One nie przerywały pracy, a my graliśmy”.

Typ spod ciemnej gwiazdy

Pozostając na początku XX wieku, przenieśmy się do Warszawy, gdzie w latach 30. rządził Jakub Szapiro. W serialu „Król” na podstawie powieści Szczepana Twardocha, poznajemy życie społeczności żydowskiej skupionej wokół słynnego boksera Szapiro (w tej roli wystąpił Michał Żurawski). Mężczyzna poza tym, że jest bokserem i egzekutorem haraczów przekonanym o swojej wyjątkowości, notorycznie zdradza żonę. To zdanie powtórzyłam już w tekście kilka razy. Niezależnie od czasów, epok i stylów życia, mężczyźni zdradzają żony, wiodą podwójne życie, a sami oczekują bezwzględnej wierności.

Jest w tym bohaterze wiele pęknięć, które podobnie jak w przypadku Dona Drapera, czy Tony’ego Soprano przykuwają uwagę widzów. Samozwańczy król Warszawy poszukuje nowych wyzwań, kolejnych bodźców, żeby upewnić się o tym, że nie jest taki jak reszta plebsu. Jest ulepiony z wyjątkowej gliny. Koniec końców poświęca życie swojej rodziny, żeby utrzymać status „króla”.

W tragicznej historii Szapiro kryje się klęska powodowana kulturą maczyzmu. Szapiro obiecuje rodzicom żony, że nigdy nie narazi jej na niebezpieczeństwo. Biorąc pod uwagę jego dążenie do autodestrukcji, można zastanawiać się, dlaczego złożył obietnicę, której nie zamierzał dotrzymać. Widocznie mężczyznom wolno więcej.

Kreacja Żurawskiego jest złożona i wielopiętrowa, obserwujemy mężczyznę walczącego z kompleksami, jednocześnie pokazującego światu niezmąconą niczym pewność siebie. Nie zmienia to faktu, że takie postawy bohaterów największe kłopoty sprowadzały na bliskie im kobiety.

„Król” jest serialem bliskim epokowo tegorocznej premierze HBO, pt. „Piekło kobiet”. Główna bohaterka, Helena Wróblewska (Agata Turkot) przechadza się ulicami międzywojennej Warszawy i można odnieść wrażenie, że wieczorem z jednej z bocznych uliczek wyłoni się Jakub Szapiro. Dzieli ich status społeczny, ale łączy poszukiwanie kłopotów.

Oszust matrymonialny

Wróblewska wraz z mężem prowadzi redakcję czasopisma „Fortuna Amandi”. Małżeństwo publikuje ogłoszenia matrymonialne mężczyzn i kobiet szukających miłości. Pewnego dnia, do redakcji przychodzi list kobiety, która została zgwałcona przez jednego z ogłoszeniodawców. Wróblewska wikła się w poszukiwanie sprawcy, za co płaci wysoką cenę.

Mąż redaktorki, Maksymilian Wróblewski (Mateusz Damięcki), sprzeciwia się jej zaangażowaniu w śledztwo. Chce, żeby skupiła się na zajściu w ciążę. Zmusza kobietę do przejścia ryzykownego operacji przeszczepu jajników, mimo że to terapia eksperymentalna skierowana do bardzo młodych kobiet. Równocześnie grozi jej wysłaniem do szpitala psychiatrycznego i tę groźbę spełnia. Mimo że Wróblewska jest wykształcona i obyta w towarzystwie, zaradna i samodzielna, mąż decyduje o jej leczeniu ginekologicznym, jak i psychiatrycznym.

Twórczynie serialu budują paralelę między przeszłością, a teraźniejszością. Pokazują, że zdrowie kobiet nie leżało w ich rękach sto lat temu i dzisiaj dzieje się podobnie. Prawo aborcyjne nie zmieniło się znacząco na przestrzeni minionego wieku, a w 2020 roku zostało znacząco zaostrzone. Zdecydowali o tym w większości mężczyźni. Czarne charaktery naszej rzeczywistości.

Mężczyźni z PRL-u

Na zakończenie, przenieśmy się do lat 70. XX wieku, gdy premierę miał bardzo popularny do dzisiaj serial „07 zgłoś się”. Główny bohater to porucznik Sławomir Borewicz (Bronisław Cieślak). Produkcja Krzysztofa Szmagiera o „milicjancie filozofie o duszy dziecka i wrażliwości poety” miała propagandowo poprawić wizerunek milicji obywatelskiej, a zupełnym przypadkiem zachwyciła widzów złożoną opowieścią o relacjach społecznych w PRL-u i życiu różnych warstw społecznych. W serialu widzimy uprzywilejowanych przedsiębiorców, robotników i ubogich mieszkańców wsi. Poznajemy ekspertów od handlu zagranicznego, badylarzy i jak to mówił ironicznie Borewicz „pracownice fachu pokrewnego miłości”.

Borewicz prowadzi śledztwa z porucznikiem Zubkiem i sierżant Ewą Olszańską. Mimo że wyraźnie podkreślał doświadczenie pracy w Londynie oraz wykształcenie wyższe, jego zachowanie wobec kobiet nie różniło się niczym od mężczyzn z nizin społecznych. W postępowaniu Borewicza widoczna jest obłuda – zawsze szarmancki wobec wpływowych kobiet, nauczycielek, urzędniczek, a bezceremonialny i obcesowy wobec pracownic seksualnych, kobiet ze wsi, hałaśliwych sprzątaczek, czy badylarek. Jeśli jakaś kobieta nie była atrakcyjna dla porucznika, nie mogła liczyć na jego eleganckie maniery.

Widać to w odcinku „Hieny”, którego akcja rozgrywa się wśród pracownic seksualnych nielegalnie zakwaterowanych w domkach letniskowych nad jeziorem. Hanka Żywulska (Laura Łącz), podobnie jak Lidka Dorecka (Grażyna Szapołowska), podejrzane o zamordowanie właściciela ośrodka wypoczynkowego, traktowane są przez porucznika brutalnie i bezpardonowo. Dorecka irytuje go szczególnie swoim oczytaniem i pewnością siebie.

Mężczyzna w odcinku „Morderca działa nocą” długo rozmawia z lekarką w swoim wieku, dyskutuje na różne tematy, mówią o samotności i przemijaniu, i mimo że doktor Iwona Lubowiecka daje mu znać, że chętnie spotka się ponownie, Borewicz spędza z noc z dwudziestoletnią pielęgniarką z tego samego oddziału. Co znamienne, słyszy później od niej: „Dziadku wyjęłam cię na raz tej starej, zrobiłam jaja, ale na panią milicjantową się nie nadaje”.

Stosunek Borewicza wobec kobiet, w zależności od tego, czy to „damy kameliowe”, „panienki co to za waluty wymienialne”, jest zmienny i nie dowodzi szacunku wobec nich, a raczej pokory lub jej braku wobec kontekstu środowiskowego, w którym żyją. Całuje po rękach dyrektorki, lekarki, akademiczki, ale już chłopki, bywalczynie klubów nocnych, czy dozorczynie, niechętnie. Czy wpływ na to miała zdrada ze strony żony? Wygląda na to, że to po prostu wygodna wymówka.

Pozostając w PRL-u, zajrzyjmy do Kargulów i Pawlaków, którzy w filmie „Nie ma mocnych” pokazują, jak trudne było położenie kobiet na wsi w latach 70. Ania Pawlak (Anna Dymna), czyli wnuczka zwaśnionych przedstawicieli dwóch rodzin – Kargula (Władysław Hańcza) i Pawlaka (Wacław Kowalski), wychodzi za mąż za przyjezdnego inżyniera Zenona (Andrzej Wasilewicz). Mimo że mężczyzna pojawia się znikąd i para zna się krótko, to on decyduje, jaki rodzaj ślubu wezmą (kończy się ślubem cywilnym i wielką awanturą w rodzinie), a także to on kaprysi na widok krótkiej sukienki panny młodej. To też on nie wyraża zgody na wyjazd Ani z dziadkami do Stanów Zjednoczonych. Tutaj wsparcia udziela jej dziadek, czyli kolejny mężczyzna decyduje o jej losach. Ania jest ambitną dziewczyną marzącą o studiach, ale dziadek Pawlak modli się, aby nie zdała egzaminów wstępnych. Tak też się dzieje, z czego część rodziny się cieszy, tylko rodzice dziewczyny rozumieją, jak ważna jest dla niej edukacja.

Polskie komedie okresu PRL-u często wyśmiewały ambicje młodych kobiet, wystarczy wspomnieć słynny „Kogel-mogel” Załuskiego i jego „Komedię małżeńską”. Okazuje się jednak, że to nie tylko przypadłość polskich twórców odmalowujących rodzime realia, za wielką wodą szownizm dokarmiany pozorną troską o kobiety, też miewa(ł) się dobrze.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE