Dużo je różni, sporo łączy. A wszystko to tworzy niezwykłą moc, którą przekuwają we wspólne projekty i którą dzielą się z innymi. Paulina Młynarska i Dorota Wellman – partnerki w pracy i długodystansowe przyjaciółki.
- „Nigdy między nami nie było rywalizacji” – mówią Paulina Młynarska i Dorota Wellman o swojej wieloletniej relacji i kulisach pracy przy „Mieście kobiet”.
- Jak budować kobiece partnerstwo oparte na lojalności, zaufaniu i fascynacji drugim człowiekiem? Dziennikarki opowiadają o różnicach, które je połączyły.
- Paulina Młynarska zdradza, dlaczego wybrała życie w Grecji i samotność, a Dorota Wellman tłumaczy, skąd w wieku 65 lat nadal czerpie energię do działania.
- „Nie wolno zabić w sobie ciekawości świata” – mówią bohaterki wywiadu i opowiadają, jak się nie „zdziadzieć i nie zbabieć”.
Wywiad pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 05/2026.
Alina Gutek: Gdy dwie silne, charakterne babki zabierają się za wspólny projekt, w dodatku medialny, to może być przepis na spektakularny koniec znajomości. Bo wkrada się rywalizacja, zazdrość i tego typu emocje. Natomiast wy nie tylko osiągnęłyście sukces zawodowy – jakim były popularny program „Miasto kobiet” i książka „Kalendarzyk przedmałżeński” – ale też zachowałyście super relację. No i napisałyście kolejną książkę „After party”. Żeby to się udało, trzeba się dobrze poznać?
Paulina Młynarska: Wcześniej znałyśmy się, ale słabo. Dorota robiła ze mną wywiad, byłam gościnią w jej programie. Pamiętam, że pierwszy raz zobaczyłam ją w telewizorze Rubin, karmiąc piersią moją córeczkę, która ma teraz 34 lata. Zobaczyłam skupione jak dwa lasery oczy. Przeprowadzała wtedy wywiad z samym Szymonem Wiesenthalem. Nie miałam zielonego pojęcia o dziennikarstwie, ale właśnie zobaczyłam, czym powinno być. Dorota zadawała precyzyjne pytania, wiedziała, że nie ma za dużo czasu, więc nie może zmarnować ani minuty.
To było w jej wykonaniu coś tak niesamowitego, że pomyślałam: „To najwyższy możliwy poziom dziennikarstwa w Polsce”. I jak się potem okazało, że jest szansa, żebyśmy razem pracowały, to się niesamowicie ucieszyłam.
Dorota Wellman: Uwielbiam osoby, które mają swoje zdanie i odważnie je wyrażają. Szukam ich w swoim otoczeniu. Paulina była i jest właśnie taka, bardzo wyrazista. I choć jest dużo młodsza ode mnie, przyciągała mnie tą swoją wyrazistością i charakterem. Zapraszałam ją jako gościnię, bo wiedziałam, że nie boi się powiedzieć publicznie nawet o trudnych sprawach, miała przecież niewyparzony język.
Paulina: Teraz mam już trochę wyparzony.
Dorota: Wtedy miałaś zdecydowanie mniej, ale to było wspaniałe, bo prezentowałaś z dużą odwagą i dumą swoje poglądy. Wiedziałam poza tym, że jej na czymś zależy, więc rozmowa nie będzie o niczym. I kiedy wraz z propozycją współprowadzącej „Miasta kobiet” usłyszałam, że wśród kandydatek do tej roli może być Paulina Młynarska, powiedziałam: „O tak, dajcie mi ją na zawsze! Bo, po pierwsze, świetnie będziemy się różnić, po drugie, znakomicie się uzupełnimy”. Nigdy, przysięgam, nigdy między nami nie pojawił się element rywalizacji.
Paulina: Potwierdzam: nigdy.
Dorota: Wręcz przeciwnie. Cały czas się wspierałyśmy, uzupełniałyśmy, szanowałyśmy nasze różnice. Sukces „Miasta kobiet” polegał na tym, że szłyśmy wspólnie mimo czasem wyraźnych różnic. Mimo że jesteśmy z innych pokoleń, mamy inny sposób myślenia.
Cudownie jest pracować z kimś, kto jest inny, i otwierać się na jego świat. Uważam nasze kobiece spotkanie za jedno z najważniejszych w moim zawodowym życiu.
Przyznajecie się w książce do dość zasadniczych różnic: Dorota nie lubi pustych miejsc w kalendarzu, uwielbia być wśród ludzi, a Paulina – niekoniecznie.
Paulina: Jestem raczej odludkiem.
Dorota: Musimy to wyjaśnić. Bo nie byłaś odludkiem. Ci, którzy znali Paulinę, wiedzą, że była wulkanem energii, duszą towarzystwa, zawsze otoczona ludźmi. Ale zmieniają się etapy życia, a my zmieniamy się razem z nimi. Szanujemy nawzajem swoje wybory. Podziwiam Paulinę, że mieszka w Grecji w pewnym odosobnieniu, choć nie jest mniszką, przynajmniej na razie, bo nie wiadomo, co jej strzeli do głowy. Co więcej – że lubi samotność i ją twórczo wykorzystuje. Ja bym tak nie potrafiła. Ale to nie znaczy, że między nami nie ma chemii i porozumienia.
Nie kryjecie wzajemnego podziwu. Czy to jeden z fundamentów i zarazem tajemnic waszej relacji?
Paulina: Podziw i zainteresowanie drugą osobą są kluczowe we wszystkich relacjach. Jeżeli relacje dają radość z rozmowy, z tego, że się spotkamy, że zrobimy coś razem, to znaczy, że są mocne. Gdy kogoś podziwiamy i się nim ciekawimy, to nie ma ani grama poczucia obowiązku, że – o Jezu – muszę się spotkać. Podziwiam Dorotę za to, jak prowadzi dom. U niej jest pięknie, kolorowo, dużo kwiatów i zawsze coś pysznego do jedzenia. Dorota jest perfekcyjną panią domu.
Dorota: Nie wiem, czy to komplement, czy wprost przeciwnie.
W moim zawodowym życiu są dwie osoby, na spotkania z którymi bardzo się cieszę: Paulina i Marcin Prokop. Cieszę się jak dziecko, choć przecież idę do pracy.
Liczę, że coś się wydarzy, że przyniesiemy nasze światy do jednego miejsca, że wymienimy się tym, co w międzyczasie nam się przydarzyło. Przez 25 lat tak samo cieszę się na spotkania z Marcinem i przez 20 lat tak samo na spotkania z Pauliną. Moim zdaniem to najlepszy dowód na to, że istnieje między nami wzajemna fascynacja.
Paulina: Ale wiesz, co tam jeszcze jest? Lojalność. Przez wiele lat pracowałyśmy przy programie, walczyłyśmy o gości, ważne tematy. I zawsze wiedziałam, że mogę w stu procentach polegać na Dorocie. Że jeżeli ona coś dla nas ma załatwić, to na bank to ogarnie. Nigdy nie miałam potrzeby wiedzieć, jak ona to załatwi, po prostu byłam przekonana, że to zrobi i już. Ona też czasem oddaje mi pole i nie ingeruje. Tak było, gdy spotkałyśmy się po przerwie przy tej książce, gdy podpisywałyśmy umowę – a robiłyśmy to, gdy przetaczała się u nas dyskusja na temat autorów i autorek związana z „Chłopkami”. Dorota kompletnie zdała się na mnie. Oczywiście brała w tym udział nasza prawniczka, ale Dorota powiedziała: „Jak zrobisz, tak będzie dobrze”.
Dorota: To wyraz zaufania.
Paulina: Tak, w tym jest prawdziwe partnerstwo, ale i prawdziwe zaufanie. Bo nie muszę wiedzieć, jak ona to ogarnie, ona może mi potem o tym opowiedzieć, ale zrobi po swojemu, prawdopodobnie inaczej, niż ja bym zrobiła. Ale właśnie to jest fajne, to mnie cholernie ciekawi, jak ona sobie radzi z różnymi sprawami.
Dorota: Wydawałoby się, że się kompletnie rozjechałyśmy, bo Paulina zmieniła radykalnie swoje życie, wyjeżdżając do Grecji, po drodze było też Zakopane. Porzuciła mnie bez ostrzeżenia. Zawsze była trochę osobna, jednak zmiana kraju to poważna decyzja, spowodowała, że nie miałyśmy częstych okazji do spotkań, choć w sumie nigdy nie zdawałyśmy sobie codziennych relacji z życia.
I kiedy po latach rozłąki spotkałyśmy się podczas podcastu o Grecji, zobaczyłyśmy, że nic między nami się nie zmieniło, że nadal mamy absolutne porozumienie, jakbyśmy robiły coś razem dwa dni wcześniej.
Podziwiam jej decyzję, ale nie wiem, czy sama bym się na to zdecydowała. Podziwiam jej świat jogi, który jest jej wewnętrznym duchowym życiem, a którego ja nie mam. Jestem człowiekiem wyjątkowej aktywności i wypełniania kalendarzy, ciągle w biegu. Paulina żyje wolniej, oddaje ludziom bardzo dużo z siebie. Ja też staram się to robić, ale w inny sposób. To jest między nami niesamowite, że możemy konfrontować się z naszymi światami, w żaden sposób się nie naprawiając, nie pouczając, nie usiłując siebie zmieniać. Nie mówię: „Mogłabyś wrócić do Polski”. Ona nie mówi: „Pojedź do aśramu”. Uważam, że należy szanować wybory bliskich ludzi, starać się je zrozumieć, a nie próbować zmieniać kogoś na siłę.
Kobiety do niedawna przyznawały z pewną dozą chełpliwości, że nie lubią pracować z innymi kobietami. Usłyszałam to kiedyś od znanej artystki. Teraz doceniamy kobiecą współpracę. A wy jak miałyście?
Dorota: Też mówiłam, że wolę pracować z facetami. Dopóki nie trafiłam na Paulinę. Bo to zależy od chemii między kobietami, od spotkania dobrej partnerki. Ubolewam nad tym, że nie miałam dobrego doświadczenia z kobietami. Wiesz coś o tym, Paulino, prawda?
Paulina: Gdy przyszłam pracować do telewizji, to też nie miałam dobrego doświadczenia w pracy z kobietami w Polsce. Przyjechałam z Francji, gdzie mieszkałam kilka lat. Byłam dość agresywnie nastawionym do życia feministycznym zakapiorem. Nie dawałam się wciągnąć w kobiece gierki, stawałam wtedy okoniem, co kończyło się większymi bądź mniejszymi awanturkami z szefostwem. Bo wtedy panował klimat napuszczania na siebie kobiet. Nie wchodziłam w to.
Dorota: Ostatnio rozmawiałam z kobietami o tym, dlaczego ciągle mówimy o kobiecej rywalizacji. Otóż dlatego, że jesteśmy od dziecka porównywane: ta ładna, spokojna, grzeczna, dobrze się uczy, a ta nie. Rywalizację mamy wdrukowaną także dlatego, że kiedyś było dla nas mało decyzyjnych, atrakcyjnych miejsc pracy. W związku z tym rywalizacja o nie była czymś naturalnym. Popatrzmy zresztą dzisiaj na zarządy firm. Gdzie są te kobiety, które powinny tam zasiadać?
Paulina: Ciągle mi się obrywało.
Szef podjął decyzję, że ktoś nie będzie pracował ze mną, a ja czytałam, że go wygryzłam! Bo to się sprzedaje. A to są szkodliwe stereotypy, które sprawiają, że kobiety boją się innych kobiet.
Dorota: Dlatego sobie nie pomagają.
Paulina: Spotkałyśmy się na takim etapie życia, kiedy byłyśmy wystarczająco dojrzałe, żeby docenić to, że mamy szczęście współpracować z kimś, kogo niezwykle cenimy, z partnerką intelektualną. To był swego rodzaju cud, bo w mediach rzadko zdarza się taka współpraca między kobietami.
Dorota: Widziałyśmy jej sens, bo robiłyśmy program o czymś ważnym dla kobiet. Poza tym chciałam zauważyć, że nie było między nami gadania typu pitu, pitu, plotkowania. Zawsze gadamy o czymś ważnym: o naszych fascynacjach, o polityce, sprawach społecznych, o sytuacji kobiet. Nie dlatego, że my takie pieprzone intelektualistki, tylko dlatego, że nas to interesuje.
Praca to ważna część waszej historii. Ale przecież to nie wszystko. Czy się sobie nawzajem zwierzacie, odkrywacie swoje czułe miejsca? Czy wchodzicie w takie bardzo intymne rewiry?
Paulina: Zdecydowanie tak. Chciałabym mocno podkreślić, że ja się z Dorotą zawsze czułam bardzo bezpiecznie, czułam i czuję przestrzeń na bycie sobą, na swoją prawdę, która niekoniecznie jest jej prawdą.
Dorota: Nigdy nie wstydziłyśmy się pokazać przed sobą nawzajem słabości i wrażliwości, nigdy się nie zdradziłyśmy. W tym sensie, że nasze, często bardzo intymne, prywatne rzeczy pozostawały między nami. Myślę, że stworzyłyśmy mikroświat, który daje nam obu poczucie bezpieczeństwa, i to jest cudowne.
A to, że mamy gorsze chwile? Akceptujemy je, nie narzucamy swoich rozwiązań. Zadzwoniłam któregoś razu i usłyszałam, że Paulina ma gorszy dzień, nie do rozmowy, że nie ma siły. Uszanowałam to.
Paulina miała odwagę ci to powiedzieć, bo wiedziała, że się nie obrazisz.
Dorota: I że nie będę też dłubać, dociekać, że nie zwycięży ciekawość, która jest silniejsza niż wrażliwość na drugiego człowieka. Jeśli zechce mi to kiedyś powiedzieć, to zrobi to, jeśli nie, to może nigdy się tego nie dowiem. Nie zamierzamy przekraczać swoich granic.
Paulina: W sensie rudymentarnym, czyli tego, co najważniejsze – to my bardzo dużo wiemy na swój temat, chociaż nie znamy wszystkich szczegółów.
Dorota: Składamy sobie raport o stanie świata wewnętrznego i koniec.
Paulina: Nie rozkminiamy razem decyzji życiowych, raczej je przyjmujemy do wiadomości. Na pewno w naszej relacji jest dużo wzajemnego rozpoznania się, organicznej chemii i oparcia. Lojalność to jest coś, co się daje, ale też coś, na co się zapracowuje.
Dorota: Była między nami pewna rozmowa, moim zdaniem znacząca, ale krótka. Ona: „Cześć, wiedziałaś, że »Miasto kobiet« wraca? Czy będziesz w nim uczestniczyć?”. Usłyszała: „Wiedziałam, ale nie mam z tym nic wspólnego”. Tym jednym zdaniem załatwiłyśmy całą sytuację. Żadna z nas nie wykonała niczego bez drugiej strony, zachowałyśmy się wobec siebie w porządku. Program poprowadził ktoś inny, ale nasze „Miasto kobiet”, to między nami, w dalszym ciągu istnieje.
Mówicie o różnicach między wami, bo one was napędzają, ale wydaje mi się, że dużo was łączy. Na przykład poczucie humoru.
Dorota: To jeden z powodów, który – tak jak w przypadku mnie i Marcina – nas połączył. Poczucie humoru, także na własny temat. Oczywiście trochę sobie czasem dowalamy.
Paulina: Ale dobrze wiemy, że jest niewyraźna granica między sarkazmem a przemocą, bo sarkazm może być przemocowy. Jeżeli jednak czujesz się z kimś bezpiecznie, to możesz pozwalać sobie na żarty. Pracowałam jako młoda dziewczyna z mężem Doroty na planie filmu „Wirus”, w którym grałam z Czarkiem Pazurą oraz z wężem boa. I tam intensywnie się rozbierałam, a mąż Doroty robił zdjęcia.
Dorota: Z dużą przyjemnością zapewne [śmiech].
Paulina: I podczas nagrania do programu „Miasto kobiet” Dorota odniosła się – dość pikantnie – do tego zdarzenia. Wybuchłyśmy śmiechem. Niestety, ten fragment wycięto. Ale pamiętam, że dokładnie wiedziałyśmy, co druga czuje. Rozpoznaję u Doroty ten drgający mięsień na policzku, ten mały paluszek oparty o udo.
Dorota: I nogę, która sama chodzi, kiedy ktoś zaczyna tak przynudzać, że nie da się tego słuchać.
Paulina: Noga to widoczny etap wkurzenia, ale ja widzę niewidzialne mikrosygnały, mikroeskpresje. Strasznie dużo śmiałyśmy się na planie i poza nim. I do tej pory tak mamy. Mnie strasznie ciekawiło to, co Dorota zobaczy w gościu, bo ona widziała co innego niż ja. Każda z nas ma inne okablowanie, inne doświadczenia. I to jest wartość. Na koniec swoich zajęć z jogi mówię do ludzi: „Pilnujcie, żeby uczyć się u różnych nauczycieli, bo wysłuchanie różnych punktów widzenia – to dopiero jest ciekawe!”.
Dorota: Niektórzy lubią przywiązywać do siebie ludzi i dowodzić nieustannie, że to oni mają jedyną‚ słuszną rację”. To piękne, że zalecasz słuchanie innych.
Doroto, próbowałaś uczyć się jogi u Pauliny?
Nie. Ale Paulina mnie za to nie gani. Uważam, że joga niezwykle wzbogaciła ją duchowo. Mnie jednak joga nudzi, to nie mój świat. Paulina jest moją przewodniczką w tym temacie, dzięki „After party” wiele się na temat jogi dowiedziałam. Ale to nie oznacza, że muszę zakładać nogę na głowę, robić asany. Ona uczy ludzi, ja jeżdżę po Polsce i z nimi rozmawiam. Każda robi swoje.
Paulina: Joga jest praktyką, która dodaje ludziom otuchy. A to, co ty robisz, też dodaje otuchy, tylko inaczej.
Piszesz, Paulino, że jesteś we wspaniałym momencie życia, który traktujesz jako nagrodę, choć nie wiesz, za co. Powiedzcie coś o tym etapie więcej.
Paulina: Zaczynam teraz rozumieć, co czują kobiety, te dorosłe, które rozgościły się w swoim życiu, kiedy nie muszą się nikomu z niczego tłumaczyć. To na pewno cudowny etap, mimo rozmaitych kłopotów i trudności, bo nie jest mi łatwo, z różnych powodów. Mimo to na najgłębszym poziomie jestestwa czuję się osadzona w sobie, w dobrej komitywie ze swoim ciałem, wyglądem.
Patrzę na zdjęcia tamtej 20-latki, jaką byłam, i mówię do niej: „Czym ty się przejmowałaś?”. Żyję w pięknym miejscu na Krecie, wśród przyrody, bliskich, z psami, choć lubię być też sama. To bardzo twórczy czas w moim w życiu.
W ubiegłym roku napisałam dwie książki dla dzieci, teraz wychodzi „After party”. Stworzyłam warsztat pisania w połączeniu z jogą, bo joga i twórczość bardzo się lubią. Otworzyłam kilka nowych kierunków wyjazdów warsztatowych. Mam poczucie, że nie tracę czasu.
Czyli robisz to, co proponuje przywoływany przez Dorotę w książce psychiatra, profesor Marek Krzystanek: cały czas utrzymujesz mózg w aktywności.
Paulina: Profesor zaleca też medytację, może być chodząca, siedząca czy podczas pływania. Trzeba znaleźć czas na czyszczenie głowy. Uczenie się jest superważne, ale nie na siłę, bo efektywnie uczymy się, gdy to do czegoś nam się przyda. Zaczęłam niedawno uczyć się hiszpańskiego, bo zakochałam się na zabój w Bad Bunnym, chcę znać na pamięć teksty jego piosenek.
Dorota: Dla Bad Bunny’ego nie nauczyłabym się języka, ale dla Pedra Pascala zdecydowanie. I to nas różni [śmiech].
Skończyłam 65 lat, nadal jestem aktywna jak elektrownia atomowa, ale nie w Iranie. Nic nie muszę, wszystko mogę. Mam poczucie, że motywuję kobiety do działania, zakładania własnych biznesów, do życiowej odwagi, przeciwstawiania się przemocy.
Mam nadzieję, że patrzą na wirującą staruszkę, czyli na mnie, i myślą: skoro ona może, to dlaczego nie ja. Skończyłam studia podyplomowe i teraz mogę się tą wiedzą dzielić z innymi. Ale też od nich brać. Spotykam się z ludźmi z ogromnych firm, z małych zespołów, z wielkich miast, małych, ze wsi i wzajemnie się od siebie uczymy. Dzięki temu poznałam Polskę i jestem w niej coraz bardziej zakochana. W naszej książce Paulina opowiada o Polsce z perspektywy osoby, która mieszkała lata we Francji, a teraz mieszka w Grecji i docenia to, co mamy. Ja również to doceniam. Byłam ostatnio w miasteczku Przemęt, stojącym szparagami, które sprzedają się w całej Europie. Spotkałam panie rolniczki – aktywne, działające na rzecz swojej społeczności, aż serce rośnie, jak się na nie patrzy.
Myślę więc, że nigdy nie jest za późno, żeby się czegoś nauczyć i żeby się nie bać zmian. Jestem w momencie życia, w którym żadnej zmiany się nie boję, bo wiem, że sobie poradzę.
Paulina: Przede wszystkim trzeba żyć, trzeba czuć. Nie można cały czas pomniejszać siebie, podporządkowywać się oczekiwaniom innych. Trzeba puścić swoją energię w ruch, bo energia nie lubi stagnacji. Myślmy więc o sobie jak o wodzie, która szuka ujścia, nie tędy, to tamtędy. Myślmy o swoim życiu jak o sinusoidzie. Widzisz siebie na dole? Ale nie będziesz tam wiecznie! Choć ja akurat czasem lubię się w tym dole rozgościć.
Dorota: Tylko żebyś się w nim nie zagrzebała na długo.
Paulina: To niemożliwe, bo mi się tam w końcu znudzi. Nie śpieszę się jednak, czekam, aż smutek sam przestanie się przeżywać.
Jak byście określiły swoją relację? Siostrzeństwo? Przyjaźń?
Paulina: Partnerstwo.
Dorota: Zdecydowanie partnerstwo.
Paulina: Gdy się razem pracuje, to trzeba jednak trzymać trochę dystansu, nie siedzieć sobie na głowie, bo to może zrobić się nie do zniesienia. Dorota jest bardzo osobną osobą i ja też jestem osobna.
Wprawdzie piszesz w książce, Paulino, że już nigdy nie wrócisz do pracy w telewizji, ale gdyby padła taka propozycja, to co?
Paulina: Jakby to było związane z pracą z Dorotą, to bym się zastanowiła. To znaczy – nie zastanawiałabym się. Problem polega na tym, że musiałaby pojawić się cholernie ciekawa propozycja, która by dała nam motywację do pracy, bo nie chciałybyśmy poddawać się czyjejś wizji.
Dorota: Jest taka telewizja, nazywa się internet. Niezależnie od tego, co o nim myślę i jakie niesie zagrożenia, to sfera wolności. Więc, droga Paulino, może zróbmy coś w internecie, z Grecji? I tak oto zostałam matką chrzestną nowego programu!
Powiedzcie na dobry koniec, jak nie zdziadzieć i nie zbabieć?
Paulina: Wszystko jest w głowie, trzeba wypełniać mózg ciekawymi treściami. Nasz mózg jest neuroplastyczny do końca naszych dni, dlatego musimy uczyć się nowych rzeczy, być aktywni fizycznie, w dowolnej formie. Mam czasem tak, że mi się nie chce rozkładać maty, więc idę z psami szybkim krokiem półtorej godziny. Chodzi o to, żeby cały czas podtrzymywać temperaturę związku z samą sobą.
Dorota: Tak, nie wolno zabić w sobie ciekawości świata i innych ludzi. Nie dać sobie wmówić oraz samej sobie nie wmówić, że w jakimś wieku czegoś nie wypada, bo zaczynamy w to wierzyć. Wyznaczać sobie nowe cele, nadać życiu sens. Tym sensem może być działka, gotowanie, spacerowanie, praca charytatywna, opieka nad zwierzętami. Życie się nie kończy po sześćdziesiątce, ono cały czas trwa.
Paulina: Powinniśmy odpowiedzieć sobie na jedno bardzo ważne pytanie: chcemy mieć przy sobie bliskich ludzi czy chcemy mieć rację. Bardzo często przekroczywszy pewien etap życia, uważamy, że nasze doświadczenia upoważniają nas do tego, żeby kontrolować innych, dyktować im, jak mają żyć. Uciekałam kiedyś od starszych, bo obcowanie z nimi stało się nie do zniesienia, woleli mieć rację, niż mieć mnie, nie chcieli mnie usłyszeć, zobaczyć taką, jaka byłam, z moimi wyborami. W relacjach z ludźmi nie potrzebujemy wychowawców, kontrolerów, menedżerów, potrzebujemy ludzi, którzy będą nas widzieli i będą nas ciekawi. Myślę, że tym, czym starsi zrażają młodych ludzi, jest przekonanie, że mają rację. Gówno prawda.
Dorota: Zdziadziali i zbabiali ludzie mówią: „A za naszych czasów…”. Nie mówmy tak.
Paulina Młynarska, dziennikarka, pisarka, producentka telewizyjna. Autorka piosenek, wierszy, książek, m.in. „After party”. Podróżniczka, kobieta biznesu, certyfikowana nauczycielka jogi.
Dorota Wellman, dziennikarka, prezenterka, producentka, z wykształcenia polonistka. Współautorka książek, m.in. „After party”. Razem z synem Jakubem współtworzy podcast „WELLcome w popkulturze”.