1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Relacje
  4. >
  5. „Nikt nie potrafi tak dopiec kobiecie, jak inna kobieta”. „Tylko inna kobieta zrozumie drugą”. Która z tych opinii jest prawdziwa?

„Nikt nie potrafi tak dopiec kobiecie, jak inna kobieta”. „Tylko inna kobieta zrozumie drugą”. Która z tych opinii jest prawdziwa?

(Fot. Pixdeluxe/Getty Images)
(Fot. Pixdeluxe/Getty Images)
Na początek osobista dygresja. Właściwie skończyłam pisanie tego tekstu o kobiecych kręgach, czyli naszej wzajemnej solidarności, kiedy spektakularnie jej doświadczyłam. W skrócie było tak: z koleżankami z redakcji brałyśmy udział w pewnym szkoleniu, na którym prowadzący (mężczyzna) pozwalał sobie wobec mnie na niemiłe uwagi. Niby w żartach, ale mnie nie było do śmiechu. Kiedy na dobre się rozkręcił, przerwałam udział w zajęciach. Bardzo to przeżyłam, ale nie chciałam robić rabanu. A jak zareagowały koleżanki? Powiedziały: „Nie możemy tego tak zostawić”. I nie zostawiły!

Artykuł pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 3/2026.

I tak oto na własnej skórze przekonałam się, że z dwóch przytoczonych na początku tekstu opinii prawdziwa jest ta druga. Ale zdaniem Katarzyny Miller obie są szkodliwymi generalizacjami, pierwsza w dodatku jest kompletnie nieprawdziwa. Najbardziej bowiem dopiekają nam osoby z rodziny, a one mogą być innej płci. Druga opinia natomiast jest tylko częściowo prawdziwa, ponieważ kobietę czasami lepiej rozumie przyjaciel mężczyzna albo męski terapeuta.

Gdy nie lubisz siebie

Magda, lat 48, mama dorosłej córki, charakteryzatorka. Od dawna pracuje w branży filmowej, zarówno z kobietami, jak i z mężczyznami – jednych i drugich przygotowuje do roli, ale to głównie panowie są jej przełożonymi. Dlatego przywykła do męskiego postrzegania świata. Co więcej, mówiła otwarcie, że lubi ich proste, konkretne komunikaty, że woli pracować z mężczyznami. Nie miała przyjaciółek, jedynie znajome, ale te wypadły z jej życia wraz z końcem szkoły córki – były matkami jej koleżanek. Trzy lata temu dowiedziała się o zdradzie męża. Kiedy wyjeżdżała na plan, mąż spotykał się, często w ich domu, z dziewczyną w wieku ich córki. Dowiedziała się ostatnia. Klasyka. Są już po rozwodzie, ale ona jeszcze się nie podniosła. – Nagle zostałam sama – mówi. – To znaczy bardzo wspiera mnie córka, ale nie chcę przytłaczać jej swoimi problemami. Ostatnio namawia mnie na udział w spotkaniach kobiet w podobnej sytuacji jak ja, czyli po rozwodach. Ale przecież ja nigdy nie umiałam dogadywać się z kobietami. Nie chcę też zamknąć się w getcie rozwodniczek. Ale się zastanawiam.

– Czy warto, żeby przełamała opory? – pytam Kasię Miller. – Oczywiście, że warto – odpowiada. – Przede wszystkim dlatego, że będzie miała pretekst do spotkań. Zobaczy, jak cudownie jest być z kobietami, bo kobiece grupy to coś kojącego i bezpiecznego. Magdzie, która w pewien sposób idealizowała męski świat, jest podwójnie trudno – straciła męża i uprzedziła się do mężczyzn. Gdy otrząśnie się po tak bolesnym przeżyciu, jakim był rozwód, może wrócić do przyjaźni z mężczyznami, może nawet spotkać kogoś, z kim zbuduje bliską relację. Natomiast to, że ona unika kobiet, że odcina całą energię żeńską, tak naprawdę oznacza, że z niej nie korzysta. – Nie to, że nie korzysta z kobiet, ona nie korzysta z siebie jako kobiety – precyzuje Kasia. – No i prawdopodobnie jej partner odszedł z tego powodu, nie mówię, że na pewno, bo panowie lubią wiązać się z młódkami dlatego, że sami nie akceptują swojego starzenia się.

Kasia przypuszcza, że Magda prawdopodobnie inaczej zniosłaby rozwód, gdyby miała pod ręką kobiecą „poduszkę”, w którą mogłaby się wtulić. Kobiece postrzeganie świata nie oznacza jednak tylko miękkości, bo potrafi też być niesłychanie mocne. Jedna przyjaciółka powie: „Kochana jesteś”. Druga wygarnie: „Zostaw tego patałacha, on ci nie jest potrzebny”. Trzecia nakrzyczy: „Nie masz po kim płakać!”. Każda zrobi coś takiego, że zrozpaczona dziewczyna zobaczy, że można na swoją sytuację patrzeć różnie. – Wsparcie innych kobiet – kontynuuje Kasia Miller – pomaga kobiecie wyjść z tunelowego myślenia, w którym tkwi. Tunelowe myślenie polega na wąskim postrzeganiu swojej sytuacji: „Porzucił mnie, nie chciał, to koniec świata”.

Czytaj także: Wspierająca, siostrzana relacja to taka, w której możemy się rozluźnić i po prostu być sobą. Tylko czy jest możliwa?

Nie wstydzę się odsłonić

W grupie prowadzonej przez psychoterapeutę najpierw trzeba powiedzieć coś o sobie. Kasia przypuszcza, że Magda powie: „Nie lubię mówić o sobie”. Albo szczerze przyzna, że dotąd nie kontaktowała się z kobietami. Jak one to usłyszą, to będą ją przekonywały, że warto. A może Magda sama się do tego przekona, pobywszy trochę w tym gronie. – Grupy kobiet są naprawdę mądre – uważa Kasia. – Każda jest jak taka jedna wielka, silna baba. Dzieją się w niej niesamowite rzeczy: dziewczyny opowiadają o swoich problemach, bo czują się bezpieczne. Magda nie powinna się więc bać, że to getto! Zobaczy tam różne punkty widzenia, mało tego – poczuje, że nie jest sama. Bo jak ktoś jest sam, to myśli, że tylko jego tak boli. Inne kobiety z grupy też boli. Kiedy zobaczy, że one sobie różnie radzą, może odzyskać nadzieję, że ona też sobie poradzi. I to jest bardzo cenne.

Oczywiście przed wejściem w grupę mogą pojawiać się takie emocje, jak lęk i wstyd. Wszystkie uczestniczki przychodzą z takimi samymi problemami, wszystkie się wstydzą, boją. Ale jak jedna to powie, druga i trzecia, to czwarta już przestanie się wstydzić i bać. Dlatego warto na takich spotkaniach powiedzieć, co się naprawdę czuje. Wtedy znika połowa tremy. Niektóre kobiety płaczą, i to też jest w porządku. W kręgu przyjaznych, ale podobnie doświadczonych kobiet ważne jest odsłonięcie się, pokazanie swojego obolałego, czułego miejsca. – Czasem ten akt odsłonięcia się dzieje się w pierwszych słowach, a czasami trochę później. Nie ma co się śpieszyć, trzeba dać – jak to ładnie mówią anonimowi alkoholicy – czas czasowi – radzi psychoterapeutka. I dodaje: – Jeżeli kobieta wyznaje, co przeżyła, to na ogół w grupie ma na kim się „podwieźć”, bo często jest tam ktoś podobny albo zupełnie przeciwny. Zatem jej historia może poruszyć inne dziewczyny na zasadzie czegoś kompletnie innego albo czegoś, z czym można się utożsamić. Można usłyszeć: „Miałam tak samo”. Czyli grupa pomaga się odsłonić, ale też ja pomagam odsłonić się innym. To wielka wartość, bo tego nie dostaje się w życiu codziennym. To wartość wręcz ozdrowieńcza. I dobry początek, żeby uruchomić inne procedury, być może terapię.

Posłuchaj także: „Potrafię z dystansu spojrzeć na chaos i w niego nie wchodzić”. Grażyna Torbicka o przywództwie i sile bycia sobą | „Kobiety rządzą”, odc. 2

Baba (nie) musi mieć chłopa

Wiktoria, lat 35, nauczycielka matematyki, singielka. – Całymi dniami przebywam wśród kobiet, to moje naturalne środowisko, lubię je, choć czasem przeszkadza mi nasza (moja też) nademocjonalność. Gadamy jak najęte, często człowiek powie o jedno zdanie za dużo i konflikt gotowy. Ale kto, jak nie druga kobieta, najlepiej mnie zrozumie? Doświadczyłam wiele dobrego ze strony koleżanek z pracy, ale też przykrości. Nie robię z tego problemu, nie chcę być jednak masochistką, więc ucinam relacje z dziewczynami, z którymi nie jest mi po drodze. Natomiast z kilkoma w podobnym wieku, dokładnie z czterema, spotykamy się poza szkołą, w naszych domach, czasem gdzieś razem wyjeżdżamy. Każda, po kolei, ma za zadanie coś zaproponować: kino, teatr, kręgle. To są naprawdę fajnie chwile, doładowujące, odstresowujące. Od kiedy jednak dwie koleżanki poznały facetów, naszych spotkań jest coraz mniej. Bo zawsze coś: bo on jest chory, bo ma dla dziewczyny inną propozycję akurat tego samego dnia. I nagle my jako grupa nie istniejemy! – opowiada. Czuje się tym głęboko rozczarowana. Miała super relację z dziewczynami, a wystarczyło, że pojawił się facet i niektóre wybrały relację z nim.

– Czy więź kobiety z innymi kobietami to dla mężczyzny zagrożenie, konkurencja? A dla niej? – pytam. – Niestety, wiele kobiet, nie wszystkie, w takiej sytuacji wybiera mężczyzn – odpowiada Kasia Miller. – Dlaczego? – Ponieważ ciągle w naszym społeczeństwie liczy się to, żeby baba miała chłopa. Co prawda już nie trzeba być żoną, by kimkolwiek być, ale mieć faceta – już tak. Dlatego koleżanka mówi: „Umówiłam się z facetem, odwołuję nasze spotkanie”. Straszne! Ale powinnyśmy wiedzieć, że facet nas przez to wcale bardziej nie szanuje. Często więź partnerki z koleżankami jest dla niego zagrożeniem, bo panowie, szczególnie ci egocentryczni, narcystyczni, strasznie lubią mieć panie wyłącznie dla siebie. Tyle tylko, że później je za to rzucają, a panie tego na początku nie wiedzą. Myślą: on mnie tak kocha, że nie chce, żebym bez niego gdzieś poszła albo żebym była zawsze w domu, jak wróci, bo koniecznie musi ze mną zjeść kolację. Albo że nigdzie bez niego nie pójdę, bo to on pokazuje mi świat.

Tymczasem według Kasi trzeba od samego początku mówić: „Cieszę się, że proponujesz mi wyjście do kina, ale dziękuję, mam spotkanie z przyjaciółkami. Zobaczymy się jutro”. – Dbanie o przyjaźnie z kobietami jest ważne, bo to one nas ratują, gdy facet zacznie wyprawiać rzeczy, które nie będą nam się podobały – przekonuje. – Do kogo przyjdziesz wtedy się pożalić? Dziewczyny są tu bardzo potrzebne. Można powiedzieć: wrócę do nich później, czyli jak będą potrzebne. Tylko że to już będzie inna rzeka, dużo wody upłynie, koleżanki poczują się odstawione.

Czytaj także: Katarzyna Miller: „Możemy się różnić, ale mamy też wspólny kobiecy los”

Jesteśmy sobie potrzebne

Według Kasi dziewczyny, które w tej historii zostały razem, powinny dalej się trzymać. Psychoterapeutka proponuje, żeby – jeśli przyzwyczaiły się do większej grupy – poszukały innych kobiet.

– Niech sobie przypomną „Seks w wielkim mieście” – zaleca Kasia. – Bohaterki, niezależnie od tego, ilu facetów kręciło się wokół nich, zawsze się ze sobą spotykały i zawsze razem wyjeżdżały. One były sobie szalenie wierne. Serial pokazuje też, jak rozwiązuje się konflikty między przyjaciółkami – że trzeba sobie wszystko wyjaśniać. Bo konflikty będą, nie należy ich demonizować, tylko rozwiązywać. Dlatego dwie z tej grupy mogą powiedzieć tym, które poszły za facetami: „Fajnie, że macie partnerów, ale pamiętajcie, że spędziłyśmy ze sobą tyle cudownie ważnych chwil i że będziemy sobie potrzebne”.

– W czym przeszkadzają tym partnerom koleżanki? Nie uwiodą przecież ich kobiet. Dlaczego są zazdrośni? – dociekam. – Bo oni nie są wtedy najważniejsi – odpowiada psychoterapeutka. – Dlatego trzeba bardzo jasno powiedzieć: „Jesteś ważny jako mężczyzna, one są ważne jako kobiety, a to jest inny rodzaj ważności”. To fajnie ustawia relację, pokazuje, że jest wolną osobą, która stanowi o sobie samej. Mężczyzna będzie bardziej ją szanował. A poza tym on lubi gonić za kobietą, której do końca nie zdobył, takie kobiety są dla niego bardziej atrakcyjne. Jeśli jest mądry, to gdy partnerka powie, że spotyka się przyjaciółkami, to jej pożyczy: „Baw się dobrze”. – A jak jej z tego powodu ciosa kołki na głowie? – dopytuję. – Nie powinna się z nim zadawać.

Część kobiet, niestety, tego nie chce wiedzieć, cieszy się, że ma faceta – żałuje Kasia. Pytanie tylko, jak jako grupa wspierająca możemy im to uświadomić? Czy w ogóle powinnyśmy to robić, mieszać się w jej miłość? – Jeżeli kobieta jest głodna bycia z facetem, to nie widzi, nie słucha, bo go już ma, trzyma i zrobi dla niego wszystko – mówi psychoterapeutka. – Potem może za to słono zapłacić, bo on pożywi się i wypluje.

– Co możemy jako przyjaciółki zrobić? – pytam. – Powiedzieć: „Dobra, będziemy się spotykały rzadziej, to zrozumiałe, że chcesz pojechać z nim teraz na weekend, a nie z nami. Ale co jakiś czas chcemy się spotykać z tobą”. Powiedzmy z troską: „My, kochana, życzymy ci jak najlepiej, ale świat nie kończy na panach”. Matka, gdy widzi, że córka związała się z kimś niefajnym, mówi: „On nie jest dla ciebie”. My jako przyjaciółki zakochanej dziewczyny, przejętej tym, że zdobyła miłość, nie możemy tak mówić. Powiedzmy: „Posprawdzaj sobie, jaki on jest. Bo jeśli obiecał ci coś ważnego i nie dotrzymał słowa, to sobie po nim za dużo nie obiecuj”.

Czasami można oczywiście rozluźnić kontakty, bo trzeba mieć trochę czasu dla chłopaka, ale zrywać znajomość, przekreślać przyjaźń? Niewybaczalny błąd! Przyjaciółki z tej grupy powinny być wyrozumiałe dla tych, które poszły za chłopakami, spotkać się z nimi co jakiś czas, pogadać, jak się im żyje. Nie powinny ich olewać, obrażać się na nie. Dobrze by było, żeby obie strony tej kobiecej grupy zachowały się empatycznie i z klasą.

Magia wspólnoty

Anna, lat 53, instruktorka jogi, mama dwóch dorosłych synów, wdowa. Po tragicznej śmierci męża (zginął w wypadku samochodowym) spotkała się z dużym wsparciem ze strony nie tylko przyjaciółek (ma dwie, te same od studiów), ale i znajomych. – Dziewczyny ocaliły mi życie – mówi. – A zaczęło się od jednej mojej jogowej uczennicy, psychoterapeutki, która zaproponowała mi dołączenie do kręgu kobiet. Od lat prowadzi takie kręgi, a akurat wtedy robiła nabór do kolejnego. Nie byłam przekonana.

Wtedy potrzebowałam ciszy, a nie babskich spotkań, które, jak wiem z autopsji, bywają intensywne emocjonalnie. Więc oporowałam: nie teraz, za jakiś czas, zapiszę się do następnego kręgu. Znajoma przekonała mnie tym, że następny krąg otwiera dopiero za trzy lata. Weszłam w to. I stało się coś dla mnie wtedy niewyobrażalnego: kobiety w kręgu milczały, słuchały, a ja mówiłam. Otworzyłam się jak nigdy przed nikim. Spotykamy się raz na miesiąc, co jakiś czas wyjeżdżamy w zaciszne miejsca na warsztaty. Wyczekuję tych spotkań jak kania dżdżu. One mnie wyciszają, ale i doładowują. Zawdzięczam im wszystko, co najlepsze. Dzieje się tam magia.

Na czym ta magia polega?– To magia wspólnoty – mówi Kasia. – A wspólnota nie polega na tym, że wszyscy to samo myślą, ani na tym, że wszyscy się tak samo zachowują. Polega na tym, że każdemu wolno. To absolutnie podstawowa sprawa. Że cię posłuchamy. Że nawet jak nam się nie podoba to, co któraś z nas mówi. Możesz mówić wszystko, zachowywać się tak, jak chcesz: milczeć, płakać, nie wiedzieć, co zrobić. Masz czas na wszystko.

W takiej wspólnocie pojawia się coś na kształt odkryć fizyki kwantowej – że czas jest dla nas, że sobie nim płyniemy, że nie musimy się śpieszyć w żadną stronę, bo nie wiemy jeszcze, dokąd grupa nas zaprowadzi. Uczysz się, że twoje uczucia, jakiekolwiek są, są dobre. Bardzo boimy się różnych uczuć: lęku wstydu, złości, bo jako dziewczynkom nie wolno nam było się do nich przyznawać. Dlatego może być nam trudno. Ale poradzić sobie z tym, że jest trudno? To wspaniałe osiągnięcie.

Magia wspólnoty to przede wszystkim podobieństwo i bezpieczeństwo. Kobiety w grupach Kasi zawsze powtarzają: każda z nas jest inna, a wszystkie jesteśmy podobne. I to poczucie podobieństwa nie polega na wspólnym losie, czyli że każda z nas ma cierpieć, bo tak się przyjęło. Polega przede wszystkim na tym, że się wspieramy. – Rozejrzyjmy się wokół: z jedną kobietą ci bliżej, z inną dalej, z jedną się zaprzyjaźnisz, z inną polubisz, z kimś niespecjalnie będziesz chciała mieć do czynienia, ale ona też wnosi do grupy coś niezwykle ważnego. I ty też dużo wnosisz! Jesteś niezbędna w kręgu! Krąg kobiet przyrównuję do bukietu przeróżnych kwiatów, a wszystkie są przepiękne. Ty jesteś stokrotką, ktoś dalią. I nie chodzi o to, że masz być jak dalia, cudownie, że jesteś stokrotką. Zobaczmy w grupie kobiet łąkę pełną kwiatów! – mówi.

Czytaj także: „Krąg mamy zapisany w genach” – mówi Anija Miłuńska, pionierka kobiecych kręgów w Polsce

Kasia prowadzi terapeutyczne kręgi. Sama też jest członkinią grupy, ale wsparcia, składającej się z kobiet, które się znają, lubią, z którymi wiele ją łączy. Podkreśla, że kobiety mogą się wspierać, robiąc różne rzeczy razem. Na przykład tańczyć, grać na bębnach, ćwiczyć jogę, malować, gotować, wspinać się. Każda taka grupa to niesamowite pole doładowywania energii, kreatywności, radości.

– Gdy robimy coś razem, mamy szansę się z kimś zaprzyjaźnić, znaleźć bratnią duszę – przekonuje. – Dlatego otwierajmy się na propozycje spotkań. Jeśli zapraszają nas inne kobiety, idźmy. Bo gdy kobiety coś razem robią z sercem, tak jak kiedyś darły razem pierze, to powstaje niesamowita synergia. Korzystajmy z niej.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE