1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. „Krąg mamy zapisany w genach” – mówi Anija Miłuńska, pionierka kobiecych kręgów w Polsce

„Krąg mamy zapisany w genach” – mówi Anija Miłuńska, pionierka kobiecych kręgów w Polsce

Anija Miłuńska przez lata praktykowała buddyzm zen i różne formy medytacji. Dziś przywraca światu współczesną wersję mitu Bogini, daje wykłady, prowadzi kręgi kobiet oraz warsztaty rozwoju. (Fot. archiwum prywatne)
Kobiety, które po raz pierwszy przychodzą do kręgu, czują się dokładnie tak samo jak ty. Też się boją, są niepewne. Z tego spotkania wyniknie coś dobrego, ale nie wiesz co, dopóki do tego nie dojdzie – przekonuje Anija Miłuńska, pionierka kobiecych kręgów w Polsce.

Mówisz, że krąg mamy zapisany w genach. Jaka jest jego geneza?
Kobiece kręgi były czymś oczywistym od zarania dziejów. Kobiety spotykały się po to, by celebrować wspólnie spędzony czas, ważne życiowe chwile, podzielić się przeżyciami i razem przejść przez rytuały inicjacyjne. I choć kręgi związane są mocno z rdzenną kulturą szamańską, to i w Europie miały swoje odpowiedniki w postaci kobiecych, również rytualnych, kręgów. Pozostały po nich tańce w kręgu, które przeżywają teraz renesans. Drastycznym przykładem niszczenia tego, co pozostało z kręgów, jest polowanie na czarownice. To była akcja zaplanowana przez inkwizycję, która przyniosła zniszczenie tego, co wówczas nazywano sabatami. Kobiece kręgi zostały zdeprecjonowane, uznane za dzieło szatana i zapomniane. Pod koniec XIX wieku zaczęły powstawać pierwsze koła gospodyń wiejskich, które wyrosły ze wspólnego spotykania się naszych prababek przy opowieściach, przy darciu pierza czy przędzeniu. Zauważ, że nie powstało nigdy koło gospodarzy wiejskich. To kobiety miały potrzebę działania w egalitarnej strukturze, w której wszystkie jesteśmy równorzędnymi partnerkami.

Krąg to grupa ludzi, których łączy pewna więź i nie dzieli żadna struktura, co stoi w sprzeczności z hierarchiczną formułą patriarchatu. Co się stało, że kobiety w Polsce zapragnęły powrotu do tej formy spotkań?
Krąg jest najbardziej pierwotną strukturą społeczną, stricte niepatriarchalną, która sięga początkami tysięcy lat, i jest czymś głęboko zapisanym w naszej pamięci zbiorowej. Trzysta lat polowań na czarownice sprawiło jednak, że nie odziedziczyłyśmy wzorca takich spotkań, za to pozostał w nas lęk. Poziom tego lęku zaskoczył mnie w trakcie mojej wieloletniej pracy. Okazało się, że potrzebowałyśmy impulsu, który przyszedł do nas zza oceanu w postaci rdzennej duchowości Indian. Pod koniec lat 90. przywiozła go do Polski Mattie Wolf i to do niej pojechałam na pierwszy krąg. Trzy miesiące później usiadłam w kręgu prowadzonym przez Danutę Ogaoeno, która przekazała mi nauki nauczycielki północnoamerykańskiego ludu Seneka i szamanki, Babci Twylah Nietsh. Danuta założyła krąg w Krakowie, potem w Warszawie.

Jak doszło do tego, że poprowadziłaś pierwszy krąg?
Spotkałam moje byłe studentki. Był 1998 rok. Opowiadały, że są kompletnie zagubione we własnej kobiecości, i prosiły, żebym coś z tym zrobiła. Powiedziałam o tym Danucie i zaproponowałam, żeby może uwzględniła w swoich planach kręgi dla młodych dziewczyn, a ona odpowiedziała, że skoro to widzę i czuję, to znaczy, że właśnie ja mam się tym zająć. I tak zorganizowałam pierwszy krąg. Byłam zdumiona, jak ogromny jest głód takich spotkań – pojawiały się coraz nowe kobiety w najróżniejszym wieku, a wszystkie wiodła tęsknota za bezpieczną wspólnotą i siostrzeństwem. W tym czasie istniały dwa, może trzy kręgi w całej Polsce. Zakasałam rękawy. Najpierw zorganizowałam krąg dla młodych dziewczyn, w lutym stworzyłam krąg dla kobiet dojrzałych. W sierpniu przeprowadziłam pierwszą ceremonię inicjacji, czyli narodzin jako córka Matki Ziemi. I od tej pory, czyli już 23 lata, nieprzerwanie prowadzę kręgi.

Skąd wiedziałaś, jak poprowadzić taki krąg?
Na pewno wiedziałam, że nie chcę odtwarzać indiańskich ceremonii, gdyż mam głęboki duchowy związek z tradycją europejską. Równocześnie czułam, że potrzebujemy stworzyć coś, co jest dla nas autentyczne. I tak zaczęła się moja mentalna praca archeologiczna. Szukałam żywego doświadczenia, odpowiedzi na pytanie, co to znaczy być kobietą. Bo ja ciągle zadaję pytania. Śmieję się, że jestem filozofką wierzącą i praktykującą. Od początku posługiwałam się baśniami i mitami. Krąg był dla mnie polem transformacji, więc od początku chciałam stworzyć przestrzeń do transformowania skostniałych wzorców patriarchalnych i odkrywania nowych wzorców ukrytych pod różnymi przekonaniami i przesądami. Takie antidotum na iluzję, którą byłyśmy karmione przez wiele lat.

Czy są jakieś szczególne zasady, jakimi kierujesz się w swojej pracy z kobietami?
Zawsze chciałam, żeby kobiety mogły wyrazić się w bezpiecznej przestrzeni, zadawać pytania i podążać za nimi w poszukiwaniu prawdy, a także podzielić się czasem traumatycznymi przeżyciami – wiedząc, że nie będą za to ocenione. I to jest zasada kręgu. Uczestniczki uczą się słuchania innych i wiedzą, że będą wysłuchane. Czasem stosuję Ceremonię Gadającego Kijka, która uczy kobiety słuchania siebie nawzajem bez komentowania. Polega to na tym, że ten, kto ma kijek, mówi, a reszta słucha. Sama nauka słuchania zajęła nam parę lat, bo była w nas, kobietach, ogromna niecierpliwość. Uczestniczki opowiadały mi, że aż je skręcało, żeby przerywać wypowiedzi innych kobiet, wrzucać komentarze. A gdy mijała godzina, opadały emocje i chęć, by pouczyć inną kobietę. Okazywało się, że wszystko, co zostało powiedziane, dotyczy też ich samych. Z tego wyłania się zbiorowa mądrość i cieszę się, że mogłyśmy to wspólnie odkrywać. Teraz już wiem, że krąg pomaga być w prawdzie. Pokazuje mądrość naszych przodkiń, dla których ważne były współpraca i szacunek.

Czego jeszcze kobiety uczą się w kręgach?
Niekrytykowania, niewalczenia ze sobą, zaufania. Uczą się, że każdy głos jest ważny. To, co wnosisz – twoje pomysły, działanie – jest cenne. Kobiety nie wierzyły, że mają coś naprawdę ważnego do powiedzenia. Teraz widzę, że te, które oswoiły kręgi, śmielej zabierają głos i wnoszą w nie swoją kreatywność. Paradoksalnie najtrudniej jest uwierzyć w to tym najstarszym.

Dlaczego?
Mają w sobie mocno zakodowany wzorzec samoograniczania i życia dla innych, nie dla siebie. Nie wierzą, że ich obecność jest wartością samą w sobie. A wystarczy, że opowiesz o tym, co jest w tobie, i dasz impuls innej kobiecie, żeby opowiedziała swoją historię. Energia kręgu niesie kobiety i wiem, że odkrywanie – ujawnianie w sobie samej tego, co było do tej pory tajemnicą – ma największą wartość.

Jak w takim razie wygląda spotkanie kobiet z różnych pokoleń? Często czujemy złość do matek czy babek, nie zdając sobie do końca sprawy, jak ciężki był los kobiet w naszej linii. Nasze pokolenie z kolei ma przestrzeń, żeby tę kobiecość uzdrawiać, celebrować. Czy te energie mogą się spotkać?
Nie wyobrażam sobie kręgu ograniczonego wiekiem. Od lat uczestniczki moich spotkań podkreślają, jak ogromną wartością dla nich jest spotkanie kobiet w różnym wieku. Dopiero to tworzy całość. Te starsze mówią, że do tej pory nie wiedziały, że można być szaloną, że seks w każdym wieku jest super i że mają do niego prawo, że mogą się nie wstydzić swojego ciała albo że mogą zostawić wszystko i wyjechać w podróż. Młodsze z kolei są wdzięczne tym starszym za wiedzę i mądrość, odnoszą się do nich z wielkim szacunkiem.

A jak długo trwa taki krąg?
Są kręgi, które spotykają się jednorazowo i takich spontanicznych jest chyba najwięcej. Ja pracuję w cyklu rocznym lub dwuletnim ze względu na potrzebę transformowania i uzdrawiania. Moje kręgi mają formę warsztatową. Każdy krąg wymaga przejścia przez pewien proces. Chodzi o to, żeby kopać głęboko, a nie powierzchownie. I żeby narodziło się zaufanie do siebie nawzajem.

No właśnie, a jak to jest z tym brakiem zaufania do innych kobiet? Przecież często w kręgu dzielimy się bardzo intymnymi historiami.
Ta nieufność jest naturalna, ale zawsze na początku spotkania mówię o świętej zasadzie: wszystkie intymne historie zostają w kręgu. Kobiety mogą opowiadać o tym, co robimy, bo to nie jest żadna tajemnica − jakie tematy poruszamy i co odkrywamy. Mogą dzielić się później wiedzą o tym, co odkryły na swój temat, jednak wszystkie historie opowiedziane przez siostry zostają w kręgu.

To co powiedziałabyś kobiecie, która nieufnie podchodzi do wszelkich grup, kółek i zgromadzeń, ale chciałaby spróbować kręgu?
Zapytałabym ją najpierw, za czym głęboko tęskni. Powiedziałabym jej, żeby zaufała sobie, bo intuicja zaprowadzi ją we właściwe miejsce. Jeżeli sobie nie ufasz, to projektujesz nieufność na inne kobiety. Moja uczennica powiedziała kiedyś, że uczę zaufania do siebie samych. Bo kręgi to historia o zaufaniu – do życia, intuicji, ciała i intelektu. Kobiety, które po raz pierwszy przychodzą do kręgu, czują się dokładnie tak samo jak ty. Też się boją, są niepewne. Z tego spotkania wyniknie coś dobrego, ale nie wiesz co, dopóki do tego spotkania nie dojdzie. Zamień lęk w ciekawość. Krąg to nie organizacja polityczna. Możesz zawsze powiedzieć, że nie czujesz się gotowa, i wyjść po jednym spotkaniu.

Co, w twoim odczuciu, zmieniło się w kręgach na przestrzeni lat?
Kobiety, które przyszły do mnie na początku, miały w sobie dużo więcej lęku, a jednocześnie to był okres poszukiwania, zachwytu spotkaniami, wszystko było niezwykłe. Jedna z moich uczennic, która do tej pory jest ze mną w kręgu, powiedziała, że wtedy każde spotkanie było epokowym odkryciem, tak jakbyśmy wskrzeszały wiedzę przodkiń po setkach lat zapomnienia. Kobiety przychodziły głodne, więc wszystko im smakowało.

A teraz?
Teraz zjadłyśmy tyle ciastek, że nazywam to syndromem przeciastkowienia, więc czasem podaję też gorzkie ciasteczko, czyli taką prawdę, która jest trudna. Kobiety są bardziej świadome, ponieważ nauczyły się wielu cudownych rzeczy na licznych warsztatach. Te starsze stażem zaczynają uczyć inne i przekazują im swoją wiedzę. Krąg stał się, przynajmniej w dużych miastach, częstą formą spotykania się kobiet, w związku z tym nie towarzyszy im już lęk, że idą na sabat i będą ukarane. Robimy to dla naszych córek i wnuczek. Dziewczynki mam, które siedziały w kręgu i były karmione ich piersią, mają już krąg w genach. Postawa matki − to, jak ona się zachowuje, jak traktuje swoje ciało i jak przeżywa miesiączkę − ma ogromny wpływ na dziecko. Zauważyłam, że po tym, gdy dziewczynki przejdą już okres dojrzewania – kiedy wpływ rówieśników jest największy – to wracają do kręgu. Jestem pewna, że za 10 lat będą robiły rewolucyjne rzeczy.

Obserwujesz większą potrzebę powrotu do rytuałów?
Ostatnio zapytałam kobiety i mężczyzn, czym jest dla nich krąg. Odpowiedzieli, że miejscem sacrum. Potrzebujemy, żeby pewne ważne momenty w naszym życiu nie przeszły bez echa – i te najtrudniejsze, i te najpiękniejsze. Rytuały przejścia są bardzo ważne, a krąg ma swoją pamięć. Tak przynajmniej tego doświadczam – jest to święta przestrzeń, w której zapisana jest pamięć doświadczeń niezliczonej ilości ludzi. Wchodząc do kręgu, ożywiamy pewną bardzo starą mądrość, dla której znajdujemy nasze współczesne formy wyrazu.

Na czym ta świętość polega?
Chyba na tym, że jest to przestrzeń wolna od przemocy i od przymusu rywalizacji, jakiemu podlegamy w codziennym życiu. Taka, w której możliwe jest Spotkanie – z samą sobą i z innymi kobietami, a poprzez to z samym sercem życia. Zostawiam wszystko i przychodzę do kręgu, zapalamy świecę, kładziemy kwiaty, magiczne przedmioty i tworzymy piękną przestrzeń, żeby nią pooddychać przez dwie, trzy godziny, posilić się i wrócić do swojego świata z nową jakością.

A czy jest taki krąg lub rytuał, który szczególnie zapadł ci w pamięć?
Najmocniejsze były pierwsze lata, bo odkrywałam na nowo swoją tożsamość i rolę w kręgach. Śmiałam się, że poszłabym na drugi koniec Polski na piechotę, gdyby była tam jakaś wiedźma lub starszyzna, która pomogłaby rozwiać moje wątpliwości. Pierwsze osiem lat prowadzenia kręgów zaowocowało uzdrawiającą ceremonią dla naszych duchowych przodkiń, zwanych czarownicami, i był to czas ogromnych odkryć, emocji i przeżyć. Teraz frajdę sprawiają mi kręgi koedukacyjne. Czuję, jak ważne jest spotkanie kobiet i mężczyzn w kręgu i odbudowywanie zaufania między nimi. Praktykuję to od 10 lat.

Uczę również, jak odbudować nasze połączenie z Ziemią, szacunek do niej i wdzięczność. I tak bym chciała pracować, bo myślę, że zrobiłam już swoje na polu uzdrawiania naszej wspólnej kobiecej historii.

Anija Miłuńska, filozofka, przez wiele lat praktykowała buddyzm zen oraz inne formy medytacji i zgłębiała rdzenne duchowe tradycje. Dziś przywraca światu współczesną wersję mitu Bogini, daje wykłady, prowadzi kręgi kobiet oraz warsztaty rozwoju. Więcej na www.anija.pl.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze