1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Siostrzeństwo – ja to ona, ona to ja

Augustus Leopold Egg „The Travelling Companions” 1862, Birmingham Museum and Art Gallery
Każda z nas potrzebuje bliskości i zaufania w kontaktach z innymi kobietami. Nie chcemy obawiać się, że ktoś nas nagle zaatakuje, wbije szpilę, zapyta, dlaczego nie mamy dzieci, lub udzieli jakiejś nieproszonej rady. Wspierająca, siostrzana relacja to taka, w której możemy się rozluźnić i po prostu być sobą. Tylko czy jest możliwa?

Grace, emerytowana właścicielka koncernu kosmetycznego, wygląda zawsze jak milion dolarów i nie znosi, kiedy nazywa się ją babcią. Frankie jest artystką i joginką, która ucieka od rzeczywistości, oddając się urokom hipisowskiego życia. Znają się od 40 lat i, delikatnie mówiąc, nie przepadają za sobą. Nieoczekiwanie jednak łączy je bardzo intymne i bolesne przeżycie – dowiadują się, że ich mężowie od lat żyją w sekretnym związku i wkrótce mają zamiar się pobrać. W jednej chwili obie tracą wszystko, na czym budowały swoje dotychczasowe życie, i wiedzą, że nikt inny nie zrozumie ich lepiej.

Dostępny na Netflixie serial „Grace i Frankie” opowiada o sile kobiecej solidarności, a grane przez Jane Fondę i Lily Tomlin tytułowe bohaterki udowadniają, że siostrzeństwo jest ważne w każdym wieku i na każdym etapie życia. „Dzięki tobie jestem lepsza” – mówi Grace do Frankie w ostatnim odcinku piątego sezonu. To samo mogłabym dzisiaj powiedzieć kobietom, które odegrały w moim życiu ważną rolę, ale nie zawsze tak było.

Przez wiele lat czułam się za ich sprawą gorsza: w podstawówce spotykałam się z ostracyzmem, zawstydzaniem i ocenianiem. W szkole średniej bałam się innych dziewczyn, nie potrafiłam im zaufać i nie chciałam wchodzić z nimi w głębsze relacje. Dziś wiem, że przede wszystkim byłam mocno odcięta od samej siebie, a każda ocena czy rada sprawiały, że czułam się jeszcze bardziej zagubiona i niepewna. Z czasem jednak spotkałam na swojej drodze kobiety, które okazały mi wsparcie, potrafiły słuchać bez komentowania i zaczęłam czuć się bezpieczniej w kobiecych relacjach. Teraz pielęgnuję tę nić siostrzeństwa, bo wiem, że moja historia splata się z historiami innych kobiet i choć wiele nas może dzielić, łączy drugie tyle.

Zakoleżankujmy się

Madeleine Albright, była sekretarz stanu USA, powiedziała kiedyś, że w piekle jest miejsce kobiet, które nie pomagają innym kobietom, czym w dość bezpardonowy sposób skomentowała znaczenie kobiecej solidarności we współczesnym świecie. Co ciekawe, słowo „siostrzeństwo” nadal nie ma swojego miejsca w słownikach i wciąż nie wiadomo, czy się przyjmie. Program Word konsekwentnie podkreśla je w tekście, a dla niektórych brzmi ono po prostu niepoważnie lub dziwnie. Choć z powodzeniem używamy pokrewnego mu „braterstwa”. Brak oficjalnej nazwy na żeńskie stowarzyszenia jest wynikiem tego, że dawniej kobiety nie tworzyły legalnych zgromadzeń. W XVI wieku takie grupy nazywano nieco prześmiewczo sejmem niewieścim, później kołami lub klubami.

Abbott Handerson Thayer „The sisters” 1884, Brooklyn Museum

Dzisiaj dziewczyny „koleżankują się”, co, jak tłumaczy językoznawczyni Joanna Wrzesień-Kwiatkowska, oznacza nie tylko utrzymywanie kontaktów ze znajomymi kobietami, lecz także wspieranie ich życiowo i zawodowo. Siostrzeństwo jednak wydaje się najbardziej naturalne i pojemne znaczeniowo. Natalia Miłuńska, edukatorka i antropolożka, która od ponad 20 lat pracuje z kobietami, uważa, że słowo to wchodzi coraz śmielej do mainstreamu, a na jego popularyzację duży wpływ miały działania ruchów feministycznych, zachodnia literatura, strajki kobiet i rosnące znaczenie kobiecych kręgów inspirowanych rdzennymi ludami Ameryki Północnej. Jej zdaniem nastawienie do słowa „siostrzeństwo” pokazuje społeczny szacunek do kobiet – czy to, co tworzą i wnoszą, traktowane jest poważnie, czy nie. – W kulturach hierarchicznych siostrzeństwo nie jest mile widziane, bo zakłada równość – tłumaczy Natalia. – Musisz być lojalna wobec tego, kto jest wyżej i mówi ci, co masz robić. Ten wzorzec powielają same kobiety. Moja przyjaciółka opowiadała mi kiedyś, że w jej bardzo tradycyjnej rodzinie brat dostawał na obiad kurczaka, a one z siostrą dostawały coś innego. On był wyżej w hierarchii, dlatego babcia i mama uznały, że bardziej tego potrzebuje.

Ta i wiele innych sytuacji mogą potwierdzać tezę, że kobieca solidarność nie istnieje. Wpływ na to miały lata patriarchatu, a także prześladowań i torturowania kobiet za tworzenie zgromadzeń. W warunkach ciągłego zagrożenia trudno o budowanie niezależności i współpracy, za to łatwo o rywalizację, która pomagała przetrwać lub osiągnąć sukces, więc kobiety toczyły walkę ze sobą nawzajem.

– Siostrzeństwo dotyka pewnej rany w kobietach. Od wieków surowo się oceniamy i ciągle się porównujemy – mówi Natalia. – Nikt cię tak nie skrytykuje jak druga kobieta. W duchu feministycznym nazywa się taką postać strażniczką patriarchatu. Pilnuje ona, żeby inne kobiety nie czuły się zbyt swobodnie i nie cieszyły się za bardzo z tego, kim są. A przecież u podstaw siostrzeństwa leży doświadczenie bycia kobietą i budowanie wspólnoty wokół podobnych doświadczeń.

W szacunku dla odmienności

Beata Frysztacka, jak wiele kobiet z jej pokolenia, była wychowana w modelu, który każe wymagać od siebie i innych.

– Nie było w tym siostrzeństwa. Wzajemne krytykanctwo kobiet jest wciąż obecne w naszym społeczeństwie. Często w ogóle nie wyobrażamy sobie, że może być inaczej – podsumowuje.

Beata doświadczyła wsparcia kobiet dopiero na swoim pierwszym kręgu kilka lat temu. – To było absolutnie transformujące przeżycie – opowiada. – Mam głębokie i wieloletnie przyjaźnie z kobietami, ale w kręgach uczę się siostrzeństwa, które nie jest zależne od bliskości: uczę się widzieć siostry w ich odmienności, szanować je i wspierać.

Dla niej to słowo oznacza uważność i wrażliwość na drugą kobietę oraz solidarność z potrzebami kobiet tam, gdzie są lekce­ważone. Jest widzeniem innej siostry bez potrzeby zmieniania jej. Gotowością do towarzyszenia jej i wsparcia.
– Nauczyłam się szukać w ludziach tego, co łączy, a nie tego, co dzieli. Praktykuję to na co dzień – podczas spotkań, w odpowiedziach na wiadomości, komentarzach na Facebooku. Często końcowy komunikat, który wysyłam, różni się znacząco od tego, który jako pierwszy przyszedł mi na myśl. Ale ta zmiana nie wynika z chęci bycia grzeczną i niekonfliktową, tylko z zapytania samej siebie: czy rzeczywiście jest tak, jak odebrałam to na początku?

Kasia Dorota, edukatorka w Muzeum Etnograficznym w Krakowie i założycielka Urban Magii, przestrzeni internetowej przybliżającej świat rytuałów, mówi, że często ranią ją relacje z kobietami, które nie doświadczyły prawdziwego siostrzeństwa. Dla niej jest ono głównie akceptacją różnorodności i szacunkiem dla odmiennych poglądów.

– Ale bycie w relacji siostrzanej to bycie przede wszystkim w dobrej relacji z samą sobą i reagowanie na bieżąco, również wtedy, kiedy pojawiają się trudne emocje – podkreśla.

– To pewnego rodzaju deklaracja, że będę otwarta i wspierająca dla innych kobiet. Tak wiele jest wśród nas rywalizacji, ostracyzmu, oceny i zawiści, że taka postawa może stać się osobistą praktyką. Moja siostra jest różna ode mnie: mamy inny styl życia, podejmujemy inne wybory, ale to właśnie przy niej nauczyłam się, jak być blisko osób, które nie są z mojej bajki – dodaje.

Alicja i Wiola, podobnie jak pozostałe dziewczyny, współtworzyły Krąg Prawdy Siostrzeństwa, prowadzony przez Aniję Miłuńską. Alicja pamięta sytuację z dzieciństwa, gdy dwie koleżanki, które nie chciały się z nią bawić, nie powiedziały jej tego wprost, tylko uciekały i chowały się przed nią. – To uczucie zmowy było dla mnie pierwszym doświadczeniem braku siostrzeństwa – mówi. – Za to obecnie obserwuję inne zjawisko: kobiety chcą wyrażać swoje potrzeby i skupiać się na sobie, ale w trosce o to odmawiają pomocy innym kobietom, argumentując, że najpierw muszą zadbać o siebie.

Ona pierwszy raz poczuła kobiecą solidarność w liceum. Zmiana szkoły wiązała się dla niej z dużym stresem i na początku opuszczała lekcje. Czuła się bardzo samotna. – Gdy tylko wyciągnęłam rękę po pomoc i otworzyłam się na dziewczyny z mojej klasy, dostałam bardzo dużo ciepła i przyjacielskiej miłości. Poczułam się zaopiekowana – opowiada.

Wiola nie ma podobnych wspomnień, od koleżanek nie doświadczyła zbyt wiele dobrego, ale, jak przyznaje, to działa w dwie strony.
– Sama jestem kobietą, przy której inna mogła doświadczyć braku siostrzeństwa – przyznaje. – Dlatego dziś zadaję sobie pytanie, jak do tej pory traktowałam samą siebie i czy zawsze stawałam po swojej stronie.

Dla niej siostrzeństwo to akceptacja cudzych wyborów, nawet jeśli są dla niej trudne, oraz umiejętność podejmowania decyzji, które są ważne dla niej, ale mogą być trudne dla innych.

Alexander Nasmyth „Eleanor and Margaret Ross” 1790, Yale Center for British Art, Paul Mellon Collection

Oko krytyka

Brak żeńskiej solidarności to element większego problemu – kobiety w Polsce są bardzo niepewne siebie. Aby mogło zaistnieć siostrzeństwo rozumiane jako relacja, w której staniemy za sobą i będziemy się wspierać w sytuacji, gdy ktoś nas zaatakuje lub będzie dyskryminował – musimy budować w sobie wewnątrzsterowność. Im bardziej uzależniamy swoją samoocenę od tego, co jest na zewnątrz, tym trudniej jest o siostrzane relacje, bo od razu porównujemy się do innych kobiet i patrzymy, która jest dla nas zagrożeniem.

Porównywanie się jest echem patriarchatu, ale nie w sensie męskiej opresji, lecz rozumianego jako kultura zorientowana na hierarchię i dominację, gdzie zawsze są lepsi i gorsi. Czy chcemy, czy nie, internalizujemy w sobie te społeczne wymogi. W Polsce znamienna jest ocena wyglądu. Natalia Miłuńska, która obecnie mieszka w Hiszpanii, mówi, że na tamtejszych plażach łapie od razu nastrój swobody i beztroski, za to w Polsce nieustannie czuła na sobie wzrok innych kobiet. – To dla mnie właśnie brak siostrzeństwa – kiedy nie możemy rozluźnić się w towarzystwie innych kobiet. Jeśli oceniamy surowo siebie, robimy to też innym kobietom – przekonuje.

Ale żeby pozbyć się tego krytycznego oka, musimy zbudować w sobie mocne centrum. Poznać swoją wartość, umieć się o siebie zatroszczyć i zbudować w sobie zasoby, z których będziemy umiały korzystać. Wtedy zniknie potrzeba angażowania w swoje życie innych ludzi, przestaniemy tracić energię na to, żeby się z nimi porównywać.

A o co zwykle rywalizujemy? O dobre stanowisko, sukcesy i względy mężczyzn. Natalia pamięta sytuację, gdy na pewnym kręgu okazało się, że partner jednej z kobiet wszedł w romans z inną uczestniczką. – Poruszające i ważne było to, że mimo ogromnego napięcia i emocji dziewczyny postanowiły wnieść problem do kręgu i go przetransformować – wspomina Natalia. W rezultacie kobieta zrezygnowała z relacji z partnerem koleżanki, za to uświadomiła sobie swój głód miłości i pragnienie tego, żeby ktoś się nią zachwycił. Postanowiła to przepracować. Dzięki temu udało się jej odkryć pewien wzór myślenia – że to mężczyzna jest tym, który wybiera, a w sytuacji wyboru głód jest często silniejszy i, jeśli jest nieuświadomiony, zaczynamy rywalizację, która rani wiele osób.

Rozluźnij brzuch

Siostrzeństwo to nie tylko grupy feministyczne z dużych miast, kobiece kręgi czy nawet głośne protesty. Ogromną wartość ma wsparcie między kobietami bez względu na pochodzenie, religię czy światopogląd. Niektóre grupy są po prostu bardziej wyraziste, ale istnieją też pionierki nieobecne w mediach, które na co dzień działają w trudnych warunkach.

Natalia Miłuńska miała okazję prowadzić zajęcia dla koła gospodyń wiejskich. To wtedy dotarło do niej, że kobiety z miasta mają kręgi, a kobiety ze wsi – koła. Okazało się, że one również tworzą sieć lokalnego wsparcia i nierzadko czują się sfrustrowane, że nie mogą wystartować w wyborach na wójta gminy. Albo uprawiają nordic walking w nocy, bo w dzień ludzie się z nich śmieją. Spotykają się z silną krytyką, ale mimo to ciągle robią coś dla swojej społeczności, bo potrzebują twórczych działań z innymi kobietami.

Siostrzeństwo nie jest łatwe, ale warte trudu. Najlepiej – podjętego wspólnie z bliskimi kobietami, które powiedzą, że też spróbują, że następnym razem zachowają się inaczej. A potem porównamy nasze wrażenia – okaże się, że jednej wyszło, innej nie, ale ważne, że powstanie twórczy ferment i będziemy wiedziały, że nie jesteśmy w tym same.

Natalia Miłuńska od lat tka nić siostrzeństwa, działając w kobiecych kręgach. Dla niej oznacza ono wsparcie bez oceniania, obecność, lojalność, bezpieczeństwo, rozluźnienie, współtworzenie, zabawę, taniec i lekkość. – Siostrzeństwo mogłabym nazwać taką bliskością brzuch do brzucha, czyli relacją, w której mogę odsłonić swoje miękkie miejsce – podsumowuje.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze