1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Zaprogramowany na szczęście. Twój mózg może chłonąć dobro

Zaprogramowany na szczęście. Twój mózg może chłonąć dobro

Dzięki neuroplastyczności ludzkiego mózgu możemy wpływać na nasze samopoczucie. (Fot. iStock)
Dzięki neuroplastyczności ludzkiego mózgu możemy wpływać na nasze samopoczucie. (Fot. iStock)
Ludzki mózg wyposażony jest w niezwykle cenną cechę – neuroplastyczność. Dzięki niej nie tylko uczymy się i rozwijamy, ale też utrwalamy zachowania, wzorce myślenia i nastroje. Dlaczego to jest dobra wiadomość? Bo to znaczy, że możemy wpływać na swoje samopoczucie.

Neuroplastyczność mózgu oznacza w praktyce, że ten organ ma ogromne możliwości przyswajania nowych zachowań, uczenia się. Że kształtuje się i przeobraża pod wpływem naszych doświadczeń. „Wszystko, co w powtarzalny sposób czujemy, czego doznajemy i pragniemy, o czym myślimy, powoli, lecz skutecznie, rzeźbi naszą strukturę neuronalną” – pisze amerykański psycholog Rick Hanson w książce „Szczęśliwy mózg”. Nowe synapsy powstają w ciągu paru minut, mniej aktywne połączenia znikają – mózg zdaje się przypominać plastelinę. Reaguje na to, co staje się naszym udziałem, a dokładniej – to, na czym się koncentrujemy.

Rick Hanson nie miał szczególnie trudnego dzieciństwa, nie przeżył wielkich traum. Ale czuł się outsiderem, nieśmiałym, ignorowanym przez rówieśników chudzielcem. Z okularami na nosie i dziurą w sercu niczym „pusty basen pływacki”. Na studiach coś się zmieniło. Jakiś wspólny wypad z kolegami, uśmiech dziewczyny – zaczął się tym karmić. Zauważył, że kiedy pozwala takim prostym zdarzeniom stać się pozytywnym doświadczeniem i zatrzymuje je w sobie (przynajmniej przez kilka oddechów), odczuwa dobro, które staje się jego częścią. „Tak więc za każdym razem chłonąłem dobro przez kilkanaście sekund – wspomina. – Trwało to krótko, było łatwe i przyjemne. I dzięki temu zacząłem czuć się lepiej”. Każde „chłonięcie” było jak wlanie wiadra wody do basenu, dziura powoli się zapełniała. Po latach, już jako psycholog, zrozumiał, że to, co intuicyjnie robił na co dzień, było programowaniem się na szczęście! Dotarł do badań dotyczących delektowania się do- znaniami i opracował praktykę, która w czterech krokach pomoże ci wchłonąć dobro i uczynić twój mózg szczęśliwszym. Ważne, nie ma to nic wspólne- go z pozytywnym myśleniem. To dużo więcej, choć praktyka zajmuje raptem kilka minut dziennie (Amerykanin zaleca parę kilkunastosekundowych „sesji”).

Zbierz i zainstaluj

Chłonięcie dobra polega na aktywowaniu pozytywnego doświadczenia i uwewnętrznieniu go – w ten sposób budujemy odpowiadające mu obwody neuronalne, możemy zabrać je ze sobą wszędzie. Dlaczego to takie ważne? Jak już wiesz, nasz mózg wyspecjalizował się w wyłapywaniu z otoczenia tego, co nie działa, przeszkadza, drażni, niepokoi. Rick Hanson tłumaczy, że nasi przodkowie mogli popełnić dwa rodzaje błędów: myśleć, że w krzakach czai się tygrys (podczas gdy go nie było), albo uznać, że nie ma żadnego tygrysa (podczas gdy się tam ukrywał). Nietrudno zgadnąć, który błąd kosztował ich więcej. Nic dziwnego, że mózg rozwinął się w określonym kierunku – jego nastawienie jest skrajnie negatywne. Daniel Kahneman (laureat Nagrody Nobla w ekonomii) wykazał, że zrobimy więcej dla uniknięcia straty niż dla osiągnięcia współmiernego zysku. Przyjmuje się, że w bliskim związku dopiero pięć pozytywnych interakcji ma szansę zrównoważyć jedną negatywną. Że dobrze zaczynamy się czuć dopiero wtedy, gdy liczba miłych chwil co najmniej trzykrotnie przekroczy liczbę tych przykrych. Cóż, tak już jest. Rick Hanson ujmuje to bardzo obrazowo: nasz mózg działa niczym rzep na negatywne doświadczenia i teflon na pozytywne. Jego „gleba” bardziej sprzyja rozwojowi chwastów niż kwiatów. Zwykle koncentrujemy się na usuwaniu tych pierwszych – tropimy szkodliwe przekonania, nawyki, próbujemy się ich pozbyć. To za mało. Jeśli chcesz, by twój umysł przypominał piękny ogród, zasiej w nim rośliny, które sam wybierzesz! To pomoże ci przejść z trybu reaktywnego (walki, ucieczki, zastygania w bezruchu) do trybu responsywnego, w którym angażujesz się w życie i odpowiadasz na jego wyzwania z innego miejsca. Miejsca bezpieczeństwa.

Jak to działa? Najpierw zbierasz pozytywne doświadczenia. Potem je wzbogacasz. Absorbujesz. Na koniec (opcjonalnie) łączysz z negatywnymi – po to, by zostały one przekształcone, zneutralizowane. W skrócie cała sztuka sprowadza się do „odpalenia” przyjemnego do- znania (pierwszy krok), by następnie zainstalować je w mózgu (szczegółowy opis w ramce). Rick Hanson nie ma złudzeń: bez takiego instalowania, czyli bez chłonięcia dobra, przepływa ono zwykle przez nasz mózg jak woda przez sito. Po prostu z perspektywy ochrony życia, która jest dla mózgu priorytetem, zdarzenia miłe nie mają większego znaczenia. Było, minęło – bez wpływu na strukturę neuronalną. Jeśli chcesz stworzyć nowe połączenie w mózgu, wyposażyć go w cenny zasób (odprężenie, poczucie satysfakcji, bycia docenionym czy kochanym), musisz zatrzymać się na wybranych doświadczeniach nieco dłużej. Wzmocnić je – choćby biorąc parę świadomych oddechów, uśmiechając się, mówiąc: „Tak, cudownie!”. Może przymykając oczy, kładąc rękę na sercu... Ty będziesz wiedzieć. Wystarczy, że pozostaniesz otwarty na to uczucie i przez jakieś dziesięć sekund będziesz je pielęgnować w świadomości.

Stań po swojej stronie

Psycholog podkreśla, że chłonięcie dobra nie polega na uganianiu się za przyjemnościami ani na uciekaniu przed bólem. „Kiedy dostarczasz mózgowi dobrych doświadczeń – gdy budujesz poczucie bycia spokojnym, zadowolonym i kochanym – twój dobrostan w coraz większym stopniu staje się bezwarunkowy, mniej zależny od bodźców zewnętrznych, takich jak to, czy partner jest dla ciebie miły albo czy dzień w pracy był udany. Wraz z przekształca- niem się pozytywnego stanu umysłu w pozytywne cechy neuronalne stopniowo osiągniesz szczęście, które w naturalny sposób wypływa z twojego wnętrza”.

Aby aktywować przyjemne doznania, trzeba je dostrzec. Albo wykreować. Mogą być obecne choćby w tej chwili: kontakt ciała z fotelem, aromat kawy lub śpiew ptaków. Jeśli nie, zwróć się ku minionym przeżyciom: temu, co ułożyło się pomyślnie w tym tygodniu, może uczuciu rozluźnienia po pracowitym dniu. Doceń stałe okoliczności (na przykład to, że masz schronienie, pożywienie), jakąś cechę osobistą czy talent, obecność innych ludzi w twoim życiu. Pomyśl o swoich śmiałych planach albo po prostu rozmarz się! Oczywiście, zawsze możesz też wygenerować jakieś satysfakcjonujące doświadczenie; zrobić coś, co cię uszczęśliwia. A potem skupić się na wrażeniach cielesnych, uczuciu w sercu, wspierającej myśli.

Czwarty krok – czyli łączenie treści pozytywnych z negatywnymi, by uzdrowić te ostatnie – sam Hanson uznaje za opcjonalny. Na pewno lepiej nie sięgać po ten trik do samodzielnej pracy z traumą – jest ryzyko, że bolesne doświadczenie weźmie górę. W tym kroku chodzi o to, by utrzymywać w umyśle dwie rzeczy jednocześnie, przy czym treściom negatywnym rezerwujemy miejsce w tle świadomości (tak, by były niewyraźne, niewielkie i łagodne). Na pierwszym planie królują pozytywne odczucia – mają być wyraźne, duże i intensywne. „Jeśli materiał negatywny staje się zbyt silny, odrzuć go jak gorącego ziemniaka – czytamy w książce Hansona. – Stań po swojej stronie. Optujesz za tym, co pozytywne”.

Trudne? Może trochę. Bo tak naprawdę każdy to zna. Idziesz przygnębiony, pogrążony w myślach o jakimś problemie. I nagle czujesz powiew wiatru na skórze, zapach jaśminu. Twój wzrok pada na coś, co cię przyciąga, raduje, bawi – na uroczego psiaka albo tańczący przed tobą liść. Pojawia się inna jakość, problem schodzi na dalszy plan. Być może umysł protestuje: „No co ty! Nie możesz się tak cieszyć, masz przecież ten problem, którym się właśnie zajmowaliśmy. Dopóki go nie rozwiążesz, nie wolno ci czuć radości, przyjemności, satysfakcji!”. Tyle że jest już za późno, stało się. Oczywiście, możesz się jeszcze wycofać, zamknąć się na obecne doświadczenie. Ale możesz też zrobić coś odwrotnego – wzmocnić je. Nie martw się, problem nie ucieknie... Chociaż, kto wie? Na pewno po wchłonięciu odrobiny dobra spojrzysz na niego innym okiem.

Cztery kroki chłonięcia dobra

Krok 1. Zbieraj pozytywne doświadczenia. Zauważaj te doświadczenia, które są już obecne na pierwszym planie lub w tle twojej świadomości (takie jak przyjemne doznania, zdecydowanie, poczucie bliskości z drugą osobą), albo kreuj je dla siebie. Na przykład możesz pomyśleć o czymś, za co jesteś wdzięczny, przywołać w myślach przyjaciela albo pomyśleć z uznaniem o zadaniu, które wykonałeś. Dołóż starań, by takie myśli przekształciły się w nagradzające emocjonalnie doświadczenia, w przeciwnym razie pozostaną one jedynie pozytywnym myśleniem.

Krok 2. Wzbogacaj pozytywne doświadczenia. Zostań z wybranym pozytywnym doświadczeniem na pięć do dziesięciu sekund (albo nawet dłużej). Otwórz się na uczucia i staraj się odczuwać je w swoim ciele; pozwól, żeby wypełniły twój umysł. Ciesz się nimi. Łagodnie pozwalaj na intensyfikację doświadczenia. Znajdź w nim coś świeżego, coś nowego. Zastanów się, jakie może mieć dla ciebie osobiste znaczenie, w jaki sposób może być dla ciebie pomocne lub wzmacniające, do jakiej zmiany w twoim życiu może doprowadzić. Spraw, żeby neurony naprawdę razem odpaliły, tak by potem się ze sobą połączyły.

Krok 3. Absorbuj pozytywne doświadczenia. Poczuj, jak doświadczenie wsiąka w ciebie, tak samo jak ty wsiąkasz w nie, i chciej, by tak się działo. Pozwól mu naprawdę osadzić się w twoim umyśle. Wizualizuj na przykład, że doświadczenie opada na ciebie niczym złoty pył, lub poczuj, że cię odpręża jak kojący balsam. Albo schowaj je jak klejnot w szkatułce swojego serca. Uświadamiaj sobie, że to doświadczenie staje się częścią ciebie, wewnętrznym zasobem, który możesz zabrać ze sobą wszędzie tam, dokąd zmierzasz.

Krok 4. Połącz to, co pozytywne, z tym, co negatywne (opcjonalnie). Mając wyraźne i stabilne poczucie pozytywnego doświadczenia na pierwszym planie świadomości, nie zapominaj o tym, co negatywne w jej tle. Jeśli na przykład czujesz się lubiany i włączony do jakiegoś grona, możesz poczuć to doświadczenie, nawiązując kontakt z uczuciem samotności z przeszłości. Jeśli twoją uwagą zawładnie negatywna treść, zostaw ją i skoncentruj się tylko na tej pozytywnej. Kiedy znów poczujesz, że jesteś skoncentrowany na tym, co pozytywne, możesz (o ile chcesz) pozwolić, by to, co negatywne, ponownie pojawiło się w twojej świadomości. Za każdym razem, gdy zechcesz, pozwól odejść wszystkim negatywnym treściom i skoncentruj się tylko na pozytywnych. Następnie, aby kontynuować usuwanie negatywnych treści, w ciągu kolejnej godziny uświadamiaj sobie jedynie te neutralne lub pozytywne, jednocześnie przywołując na myśl neutralne rzeczy (na przykład ludzi, sytuacje, idee), które zostały skojarzone z negatywnymi treściami.

Źródło: Rick Hanson, „Szczęśliwy mózg. Wykorzystaj odkrycia neuropsychologii, by zmienić swoje życie”, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Rick Hanson, „Szczęśliwy mózg. Wykorzystaj odkrycia neuropsychologii, by zmienić swoje życie”, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne (materiały prasowe) Rick Hanson, „Szczęśliwy mózg. Wykorzystaj odkrycia neuropsychologii, by zmienić swoje życie”, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne (materiały prasowe)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Jak usprawnić mózg i rozwinąć nowe zdolności?

U dorosłego wciąż tworzą się połączenia nerwowe, a te już istniejące przekształcają się. Dlatego intelekt warto stale rozwijać. (fot. iStock)
U dorosłego wciąż tworzą się połączenia nerwowe, a te już istniejące przekształcają się. Dlatego intelekt warto stale rozwijać. (fot. iStock)
18 marca obchodzimy Europejski Dzień Mózgu. Warto więc zastanowić się czy wystarczająco dbamy o ten ważny organ. Odpowiednia dieta, ruch na świeżym powietrzu, medytacja, która nas wyciszy i poprawi nastrój - wiemy już, że wpłyną korzystnie na zdrowie szarych komórek. A gdyby jeszcze dołączyć fitness dla mózgu, czy żonglerkę? - Poniższy artykuł może być cenną wskazówką.

Po pięćdziesiątce stajemy się mistrzami podejmowania dobrych decyzji, a nasze wnioski są trafniejsze niż konkluzje 30-latka. Zdecydowanie też lepiej panujemy nad emocjami. Tyle oferuje upływający czas. Ale też i zabiera. Kojarzymy i reagujemy wolniej, trudniej zapamiętujemy, a uwaga nie jest tak wyostrzona jak dawniej. Smutna perspektywa? Niekoniecznie, biorąc pod uwagę fakt, że mózg jest jak plastelina.

Platforma internetowa BrainMax.pl. Migają kolorowe ikonki, zapraszając do rozpoczęcia treningu. Mogę wybrać sobie ćwiczenia zwiększające koncentrację, poprawiające pamięć, szybkość przyswajania informacji albo… uświetniające moją komunikację. Opracowali je naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jeśli cierpię na ADHD, znajdę tu grę „leczniczą”. Do wyboru mam również fitness dla szarych komórek, który pozwoli mi myśleć logiczniej. Program treningowy na podstawie tego, jak gram, dopasowuje się idealnie do mojego zaawansowania i optymalizuje tempo pozytywnych zmian. Przechodzę na coraz wyższe poziomy. Są emocje! Elastyczność gry sprawia, że wcale się nie nudzę. Jeżeli będę regularnie ćwiczyć – codziennie przez minimum 30 dni – odczuję wyraźną poprawę i może wreszcie wygram z kimś w szachy. A jeśli po miesiącu zdecyduję się kontynuować granie, awansuję, bo jest duża szansa, że zacznę wkrótce pracować szybciej, swobodniej i wydajniej.

Natykam się w sieci na serwis Neurogra.pl, opracowany przez uczonych ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. A tu… niespodzianka. Dowiaduję się, że m.in. obok koncentracji, szybkości kojarzenia i refleksu ćwiczyć mogę dwa rodzaje pamięci. Podręczną, która pomoże mi wykonywać z uwagą kilka czynności naraz, niczym osławiony w dowcipach makijaż na światłach, oraz pamięć krótkotrwałą, która umożliwi mi bezproblemowe uczenie się np. japońskiego. Oferta szeroka. Fitness dla mózgu ucznia, pracownika, no i seniora. Tak jak w nordic walking buduję stopniowo i niepostrzeżenie subtelną masę mięśniową, tak samo tutaj – pod warunkiem systematyczności – mogę zbudować krok po kroku potęgę swojego intelektu. A jeszcze nie tak dawno temu sądziliśmy, że wraz ze skończeniem liceum rozwijanie nowych zdolności umysłowych staje się niemożliwe.

Moc pod siwym włosem

W XX wieku uważaliśmy, że z wiekiem nasza pamięć, refleks i umiejętność skupiania uwagi skazane są na pogarszanie się. Ale badania ostatnich dekad pokazują, że jest inaczej. Wraz z odkryciem, że mózg jest plastyczny przez całe życie, otworzyły się szerokie perspektywy dla starzejącego się społeczeństwa i tzw. siwiejącej Europy. Jak wyjaśnia psycholog Alicja Leszczyńska z Uniwersytetu Jagiellońskiego, neuroplastyczność oznacza zdolność mózgu do zmiany pod wpływem nabywanych doświadczeń: – Do pewnego momentu uczeni sądzili, że rozwój układu nerwowego ustaje w okresie dojrzewania i od tego czasu potencjał naszego umysłu jest określony i niemodyfikowalny. Ale niedawne badania pokazały, że u dorosłego wciąż tworzą się połączenia nerwowe, a te już istniejące przekształcają się – mówi. – Co z tego wynika? Londyńscy taksówkarze, którzy na co dzień przetwarzają wiele informacji przestrzennych, mają powiększony hipokamp. Ich orientacja przestrzenna w każdym innym miejscu okaże się nadzwyczajna. I – podobnie jak oni – każdy może ją w dorosłym wieku wyćwiczyć. Zmiany w obrębie kory mózgowej zaobserwowano zaś u dwujęzycznych oraz u grających na instrumentach muzycznych. Takie osoby silniej niż inne odbierają wrażenia zmysłowe, także lepiej planują i zapamiętują. Nawet jeśli zaczęły grać w dojrzałym wieku.

Okazało się, że pod wpływem doświadczenia możliwa jest również zmiana funkcjonowania narządów zmysłów. Np. Azjaci stale poszukujący pokarmu w morzu widzą pod wodą dwukrotnie ostrzej niż inni. Tak więc wyćwiczyć możemy zarówno intelekt, jak i słuch, wzrok czy powonienie. I nie przekreśla tego wcale siwy włos. Dziś nikogo już nie dziwi 60-latka ucząca się z powodzeniem pierwszego obcego języka albo 75-latek na kursie komputerów.

– Z wiekiem wzrasta nasza zdolność do wyciągania słusznych wniosków i coraz lepiej analizujemy dane, by podjąć najlepszą dla nas decyzję – mówi neurokognitywistka Anna Maria Wieczorek z warszawskiego oddziału SWPS, autorka serwisu Neurogra.pl. – Nasz mózg jednak między 30. a 90. rokiem życia traci niemal 20 proc. masy, co w oczywisty sposób przekłada się na ubytki komórek nerwowych i połączeń między nimi. Zjawisko w dodatku przyśpiesza, gdy kończymy 50 lat. Trudno czasem to przyjąć, ale jest ono naturalnym procesem biologicznym. Nie znaczy jednak, że jesteśmy skazani na bierne poddanie się upływowi czasu.

Wprawdzie trudno będzie nam zostać nagle Einsteinem, jednak mamy ogromny wpływ na szybkość i jakość procesu starzenia się intelektu oraz na nasze subiektywne poczucie dobrostanu. Kolosalne znaczenie ma nastawienie. Już sama świadomość, że możemy rozwijać nasz umysł nawet po dziewięćdziesiątce, sprawia, że podejmujemy częściej umysłowe wyzwania i faktycznie stajemy się coraz sprawniejsi.

Sport to błyskotliwa przyszłość

Wydawałoby się, że to rozwiązywanie logicznych łamigłówek pomoże nam najbardziej w utrzymaniu świeżego umysłu po pięćdziesiątce. A to wcale nieprawda. Rozwiniemy intelektualne skrzydła tym szerzej, im częściej będziemy dogadzać swojemu ciału, uprawiając sport: – Aktywność fizyczna to numer jeden dla naszych szarych komórek – mówi Anna Wieczorek. – Podczas wysiłku fizycznego mózg produkuje białko BDNF (ang. brain-derived neurotrophic factor), które podtrzymuje wzrost nowych komórek nerwowych. Uprawiając jogging czy pływanie, mamy zwiększone możliwości poznawcze w każdym niemal aspekcie. Lepiej nam idzie nauka, mamy szybszy refleks, sprawniej rozumujemy.

Ciekawostka. Oglądanie sportu w telewizji lub słuchanie transmisji meczu w radiu sprawia, że nasz mózg przyspiesza niczym ferrari. Leniwe śledzenie meczu z kanapy to wprawdzie wykpiona w wielu serialach strata czasu, ale w rzeczywistości – doskonała gimnastyka umysłu. Badacze z Uniwersytetu w Chicago doszli do wniosku, że przyglądanie się wydarzeniom sportowym czy choćby przysłuchiwanie się rozmowom o nich aktywizuje szczególnie rejony mózgu odpowiedzialne za planowanie i kontrolowanie. Interesujące, że tylko u tych osób, które znają zasady uprawiania dyscypliny, na temat której toczy się rozmowa.

Nie jest też złym pomysłem nauczyć się żonglować. Bo regularne przerzucanie trzech piłeczek zmienia architekturę mózgu, wpływając na usprawnienie komunikacji między różnymi jego rejonami. Dzięki temu nasze wszystkie intelektualne aktywności mają szansę przyspieszyć. Powstrzymamy też w ten sposób proces kurczenia się naszego mózgu. Zespół pod kierownictwem Jana Scholza z Uniwersytetu Oksfordzkiego udowodnił, że regularna żonglerka zwiększa objętość tzw. istoty białej w mózgu aż o 5 proc. i zmiana ta jest trwała.

Dobry humor i kontakty towarzyskie usprawniają intelekt

Gdy na początku wieku ogłoszono, że nawet w dojrzałym wieku można stawiać w mózgu kolejne, nowe „rusztowania” pod kolejne umiejętności umysłu, ale też po to, by myśleć i działać szybciej, nastąpił prawdziwy szał. Potrzeba „rozpędzenia” okazała się w naszej kulturze tak duża, że wartość całego rynku oprogramowania tzw. brain fitness sięgnęła pięć lat temu na świecie aż 300 milionów dolarów! Niestety, nie wszystkie platformy internetowe okazały się wiarygodne. Część z nich oferuje komercyjne gry, których wpływ na nasze funkcje poznawcze nie jest zmierzony ani poparty naukowo.

Od dekady rozkwita również gałąź przemysłu farmaceutycznego oferująca leki na przyspieszenie reagowania, rozjaśnienie myśli czy usprawnienie nauki. I bynajmniej nie chodzi o suplementy, ale chemię, która zagościła na stałe w niezbędniku niejednego inteligenta. O zgubnych skutkach ubocznych działania tych leków mówi się coraz częściej. I coraz częściej zwraca się uwagę na znacznie prostsze, naturalne i całkiem bezpieczne dla zdrowia sposoby na wigor umysłu.

– Czasem nie doceniamy tak dostępnych metod na jego stymulację jak spotkania towarzyskie – mówi neuro-kognitywistka Anna Wieczorek. – Uczestniczenie w życiu społecznym i utrzymywanie dobrych relacji wprawia nas w dobrostan, tworząc dla rozwoju umysłu dobre warunki. Kontakty z innymi i rozmowy dają bowiem nie tylko intelektualną inspirację, motywację i wsparcie, ale też wpływają na wydzielanie hormonów mózgowych gwarantujących dobry nastrój. A badania naukowe wykazały, że dobry humor usprawnia intelekt w przeciwieństwie do stanów depresyjnych, które hamują rozwój szarych komórek. Przygnębione osoby wolniej reagują, myślą i mają problem z pamięcią. Coraz więcej jest też doniesień o tym, że im sprawniejsi jesteśmy intelektualnie, tym dłużej żyjemy. Lenistwo, niechęć do uczenia się nowych rzeczy i brak aktywności odbijają się na naszym zdrowiu. Znacznie lepszą postawę przyjął Albert Einstein, który zanim zmarł w wieku 76 lat, powtarzał: „Mając 20 lat, myślałem tylko o kochaniu. Ale potem… kochałem już myśleć”.

  1. Styl Życia

To nie oczy widzą, tylko mózg. O niezwykłych zdolnościach naszego mózgu

Prawie do końca XX wieku wierzono, że rodzimy się ze stałą liczbą neuronów w mózgu, a potem stopniowo je tracimy i możemy się już tylko starzeć. Jednak w ciągu ostatnich lat naukowcy odkryli, że nasze szare komórki mają niezwykłe zdolności rekonstrukcyjne i potrafią zmieniać swoje sieci w zadziwiająco krótkim czasie. (Ilustracja: iStock)
Prawie do końca XX wieku wierzono, że rodzimy się ze stałą liczbą neuronów w mózgu, a potem stopniowo je tracimy i możemy się już tylko starzeć. Jednak w ciągu ostatnich lat naukowcy odkryli, że nasze szare komórki mają niezwykłe zdolności rekonstrukcyjne i potrafią zmieniać swoje sieci w zadziwiająco krótkim czasie. (Ilustracja: iStock)
Nasz umysł potrafi się rozwijać, przebudowywać sieci szarych komórek, a niedomaganie jednego zmysłu rekompensować innymi zdolnościami. Często fenomenalnymi.

O niezwykłych zdolnościach słuchowych Bena Underwooda z Sacramento mówiło na całym świecie. Niewidomy kilkunastoletni chłopiec sprawnie poruszał się po ulicach dzięki... echolokacji, którą wykorzystują delfiny i nietoperze. Chłopiec potrafił dokładnie umiejscowić i rozróżnić wszystkie obiekty otoczenia dzięki własnemu głosowi i wyczuleniu na echo. Słysząc różnicę w wysokości i barwie powracających dźwięków, odróżniał od siebie ludzi, drzewa, domy i zaparkowane auta. Znany okulista profesor Gordon Dutton z Royal Hospital w Glasgow uważa, że każdy z nas jest w stanie opanować echolokację. I zamierza uczyć tej sztuki niewidomych w Wielkiej Brytanii.

Można już odłożyć do lamusa teorię, że zebrane przez każdy ze zmysłów wrażenia: dotykowe, wzrokowe, słuchowe, zapachowe i smakowe, są przetwarzane w oddzielnych ośrodkach mózgu – twierdzi dr Colin Blakemore z University of Oxford. Nasz umysł postrzega świat jako całość i nie dzieli jej na poszczególne sfery zmysłowe. Mózg uzupełnia niepełne dane o obrazie świata informacjami płynącymi także np. z dotyku czy słuchu. A gdy jeden ze zmysłów szwankuje, zapełnia powstałą lukę innymi sposobami. Wynika to z tego, że dowolny bodziec zmysłowy po „wejściu” do układu nerwowego zawsze zamienia się w impulsy elektryczne. Mózg, dysponując jednorodnymi nośnikami, może kierować je do różnych swoich ośrodków.

Na przykład mamy dwie drogi przesyłania impulsów wzrokowych, nie tylko tę, z której zwykle korzystamy (siatkówka – ciało kolankowate boczne – wzrokowa kora mózgowa). Drugi szlak wiedzie od siatkówki do wzgórków górnych pokryw śródmózgowia (używają go ssaki). U człowieka w szczególnych przypadkach, m.in. przy niedowidzeniu czy ślepocie, mózg może skorzystać ze starego szlaku zwierzęcego, przesyłając impuls do śródmózgowia, a następnie do takiego ośrodka zmysłowego, który związany jest z wyjątkowymi talentami lub umiejętnościami. Dlatego właśnie osoby, które mają gorszy wzrok, często rekompensują swoje niedomaganie znakomitą empatią, słuchem albo pamięcią. Dzięki aktywniejszemu ośrodkowi słuchu lepiej rozpoznają odgłosy i oceniają odległość źródła dźwięku, a także wcześniej mogą się zorientować, które osoby (i o czym) rozmawiają w oddali. Najbardziej rozbudowany ośrodek słuchu mają niewidomi i niedowidzący, gdyż nie mogą oni opierać odbioru świata na wzroku.

Neurobiolog Ehud Zohary z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie odkrył, że osoby słabowidzące nie tylko świetnie słyszą, ale także zapamiętują więcej niż najdoskonalsi wzrokowcy. Ich pamięć jest wyćwiczona z konieczności, bo często zastępuje widzenie szczegółów. By nie tracić czasu na szukanie np. produktów w supermarkecie, niedowidzący używają tzw. mentalnych metek. Osoba o sokolim oku bez problemu dostrzega nazwy towarów leżących na półce. Ktoś obdarzony złym wzrokiem bierze pod uwagę logikę rozmieszczenia produktów, szybciej zapamiętuje ich układ w sklepie i natychmiast je odnajduje. Z tego też powodu niewidomi mają o 30 proc. lepszą pamięć od widzących – używają mózgu do większej liczby zadań pamięciowych i przestrzennych.

W odbiorze świata bardzo pomagają nam dłonie. Naukowcy z Washington University w St. Louis udowodnili, że ludzie zbierają najlepsze informacje o przedmiocie wtedy, gdy trzymają go w rękach lub... w pobliżu rąk. Możliwość „widzenia” rękami jest bardzo ważna m.in. dla kierowców, uważa profesor Richard A. Abrams. Osoba trzymająca obie dłonie na kierownicy ma wyostrzoną świadomość wskazań tablicy rozdzielczej i położenia auta wobec innych samochodów na jezdni. Jest w stanie szybciej i przytomniej zareagować na zmieniające się sytuacje na drodze. Ta właściwość mózgu przydaje się także w pracy. Gdy robota leży w zasięgu rąk, nasz umysł sprawniej funkcjonuje.

Odkrycie naukowców z Washington University lekarze zaczynają wykorzystywać już w rehabilitacji sparaliżowanych po udarze osób. Ktoś, kto pracuje nad odzyskaniem władzy w ręce, powinien położyć przedmiot, który chce uchwycić, tuż obok dłoni. Ten prosty trik pobudza mózg i pomaga szybciej odzyskać sprawność manualną.

Jak rodzą się neurony

Prawie do końca XX wieku wierzono, że rodzimy się ze stałą liczbą neuronów w mózgu, a potem stopniowo je tracimy i możemy się już tylko starzeć. Jednak w ciągu ostatnich lat naukowcy odkryli, że nasze szare komórki mają niezwykłe zdolności rekonstrukcyjne i potrafią zmieniać swoje sieci w zadziwiająco krótkim czasie! Dziś wiadomo już, że mózg jest bardzo plastyczny, umie się rozwijać i przekraczać granice percepcji.

Przełomem w dziedzinie neurofizjologii było odkrycie Petera Erikssona z kliniki Uniwersytetu Sahlgrenska w Szwecji, który w 1998 roku udowodnił, że mózg dorosłego człowieka przez cały czas tworzy nowe komórki nerwowe. Oprócz dojrzałych neuronów znajdują się w nim także multipotencjalne komórki macierzyste, które potrafią przekształcać się w dowolne komórki układu nerwowego. NSCs – neuronalne komórki macierzyste dzielą się i dojrzewają, tworząc neurony lub komórki glejowe, czyli astrocyty i oligodendrocyty. O przeznaczeniu NSCs decyduje mózg. Jeśli jakiś nerwowy ośrodek zmysłowy musi zastąpić pracę innego, jego struktura stopniowo się zagęszcza, powstają nowe neurony albo kolejne połączenia między tymi komórkami nerwowymi, które już istnieją. Tworzący się w podkorowych warstwach neuron noworodek migruje do miejsca, gdzie jest potrzebny, a następnie uczy się współpracować z innymi komórkami ośrodka, by zasilić jego działanie. Dlatego aby odczuć efekty doskonalenia zdolności, potrzeba czasu.

 
Badania naukowców z Uniwersytetu Arizona i Uniwersytetu Toronto z ubiegłego roku wskazują, że taki proces zachodzi właśnie wtedy, kiedy zaczynamy używać naszych nowych umiejętności i wdrażać je w życie. Na razie odkryto kilka miejsc, w których rodzą się neurony. Są to opuszka węchowa (do której docierają wrażenia węchowe), hipokamp (przywołuje wspomnienia) oraz trzy obszary kory: przedczołowa (bierze udział w tworzeniu krótkotrwałej pamięci roboczej, tworzy plany działania), niższa skroniowa (interpretuje działania) i tylna ciemieniowa (odpowiada za wyobrażenia). Proces tworzenia się komórek nerwowych jest wspomagany przez kilka neuroprzekaźników (kwas glutaminowy, serotoninę, noradrenalinę i dopaminę) oraz hormony płciowe. Codziennie powstają tysiące nowych komórek, ale niestety większość z nich natychmiast umiera. Żeby żyć, potrzebują połączenia z istniejącymi i pracującymi neuronami. Gdy nie są potrzebne, zanikają. W naszym mózgu tkwi wielki potencjał, który czeka na wykorzystanie.

Błysnąć umysłem

Przeciętny człowiek wykorzystuje tylko 3 proc. swojego mózgu, geniusz – około 10 proc. Powiększmy własny potencjał umysłowy i zmysłowy. Przebieg neurogenezy zależy od naszej aktywności i można go stymulować.

Trzeba tylko zastosować odpowiednio dobraną strategię:

  • Używaj lewej ręki (przy leworęczności – prawej). Wykonuj nią różne czynności, takie jak otwieranie drzwi czy zapalanie światła. Neurobiolog Lawrentze Katz uważa, że w ten sposób uruchamiają się połączenia neuronalne drugiej półkuli mózgowej.
  • Zamykaj oczy. Wykonywanie prostych rzeczy – np. mycie zębów czy jedzenie posiłku – z zamkniętymi oczami uaktywnia wiele ośrodków mózgowych związanych z pamięcią, słuchem i dotykiem.
  • Nuć melodię w myśli. Słuchaj „trudnej” muzyki. Zwiększa się wtedy ilość istoty szarej w mózgu, uważa Gottfried Schlaug, profesor neurologii z Harvard Medical School w Bostonie. Pogrubia się spoidło wielkie łączące obie półkule.
  • Ćwicz vipassanę (technika medytacyjna). Uczy mózg zapamiętywać szczegóły, zwiększa ilość szarych komórek – mówi prof. Richard Davidson z University of Wisconsin w USA.
  • Szydełkuj. To poprawia koordynację. Neuropsychiatrzy uważają, że może ochronić nas przed demencją. Problemy z koordynacją, jak przypuszczają uczeni, przekładają się na trudności z koncentracją, nadmierne napięcie i złą ocenę odległości.
  • Śpij, ile możesz. Naukowcy z Princeton University udowodnili, że niedosypianie zwiększa produkcję hormonu stresu – kortykosteronu, który hamuje neurogenezę.
  • Ćwicz aerobik. Trzy godziny i więcej aerobiku tygodniowo zwiększa ilość istoty szarej i białej mózgu. Już po trzech miesiącach osiąga się objętość mózgu osoby o trzy lata młodszej! Poprawia się pamięć, zdolność „przełączania się” na różne zadania, mniej przeszkadzają nam rozpraszające bodźce.
  • Biegaj. Bieganie ma na mózg podobny wpływ jak leczenie inhibitorami zwrotnego wychwytu serotoniny przy depresji. Powoduje rozrost neuronów hipokampa, który u osób z depresją wyraźnie się kurczy – uważają naukowcy z Karolinska Institute.
  • Graj. Zapisz się do klubu brydżowego, szachowego lub przynajmniej dwa razy w tygodniu rozwiązuj krzyżówkę. To pobudza analityczne właściwości mózgu – efektem jest lepsze kojarzenie i szersze widzenie problemów.

  1. Psychologia

Zaprogramuj się na pozytywne myślenie

Czy pozytywne myślenie to coś, czego można się nauczyć? Otóż tak! Kluczem do tego są nasze myślowe nawyki. (fot. iStock)
Czy pozytywne myślenie to coś, czego można się nauczyć? Otóż tak! Kluczem do tego są nasze myślowe nawyki. (fot. iStock)
Jak mawia psycholog pozytywna, prof. Sonja Lubomirsky, szczęście to jeden z najlepszych prezentów, jakie możesz sprawić sobie i bliskim. Musisz jednak uwierzyć w to, że na nie zasługujesz, i podjąć świadome starania. Kluczowa będzie nauka pozytywności. Chcesz podjąć się tego wyzwania i przestawić na pozytywne myślenie?

Od kilku lat mam własny poranny rytuał. Tuż po przebudzeniu, zanim otworzę oczy, obserwuję swój oddech i bicie serca. Głowa jest jeszcze w sennym świecie, oddech spokojny: równomierny wdech i wydech, serce bije miarowo. W takiej chwili czuję (nie tylko myślę), że świat jest bezpieczny, a życie może być radosną przygodą. Powtarzam w myślach, że wszystko, co mnie dziś spotka, będzie dla mnie dobre. I świadomie staram się ten optymistyczny nastrój zachować przez cały dzień.

Pozytywne myślenie: test szklanki

My, Polacy, uwielbiamy narzekać, snuć pesymistyczne wizje, odczytywać intencje innych ludzi, martwić się na zapas. Ci, którzy spróbowali praktyki pozytywnego myślenia, często czują się rozczarowani. Bo głowa zadaniowo koncentruje się na przekonaniu, że świat jest przyjazny i bezpieczny, a przekorne ciało czuje lęk, złość i rozczarowanie. Zdaniem Bruce’a Liptona, lekarza cytologa, autora książki „Biologia przekonań”, samo pozytywne myślenie zdaje się psu na budę, a ci z nas, którzy zawiedli się na programowaniu głowy na pozytywy, czują się jeszcze bardziej osłabieni, przestraszeni i rozczarowani, ponieważ myślą, że ich sytuacja jest beznadziejna, a oni sami do końca życia będą widzieć szklankę do połowy pustą. Bo tak naprawdę chodzi nie o pozytywne myślenie, tylko o pozytywne nastawienie. Jeśli więc chcesz zaprogramować się na pozytywne nastawienie, musisz zrozumieć współzależność pomiędzy świadomością i podświadomością.

Umysł świadomy jest kreatywny, to on generuje pozytywne i negatywne myśli, ale jego wydolność jest ograniczona. Nie jesteś w stanie świadomie zauważyć wszystkich bodźców, które docierają do ciebie ze świata i z wnętrza twojego organizmu. Za to umysł podświadomy odbiera wszystko. Ale jest nawykowcem: reaguje na zasadzie bodziec–reakcja i w oparciu o stare doświadczenia, a także informacje, które dostajemy od ludzi dla nas ważnych, tworzy scenariusze (najczęściej pesymistyczne) i odgrywa je w nieskończoność.

Wyobraź sobie, że przydarza ci się jakaś sytuacja, która wywołuje strach, np. ktoś stojący blisko ciebie w autobusie próbuje wyjąć ci portfel z torebki. Co prawda udaje ci się w porę zauważyć zamiary złodzieja, ale strach przed kradzieżą w autobusie twój umysł podświadomy zapisuje jako zagrażające doświadczenie. Jeśli na dodatek ktoś z twoich bliskich został w ten sposób okradziony, w głowie zapisuje ci się scenariusz groźby kradzieży. W miarę upływu czasu lęk przed złodziejami generalizuje się na wiele innych sytuacji. Nawet jeśli „z głowy” zaprogramujesz się na pozytywne myślenie, a wychodząc z domu, będziesz powtarzać: „Jestem bezpieczna” – prawdopodobnie większość sytuacji (np. kiedy znajdziesz się w tłumie) będzie budzić twoją nadmierną ostrożność. Trudno wtedy o dobry nastrój.

Tego typu własne doświadczenia, a także doświadczenia znanych ci ludzi plus tysiące mało optymistycznych informacji ze świata tworzą twoje przekonania, choćby takie, że życie wymaga bezustannej ostrożności, że każdy cię może oszukać, że bycie optymistą to czysta naiwność. Nic dziwnego, że zwykle widzisz szklankę do połowy pustą (pesymizm) a ci, którzy cię przekonują, że dla nich szklanka jest do połowy napełniona wodą (optymizm), wydają ci się naiwniakami.

Jednym ze sposobów, by zmienić nastawienie do świata, jest po prostu zmiana przekonań. Lipton twierdzi, że to właśnie przekonania, a nie geny kontrolują biologię; programują nasze zdrowie, nastawienie do świata i życie.

Zmień swoje nawyki i wejdź w pozytywne myślenie

Nawyk to podświadoma reakcja na określony bodziec, czyli coś, co robisz, nie zdając sobie z tego sprawy, jak prowadzenie samochodu, mycie zębów czy kulenie się w sobie w reakcji na głośny hałas. Nawyk to reakcja z ciała, a nie z głowy. Psycholodzy behawioralni twierdzą, że wprowadzenie w życie nawyku i utrwalenie go trwa około 30 dni. Doskonale! Wychodzi równy miesiąc. Co oznacza, że w ciągu roku możesz zmienić aż 12 nawyków pesymistycznego reagowania na świat na pozytywne. Poza tym jest szansa, że gdyby udało ci się wprowadzić wiele pozytywnych nawyków, te negatywne wyeliminują się drogą naturalnej selekcji. Dlatego zachęcam cię, byś w tym roku opracowała swój pozytywny kalendarz na 2021 rok.

Zacznij od określenia, w których sferach życia jesteś największą pesymistką (praca, życie osobiste, relacje). Potem skup się na wprowadzaniu pozytywnych zmian.

  1. Psychologia

Psychologia kłamstwa. Co dzieje się w mózgu, gdy nie mówimy prawdy?

W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
Kłamstwo wzbudza całą gamę emocji i to zarówno u osoby, która go doświadcza, jak i tej, która jest jego autorem. Ale to oznacza, że w mózgu wrze! Zatem co dzieje się w mózgu osoby, która jest okłamywana, i tej, która kłamie? – wyjaśnia Lisa Letessier w swojej książce „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”.

Wykrywanie kłamstwa było przedmiotem licznych badań naukowych (Vartanian et al., 2012; Jiang et al., 2015) i dzięki obrazowaniu za pomocą rezonansu magnetycznego można zauważyć, że mózg inaczej reaguje, kiedy kłamiemy, a inaczej, gdy mówimy prawdę.

Mózg kłamcy

Jeśli na zadane pytanie odpowiadamy zgodnie z prawdą, obszary mózgu odpowiedzialne za słuch, następnie za rozumienie, wreszcie: za refleksję – aktywują się w normalny sposób: słuchamy pytania, rozumiemy je i zastanawiamy się nad odpowiedzią. Jeśli oszukujemy, włączają się liczne wyższe funkcje poznawcze. Można zaobserwować silne pobudzenie płata czołowego (odpowiada za refleksję i planowanie), wzrost aktywności kory przedczołowej (odgrywa rolę w kontroli poznawczej i regulowaniu myśli), zwiększenie się aktywności móżdżka (jest związany z funkcjami wykonawczymi) oraz aktywności kory ciemieniowej i śródmózgowia (zaangażowane w funkcjonowanie pamięci roboczej). Do źródeł pamięci roboczej sięgamy między innymi wtedy, kiedy musimy zastosować kontrolę poznawczą i wdrożyć procesy hamowania. Kłamstwo oznacza bowiem konieczność powstrzymania pewnych obszarów mózgu, które chcą powiedzieć prawdę! Im wyższa aktywność obszarów odpowiedzialnych za uruchomienie procesów hamujących, tym lepsza zdolność do kłamstwa! Innymi słowy, sposób komunikacji między poszczególnymi obszarami jest równie ważny, jak ich poziom aktywności i określa taktykę naszego kłamstwa.

Stwierdzono również, że trudności w kłamaniu, czyli poziom aktywacji obszarów mózgu, a także czas odpowiedzi, zależą od cech charakterystycznych bodźca lub formy, jaką przyjmuje kłamstwo, oraz prawdopodobnie typu stawianych pytań. Zresztą przednia część zakrętu obręczy kory aktywuje się mocniej, gdy musimy skłamać spontanicznie w pojedynczej kwestii niż w przypadku okoliczności zapamiętanej i wpisanej w narrację. Zatem większą trudność sprawi kłamstwo w odpowiedzi na nieprzewidziane pytanie, na przykład „Co twoja mama zrobiła wczoraj na kolację?”.

Konflikt emocjonalny spowodowany kłamstwem uaktywni również połączenie między wzgórzem i wyspą. Stąd biorą się tak silne emocje, gdy kłamiemy. Niemniej jednak trzeba być ostrożnym, bo jeśli oskarżysz swojego partnera bezpodstawnie, także odczuje on silne emocje: wyrażanie emocji nie wystarczy do stwierdzenia, czy ktoś kłamie, czy nie.

Żeby uniknąć zdemaskowania, oszukujący musi zatem najpierw obliczyć ryzyko przyłapania, przypomnieć sobie, co mógł powiedzieć wcześniej (czyli odwołać się do zasobów pamięci), powstrzymać obszary mózgu, które popychają go do powiedzenia prawdy, a następnie wybrać najlepszą strategię odpowiedzi. Zachodzące wtedy w mózgu procesy tworzą pełne połączenie między partiami odpowiadającymi za pamięć roboczą, procesami hamującymi odpowiedź i uważnościowymi, rachunkiem mentalnym i działaniem.

Badacz i psychiatra Daniel Langleben należy do pionierów stosowania funkcjonalnego rezonansu magnetycznego do wykrywania kłamstwa. Jego zdaniem automatyczną reakcją mózgu jest mówienie prawdy (Langleben, 2008).

Im bardziej ludzie rozwijają zdolność do kłamstwa, tym bardziej maleją różnice między poziomem aktywności obszarów mózgu zaangażowanych w kłamstwo i mówienie prawdy. Wydaje się więc, że mózg przyzwyczaja się do kłamstwa.

A co dzieje się w naszym mózgu, gdy ktoś nas oszukuje?

Niewiele jest na ten temat badań, jednak prace Matthew Rushwortha, profesora neuronauk, dają pewne wskazówki. Podczas konferencji Cell Press Lab Links, która odbyła się w Londynie w 2010 roku, wykazał on, że myśl, iż jesteśmy oszukiwani, silnie uaktywnia grzbietowo-przyśrodkową korę przedczołową. Jeśli mamy poczucie zaufania, pozostaje ona spokojna. Kiedy te przewidywania okazują się fałszywe (ktoś nas oszukuje, choć myśleliśmy, że mówi prawdę, i odwrotnie), aktywność naszego mózgu znów się zmienia, pokazując, że tworzymy nowy obraz tej osoby. Zatem konfrontacja z kłamstwem wywołuje w mózgu stan wzburzenia!

Jeśli cierpisz na zespół stresu po zdradzie lub kłamstwo partnera (niezależnie od jego rodzaju) wywołało w tobie traumę, twój mózg – co logiczne – blokuje się. A ten stan angażuje: ciało migdałowate, hipokamp i korę przedczołową.

Ciało migdałowate odpowiada na bodziec oznaczający niebezpieczeństwo. Wytwarza ono poczucie strachu i aktywuje reakcję obronną, czyli ucieczkę lub walkę.

Hipokamp to ośrodek pamięci. Przechowuje wydarzenia.

Kora przedczołowa szacuje, racjonalizuje, planuje i podejmuje decyzje. Reguluje emocje.

Sytuacja stresu pobudza cały ten system, połączony z wyrzutem hormonów, jak adrenalina i kortyzol. Jeśli stres związany z daną sytuacją przekracza nasze zasoby i dociera do przechowywanych wspomnień, system się blokuje i kora przedczołowa nie może efektywnie pracować. Mózg i ciało pozostają w stanie permanentnego napięcia, co długoterminowo prowadzi do poważnych zaburzeń psychicznych. Mózg łapie wirusa i nie możemy robić nic innego.

Fragment pochodzi z książki Lisy Letessier „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”

  1. Psychologia

Co potrafi nasz umysł? Jak działa? - tłumaczy Wojciech Eichelberger

To umysł decyduje o tym, czy nasz mózg odnajdzie w sobie niewykorzystany potencjał. (fot. iStock)
To umysł decyduje o tym, czy nasz mózg odnajdzie w sobie niewykorzystany potencjał. (fot. iStock)
W pracy, w domu wciąż wymaga się od nas jeszcze i jeszcze. Przydałby się jakiś dodatkowy zasób, z którego moglibyśmy czerpać. Czy to prawda, że na co dzień wykorzystujemy tylko 10 procent możliwości mózgu? Jak sięgnąć po te 90 pozostałych? I co ma z tym coś wspólnego psychoterapia? – odpowiada Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Jak to jest z mózgiem? Badania zebrane w „50 wielkich mitach psychologii popularnej” Scotta O. Lilienfelda, Stevena Jaya Lynna, Johna Ruscio i Barry’ego L. Beyersteina nie potwierdzają, że mamy w nim jakiś ukryty potencjał. Ale chcemy wierzyć, że jednak on tam jest.
Nie jestem neurobiologiem ani neurokognitywistą, tylko psychoterapeutą, i dlatego zajmuję się umysłem, a nie mózgiem. Programem, jak można by powiedzieć, a nie samym komputerem, którym w tym ujęciu nazwałbym mózg. Ale też z mojego doświadczenia wynika jasno, że to właśnie umysł decyduje o tym, co może mózg. On mu to nawet dyktuje! To umysł decyduje o tym, jak postrzegamy siebie i świat, a więc co myślimy. Źródłem umysłu jest oczywiście kultura, w której żyjemy, język, którym mówimy, ale też emocje i wydarzenia z życia, wątki biograficzne, a więc to, czym zajmuję się na co dzień jako psychoterapeuta. I myślę – na co mam wiele dowodów – że to umysł decyduje o tym, czy nasz mózg odnajdzie w sobie niewykorzystany potencjał. Przyszedł do mnie prezes firmy z wypaleniem zawodowym i depresją. Jego mózg stracił zdolności kreatywne i firma, którą stworzył, popadła w stagnację. Stał się drażliwy, a nawet agresywny, co psuło mu kontakty z pracownikami i niszczyło atmosferę w domu. Zapytałem go o marzenia i o plany, które musiał porzucić dla swojej wyczerpującej pracy. Okazało się, że od dziecka marzył o grze na fortepianie. Poradziłem mu, że jeśli chce odzyskać siły i kreatywne możliwości umysłu, powinien wziąć sobie sześciomiesięczne wolne i w tym czasie zająć się przede wszystkim fortepianem. Pojawił się po pół roku, szczęśliwy i rozpromieniony, o wiele lat młodszy. Okazało się, że zrobił tak, jak mu doradzałem, i że dalej poświęca nauce gry na fortepianie dwie godziny dziennie. W międzyczasie wyzdrowiał – pokonał depresję, twórczo zreorganizował firmę i podniósł ją na zupełnie inny poziom. Znakomicie też poprawił swoje relacje ze współpracownikami i z rodziną.

Odzyskał zdolności kreatywne, dodając sobie zajęć?
Gdy nasze ciało nabiera nowych umiejętności, a na pewno gra na fortepianie tego wymaga, mózg musi te nowe umiejętności „zapisać”. Związane jest to z powstawaniem większej ilości połączeń między neuronami. Te zazwyczaj mają ich kilka, a mogą wielokrotnie więcej. Powstaje więc sieć, która być może jest tym właśnie ukrytym potencjałem. Tak czy inaczej, ucząc się nowych rzeczy, rozwijamy umysł i mózg. Mamy też – słuszne zresztą – poczucie, jakbyśmy stali się mądrzejsi. Myślę, że gdybyśmy zbadali mózgi ludzi przed psychoterapią i po niej, to okazałoby się, że zmieniła się ich aktywność. Badania mózgów ludzi kreatywnych, które miałem okazję zobaczyć, wykazały, że kreowanie nowych wizji i rozwiązań jest powiązane z inną niż przeciętna aktywnością elektryczną kory mózgowej.

Ale gdy podłączono mózg do urządzeń pozwalających obserwować jego pracę (EEG, PET, fMRI), nie znaleziono nieaktywnych obszarów.
Może nie chodzi o zwiększenie aktywnego obszaru, ale o rodzaj tej aktywności? A mówiąc znów o umyśle, adepci psychoterapii wprost stwierdzają: „Czuję, że mózg mi się otworzył. Że mam więcej przestrzeni w głowie. Jakbym więcej widział, czuł i przede wszystkim rozumiał”. Te obserwacje są trafne. Oddają to, co – upraszając – można ująć tak: łatwiej myśleć, gdy nie przeszkadzają w tym trudne emocje, kompleksy czy lęki, a nawet fobie. One zdecydowanie zmieniają nasze widzenie świata i relacje – także ze sobą. Przyszła do mnie bardzo światła osoba, pani profesor, nauczycielka akademicka, która panicznie bała się kotów. W trakcie terapii okazało się, że jej trudne doświadczenia z dzieciństwa zainstalowały w jej umyśle program, który kazał jej kojarzyć wszystkie kocie cechy z karą i odrzuceniem. W dzieciństwie nie wolno jej było się bronić, walczyć o swoje, korzystać z wolności, bawić się, poszukiwać komfortu i przyjemności, zajmować się swoim ciałem itd. Gdy zdała sobie z tego sprawę i przy mojej pomocy zmieniła ten program, otwierając się na swoje wcześniej wyparte potrzeby i możliwości, jej życie się zmieniło. Zaczęła dawać sobie więcej uważności i troski. Odpuściła też innym, bo miała wreszcie siebie pod opieką.

A więc czasem mamy w głowie za dużo lęku, by postępować mądrze, czyli na przykład zadbać o siebie czy po prostu móc skupić się na nauce i pracy.
To częsta sytuacja, kiedy przepracowanie trudnych emocji i wydarzeń sprawia, że człowiek nie ma problemów z zadbaniem o swoje sprawy, z koncentracją, z nauką, z jąkaniem się, z migreną czy nawet z dysgrafią. Dzieje się tak, bo znikają filtry, które zakłócały mu poznanie świata i szczere relacje z innymi.

W autobiografii „Mózg i serce, magiczny duet” neurochirurg James R. Doty opisuje, jak będąc chłopakiem, opanował zasady uspokajania ciała i umysłu, co pomogło mu zostać lekarzem, a potem profesorem. Zyskał nie tylko zdolność do błyskawicznej koncentracji, ale też posługiwania się intuicją. Ale nic by z tego nie było, gdyby nie pokonał kompleksów, a wstydził się nawet śmiać, bo uważał, że ma straszne zęby.
Moje doświadczenie psychoterapeuty potwierdza badania i obserwacje Doty’ego. Mózg potrafi przekształcać się pod wpływem umysłu, a więc pracując nad umysłem, możemy doprowadzić do pozytywnych zmian we własnych neuronalnych drogach. I on tego dokonał już jako dziecko, ucząc się przez wiele wakacyjnych tygodni metody uspokajania umysłu. A potem, kiedy jako lekarz wychodził ze spustoszeń po zawale mózgu i odzyskiwał sprawność. Opowieść Doty’ego jest także niezbitym dowodem na to, że świadomość nie jest produktem mózgu, lecz że jest wobec mózgu pierwotna. A więc siła umysłu decyduje o tym, w jakim stopniu wykorzystamy nasz potencjał.

No właśnie, najważniejsze pytanie na dziś to: jak domowymi metodami sięgnąć po ten ukryty potencjał umysłu czy mózgu?
Warto wiedzieć, że umysł może być nastawiony na to, aby poszukiwać, być otwartym na świat i na nowe. Ale może też być konserwatywny i bronić się przed zmianami. W przeciwieństwie jednak do komputerów mamy samoświadomość i ona nam pomaga przeprogramować nasze umysły. Wielu z nas z tej szansy, jaką daje bycie człowiekiem, korzysta, i to często nieświadomie. Dla przyjemności czyta dużo, i to także autorów o kontrowersyjnych poglądach. Próbuje zrozumieć to, co awangardowe, a nawet skandalizujące w sztuce. Nie żeby podziwiać, tylko żeby wiedzieć. Podróżuje, poznaje inne kultury i dziwne egzotyczne obyczaje. Interesuje się rozwojem nauki, filozofuje. Medytuje, uprawia wymagające dyscypliny sportu, udaje się na odosobnienia lub pielgrzymki. Ci zaś, których umysły są raczej konserwatywne, czyli chcący się kontaktować wciąż z tą samą opowieścią o świecie, nie mają nowych wyzwań ani nowej wiedzy do zasymilowania. Nie ma więc powodu, by neurony w ich mózgach zatrudnić do cięższej pracy, a więc uruchomić ten dodatkowy potencjał.

Po dniu pracy w dzielnicy biurowców zmuszać się do nowego?! Gdy ciągną nas seriale, jakiś kryminał, może wino... Wierzymy też, że skutecznie uczyć się można do 20. roku życia.
Zarówno mózg, jak i umysł pozostają plastyczne przez całe życie. Nigdy nie jest za późno, aby coś inaczej zobaczyć, zrozumieć, zmienić się. Bycie otwartym pomaga, bo trzymanie się starych rozwiązań w zmieniającym się świecie skazuje nas i ludzi wokół na fiasko, na zamieszanie i cierpienie. Pamiętajmy o tym, bo nasz umysł – zwłaszcza w sytuacjach kryzysu – ma tendencję do sięgania po stare rozwiązania. A my nie dostrzegamy, że te sprawdziłyby się w tamtych realiach, a dziś spowodują dodatkowy kłopot. Na przykład kiedy nastolatek domaga się swobody, zaufania i szacunku, to co robią rodzice? Na ogół przykręcają śrubę, sięgając po rozwiązania konserwatywne: „Musimy zabronić, musimy więcej wymagać, musimy zdyscyplinować, byliśmy zbyt pobłażliwi”. Choć problem wydaje się stary jak świat, to szybko okazuje się, że stare sposoby nie zdają egzaminu. Bo młody człowiek wzrastał w świecie zupełnie różnym od świata, w którym wzrastali jego rodzice, np. od czasu gdy nauczył się posługiwać komputerem, miał nieograniczony dostęp do informacji i wiedzy. Rodzice są imigrantami w świecie elektronicznych mediów, a młodzi się w tym świecie urodzili. Wiele wskazuje na to, że mają inaczej ukształtowane mózgi. Ich umysły konstruują inny obraz świata, inną prawdę o nim.

No i rozbolała mnie głowa. Zażyję tylko tabletkę i…
Na szczęście nie rozmawiamy o empatii, bo wtedy – odradzałbym. Badania brytyjskie dowodzą, że paracetamol zmniejsza zdolność do rozumienia i reagowania na potrzeby i uczucia innych. To, co w układzie nerwowym oraz w mózgu odpowiada za odczuwanie bólu fizycznego, odpowiada też za współodczuwanie z innymi. Połkniesz tabletkę i może nie być dla ciebie jasne, czemu partner marudzi, a przyjaciółka płacze.

Ale kiedy boli głowa, również trudno o empatię.
Zaskakujące, jak wiele czynników może wpływać na to, co myślimy, a nawet czego oczekujemy. Na przykład szefowa, którą często boli głowa, będzie więcej wymagać od pracowników, ale mniej ich rozumieć. A możemy mówić o paracetamolowym stylu zarządzania w Polsce, biorąc pod uwagę ilość spożywanych leków przeciwbólowych. Polacy konsumują około dwóch milionów tabletek rocznie. Ale Wisły kijem nie zawrócimy.

Wojciech Eichelberger:
psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

Ciekawostka

Jak pisze Ałbena Grabowska, dr nauk medycznych, neurolożka i pisarka: Półkule mózgowe ze sobą współpracują, ale też zazwyczaj jedna dominuje. Jeśli nie ma między nimi połączenia, to np. śmiejemy się, gdy coś nas rozbawi, choć nie wiemy czemu. Jeśli z kolei są równorzędne, to piszemy obiema rękami tak samo sprawnie, ale też nasz umysł może znacznie więcej, bo jedna myśl toruje drogę drugiej, a to podstawa geniuszu. Ten dar miał malarz i wizjoner Leonardo da Vinci.