„Człowiek, który nie okazuje emocji, to nie jest dobry lider. Taki człowiek nie budzi zaufania, ludzie za nim nie pójdą” – mówi psycholożka Halina Piasecka w podcaście „Ukryte piękno”, prowadzonym przez Magdalenę Kuszewską. I właściwie już tym jednym zdaniem podważa mit, na którym przez dekady budowano kulturę pracy: że profesjonalizm oznacza chłód, dystans i emocjonalną kontrolę.
Jeszcze kilka lat temu w świecie pracy dominował prosty komunikat: emocje zostaw za drzwiami. Lider miał być odporny, zdecydowany, skuteczny. Najlepiej niewzruszony. Tymczasem rzeczywistość po pandemii, kryzysy psychiczne pracowników, wypalenie zawodowe i zmęczenie kulturą permanentnej produktywności sprawiły, że coraz więcej osób zaczęło zadawać sobie pytanie: ile kosztuje nas udawanie, że niczego nie czujemy?
W rozmowie z Magdaleną Kuszewską Halina Piasecka, psycholożka i autorka książki Czuję, więc jestem, pokazuje, że emocje nie są przeszkodą w skutecznym działaniu. Są informacją. Kompasem. A czasem ostatnim sygnałem alarmowym, zanim organizm powie „dość”.
To właśnie problemy ze snem – jak podkreśla ekspertka – są dziś najczęstszym powodem, z którym klienci trafiają do gabinetów psychologicznych. Bezsenność okazuje się często językiem niewyrażonych napięć, przeciążenia i emocji, które przez lata były spychane na margines. Bo ciało, wcześniej czy później, zaczyna mówić za nas.
Najciekawszy moment podcastu pojawia się wtedy, gdy rozmowa schodzi na temat emocji w zarządzaniu. Co zrobić, gdy liderka płacze przy zespole? Czy szef może okazywać słabość? Czy autorytet nie pęka wtedy jak cienkie szkło?
Magdalena Kuszewska pyta wprost: co zrobić, jeśli liderka jest zbyt emocjonalna i zdarza jej się płakać przy zespole? Odpowiedź Haliny Piaseckiej daleka jest od korporacyjnych sloganów o „zarządzaniu emocjami”. Psycholożka nie namawia do tłumienia uczuć. Przeciwnie – przypomina, że emocjonalność sama w sobie nie jest problemem. Problemem bywa brak świadomości tego, co się z nami dzieje.
Bo – jak zauważa – „każdy z nas w sytuacji stresowej ma tendencję do pójścia w uległość albo w agresję”. I właśnie wtedy uruchamiają się zachowania, których później żałujemy. Piasecka przywołuje obrazowy przykład liderki, która pod wpływem napięcia „waliła w kafelki w łazience”. To nie anegdota o wybuchowym charakterze. To opowieść o przeciążeniu, które przez zbyt długi czas pozostawało niewidzialne.
W świecie pracy wciąż pokutuje przekonanie, że skuteczny lider powinien być nieomylny i odporny. Tymczasem ludzie – jak mówi psycholożka – „nie cenią liderów-robotów”. Cenią tych, przy których można czuć się bezpiecznie.
Nie chodzi jednak wyłącznie o atmosferę. Psychologia od lat pokazuje, że emocje przenoszą się w grupach szybciej, niż nam się wydaje. Napięcie jednej osoby potrafi rozregulować cały zespół. Spokój – odwrotnie – może działać stabilizująco.
„Nasze emocje i zachowania są zaraźliwe” – przypomina Halina Piasecka. To zdanie brzmi dziś jak diagnoza współczesnego rynku pracy. Jeśli lider żyje w ciągłym napięciu, jego zespół zaczyna funkcjonować dokładnie tak samo. Jeśli komunikacja opiera się na presji, ludzie przestają myśleć kreatywnie i zaczynają działać wyłącznie reaktywnie.
Dlatego coraz większą wartością staje się umiejętność zadawania pytań zamiast wydawania poleceń. „Dobrze zarządza zespołem i relacją ten, który zadaje dobre pytania” – mówi psycholożka. To zupełnie inny model przywództwa niż ten, do którego przyzwyczaiły nas korporacyjne podręczniki z początku lat 2000.
W podcaście pojawia się też pozornie drobny temat języka. Halina Piasecka zwraca uwagę na jedno słowo, które regularnie sabotuje relacje – zarówno prywatne, jak i zawodowe. Chodzi o „ale”.
To ono najczęściej unieważnia komplementy, osłabia wsparcie i zamienia rozmowę w ocenę. „Świetnie to zrobiłaś, ale…” – słyszymy. I nagle cała pozytywna część zdania przestaje mieć znaczenie.
Psycholożka zachęca, by świadomie wyrzucać „ale” z komunikacji tam, gdzie nie jest potrzebne. Zwłaszcza że – jak podkreśla – „mówiąc coś dobrego ludziom w pracy szczerze robimy coś dobrego dla siebie”. Życzliwość nie jest więc miękkim dodatkiem do efektywności. Coraz częściej okazuje się jej warunkiem.
W kulturze nieustannego działania nawet słowo „przerwa” bywa dziś podejrzane. Kojarzy się z lenistwem, utratą czasu, spadkiem produktywności. Tymczasem psychika nie działa jak aplikacja, której można bez końca zwiększać wydajność.
Halina Piasecka mówi też o rytuałach przejścia – momentach, które pomagają nam symbolicznie oddzielić pracę od życia prywatnego. To może być spacer po pracy, przebranie się, wyłączenie telefonu służbowego czy nawet kilka minut ciszy. Bez takich rytuałów organizm pozostaje w ciągłej gotowości.
A człowiek w permanentnym napięciu nie staje się bardziej skuteczny. Staje się bardziej zmęczony.
Jedna z najważniejszych myśli wybrzmiewających w rozmowie dotyczy samego szczęścia. W świecie mediów społecznościowych łatwo uwierzyć, że szczęśliwy człowiek to ten, który zawsze jest zmotywowany, wdzięczny i uśmiechnięty.
„Szczęśliwy człowiek, to nie jest człowiek wiecznie zadowolony” – podkreśla Halina Piasecka.
To zdanie wybrzmiewa dziś szczególnie mocno. Bo może prawdziwe dobrostan nie polega na unikaniu trudnych emocji, ale na tym, żeby umieć je rozpoznawać. Wiedzieć, „co mnie cieszy, a co mnie ściąga w dół”. I nie karać siebie za to, że czasem jest trudno.
Psycholożka przypomina też o sile relacji. Badania pokazują, że osoba, która ma przyjaciela w pracy, jest nawet siedem razy bardziej efektywna. To nie benefity, owocowe czwartki czy aplikacje wellbeingowe budują dziś odporność psychiczną zespołów. Budują ją ludzie.
A może właśnie na tym polega ukryte piękno emocji – że przestają być oznaką słabości, a stają się dowodem naszego człowieczeństwa.