1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. Za co można lubić mężczyzn? Twórcy „Tutaj Podcast” o męskości, która wymaga redefinicji

Za co można lubić mężczyzn? Twórcy „Tutaj Podcast” o męskości, która wymaga redefinicji

Mateusz Kowalski i Robert Konecki (Fot. materiały prasowe)
Mateusz Kowalski i Robert Konecki (Fot. materiały prasowe)
Po co na nowo definiować męskość? Co może być bardziej atrakcyjne dla chłopaków niż idea patriarchatu? Na czym polega stereotyp bohatera za każdą cenę? Pyta Robert Rient – odpowiadają Mateusz Kowalski i Robert Konecki, autorzy popularnego „Tutaj Podcast”.

Spis treści:

  1. Robert Konecki: „Męskość wymaga redefinicji”
  2. Mateusz Kowalski: „Nie jestem za wyrzucaniem wszystkiego związanego ze starą męskością”
  3. Cena za chorą męskość
  4. Na czym polega nowa męskość?

  • Jak zauważają Robert Konecki i Mateusz Kowalski z „Tutaj Podcast”, męskość nie ma jednej definicji – „wszystko, co zrobi, poczuje, wytworzy mężczyzna, jest męskie”.
  • Dawne i stereotypowe wyobrażania męskości już jednak nie działają i coraz więcej mężczyzn mierzy się dziś z trudnością w wyrażaniu uczuć i potrzebą budowania bezpiecznych relacji.
  • Obecnie często mówi się więc o potrzebie „nowej męskości”, opartej na odpowiedzialności i pracy z emocjami.
  • Terapia i rozmowa stają się dla wielu mężczyzn sposobem na przepracowanie bólu, depresji i odzyskanie kontaktu ze sobą.

Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 06/2026

Robert Rient: Za co można lubić mężczyzn?

Robert Konecki: To podchwytliwe pytanie. Jeśli można za coś lubić męskość, to trzeba ją najpierw zdefiniować. Wszystko, co zrobi, poczuje, wytworzy mężczyzna, jest męskie.

Męskość jest różnorodna, więc jest sporo do lubienia. Ja lubię mężczyzn za prostotę, logikę, działanie, ale też za dobrze zrozumianą prostolinijność, klarowne komunikowanie potrzeb, za odpowiedzialność, lojalność, sprawczość.

To nie jest tak, że chcę odebrać te jakości kobietom, znam wiele kobiet, które mają sporo z wymienionych przeze mnie cech.

Mateusz Kowalski: Można lubić mężczyzn za wszystko, co w nich fajne. Tylko najpierw trzeba chcieć dostrzec, że w tej męskości są też dobre rzeczy. Tym, co mnie pomaga lubić męskość, jest tworzenie zdrowej męskiej wspólnoty z przyjaciółmi.

Z drugiej jednak strony trudno mi znaleźć cechy wyłącznie męskie czy kobiece. Lepiej mówić o tym, jak być dobrym człowiekiem lub o tym, co w ludziach lubimy, bo polaryzacja pomiędzy tym, co kobiece, a co męskie, zazwyczaj nas od siebie odsuwa.

Robert Konecki: „Męskość wymaga redefinicji”

A jednak zajmujecie się męskością, wskazując na tę dobrą, zdrową, kochającą. Lubię być mężczyzną, ale jestem świadomy, że to mężczyźni są głównymi sprawcami przemocy zarówno w rodzinie, jak i tej globalnej, społecznej. Wiem, że mogę spokojnie iść wieczorem przez miasto w odróżnieniu od wielu kobiet, które narażone są na zaczepki lub atak. Niektóre kobiety są silniejsze, lojalniejsze i bardziej prostolinijne od mężczyzn. Czy naprawdę potrzeba na nowo definiować męskość, skoro tak wiele już wiemy?

M.K.: Jakiś czas temu rozmawiałem z moim znajomym, wyautowanym gejem, który podzielił się pewną łatwością w definiowaniu swojej tożsamości jako dorosły mężczyzna. Musiał wykonać ćwiczenie, pewną pracę intelektualną i emocjonalną, by odpowiedzieć sobie na pytanie, jaka jest jego rola jako mężczyzny w patriarchalnym, zdominowanym przez heteronormatywnych mężczyzn świecie.

I właśnie ci heteronormatywni mężczyźni często nie zadają sobie pytań, co to znaczy być mężczyzną, jakim chcę być mężczyzną, co sobą reprezentuję, co jest dla mnie wartością. Uważam, że te pytania są pomocne, by przejść inicjację do bycia mężczyzną.

W naszej najnowszej książce „Nowa męskość” powiedziałem, że po drugiej stronie męskości jest chłopiec – ktoś mniej dojrzały. Zmierzenie się ze stratą, lękiem, brakiem albo przyznanie się do błędu i powiedzenie pierwszy raz komuś „przepraszam” może być dla mężczyzn inicjacją. Ale najpierw trzeba wykonać to emocjonalne i intelektualne ćwiczenie, polegające na zadawaniu sobie pytań, by w końcu zacząć siebie lubić. Dojrzała, nowa męskość bierze odpowiedzialność za emocjonalną i intelektualną sferę płciowości.

R.K.: Męskość wymaga redefinicji. Stereotypy wpędziły nas w role, które już nie działają. Czuję więc potrzebę dostosowania męskości do wymogów zmieniającego się świata. Mężczyźni wciąż nie radzą sobie z własnymi przeżyciami, na co chociażby wskazuje fakt, że to my popełniamy 85 proc. samobójstw Polsce i że żyjemy średnio osiem lat krócej od kobiet.

Na czym ma polegać ta redefinicja męskości, w jaki sposób może być atrakcyjna dla chłopców czy młodych mężczyzn, wciąż bombardowanych starą, walczącą i ubraną w zbroję męskością?

M.K.: Wymarzoną kategorią męskości jest dla mnie odpowiedzialność. Czułem się męski, gdy byłem za kogoś odpowiedzialny. Redefinicja oznacza, że biorę odpowiedzialność również za siebie, za swoje zdrowie, w tym zdrowie psychiczne.

Czyli jeśli nie radzę sobie z problemami i emocjami – zanim sięgnę po znieczulacze i używki – najpierw zajmę się sobą, na przykład idąc na terapię.

Nie rezygnuję z troski o bliskich i nie trzymam się już tego pomysłu, by się poświęcać, stawiać innych jako pierwszych, ale myślę również odpowiedzialnie o sobie i staram się nie umierać osiem lat wcześniej. Chcę być mężczyzną, który może być odpowiedzialny, bo dba o siebie.

Mateusz Kowalski: „Nie jestem za wyrzucaniem wszystkiego związanego ze starą męskością”

Ty, Robercie, w waszej książce powiedziałeś: „Chcę być kimś, przy kim można odpocząć, wzrastać, czuć się bezpiecznie”. Które męskie stereotypy są zdrowe, a które należy odrzucić?

R.K: Chcę taką męskość reprezentować, ale nie twierdzę, że każdy mężczyzna musi się z tym utożsamiać. Minimalizowanie zagrożenia jest dla mnie męskie, bezpieczne prowadzenie samochodu jest dla mnie męskie. W wielu aspektach jestem stereotypowym mężczyzną, zarazem przy mojej dziewczynie, siostrze czuję się bezpiecznie. Wychowałem się w domu pełnym kobiet. Wiem, że mogę zapewnić sobie fizyczne bezpieczeństwo, ale po to emocjonalne kieruję się do kobiet i męskich przyjaciół.

M.K.: Nie jestem za wyrzucaniem wszystkiego związanego ze starą męskością. Zapewnianie bezpieczeństwa bliskim czy branie odpowiedzialności za innych jest stereotypowo męskie i może być zarazem zdrowe. My chcemy raczej poszerzyć definicję męskości.

Mężczyznom zarzuca się, że nie potrafią wyrażać emocji. Tymczasem obowiązujący dyskurs mówienia o emocjach jest nieco sfeminizowany. Mężczyźni potrafią o nich mówić, gdy mają do tego bezpieczną przestrzeń, ale robią to inaczej, bardziej opisowo, konkretnie – doświadczamy tego na męskich kręgach, które prowadzimy.

A więc to stereotyp do odrzucenia lub zmiany, by pozwolić mężczyznom mówić o emocjach w taki sposób, w jaki potrafią.

Na czym polega mania bycia bohaterem w każdej sytuacji?

M.K.: Przed laty skradziono mi samochód, to był pierwszy samodzielnie kupiony. Chciałem być bohaterem przed moją ówczesną partnerką, ona się bała, płakała, dotknęło ją to wydarzenie. Uważałem, że moją odpowiedzialnością było o nią zadbać, i chociaż byłem emocjonalnie wstrząśnięty, odciąłem to. Potrzebowałem zajmować się wszystkimi i wszystkim dookoła.

Takich sytuacji było więcej. Gdy jako nastolatek straciłem brata, uważałem, że muszę wszystkich wspierać. Dopiero gdy wszyscy wyszli z domu, wziąłem zdjęcie brata i rozpłakałem się, wpadłem w histerię. Byłem przekonany, że nie mogłem pokazać mojego bólu i łez innym. Ceną była depresja.

Cena za chorą męskość

Czy można powiedzieć, że to była cena za chorą męskość? I skoro teraz mówisz o tym otwarcie facetowi, którego widzisz po raz pierwszy w życiu, musiałeś pokonać długą drogę. Co ci pomogło?

M.K.: Tak, to była wysoka cena za brak umiejętności zajęcia się sobą, wyrażania emocji, za udawanie człowieka sukcesu, który czasami nie potrafił wstać z łóżka, za brak odwagi, by komuś opowiedzieć czy poprosić o pomoc.

Pomogła mi terapia. Już po pierwszej sesji spotkałem się z moją partnerką i przyjacielem oraz jego partnerem.

Siedzieliśmy w kawiarni, było mi ciężko zabrać głos, ale powiedziałem wprost, że czuję się źle i mam depresję. Przyniosło to niesamowity efekt, ich postawa zmieniła się, zaczęli się mną interesować, co kilka dni pisali, by zapytać, jak się czuję.

Zdjęło to ze mnie wielki ciężar, poczułem, że mogę odbić się od dna. Dzięki terapii przestałem wypierać depresję, udawać, że nie mam problemów. Może to banalne, ale pomogło.

Na czym polega nowa męskość?

Odważne. Ponoć najodważniejsze, co możemy zrobić, to poprosić o pomoc. Tymczasem wielu mężczyzn w zetknięciu z problemami szuka pospiesznie rozwiązań, doradza, klepie po plecach, zachęca, by wziąć się w garść.

R.K.: Zawsze szukać rozwiązań to właśnie też stereotypowo męskie, i zazwyczaj nie jest to tym, czego ktoś potrzebuje. Czasami druga strona nie potrzebuje rady, a tego, by pobyć w jej emocjach, wysłuchać, pozwolić się wygadać i niekoniecznie w ogóle cokolwiek mówić. Obecność jest dla mnie stałym wyzwaniem, by być obecnym partnerem, obecnym przyjacielem. Mam z tym trudność i wierzę, że wynika ona z męskiej wyuczonej roli, by od razu reagować, pomóc, znaleźć rozwiązanie albo chociaż opowiedzieć, jak ja poradziłem sobie w podobnej sytuacji. Nawet do terapii podchodziłem jak do działania.

Na początku korzystałem z terapii psychodynamicznej, czyli intensywnej, nastawionej na szybkie działania i rozwiązywanie problemów. Teraz jestem w terapii gestaltowskiej, która opiera się na byciu w trudnych emocjach. Długo wydawało mi się, że na tej drugiej terapii nic się nie dzieje, tracimy czas, aż zrozumiałem, że właśnie ten kontakt z emocjami jest pracą samą w sobie.

Bo przecież nie da się znaleźć jednego rozwiązania, jedną rozmową zmienić bagażu lat czy pospiesznym działaniem rozwiązać kryzysu emocjonalnego, którego doświadcza wielu mężczyzn.

Co powiedziałbyś mężczyźnie, który spieszy z radami, pocieszaniem, żartami, nadmiarem słów, poklepywaniem po plecach, bo naprawdę nie umie inaczej?

R.K.: „Wiem, że twoja chęć pomocy wynika z dobrej intencji, ale nie tego teraz potrzebuję. Zanim zabierzesz się do pomagania, zapytaj: Jak mogę ci pomóc albo czego potrzebujesz?”.

A czy możesz powiedzieć, co przekonało cię, by rozpocząć terapię?

R.K.: Nie radziłem sobie emocjonalnie, byłem zablokowany, miałem w sobie ogrom nieprzeżytych uczuć, co wywoływało niepokój, napięcie. Wiedziałem również, że mam w sobie spore pokłady dobroci, miłości, czułości, ale nie miałem do nich dostępu. Chciałem odblokować ten dostęp. Terapia pomogła mi przepracować relację z moimi rodzicami, zdrowo się na nich złościć i zaakceptować tę złość. To było uzdrawiające, nadało mi podmiotowości i pomogło dojrzeć jako człowiekowi.

Nasi ojcowie zostawiają nam czasami trudną spuściznę: złość, chłód, wycofanie, niekiedy przemoc. Jak dorastać bez poczucia, by nie być jak własny ojciec?

M.K.: Dzięki terapii widzę braki, dysfunkcje mojego ojca i mam też wyrozumiałość do czasów, w których dorastał, do jego braku szansy, by skorzystać z przywilejów mi dostępnych. Dorosłość jest dla mnie wtedy, gdy przestaję obwiniać rodziców i sam zapewniam sobie to, czego mi brakuje. Już teraz mam narzędzia, by zadbać o swój wewnętrzny świat. To nie oznacza udawania, że ojcowie nie zrobili nam krzywdy. Gdy przeżyłem żal do mojego taty, pojawiła się złość, ale i ona minęła. Teraz mam z nim dobrą relację, mówię mu: „kocham cię”, nawet jeśli on nigdy mi tego nie powiedział.

Mateusz Kowalski i Robert Konecki, twórcy podcastu o męskości „Tutaj Podcast” i współautorzy książki „Nowa męskość. Intymne rozmowy o tym, czego potrzebują mężczyźni”

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE