79. Międzynarodowy Festiwal w Cannes dobiegł oficjalnie końca. W sobotni wieczór 23 maja podczas Gali Zamknięcia jury Konkursu Głównego nagrodziło swoich faworytów. Największym wygranym festiwalu został Cristian Mungiu, który powtórzył sukces z przeszłości. Nie obyło się też bez nagrody dla cenionego polskiego reżysera Pawła Pawlikowskiego. Przedstawiamy tegorocznych zwycięzców Złotej Palmy!
Festiwal w Cannes, najważniejsze święto kina, który przyciąga na Lazurowe Wybrzeże najbardziej utytułowanych i utalentowanych twórców, stał w tym roku pod mocnym znakiem zapytania. Konkurs Główny był najeżony obiecującymi nazwiskami, które na koncie miały już imponujący dorobek. Kilku reżyserów nie zawiodło oczekiwań, przez co decyzja jury była niespodziewanie ciężka. Krytycy rozpływali się w zachwytach nad „Fatherland” Pawła Pawlikowskiego, „All of a Sudden” Ryusuke Hamaguchiego, „Minotaurem” Andrey Zvyagintseva. Chwalono również film „La bola negra” Javiera Calvo i Javiera Ambrossi oraz „Coward” Lukasa Dhonta. Nic dziwnego, że to właśnie między nimi rozegrała się ostateczna batalia.
Kadr z filmu „Ojczyzna” (Fot. materiały prasowe)
Oficjalną Galę Zamknięcia 79. Festiwalu w Cannes rozpoczęła nagroda dla najlepszego krótkiego metrażu. W tej konkurencji brała udział polska reprezentacja – Michał Toczek ze swoim filmem „Spiritus Sanctus”, celnym komentarzem społecznym, opowiadającym o bohaterze próbującym kupić alkohol podczas prohibicji z okazji pielgrzymki Jana Pawła II. Złotą Palmę zdobył jednak Argentyńczyk Federico Luis za film „For the opponents”, opowieść o chłopcu wychowującym się w meksykańskiej dzielnicy Tepito, który marzy, by zostać mistrzem boksu.
Caméra d'Or, nagroda dla twórców debiutujących na festiwalu powędrowała do Marie Clémentine Dusabejambo reżyserki z Rwandy, za „Ben'Imana”. Film eksplorujący społeczność Rwandyjczyków ocalałych z ludobójstwa Tutsi w 1994 i ich złożoną walkę o sprawiedliwość.
Po jednym z ostatnich festiwalowych seansów autorstwa Lukasa Dhonta, wielu krytyków nie miało najmniejszych wątpliwości, w czyje ręce powinna trafić aktorska Złota Palma. Choć znaleźli się tacy, którzy obstawiali Ramiego Maleka, który zagrał główną rolę w „The Man I Love” Iry Sachsa, statuetka zgodnie z przewidywaniami większości trafiła do Emmanuela Macchia i Valentina Campagne, odtwórców głównych ról w filmie „Coward”, wspomnianego belgijskiego reżysera. Dhont, który w poprzednich latach zasłynął już poruszającymi portretami męskości, której nie sposób zamknąć w określonych ramach („Girl”, „Blisko”) powrócił do Cannes z pełną empatii opowieścią o dwóch żołnierzach, którzy przebywając na froncie I wojny światowej próbują choć na chwilę uciec od wszechobecnego okrucieństwa.
Kadr z filmu „Coward” (Fot. materiały prasowe)
Najlepszym scenarzystą tegorocznego Cannes jury okrzyknęło Francuza Emmanuela Marre, zarazem reżysera filmu „A Man of His Time”. Francusko-belgijska koprodukcja to opowieść o francuskim ruchu oporu podczas II wojny światowej. Główny bohater Henri Marre, który deklaruje się jako prawdziwy patriota, przybywa do Państwa Vichy z zamiarem opublikowania swojego manifestu „Notre Salut”. Esej bardziej niż ratunkiem dla Francji okazuje się jednak ratunkiem dla samego Marre.
Kadr z filmu „A Man of His Time” (Fot. materiały prasowe)
„All of a Sudden” Ryusuke Hamaguchiego zbierało po swojej premierze takie pochwały, że mogliśmy być pewni, że chociaż jedna z nagród trafi właśnie do ekipy filmu Japończyka. Uważam, że nagroda aktorska, ex aequo dla odtwórczyń głównych ról – Virginie Efiry i Tao Okamoto – to najbardziej zasłużona statuetka, jaką mógł otrzymać ten tytuł. Film Hamaguchiego opiera się w dużej mierze na relacji między dwoma bohaterkami: dyrektorki francuskiego ośrodka opieki Marie-Lou (Efira) oraz japońskiej reżyserki teatralnej Mari (Okamoto), które poznają się przez przypadek w parku i wzajemnie odmieniają swoje życie.
Virginie Efiry i Tao Okamoto w filmie „All of a Sudden” Ryusuke Hamaguchiego (Fot. materiały prasowe)
Specjalna nagroda Le Prix du Jury trafiła do niemieckiej reżyserki Valeski Grisebach za „The Dreamed Adventure”. Film rozgrywa się w niewielkim mieście na pograniczu między Bułgarią, Grecją i Turcją, gdzie główna bohaterka spotyka dawnego znajomego i postanawia pomóc mu w kłopotach. Decyzja ta wciąga ją jednak w sam środek podejrzanego świata, pełnego kryminalnych powiązań, które kryją się pod panującą we wiosce senną aurą.
W tym roku to nagroda za reżyserię okazała się tą najważniejszą dla Polski. Statuetkę otrzymał Paweł Pawlikowski za film „Ojczyzna”, który wzbudził na festiwalu wiele pozytywnych emocji. Historia Thomasa Manna i jego córki Eriki stała się dla reżysera punktem wyjścia, by sportretować Niemcy w czasie budowania nowej, powojennej tożsamości i opowiedzieć o zagubieniu tych, dla których dom przestał istnieć wraz wybuchem II wojny światowej. To jednak nie koniec nagród w tej kategorii. Drugą Złotą Palmę za reżyserię ex aequo z polskim twórcą otrzymali Javier Calvo i Javier Ambrossi, hiszpański duet reżyserski odpowiedzialny za świetnie przyjęty film „La bola negra”, inspirowany niedokończonym dziełem Federico Garcíi Lorki o tym samym tytule.
Kadr z filmu „La bola negra” (Fot. materiały prasowe)
Grand Prix, druga po Złotej Palmie najważniejsza nagroda festiwalu, powędrowała do Andreya Zvyagintseva za film „Minotaur”. Rosyjski twórca powrócił po niemal 10 latach z obrazem będącym gorzkim podsumowaniem mentalności jego ojczyzny w obliczu wojny i rządowej propagandy. Nagrodzony film o zbiorowej znieczulicy opowiada subtelnie, a jednak wyraziście. Na podstawie dramatu rozgrywającego się w rodzinie z uprzywilejowanej klasy społecznej portretuje mechanizmy władzy, które doprowadziły do jednego z najbardziej przerażających współczesnych konfliktów zbrojnych. Zvyagintsev, który od zawsze słynął z krytycznego podejścia do swojego kraju, nie zawiódł i tym razem.
Kadr z filmu „Minotaur” (Fot. materiały prasowe)
Najważniejszą nagrodę wieczoru i najwyższe odznaczenie wśród twórców filmowych otrzymał rumuński reżyser Cristian Mungiu, za doskonale przyjęty film „Fjord” z Renate Reinsve i Sebastianem Stanem w rolach głównych. Wzruszony duet aktorski towarzyszył reżyserowi na scenie podczas odbierania statuetki i trzeba przyznać, że każda z tych trzech osób w równym stopniu przyczyniła się do zasłużonej Złotej Palmy. „Fjord” opowiada o chrześcijańskim międzykulturowym małżeństwie – on pochodzi z Rumunii, ona z Norwegii – które wraz z piątką dzieci przeprowadza się do małej norweskiej wioski. Sąsiedzi, których początkowo uważali za przyjaciół niespodziewanie odwracają się od nich, gdy para mierzy się z niespodziewanymi oskarżeniami dotyczącymi przemocy domowej.
Dla Cristiana Mungiu jest to już druga Złota Palma w karierze. Reżyser powtórzył sukces z 2007 roku, kiedy otrzymał główną nagrodę za film „4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni”.
Cristian Mungiu odbiera Złotą Palmę w towarzyswie Ranate Reinsve i Sebastiana Stana podczas Gali Zamknięcia 79. Festiwalu w Cannes (Fot. Andreas Rentz/Getty Images)