Nazywana jest największym aktorskim odkryciem ostatnich lat. Mało kto jednak wie, że był czas, kiedy gwiazda filmów Joachima Triera całkiem poważnie rozważała porzucenie aktorstwa. Całe szczęście postanowiła dać mu drugą szansę, gdy dzień później zaoferowano jej rolę życia, która zapewniła jej uznanie i międzynarodową sławę. Ostatnio norweska dziewczyna z sąsiedztwa znów podbija filmowy świat, tym razem kreacją w filmie „Wartość sentymentalna”, która nie tylko olśniła widzów i krytyków, ale też ma szansę zapewnić Renate Reinsve pierwszego w karierze Oscara. Jak zatem wyglądała jej droga na szczyt?
Jej historia to gotowy scenariusz na film. Renate Reinsve jeszcze kilka lat temu rozważała porzucenie zawodu na rzecz… stolarstwa i renowacji mebli. Dziś jest nie tylko filarem norweskiego przemysłu filmowego, ale też jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci światowego kina, co wciąż przyjmuje z niedowierzaniem i jednym ze swoich charakterystycznych uśmiechów. Ostanie lata to dla niej nieustanne pasmo triumfów. Po spektakularnym sukcesie „Najgorszego człowieka na świecie”, który przyniósł jej nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu w Cannes, nie musiała się już obawiać o zawodową przyszłość. Pojawiły się kolejne role, które zapewniły jej status międzynarodowej gwiazdy. – Miałam sporo szczęścia – mówi o swojej drodze, jednak to nie przypadek czy łut szczęścia sprawiły, że tegoroczny Oscar dla najlepszej aktorki może trafić właśnie do niej, a jeśli widzieliście już „Wartość sentymentalną”, dobrze wiecie, że szanse na to są całkiem spore.
Renate Reinsve w filmie „Wartość sentymentalna” (Fot. materiały prasowe M2 Films)
Czytaj także: Oscary 2026: znamy pełną listę nominowanych filmów i twórców. Nie obyło się bez niespodzianek i kontrowersji
Kim jest Renate Reinsve?
Renate Reinsve urodziła się 24 listopada 1987 r. w małej norweskiej wsi Solbergelva. To bardzo odległa części kraju – nawet nie wioska, tylko „droga z kilkoma domami” w lesie. Być może dlatego aktorka, jak sama mówi, była „dość dziwnym dzieckiem”. Mocno interesował ją też egzystencjalizm i zawsze czuła się „nie na miejscu”. Gdy jej rówieśnicy zachwycali się Backstreet Boys, ona w tajemnicy przed wszystkimi słuchała Pink Floydów. Podziwiała też Davida Lyncha i Diane Keaton. Aktorstwem zainteresowała się więc dość wcześnie. To sprawiło, że jako 9-latka dołączyła do młodzieżowego teatru, a gdy miała 14 lat zaproponowano jej złożenie podania do szkoły teatralnej.
Co ciekawe, w młodości niejednokrotnie poczuła smak odrzucenia: najpierw poproszono ją o opuszczenie harcerstwa (za „robienie wszystkiego inaczej”), potem rodzinnego biznesu budowlanego (nigdy nie potrafiła przestrzegać zasad), aż w końcu własnego domu (trudna relacja z matką) i szkoły, ale zawsze traktowała to jako okazję. Przez jakiś czas mieszkała z babcią, przez kolejny rok utrzymywała się sama, a potem uciekła do Edynburga, gdzie występowała przed małą publicznością i pracowała w hotelowej restauracji. Po powrocie do Norwegii ukończyła aktorstwo na Narodowej Akademii Sztuk w Oslo, a następnie rozpoczęła pracę w teatrze. Następną dekadę spędziła więc występując na różnych scenach, jednak poczucie, że utknęła w ślepej uliczce szybko zaczęło jej spędzać sen z powiek.
Czytaj także: Zagubieni nastolatkowie, śnieżna Norwegia i szkoła przetrwania. „Opowieści z dalekiej północy” to filmowa perełka, która przywraca wiarę w młode pokolenie
Praca w teatrze dała jej poczucie zamknięcia w szufladce. Chciała występować w filmach, ale kojarzono ją głównie ze sceną i nie wiedziała jak to zmienić. Nie proponowano jej też żadnych interesujących projektów, więc stwierdziła, że rzuca aktorstwo i zajmie się stolarstwem oraz renowacją mebli. Dzień po podjęciu tej decyzji, reżyser i scenarzysta Joachim Trier zaproponował jej rolę życia w „Najgorszym człowieku na świecie” (2021), który zapewnił jej rozgłos na całym świecie. Dziś mówi się, że to właśnie on jest ojcem chrzestnym jej sukcesu, bo dzięki niemu postanowiła dać aktorstwu jeszcze jedną szansę.
Renate Reinsve w filmie „Najgorszy człowiek na świecie” (Fot. materiały prasowe M2 Films)
To w jego filmie „Oslo, 31 sierpnia” (2011) aktorka debiutowała również na dużym ekranie, i chociaż była to rola drugoplanowa, przekonany o jej potencjale Trier od razu wyraził chęć napisania dla niej większej roli. Potem przez lata uważnie śledził jej karierę. Często też wpadali na siebie w Oslo. – Rozmowa zawsze schodziła na egzystencjalne tematy, dzieliliśmy się naszymi idealistycznymi wizjami kina i przemysłu filmowego. Mówiłam mu o swoich frustracjach – wspomina Reinsve. Dekadę później spełnił obietnicę. – To jedyny reżyser w Norwegii, który robi dobre kino. Jemu nie mogłam odmówić – mówiła.
Joachim Trier i Renate Reinsve na gali Europejskich Nagród Filmowych 2026 (Fot. Andreas Rentz/Getty Images)
– Następnego ranka po premierze w Cannes obudziłam się i z nerwów zwymiotowałam. To nie był kac, tylko przytłaczające uczucie... W głowie miałam tylko jedną myśl: zepsułam film. Zaraz krytycy napiszą, że film spoko, ale Renate beznadziejna. Dla własnego psychicznego bezpieczeństwa musiałam się od tego zgiełku nieco odseparować – zdradziła. Ostatecznie oczarowała widownie i krytyków, a Cannes opuściła ze Złota Palmą dla najlepszej aktorki. – To wyróżnienie to dla mnie naprawdę duża sprawa, największy prestiż i zaszczyt. Wciąż wydaje mi się to nieprawdopodobne – wyznała w wywiadzie dla „Glamour”. Później kreacja przyniosła jej również nominację do BAFTY i Europejskiej Nagrody Filmowej.
Renate Reinsve ze Złotą Palmą w Cannes (Fot. Andreas Rentz/Getty Images)
Sam film zdobył natomiast dwie nominacje do Oscara za scenariusz oryginalny i film międzynarodowy. Renate co prawda szansa na statuetkę ominęła, jednak rola młodej kobiety, która nagle rzuca studia medyczne i wyrusza w podróż w głąb siebie, uczyniła z niej ikonę niestrudzenie poszukujących miłości millenialsów, którzy docenili jej naturalność, autentyczność i urok. – Kocham to, że ludzie z całego świata znajdują z tym filmem więź i chcą o nim rozmawiać – mówi wzruszona aktorka.
Renate Reinsve i Herbert Nordrum w filmie „Najgorszy człowiek na świecie” (Fot. materiały prasowe M2 Films)
Renate Reinsve w „Wartości sentymentalnej” daje popis aktorstwa najwyższej próby. Czy zdobędzie Oscara?
Po „Najgorszym człowieku na świecie” wcale nie było jej łatwo znaleźć kolejne role. – Zostałam zasypana propozycjami komedii romantycznych, a to trudny gatunek. Wolę role, które mają w sobie więcej mroku, bo są ciekawsze do zagrania – mówiła „Interii”. W końcu jednak zaczęły pojawiać się bardziej ambitne propozycje ról jak m.in. w „A Different Man”, „Another End” czy „Armandzie”, a także na małym ekranie: w docenionym przez widzów i krytyków serialu „Uznany za niewinnego”. Teraz aktorka powraca w kolejnym filmie Joachima Triera, „Wartość sentymentalna”, w którym zagrała u boku Elle Fanning i Stellana Skarsgårda. Co ciekawe, postać Nory, podobnie jak postać Julii w „Najgorszym człowieku na świecie”, również została stworzona specjalnie z myślą o niej.
Renate Reinsve i Stellan Skarsgård w filmie „Wartość sentymentalna” (Fot. materiały prasowe M2 Films)
Tym razem Reinsve wciela się w aktorkę z depresją, w życiu której nagle i dość niespodziewanie pojawia się ojciec, filmowiec Gustav (Stellan Skarsgård), dezorientując córkę swoją ekscentryczną obecnością. Nie wraca jednak sam, lecz z hollywoodzką gwiazdą (Elle Fanning), która chce poznać historię ich rodziny. „Wartość sentymentalna” to zatem słodko-gorzki portret napięć rodzinnych napięć oraz porażająco piękne i bogate tematycznie międzypokoleniowe tour de force, które doceniono m.in nagrodą Grand Prix w Cannes (oraz jednymi z najdłuższych w historii festiwalu owacjami na stojąco, które trwały aż 19 minut!), Złotym Globem, BAFTĄ, sześcioma Europejskimi Nagrodami Filmowymi oraz dziewięcioma nominacjami do Oscara, w tym za rolę Reinsve. Czy Norweżka otrzyma laur dla najlepszej aktorki? O tym dowiemy się 15 marca. I chociaż najważniejsze portale branżowe wróżą jej zwycięstwo, Renate skupia się przede wszystkim na wdzięczności, nie na oczekiwaniach. – Cokolwiek się wydarzy, jestem bardzo szczęśliwa – mówi.
Czytaj także: Co czuje kobieta odrzucona przez ojca? Katarzyna Miller w rozmowie o filmie „Wartość sentymentalna”
Renate pracuje dużo i intensywnie, ale nigdy kosztem siebie. Prywatnie jest mamą (ma 6-letnia syna z byłym partnerem, reżyserem Julianem Nazario Vargasem) i, jak podkreśla, to właśnie macierzyństwo daje jej siłę i wrażliwość, a także wprowadza równowagę w życie, które toczy się głównie na planach filmowych, festiwalach i w trasach promocyjnych, bo czerwone dywany to zdecydowanie nie jej świat (o wiele bardziej woli spędzać czas z przyjaciółmi i robić zupełnie „normalne” rzeczy). I chociaż uwielbia bycie matką, zaznacza, że nie tworzy to jej tożsamości. – To nie jestem cała ja. Wiem, że są ludzie którzy tak czują – moja siostra spełnia się w macierzyństwie bezgranicznie i mam wrażenie, że to określa ją w stu procentach, ale ja odbieram to trochę inaczej. Wydaje mi się ważne, także dla dziecka, żeby rodzic wciąż miał swoje osobne życie, swoje zainteresowania – wyznała.
Sława jej nie zmieniła, chyba że na plus. Jest już mniej spięta i bardziej spokojna niż kiedyś, a do pracy podchodzi z większą wdzięcznością. Poza tym twierdzi, że jako Norweżka nie wie, czym jest sława. – W Norwegii jeśli jesteś sławny, nic się nie zmienia, bo twoja kariera tak naprawdę nikogo nie obchodzi – śmieje się. – Jedyne, czego się boję, to to, że nie będę wystarczająco dobra i przez moje niedociągnięcia film nie będzie tak dobry, jak mógłby być – dodaje. Jednocześnie dobrze wie, że najważniejszy jest dystans i nigdy nie warto brać krytyki oraz pochwał zbyt osobiście.
Czytaj także: Dugnadsånd, czyli norweski sposób na szczęście. To jest lepsze niż hygge!
Jest też niezwykle lojalna, bo pomimo zainteresowania ze strony Hollywood, wytrwale trzyma się Skandynawii i aktywnie przyczynia się do budowania filmowej tożsamości swojego kraju. Jej filmowe marzenia? Współpraca z Luką Guadagnino („Challengers”), Paulem Thomasem Andersonem („Jedna bitwa po drugiej”) i Jessie Buckley („Hamnet”) oraz możliwość zaprezentowania na ekranie jednego ze swoich ukrytych talentów (jest świetną pływaczką). My natomiast jesteśmy absolutnie przekonani, że wszystkie te wizje wkrótce się ziszczą – w końcu to dopiero początek jej obiecującej kariery. A stolarka? Reinsve nie mówi jej „nie”: „Może do niej wrócę w wieku 80 lat. Do tego czasu chcę grać”.