Kim jest kobieta odrzucona przez ojca? Co czuje, a raczej czego nie czuje? Jak ma kochać, skoro nikt jej tego nie nauczył? Odpowiedzi szukają Gustav, Nora i Agnes, bohaterzy jednego z najważniejszych filmów ubiegłego roku. O trudnej miłości między ojcem a córkami i o siostrzeństwie rozmawiają psychoterapeutka Katarzyna Miller i redaktorka naczelna „Zwierciadła” Joanna Olekszyk.
Joanna Olekszyk: „Wartość sentymentalna” Joachima Triera rozbiła bank podczas ceremonii przyznania Europejskich Nagród Filmowych w Berlinie, dostała też nagrodę w Cannes i ma aż dziewięć nominacji do Oscarów. Widzowie też ją chwalą, swojego czasu furorę robiły T-shirty z napisem „Joachim Trier Summer”. Jak sądzisz, skąd się biorą tak wysokie oceny dla tego filmu? I nie pytam tylko o wartość artystyczną.
Katarzyna Miller: Myślę, że ten film jest ważny, bo opowiada o rodzinie. Wprawdzie w tym wypadku nie jest ona jakąś obrzydliwą patologią, ale przy słowie „patologia” jednak bym się tu upierała. To też film o niespełnionej tęsknocie. O tym, że dzieci często mają żal do rodziców, bo ich zawiedli, a ci sobie z tym nie radzą. Tu widzimy dwie córki, które przez lata nie miały kontaktu z ojcem albo był on sporadyczny. Starsza, Nora, nie chce dać się „przekupić” prezentem – scenariuszem, w którym miałaby zagrać główną rolę; nie chce ulec urokowi ojca. Młodsza, Agnes, ma opory, ale nie jest aż tak niechętna.
Temat odcinania się dorosłych dzieci od rodziców rzeczywiście jest aktualny. Dajemy sobie coraz większe przyzwolenie na to, by wyrażać wobec nich sprzeciw, żal czy pretensje. Ale „Wartość sentymentalna” równie dobrze może być dla kogoś opowieścią o relacjach siostrzanych. Pojawia się tu także temat starzejącego się artysty, który chce nakręcić ostatnie dzieło. Równorzędnym bohaterem filmu jest rodzinny dom, który ma do opowiedzenia swoją historię.
Wspaniały dom, marzyłabym sobie, by mieszkać w miejscu z tak ślicznymi oknami, wysokimi sufitami i przepiękną stolarką. Dom to w tym filmie miejsce naznaczone bolesną historią trzech pokoleń rodziny, ale też marzenie. Jedna siostra po śmierci mamy chciałaby w nim zamieszkać, druga pragnie mieć dom w znaczeniu „własną rodzinę”, a ojciec w tym właśnie domu planuje kręcenie swojego filmu. Dom jest w ogóle wielkim symbolem i wielką tęsknotą naszych czasów.
Czytaj także: Pokolenie zerwanych więzi: dlaczego młodzi masowo odcinają się od rodziców – i czy to naprawdę pomaga?
Ten filmowy pod koniec przechodzi przemianę, co oddaje zmianę, jaka zaszła między członkami tej rodziny.
Mnie się ta „domowa rewolucja”, wyznam, nie bardzo podobała, bo nie lubię nowoczesnych wnętrz. Ale rozumiem, że dla bohaterów remont mógł być symbolicznym zaadaptowaniem przeszłości.
Niezwykle uroczy jest też wątek najmłodszego członka rodziny, Erika, który jest takim słodkim, jasnym dzieckiem całej rodziny. Ma bliską relację z Norą, swoją ciocią, która jest bardzo samotna i nie umie kochać. Erik wyznaje jej nawet, że jak dorośnie, to się z nią ożeni, z czego Nora jest bardzo dumna. I ja ją rozumiem, też miałam takie doświadczenia [śmiech].
Właśnie, zacznijmy od Nory. W jednej z pierwszych scen filmu dostaje ataku paniki. Zaraz ma się odbyć premiera spektaklu, w którym gra, wszyscy jej szukają, a ona miota się po teatrze…
W jej panice jest coś wyjątkowo charakterystycznego dla tej postaci, bardzo egocentrycznego, a mianowicie skupianie się wyłącznie na swoich lękach, podkręcanie ich. Nora miota się po teatrze, żądając od wielu osób, by się nią zajęły. I rzeczywiście wszyscy wykazują się wobec niej ogromną cierpliwością. Ale to pokazuje, że Nora ma problemy.
Próbuje zerwać z siebie suknię z gorsetem, w której ma wrażenie, że się dusi, ale też podbiega do innego aktora, z którym – jak się potem dowiadujemy – ma romans i prosi go, by ją uderzył.
Ten policzek ma jej dać posmak odrzucenia. Odrzucenia, które dzieje się teraz – ze strony kochanka, ale też tego pierwszego odrzucenia przez ojca. Gustav rozstał się z matką dziewczynek, kiedy te miały po kilka lat, i właściwie zniknął z ich życia, przeniósł się z Norwegii do Szwecji, a zostawił im dom.
Nora chce poczuć odrzucenie, bo to ją osadzi w rzeczywistości i wtedy będzie mogła wyjść na scenę.
Prośba o policzek jest prośbą o ukaranie jej za to, że nie jest wystarczająco dobra – jako aktorka, ale i jako ktoś, kogo można pokochać.
A wrażenie, że się dusi? Dusi się, bo w ogóle siebie nie wyraża. Aktor na scenie musi być prawdziwy. A ona jest nieprawdziwa. Co jej zresztą mówi wspomniany kochanek: „Boisz się bliskości”. Dla Nory to, że on ma żonę, jest bardzo wygodne, bo nie musi się przed nim otwierać.
Czytaj także: Lęk przed bliskością to strach przed prawdą o sobie
Kiedy dowiaduje się o jego rozwodzie, mówi: „Teraz możemy być wreszcie razem”, na co on odpowiada: „Nie wiem, czy tego chcę”. Znów odrzucenie…
Ona myśli, że ma związek, ale – właśnie – tylko ona tak myśli. Przecież gdyby on chciał być z Norą, jej pierwszej przekazałby wiadomość o rozwodzie.
Powiedziałaś, że Nora nie potrafi kochać.
Ona oddaje ludziom to, co sama dostała. Karze siostrę za to, że bardziej zbliżyła się do ojca, nie dzwoni do niej, odsuwa ją od siebie. Jedyną osobą, przy której się rozluźnia, jest jej mały siostrzeniec Erik.
Z Agnes, młodszą siostrą, nie są blisko?
Ich relacja jest niby dobra, ale to Agnes wkłada w nią cały wysiłek. Zaprasza Norę do swojego mieszkania, przychodzi na jej premiery do teatru, dzwoni, ostatecznie podsuwa jej też scenariusz filmu ojca, mówiąc: „Musisz w tym zagrać, bo to jest o tobie. Przeczytaj choć stronę”.
Możemy teraz opowiedzieć o najpiękniejszej scenie?
Siostry leżą na łóżku, przytulają się i wyznają sobie miłość. Młodsza mówi wtedy bardzo ważną rzecz: „Ja miałam ciebie, ale ty nie miałaś nikogo”. Agnes też została odrzucona przez ojca, ale miała Norę, która – kiedy rodzice się kłócili – brała ją za rękę i zaprowadzała do jej pokoju. Myła jej włosy, czesała ją i brała do szkoły, kiedy ich mama nie była w stanie. Owszem, było jej lepiej, łatwiej, bo miała poczucie oparcia w siostrze. Ale też Norze było raźniej z Agnes przy boku. Bo jeśli ktoś starszy dostaje młodszego do opieki, to czuje się mocniejszy, czuje, że ma na coś wpływ. Obie siostry dawały sobie ważne rzeczy w dzieciństwie. Dobrze, że sobie to po latach wyznały i sobie za to podziękowały.
Agnes różni się od swojej siostry, umie budować relacje.
Ma męża, dziecko, ma tak zwaną normalną rodzinę. I tak zwaną normalną pracę. Jako dziewczynka zagrała w filmie ojca, bardzo uznanym, ale nie zdecydowała się na aktorstwo. Jest historyczką, pracuje na uniwersytecie.
Czytaj także: Nieobecny ojciec – jak wpływa na ciebie po latach? 4 cechy dorosłych zaniedbanych przez ojca w dzieciństwie
Dlaczego wybrała inną drogę?
Mówi to w rozmowie z ojcem: „Byłeś niesamowicie blisko ze mną w czasie kręcenia filmu, nauczyłam się ciebie wtedy mieć, po czym natychmiast mnie zostawiłeś”.
Myślę, że aktorstwo się jej, niestety, właśnie z tym kojarzyło. Zawiodło ją, bo ojciec ją zawiódł. Starszej siostrze, która tego nie przeżyła, dawało większą satysfakcję, ale na poziomie nieświadomym. W ten sposób dawała ojcu sygnał: „Wybrałam coś, co tobie jest bliskie”.
I tu dochodzimy do Gustava, uznanego reżysera, który od 10 lat nie nakręcił żadnego filmu. Teraz wraca z fabułą, do której sam napisał scenariusz. Jest inspirowany historią jego matki, którą wcześnie stracił. Pojawia się w domu, w którym mieszkał z dziewczynkami, w dniu pogrzebu ich matki, a swojej byłej żony – i z miejsca proponuje najstarszej córce zagranie głównej roli.
Scenariusz wszystkim się podoba, ale Nora odrzuca go, nawet nie czytając. Gustav proponuje więc tę rolę młodej, bardzo znanej aktorce, zresztą zafascynowanej jego twórczością. To kolejna bardzo ciekawa postać kobieca w filmie, która wchodzi z nim w coś na kształt relacji córka–ojciec. I od tego momentu w moich oczach wreszcie klaruje się osobowość Gustava. Dla swoich aktorów potrafi być ciepły, serdeczny, cierpliwy, uważny. Kiedy słucha, jak Rachel, młoda aktorka, próbuje zrozumieć rolę, jaką ma do zagrania, na wpół dopytując, na wpół zgadując – jest wprost ideałem ojca. Rozumiemy wtedy, co czuła mała Agnes, kiedy mówiła: „Byłam w centrum twojej uwagi”. Bo Gustav nie umie być ojcem, umie być reżyserem i jako reżyser jest cudownym ojcem. Nawiązuje relację z Rachel, ale chciałby nawiązać ją z Norą, więc jest mu smutno. A Rachel jako bardzo wrażliwa i bardzo inteligentna dziewczyna zaczyna to rozumieć, wycofuje się z filmu. Gustav absolutnie rozumie jej decyzję. Bo jako reżyser jest empatyczny, jako ojciec – w ogóle.
Gustav jeszcze komuś proponuje rolę w swoim filmie – Erikowi, a właściwie jego mamie, Agnes. Chce, by Erik zagrał w filmie jego samego, kiedy był chłopcem.
Agnes się na to nie zgadza, ale czyta scenariusz, który ojciec zostawił u niej w kuchni. A ponieważ jako jedyna z całej ich trójki wie, co się stało z mamą Gustava, czyli jej babcią, w czasie wojny, bo jako historyczka dotarła do akt z jej przesłuchań – rozumie, co w tym scenariuszu intuicyjnie jej ojciec chciał przekazać. Że taki, jaki jest, jest właśnie dlatego, że jego mama odebrała sobie życie.
Najpierw scenariusz czyta więc Agnes i się wzrusza, potem czyta go Nora, którą Agnes o to poprosiła, i też się wzrusza. W jednym momencie dzieje się bardzo dużo bardzo ważnych rzeczy, o wszystkich pewnie tu nie opowiemy. W każdym razie w tym momencie wiemy, że Nora zagra w tym filmie i że zagra w nim Erik. Po to Gustav napisał ten scenariusz, by być ze swoją rodziną. Inaczej nie potrafił im tego powiedzieć.
Gustav nie rozumie swojej matki, nie rozumie siebie, nie rozumie też kobiet. W pewien sposób chce, by córki mu to wszystko wytłumaczyły.
I by wszystko się dopełniło. Zauważ, że Gustav nie ma ani przyjaciółki, ani partnerki, ani kochanki. Nie ma żadnej kobiety, która by mu wyjaśniła inne kobiety.
On nie umie być z kobietami inaczej, niż je uwodząc. Nawet pielęgniarce w szpitalu prawi komplementy.
W jego świecie kobiety są po to, by je uwodzić, i po to, by go kochały. Bo matka, która miała kochać, go zostawiła, gdy miał zaledwie siedem lat. To musiało być straszne. I o wiele gorsze niż to, co on zrobił swoim córkom. Bo ona zostawiła go na zawsze, niczego nie wyjaśniając.
To jest bardzo mądry film pod względem psychoterapeutycznym, bo pokazuje, że nasze dziecięce strategie, kontynuowane w dorosłym życiu, potrafią być bardzo groźne, można się w nich zagubić. Sposób, który wybrała Nora, a który pozornie miał ją ochronić, tak naprawdę ją krzywdzi. Obwarowanie się przeciwko ojcu i przeciwko miłości zamraża ją w środku i sprawia, że nigdy nie dostanie tego, czego naprawdę pragnie. Odrzucając rolę w filmie ojca, na świadomym poziomie chciała go ukarać, na nieświadomym – bała się tego, że będzie dzień po dniu przy nim, że będzie musiała przed nim grać, a ona już wie, że granie to otwieranie siebie.
Gustav tym scenariuszem chciał powiedzieć swoim córkom, że je kocha?
Ten scenariusz był zarówno wyznaniem, jak i dowodem jego miłości. Wyobrażasz sobie, że dostajesz od swojego ojca grubą książkę tylko o tobie?
No, nie wyobrażam sobie…
Rzadko kto sobie wyobraża. A on to zrobił. Bo był artystą, czyli człowiekiem, który widzi i czuje więcej, niż wie. Człowiekiem, który w ten sposób się wypowiada.
Ale rozumiem obie siostry, gdy odmawiają ojcu, który po latach taki prezent im ofiarowuje. Jednocześnie uważam za bardzo ważne, w jakimś sensie przełomowe dla nich wszystkich, że ten gest wyszedł od niego.
Tak… Ostatecznie wszyscy wypracowują własny sposób, jak do tego zbliżenia doprowadzić. Córki decydują się na udział w filmie, ale nie kręcą go w rodzinnym domu, w tym, w którym ich babcia odebrała sobie życie. Powstaje plan filmowy, który udaje ich dom, podczas gdy sam dom przechodzi remont.
Na ile dom, nasz rodzinny, wielopokoleniowy, zupełnie jak ten dom z filmu, naznacza naszą historię?
Z domu możemy uciec, możemy się wyprowadzić, ale on i tak w nas zostaje. Jako nasze źródło, nasz początek. O wiele gorzej jest, kiedy ludzie nie mają domu – w znaczeniu miejsca, w którym się wychowali i z którym mogą się utożsamiać. Bo to jest nasza podwalina, nasz posag – w postaci konkretnych ludzi, historii, doświadczeń, ale też wartości i uczuć. Tytułową „wartość sentymentalną” ja przetłumaczyłabym jako „wartość emocjonalną”.
Zrobiło mi się naprawdę ciepło na sercu, kiedy zrozumiałam, że film to jest język miłości Gustava. Przeżył traumę, ale sobie z tym poradził, był w stanie stworzyć swoje opus magnum – film, który do wszystkich przemawia.
Czytaj także: Siła sióstr. Nad tym, co to znaczy dobra siostrzana relacja, zastanawia się Katarzyna Miller
Z dużą pomocą bliskich sobie kobiet…
Tak, ale nie tylko. Także swoich przyjaciół. Bardzo się ucieszyłam, że w ostatniej scenie widzimy Petera, jego dawnego operatora, któremu chciał powierzyć zrobienie tego filmu, ale się zawahał, bo zobaczył, jak bardzo z upływem lat stał się niedołężny, i się tego przestraszył. Ten film – poza wszystkim, o czym już powiedziałyśmy – jest też filmem o filmie, o akcie tworzenia, o byciu artystą.
Dla mnie równie wzruszająca co scena z siostrami jest właśnie ta ostatnia. Między Gustavem a Norą coś się w niej wydarza, nie padają sobie w ramiona, ale…
Widzimy, że płynie między nimi już zupełnie inna energia. Niby nic, a jednak bardzo dużo.
Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi” czy „Daj się pokochać, dziewczyno” (wydane przez Wydawnictwo Zwierciadło).
„Wartość sentymentalna” w kinach od 27 lutego.