Niewiele rzeczy budzi w świecie mody tyle emocji, co dziwne buty. Internet reaguje obrzydzeniem, modowe insiderki ekscytacją, a marki – zadowoleniem, bo nie ma lepszej recepty na viral. W tym roku rolę najbardziej znienawidzonego obuwia mogą przejąć… baleriny. A dokładniej: baleriny na koturnie.
Raz na sezon moda funduje nam dziwaczny, trudny do przełknięcia trend obuwniczy. W 2023 roku były to wielkie czerwone buty MSCHF, potem pojawiły się pięciopalczaste Vibramy, baletko-sneakersy, szpilki z piercingiem, najróżniejsze hybrydy crocsów... mogę wymieniać bez końca. Ale to właśnie wiosna 2026 zapisze się w historii jako moment, w którym baleriny – ten najbardziej klasyczny z klasycznych fasonów – doczekały się koturna.
Baleriny na koturnie wzbudzą kontrowersje wiosną 2026
To zaskakujące połączenie wraca na fali popularności tzw. freaky shoes, ale też z potrzeby kompromisu między wygodą a efektem „wow”. Klasyczne baleriny – od czasów Audrey Hepburn, Jackie Kennedy i Coco Chanel – były symbolem lekkości i wdzięku, ale w 2026 roku te najbardziej dziewczęce z butów dostają lifting w postaci kilkucentymetrowej platformy. Na szczęście w niczym nie przypominają babcinych koturnów w ortopedycznym stylu. Zamiast tego – dostajemy wydłużony, szpiczasty nosek, minimalistyczne wykończenia i surową elegancję. Na pierwszy ogień poszła hiszpańska marka Gimaguas, której model na koturnie wyprzedał się błyskawicznie.
Nadchodzące miesiące to jednak nie tylko Gimaguas. Minimalistyczne, ale wyraziste baletki na koturnie można znaleźć już w kolekcjach Hermèsa (model Louna 55), Toteme, Ferragamo, Ami Paris, a zaraz pewnie także w sieciówkach typu Zara i COS.
Louna 55, Hermès (Fot. mat. prasowe)
Koturn, choć przez wielu uważany za relikt przeszłości (czytaj: lat 2000.), ma jeden niezaprzeczalny atut – komfort noszenia. W połączeniu z wdziękiem balerin daje zaskakująco wszechstronne obuwie: świetne do mini, do jeansów typu bootcut, ale i do długich spódnic o kroju A. To niemal idealny kompromis dla tych, które nie przepadają za płaskimi podeszwami, ale mają dość niestabilnych szpilek. (Muszę tylko uczciwie ostrzec, że ortopedzi nienawidzą ich nawet bardziej od obcasów – jeden z nich w rozmowie ze mną porównał je kiedyś do „cegły przyczepionej do podeszwy”. Według niego największe przewinienie koturnów to brak kontaktu stopy z podłożem, przez co z łatwością można nabawić się kontuzji).
Czy baleriny na koturnie to nowa brzydota, której ulegniemy z przekory, czy może rzeczywisty powiew świeżości wśród znużonych klasyką stylizacji? Czas pokaże. Ale jedno jest pewne - trudno będzie przejść obok nich obojętnie.
<!--jt:related class="left" src="https://zwierciadlo.pl/js/tiny_mce/plugins/jtinfobox/img/related.png" />