1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Wszyscy jesteśmy dziwakami. „Freak Show” Łukasza Rondudy i Filipa Pawlaka opowiada o tych, którzy w cyrku znajdują siłę

Wszyscy jesteśmy dziwakami. „Freak Show” Łukasza Rondudy i Filipa Pawlaka opowiada o tych, którzy w cyrku znajdują siłę

Kadr z filmu „Freak Show\
Kadr z filmu „Freak Show" (Fot. materiały prasowe Millennium Docs Against Gravity Film Festival)
„Normalność nie istnieje! To po prostu nawijka, którą wam na co dzień sprzedają. My opowiemy wam inną historię" – w swoim reportażu o freak showach na Coney Island Karolina Sulej przytacza słowa konferansjera, zachęcającego do obejrzenia występu. Jedna z gwiazd tamtejszego cyrku, artystka z zespołem pasm owodniowych opowiada, że czuje się, jakby urodziła się bez dziewictwa. Że spojrzenia, narzędzia medyczne, kamery odkąd tylko pamięta penetrowały ją jako materiał poglądowy. Tak właśnie czuje się czwórka bohaterów dokumentu Łukasza Rondudy i Filipa Pawlaka „Freak Show". Wiecznie w centrum uwagi, ale nigdy z kontrolą nad sytuacją.

Agata Wąsik, Daniel Kotowski, Nadia Markiewicz i „Babcia” – czwórka młodych artystów z niepełnosprawnościami zostaje zaproszona, by przygotować specjalne show na uroczyste otwarcie nowej siedziby Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Do zadania nie przystępują ochoczo, a raczej pełni wątpliwości. Z jednej strony mają szansę wyjść z piwnicy, dotrzeć do szerszego grona odbiorców, znormalizować wygląd, który wykręca szyję na ulicy. Czerpać satysfakcję z bycia oglądanym na własnych warunkach i ze względu na swoje talenty. Z drugiej – czy występ pod szyldem konkretnej instytucji, ku uciesze pełnych samozadowolenia wielbicieli sztuki aby na pewno daje im kontrolę nad własnym ciałem? A może jest jedynie przedłużeniem ciekawskiego spojrzenia ulicznych gapiów? Łukasz Ronduda i Filip Pawlak rejestrują ich wątpliwości, zażarte dyskusje i przygotowania do występu, który dla czwórki performerów ma być, pod względem osobistym i artystycznym, tym przełomowym.

Największe zastrzeżenia ma Babcia, mistyczka i osoba performerska, która w swoich występach korzysta z medium dragu i elementów ludowego horroru. Na co dzień zakrywa swoją twarz przed wścibstwem i walczy ze „skurwysyństwem”. Widać, że słowa pełnej hejtu bardzo ją ruszają. Nie ma ochoty wychodzić ze swojej piwnicy, w której dosłownie mieszkała kawał życia. Występ dla nowej publiczności sprawia, że czuje się obnażona jak nigdy wcześniej. Dokument Rondudy i Pawlaka, choć stawia przed kamerą czwórkę bohaterów, zamiast na nich zdaje się koncentrować na tych, którzy ich obserwują. I na tym, jakie mają przy tym intencje. Podoba mi się wyzwanie, które twórcy rzucają swojej publiczności. Voyeuryści przed ekranem musi zrobić całkiem spory rachunek sumienia: zastanowić się, czy komuś służy granica inności, którą sobie wyznaczyliśmy.

We „Freak Show" najważniejszymi scenami są te konfliktowe. Uzmysławiają, jak łatwo wpychamy osoby z niepełnosprawnościami do jednego worka, podczas gdy każde z nich ma zupełnie inny obraz rzeczywistości, potrzeby i przekonania. Tak samo jak wśród „normalsów” – ilu ludzi, tyle opinii. Babcia jest zachowawcza jeśli chodzi o występ w MSN-ie, natomiast głuchy Daniel bardzo walczy o to by usłyszano go w mainstreamie. Swoje emocje wykrzykuje już od dawna, w miejscach publicznych. Uważa, że jest to jedyna droga do godnego życia. Podczas swojego występu powtarza głosy słynnych światowych liderów, wykrzykując płomienne przemówienie. Agata nie ma nic przeciwko, by w jej sztuce pojawił się transparent „Mocne państwo dba o najsłabszych”. Natomiast Nadia nie chce się identyfikować z hasłem, które określa ją jako „słabą”. Urodziła się bez ręki i jest w stanie funkcjonować całkowicie samodzielnie. Zanim zrezygnowała z noszenia protezy, zakładała ją tylko dla swojej ulicznej publiczności. Dla odrobiny normalności przedkładała cudzą wygodę nad własną. Ronduda i Pawlak pokazują, że nikt nie rodzi się „dziwakiem”, zostaje nim dopiero określony przez swoje otoczenie, włożony do owego worka.

„Matka i babka marzyły o Barbie. Dostały Picassa” – mówi bohaterka książki Karoliny Sulej. Do Picassa w swoim performensie nawiązuje Agata Wąsik, podkreślając makijażem dysproporcje twarzy. Ktoś kiedyś ustalił, że symetria oznacza piękno, ale prawda jest taka, że nikt na tej planecie nie ma idealnie symetrycznej urody. Zatem według własnych standardów, wszyscy jesteśmy dziwakami. Twarz Agaty przyciąga wzrok przechodniów, a tak naprawdę uwagę powinien skupiać jej niezwykły głos. Śpiew zmienia jej posturę, sprawia, że staje się prawdziwą, pewną siebie, zadziorną sobą. Całkowicie przecież normalną.

Performens, który przygotowuje Nadia uzmysławia, że deformacje występujące wśród kwiatów są cenione, a nawet poszukiwane. W miejscu, gdzie kończy się jej ramię przyczepia nierozwinięty pąk róży. Celebruje to, co czyni ją wyjątkową. Na ścianie jej mieszkania wisi plakat „Grindhouse: Planet Terror" Roberta Rodrigueza – filmu, w którym bohaterka zabija zombiaki karabinem zamontowanym jako proteza nogi. Obok ironicznie stoi sobie automat do gry, „jednoręki bandyta”. Ona się akceptuje, to inni mają problem. Podczas swojego występu pragnie to zmienić. Zaprosić do celebracji spoglądających. „To cyrk, a nie medycyna, dał mi siłę, żeby zawalczyć o siebie” – czytamy u Sulej. Tego właśnie w świetle reflektorów poszukuje czwórka bohaterów.

Pod koniec występu artyści samozwańczo dedykują salę w MSN-ie Stefanowi Bibrowskiemu. Słynnemu „freakowi” z Coney Island Dreamland Circus, nazywanego Lionelem, Chłopcem o Twarzy Lwa. Hipertrichoza, na którą chorował nie była dla niego powodem wstydu, a dumy. Lubił swoje włosy i pielęgnował to, co go wyróżnia. Prawda jest taka, że każdy marzy czasem o luksusie zatopienia się w tłumie, ale nikt tak naprawdę nie chciałby być „zwyklakiem”.

Film „Freak Show" w reżyserii Łukasza Rondudy i Filipa Pawlaka można zobaczyć jeszcze do 1 czerwca na platformie online festiwalu Millennium Docs Against Gravity.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE