1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wideo
  4. >
  5. „Dla jednego dotyk to fetysz miłości, a innemu kojarzy się z roszczeniami”. Jak nauczyć się różnych języków miłości? | „Porozmawiajmy o miłości z Pawłem Droździakiem”, odc. 5

„Dla jednego dotyk to fetysz miłości, a innemu kojarzy się z roszczeniami”. Jak nauczyć się różnych języków miłości? | „Porozmawiajmy o miłości z Pawłem Droździakiem”, odc. 5

„Ona chciała usłyszeć, że on ją kocha, a on jej umył samochód” – mówi psycholog Paweł Droździak w 5. odcinku podcastu „Porozmawiajmy o miłości z Pawłem Droździakiem”. I trudno o lepsze zdanie otwierające rozmowę o związkach w czasach emocjonalnego chaosu. Bo dziś coraz więcej par nie rozstaje się z braku uczucia. Rozstaje się dlatego, że miłość została nadana na niewłaściwej częstotliwości.

W najnowszym odcinku podcastu Zwierciadła dziennikarka Agnieszka Radomska rozmawia z Pawłem Droździakiem o językach miłości – koncepcji, która od lat elektryzuje terapeutów, influencerów relacyjnych i ludzi próbujących zrozumieć, dlaczego „tak bardzo się starali”, a jednak coś nie zadziałało. To rozmowa nie tylko o romantycznych gestach, ale też o tym, jak bardzo nasze potrzeby emocjonalne są zakorzenione w doświadczeniu, wychowaniu i osobistych skojarzeniach.

Kiedy „kocham” nie znaczy tego samego

Miłość rzadko jest uniwersalna. Dla jednej osoby czułość oznacza obecność, dla drugiej konkretne działania, dla trzeciej słowa. I właśnie tam rodzi się najwięcej nieporozumień.

W rozmowie Agnieszka Radomska przywołuje popularną teorię pięciu języków miłości Gary’ego Chapmana i pyta: „Czy manifestujemy miłość tak, jakbyśmy sami chcieli być kochani?” To pytanie trafia w samo sedno większości relacyjnych napięć.

Bo bardzo często kochamy intuicyjnie – czyli tak, jak sami chcielibyśmy otrzymywać uczucie. Jeśli potrzebujemy zapewnień, będziemy mówić „kocham”. Jeśli cenimy działania, naprawimy kran, odbierzemy dziecko z przedszkola albo – jak w historii przywołanej przez Droździaka – umyjemy partnerce samochód. Problem w tym, że druga strona może tego w ogóle nie odczytać jako miłości.

Psycholog zwraca uwagę, że czasem różnice wydają się wręcz nie do pogodzenia. „Jedni wolą konkrety, a inni operują na abstrakcjach. Może on jest dla mnie za tępy” – mówi przewrotnie, pokazując mechanizm, w którym partnerzy zaczynają przypisywać sobie złe intencje albo intelektualne braki, choć tak naprawdę rozminęli się jedynie w emocjonalnym kodzie.

Dotyk, kwiaty i emocjonalne miny

Najciekawsze w tej rozmowie jest jednak to, że języki miłości nie są niewinną listą romantycznych preferencji. Za każdym z nich stoi historia.

„Dla jednego dotykanie to oznaka bliskości, a dla innego kojarzy się z roszczeniami” – zauważa Droździak. To zdanie wybrzmiewa szczególnie mocno w świecie, który z jednej strony obsesyjnie mówi o bliskości, a z drugiej coraz częściej doświadcza emocjonalnego przeciążenia.

To samo dzieje się z symbolami miłości. Kwiaty? Dla jednej osoby będą wzruszającym rytuałem, dla innej pustym gestem. „Jeden chce kwiaty jako fetysz miłości, a dla innego kwiaty są na Dzień Nauczyciela. Dla jednego fetysz, dla drugiego sygnał urazu. Mamy konflikt” – tłumaczy psycholog.

I właśnie dlatego współczesne związki coraz częściej przypominają negocjacje między dwoma osobnymi światami emocjonalnymi. Nie wystarczy już kochać. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak druga osoba rozumie miłość.

„Musi powiedzieć, że mnie kocha”

W kulturze, która promuje samowystarczalność i emocjonalny dystans, potrzeba słownego potwierdzenia uczucia bywa dziś traktowana podejrzliwie. A jednak dla wielu ludzi pozostaje absolutnie fundamentalna.

„Musi powiedzieć, że mnie kocha. Tymi słowami” – mówi Droździak o potrzebie, której nie da się zastąpić żadnym praktycznym działaniem ani romantycznym gestem.

To ważny moment tej rozmowy, bo pokazuje, że języki miłości nie są fanaberią. Są próbą dotarcia do poczucia bezpieczeństwa. Dla jednych bezpieczeństwem będzie dotyk, dla innych wspólny czas, dla jeszcze innych codzienna troska albo słowa, które porządkują emocjonalny świat.

Agnieszka Radomska celnie zauważa też, że relacje z czasem tworzą własny, intymny kod komunikacji. „W związku wyłania się ich własny język miłości i poczucie humoru” – mówi. To właśnie dlatego dwa związki nigdy nie wyglądają tak samo. Każda para buduje prywatny słownik znaczeń, gestów, aluzji i rytuałów, które z zewnątrz mogą wydawać się niezrozumiałe.

Miłość to nie telepatia

Podcast „Porozmawiajmy o miłości” nie daje prostych recept. Nie mówi też, że wystarczy zrobić test z internetu, by uratować relację. Zamiast tego pokazuje coś znacznie bardziej niewygodnego: że miłość wymaga tłumaczenia siebie drugiej osobie.

A to oznacza konieczność rozmowy o potrzebach, rozczarowaniach i emocjonalnych oczekiwaniach. Bez ironii. Bez gry w domyślanie się. Bez przekonania, że „jeśli naprawdę kocha, to powinien wiedzieć”.

Bo może nie wiedzieć. Może właśnie myje samochód.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email