Przez lata tkwienie w wyniszczających rodzinnych układach było przykrą normą, dlatego dziś coraz częściej przeginamy w drugą stronę – z prędkością światła rzucamy oskarżenia i odwracamy się na pięcie, mówiąc: „żegnaj na zawsze”. Tylko czy nie robimy tego czasem zbyt pochopnie? Oczywiście są rodziny, w których zdrowe granice zostały przekroczone dawno temu i niewiele da się już naprawić w ich opłakanym stanie. Bywa jednak i tak, że bez chwili namysłu przekreślamy relacje, które przy odrobinie wzajemnego zrozumienia i wysiłku mogłyby działać. Skąd wiedzieć, kiedy warto zawalczyć o więź, a kiedy lepiej odpuścić?
– W praktyce trudno sobie wyobrazić, by ktoś, kto jako dziecko został zraniony przez bliskich, był przez nich nierozumiany, odrzucany i etykietowany, a przez to wyniósł z domu niezaspokojone potrzeby miłości, akceptacji i bliskości, mógł pójść na rodzinny obiad i bez lęku czy smutku cieszyć się każdą jego chwilą – mówi psycholożka, socjolożka i coachka Iwona Firmanty. Gdy rany są naprawdę głębokie, terapia nie zawsze okazuje się wystarczająca, bo – jak zauważa specjalistka – nie da się wymazać doświadczeń zapisanych w naszym układzie nerwowym. Jeśli więc na widok bliskich czujesz napięcie i gotowość do ucieczki, a po spotkaniu jesteś tak rozbita, że sięgasz po leki lub używki, ograniczenie kontaktu rzeczywiście może być właściwym rozwiązaniem.
Z drugiej jednak strony – jak podkreśla psychoterapeutka Milena Karlińska-Nehrebecka – współczesny przekaz psychoterapeutyczny często skłania nas do doszukiwania się winy wyłącznie w innych i zrzucania z siebie wszelkiej odpowiedzialności. Taka postawa może z kolei wpajać przekonanie, że mamy niewielki wpływ na swoje życie i tym samym działać na naszą własną niekorzyść. Jak pokazują badania, to przede wszystkim przedstawiciele pokolenia Z i millenialsi odcinają się od rodziców czy rodzeństwa, wierząc, że to oni stoją za ich deficytami i życiowymi nieszczęściami. Chcąc poprawić swoją sytuację, przypinają rodzinie łatkę „toksycznych” i znikają z ich życia.
Skąd więc wiedzieć, jak postąpić w takiej sytuacji? Przed podobnymi dylematami często stawali pacjenci dr. Joshuy Colemana. Psycholog podkreśla, że tego typu wątpliwości wymagają uważnego namysłu i szczerej refleksji. W sytuacjach zagrożenia, gdy dom rodzinny jest pełen przemocy i nadużyć, dystans jest oczywiście pierwszą i najbardziej naturalną odpowiedzią. W wielu przypadkach relacje są jednak po prostu napięte, a konflikty – choć bolesne – nie muszą oznaczać definitywnego końca więzi. W takich momentach zamiast trzaskać drzwiami i palić za sobą mosty, warto wziąć głęboki oddech i odpowiedzieć sobie na kilka pytań, które pomogą uporządkować emocje i spojrzeć na sytuację ze spokojem. Dr Coleman podzielił się gotowym zestawem pytań na łamach „The Washington Post”:
- Czy jasno wyraziłam swoje obawy w sposób, który mógł zostać przez wszystkich zrozumiany?
- Czy otwarcie nazwałam to, co wydaje mi się szkodliwe, i poprosiłam o zmianę?
- Czy jestem gotowa wysłuchać ich perspektywy i wyjaśnień?
- Czy dałam im czas na zmianę?
- Czy potrafię przeprowadzić tę rozmowę bez powoływania się na opinię terapeuty?
- Czy moje działania nie są motywowane wpływem współmałżonka lub innych osób?
- Czy dobrze przemyślałam konsekwencje swojej decyzji?
- Czy mam tendencję do unikania konfliktów?
- Czy sama włożyłam wystarczająco dużo pracy w naprawę tej relacji?
Niektóre rodzinne kryzysy są po prostu efektem słabej komunikacji – tłumaczy dr Coleman. Kiedy nie rozmawiamy ze sobą otwarcie, tylko tłumimy urazę i zakładamy, że druga strona powinna się domyślić, co nam leży na sercu, problemy zaczynają się nawarstwiać. A przecież czasem nasi bliscy naprawdę nie zdają sobie sprawy z tego, że ich zachowanie może być dla nas bolesne.
Zanim więc zaczniemy rzucać na prawo i lewo określeniami w rodzaju „narcyz”, „gaslighter” czy innymi pojęciami wyniesionymi z gabinetu terapeuty, warto pamiętać, że starsi rodzice lub dziadkowie mogą zwyczajnie nie rozumieć, co mamy na myśli. Co więcej, konfrontacja z twoimi uczuciami i wspomnieniami może być dla nich bardzo trudna, bo odbiorą ją jako dowód własnej porażki. Dlatego do takiej rozmowy lepiej podejść spokojnie i wyjaśnić „po ludzku”, co cię boli oraz czego od nich oczekujesz.
Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie zastępuje konsultacji z wykwalifikowanym specjalistą. W przypadku problemów emocjonalnych, psychicznych lub trudności w codziennym funkcjonowaniu, zalecamy kontakt z psychologiem, terapeutą lub lekarzem.
Czujesz, że przytłaczają cię trudności? Potrzebujesz psychologicznego wsparcia? Istnieje wiele miejsc i instytucji, które mogą ci pomóc – anonimowo, całodobowo i bezpłatnie. Oto telefony do ośrodków, do których możesz się zwrócić:
- 116 123 – darmowy całodobowy anonimowy Telefon Zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym, pod którym dyżurują psychologowie służący wsparciem. Możesz zadzwonić z każdą sprawą.
- 22 668 70 00 – telefon kryzysowy antyprzemocowego Stowarzyszenia „Niebieska Linia”. To telefon dla osób, które doświadczają przemocy, także w związku.
- 800 702 222 – centrum wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym. Bezpłatny, całodobowy telefon zaufania, pod którym otrzymasz doraźne wsparcie, ponadto w wybrane dni dyżurują: psychiatra, prawnik, pracownik socjalny, terapeuta uzależnień, asystent zdrowienia oraz seksuolog.
- 608 271 402 – telefon zaufania dla mężczyzn. Działa w każdy wtorek między godziną 17:00 a 19:00 oraz w każdy czwartek między 19:00 a 21:00. Przy telefonie dyżuruje dwóch psychologów.
Artykuł opracowany na podstawie: Joshua Coleman, „9 questions to ask yourself before you cut ties with a family member”, washingtonpost.com [dostęp: 22.05.2026]