Autopromocja
WOS 7 - pc
WOS 7 - pc
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Relacje
  4. >
  5. Jak pogodzić skłócone rodzeństwo? Pytamy psychoterapeutę Wojciecha Eichelbergera

Jak pogodzić skłócone rodzeństwo? Pytamy psychoterapeutę Wojciecha Eichelbergera

Ilustracja Katarzyna Bogucka
Ilustracja Katarzyna Bogucka
Są dorośli, mogliby czerpać z wzajemnych relacji same profity – wsparcie, pomoc w opiece nad starzejącymi się rodzicami. Ale często są skłóceni...

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 3/2026.

Alina Gutek: Czasami konflikt między dorosłym rodzeństwem jest uśpiony i tylko czeka na wybuch. Jak rodzice mogą rozpoznać przyczynę tego, że coś między nimi nie gra?

Wojciech Eichelberger: Rozpoznanie wymaga pogłębionej analizy tego, co się wydarzyło każdemu z dzieci, między rodzeństwem, a także w czworoboku rodzice i rodzeństwo. Często uważamy, że traktujemy dzieci na równych zasadach i kochamy je tak samo. Na ogół nie jest to prawdą, a to właśnie sprawiedliwa i demokratyczna dystrybucja czasu, uwagi i miłości rodziców w dużej mierze decyduje o tym, jak w przyszłości będą wyglądały relacje rodzeństwa. Niestety, często jest tak, że mama lub tata emocjonalnie preferują i wyróżniają jedno z dzieci, bo tatuś bardziej kocha córeczkę, a mama woli synka. Może to dotyczyć rodzeństwa tej samej płci, czyli dwóch braci albo dwóch sióstr, z których mama lub ojciec wyraźnie preferują jedno. Bywa też tak w rodzinie wielodzietnej, chociaż z mojego doświadczenia wynika, że one na ogół lepiej sobie radzą z tym problemem. Nie znam badań na ten temat, ale obserwacje moich klientów upoważniają mnie do przypuszczenia, że relacje między rodzeństwem z rodzin złożonych z trojga i więcej dzieci są w lepszej kondycji. Dzieci dorastające w takich rodzinach mają więcej kompetencji interpersonalnych, czyli dotyczących budowania i podtrzymywania związków z innymi. Tak więc wielodzietność jest ważną formą profilaktyki konfliktów między rodzeństwem.

Czytaj także: „Synek mamusi”, „córeczka tatusia” – jak uwolnić się od bagażu przeszłości i stworzyć własną rodzinę?

Coś w tym jest, bo jako środkowe dziecko mam z bratem i siostrą super relację. Może dlatego, że już w dzieciństwie nauczyliśmy się rozwiązywania konfliktów, dogadywania?

Potwierdzasz moje obserwacje. Najtrudniej z budowaniem trwałych więzi mają jedynacy i jedynaczki.

Jak reagować, gdy dorosłe dzieci wyrzucają rodzicom niesprawiedliwe traktowanie?

Zastanowić się, czy nie mają racji. Czy może było tak, że gdy pierworodny syn, przez 10 lat cieszący się jedynactwem, nagle został bratem siostrzyczki, to tatuś tak zachwycił się córeczką, że zapomniał o synku? Jeśli działo się tak przez wiele lat, to silna rywalizacja i antagonizm między rodzeństwem były nieuniknione. Starszy brat może nawet znienawidzić siostrę, bo przez nią utracił ojca. W dodatku nieświadomi sytuacji rodzice będą wówczas krytykować i odrzucać syna z powodu jego agresywnych zachowań wobec siostrzyczki, co dodatkowo pogłębi spór między rodzeństwem. Wcześnie i w taki sposób zawiązany konflikt może towarzyszyć im przez resztę życia.

Czytaj także: Rodzeństwo – najbliższe osoby na świecie. „Nieschrzanienie tego wydaje mi się całkiem ważnym zadaniem” – mówi Marta Niedźwiecka

Wielu dorosłych nosi w sobie krzywdę z dzieciństwa, niektórzy są przekonani, że rodzice nie poświęcali im tyle czasu, ile bratu czy siostrze. Nie chcą pamiętać, że na przykład ów brat czy siostra wymagali więcej opieki, bo byli chorzy czy jakoś nieprzystosowani do rzeczywistości.

Naturalnym odruchem rodziców, którzy mają ograniczony czas i możliwości, jest to, że poświęcają więcej troskliwej uwagi i czasu dziecku, które tego wymaga ze względu na stan zdrowia czy wrodzone nietypowości. Jednak nawet wtedy brak rodzicielskiej uwagi jest bardzo bolesny i doświadczany jako nieuzasadniona krzywda. Zwłaszcza że w takiej sytuacji rodzice często wciągają drugie dziecko w różne opiekuńcze aktywności na rzecz wymagającego pomocy rodzeństwa.

Nie powinni zapominać o dzieciach, które lepiej sobie radzą?

Zdecydowanie. Spotkałem wielu dorosłych ludzi żyjących z bolesnym poczuciem krzywdy, że ukradziono im dzieciństwo.Bo nie dość, że nie dostali od rodziców tego, co im się w pakiecie urodzeniowym należało, czyli czasu, uwagi i troski, to na domiar złego wymagano od nich niemożliwego: by to, czego nie dostali, ofiarowywali niedomagającemu bratu czy siostrze.

Co więcej, często wymusza się na nich powstrzymywanie naturalnych w tej sytuacji odruchów niezadowolenia wobec brata czy siostry, którzy pochłonęli większość czasu i uwagi rodziców. To wymaganie i oczekiwanie rodziców jest bardzo trudne do spełnienia, szczególnie gdy chore dziecko wykorzystuje swoją uprzywilejowaną pozycję, domagając się od zdrowego brata czy siostry jeszcze więcej zrozumienia i poświęcenia lub pozwalając sobie wobec niego czy niej na agresję i próby zdominowania. Jeśli rodzice się nie opamiętają, nie znajdą czasu i współczucia dla zdrowego dziecka, to fundują rodzeństwu nieuchronny konflikt, a dziecku pokrzywdzonemu instalują trwałą postawę „ratownika”, żyjącego w imię nieświadomego skryptu: ponieważ nie zasługuję na miłość, to muszę szukać takich związków, w których będę potrzebny, potrzebna, a nawet niezbędny, niezbędna.

Jedną z przyczyn konfliktów między dorosłym rodzeństwem jest to, że jako dzieci nie miały szansy zbudować relacji ze względu na dużą różnicę wieku. I jako dorośli właściwie się nie znają. Co rodzice mogą teraz zrobić, żeby ich do siebie zbliżyć?

Trzeba sobie uświadomić, po pierwsze, że jeśli różnica wieku między pierworodnym dzieckiem i następnym wynosi na przykład osiem czy 10 lat, to znaczy, że pierwsze dziecko było jedynakiem w kluczowym okresie swojego rozwoju. Po drugie, że każde z dzieci w tak skomponowanym rodzeństwie miało w istocie innych rodziców. Drugie dziecko – prawdopodobnie bardziej dojrzałych, czerpiących z doświadczeń pierwszego rodzicielstwa, żyjących w innej fazie życia zawodowego, pewnie w lepszej kondycji finansowej, może w międzyczasie odeszli ich rodzice albo zaczęli wymagać opieki itp. Dlatego takie rodzeństwa często nie mogą się nadziwić, że tak różnie wspominają swoje dzieciństwo, dojrzewanie, rodziców i że nie mogą się ze sobą dogadać.

Czytaj także: Dorosłe rodzeństwo przełyka dawne żale, czyli jak uzdrowić relacje w rodzinie

Starsze często miewają pretensje, że nie dostały tego, co młodsze, nie rozumiejąc, że to były inne czasy.

Wydaje mi się, że młodsze są w lepszej sytuacji psychologicznej, bo czasy wymuszają na nich szukanie sposobów na dostosowanie się do bardziej złożonych warunków i wymagań ze strony szeroko rozumianego otoczenia społecznego, ekonomicznego i technologicznego. Drugim dobrodziejstwem młodszych jest to, że rodzice na pierworodnym uczą się rodzicielstwa. Dlatego rodzice często twierdzą, że pierwsze dziecko było bardziej kłopotliwe niż drugie. Jednak na ogół kłopoty z pierwszym dzieckiem wynikają nie z tego, że ma ono trudny charakter, lecz z tego, że kompetencje rodziców nie były jeszcze wystarczające, aby to dziecko ogarnąć. Tak czy owak, drugie dzieci mają na ogół łatwiej z rodzicami niż pierwsze.

Ale te starsze, zwłaszcza jeśli były urodzone jeszcze w PRL-u, też przeszły twardą szkołę życia. Nikt się nad nimi nie trząsł, bo rodzice budowali Polskę po transformacji. Czyli mimochodem uczyły się radzenia sobie z trudnościami. Młodsze wychowywały się już w lepszych warunkach.

Żyjemy w kraju, który się rozwija, więc warunki życia się poprawiają i kolejne dziecko wzrasta w lepszym świecie, przynajmniej w sensie materialnym, ale w trudniejszym w obszarze stosunków międzyludzkich. Ale prawdą, której nie sposób zaprzeczyć, jest to, że dużo zależy od kondycji psychicznej i dojrzałości rodziców, a także ich kompetencji wychowawczych.

Wniosek stąd taki, że dwoje dzieci z tej samej rodziny może wychowywać się w dwóch różnych światach, dlatego nie dziwmy się potem, że czasami tak bardzo różnią się od siebie.

Ba, nawet przy minimalnych różnicach wieku między rodzeństwem, to nigdy nie jest ten sam dom, ci sami rodzice, te same okoliczności.

Większości rodziców zależy na tym, żeby dzieci miały dobre relacje. I gdy pojawia się między nimi konflikt, interweniują, czasem przesadnie. Co powinni wtedy robić: mediować czy raczej odpuścić?

Rozmowy mediacyjne są bardzo ważne, ale muszą sięgać głębiej, a nie tylko do ogólnikowej zasady: to twój brat, twoja siostra – musicie się pogodzić, bo rodzina jest najważniejsza. Rozwiązywanie konfliktu nie może też polegać na tym, że starsze rodzeństwo zawsze musi ustępować młodszemu, bo często w rodzinie szermuje się wobec starszych dzieci zaklęciem: „Jesteś starszy, mądrzejszy, więc możesz przecież ustąpić”. To nie może być zasada obowiązująca we wszystkich okolicznościach, bo starsze dziecko może mieć rację, broniąc swoich granic. Z drugiej strony to też jest dobrą i ważną lekcją dla młodszego, że granice jego wolności kończą się tam, gdzie zaczyna się granica drugiej osoby. Negocjacje prowadzone przez rodziców powinny więc uwzględniać specyfikę każdej sytuacji, a przy okazji być dla dzieci dobrą lekcją rozwiązywania konfliktów.

To w ogóle możliwe: doprowadzić do harmonii skłócone rodzeństwo?

Oczywiście, że możliwe – choć bywają nienaprawialne wyjątki. Tak czy owak, trzeba chcieć poświęcić sporo czasu: rozmawiać, ale nie moralizować ex cathedra.

Czy dobrą strategią jest rozmawianie najpierw z jedną stroną, potem z drugą, na osobności, a potem tłumaczenie każdemu racji tego drugiego?

Nie ma świętej zasady. Wiele zależy od konkretnych sytuacji, a te mogą być przecież bardzo różne i skomplikowane. Choć często pomaga oddzielenie zwaśnionych stron i wysłuchanie każdej z osobna, zanim wyda się osąd w obecności obu stron konfliktu. Ale jeśli i takie negocjacje nie poskutkują, to warto szukać pomocy psychologa lub psychoterapeuty, bo tylko osoba z zewnątrz może zobaczyć to, czego osoby uwikłane w konflikt nie są w stanie dostrzec. W wielu przypadkach warto, aby najpierw rodzice wymienili między sobą opinie i uzgodnili wspólne stanowisko, nie faworyzując żadnego z dzieci.

Chodzi o to, żeby nie pogłębiać podziału, nie obsadzać jednego dziecka w roli kozła ofiarnego?

Czasami rodzice nie są w stanie zrozumieć zachowań dziecka albo wypierają swoje zaniedbania wychowawcze. Wtedy chętnie sięgają po łatwe i proste rozwiązania. Na przykład uznają jedno z dzieci za dziwne i sprawiające kłopoty nie wiadomo dlaczego – więc z reguły w sporach przyznają rację temu drugiemu, mniej kłopotliwemu. I jeśli rodzice zauważą, że tak się dzieje, to powinni skorzystać z fachowej psychologicznej pomocy, żeby tego „dziwnego” dziecka niepotrzebnie nie stygmatyzować i nie instalować mu kompleksów dotyczących poczucia wartości i syndromu ofiary.

Nie mówić: „W kogo ty się wrodziłeś? Czy na pewno jesteś naszym dzieckiem?”.

To z punktu widzenia dziecka najgorsze, co można powiedzieć. Ale wygodne dla rodziców, bo uwalnia ich od poczucia odpowiedzialności i od konieczności dokonania krytycznej oceny tego, co do tej pory między nimi a tym dzieckiem się wydarzyło.

W przypadku „kłopotliwego” dziecka – aby go nie zamęczać wymaganiami, którym nie jest w stanie sprostać, i nie demolować jego poczucia wartości – warto rozważyć zdiagnozowanie jego układu psychoneurologicznego. Zważmy przy tym, że zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych diagnozuje się coraz częściej kilka rozmaitych typów neuroróżnorodności. Jeśli jakaś diagnoza zostanie wiarygodnie potwierdzona, zadaniem rodziców jest zacząć traktować dziecko zgodnie z zaleceniami psychoneurologów.

I tłumaczyć pozostałym, że to nie jest wyróżnianie tamtego, tylko niesienie mu pomocy?

Tak, trzeba wtedy z pozostałymi dziećmi stworzyć koalicję, nauczyć się, czego „kłopotliwe” dziecko potrzebuje, co je wzmacnia i rozwija, a co przekracza jego możliwości. Tym bardziej warto o to zadbać, że teraz tak naprawdę nie wiadomo, kto jest w normie – czy przepracowana, zestresowana, znieczulona większość, czy ci, którzy nie są w stanie zaadaptować się do tego, co się dzieje w naszym społecznym i technologicznym otoczeniu. Być może to ci„kłopotliwi” i nieprzystosowani są bardziej wrażliwi, empatyczni, autentyczni niż adaptująca się ogromnym kosztem do coraz trudniejszego ludzkiego świata większość, negująca po drodze własne prawdziwe potrzeby i wrażliwość.

Czytaj także: Jak to możliwe, że macie tych samych rodziców, a jesteście zupełnie inni? Naukowcy tłumaczą

Rodzice skłóconych dorosłych dzieci mają poczucie winy: jak ich wychowaliśmy, że nie mogą się dogadać?

Z mojego doświadczenia wynika raczej, że większość rodziców unika refleksji na temat swojego udziału w tym, co się dzieje z ich „kłopotliwym” potomstwem, woli zagłuszać ją obwinianiem i stygmatyzowaniem dziecka.

A gdy mają tę refleksję i czują się odpowiedzialni?

To super. Będą czytać odpowiednie książki, szukać pomocy, chodzić na warsztaty, do terapeuty, skierują dziecko do kogoś, kto będzie je wspierał. Wtedy z pewnością doczekają dnia, kiedy dzieci ich zrozumieją, docenią i z dzieci przekształcą się w przyjaciół.

Czy w konfliktach między naszymi dorosłymi dziećmi też działa znana zasada: naprawianie zacznij od siebie?

Oczywiście, to zasada uniwersalna: pomóż sobie, daj światu odetchnąć. W większości sytuacji trzeba zachować spokój, nie śpieszyć się do prostych i szybkich rozwiązań, bo prowadzą na manowce. Raczej spokojnie patrzeć na to, co się dzieje, zmieniać przede wszystkim swoje zachowanie i myślenie w kontekście relacji z dziećmi i tego, jakie są stosunki między nimi. Warto też czasami pomyśleć o zdiagnozowaniu siebie. Wielu rodziców ma swoje wrodzone, neurologicznie zaprogramowane predyspozycje i ograniczenia. Wiarygodna diagnoza i odpowiednie zmiany strategii postępowania ze sobą i z dziećmi mogą przynieść szybkie i skuteczne rozwiązania czegoś, co zdawało się nierozwiązalne.

Diagnoza jest bezcenna, bo dzięki niej zarówno dorosłe dzieci, jak i ich rodzice lepiej zrozumieją siebie i uwolnią się od poczucia nieodpowiedniości i niedostosowania. A neuroatypowe dziecko może też zrozumieć, że było nieświadomie krzywdzone przez swoje otoczenie, co będzie dla niego dobrą wiadomością, która może poprawić jego poczucie wartości i ograniczyć podświadomą autoagresję.

Zażegnanie konfliktu między dorosłym rodzeństwem to przedsięwzięcie wielowymiarowe, złożone, wymagające wiedzy, cierpliwości i odwagi lub wczesnej profilaktyki.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE