Już nie tylko wieczór panieński, ale cały wyjazd – a to dopiero początek. Bo zanim padnie „tak” na ślubnym kobiercu, uruchamia się łańcuch wydatków, decyzji i zadań do wykonania, w którym jednym z najważniejszych ogniw jest świadkowa.
Swój przegląd postów zaczynam od wpisu kobiety, która podobnie jak ja nie ma większej wiedzy na temat bycia świadkową:
„Cześć, proszę o poradę. Pierwszy raz będę świadkową, dla wrażliwej, romantycznej, kiedyś imprezowej kobiety. Jakie atrakcje polecacie na panieński dla takiej osoby?”
Pod jej postem pojawia się dwadzieścia komentarzy i po szybkiej lekturze zdaję sobie sprawę, że większość pochodzi od profili firmowych. Właściciele domków i limuzyn oraz organizatorki warsztatów prześcigają się w opisach swoich ofert.
Potem odwiedzam na Facebooku grupę „Świadkowa w opałach :)” i niestety ma miejsce podobna sytuacja. Przewijam niezliczoną liczbę postów, tracę kilkanaście minut, a jedyne, co widzę, to kolejne oferty.
Organizacja wieczoru panieńskiego okazuje się „grubą” gałęzią biznesu ślubnego. Mam wrażenie, że bez zapłacenia przynajmniej kilkuset złotych nawet nie ma mowy o udziale w takiej imprezie.
Z nadzieją, że uniknę reklam, przenoszę się na Reddit. Wszystkie posty i komentarze brzmią podobnie. Oto doskonały przykład:
„Panieński na cały weekend w domku pod Zamościem z banią oraz sauną. 2 noce wyszły za 300 zł od osoby. Alkohol, jedzenie – każda coś przygotowała i przyniosła. Był grill. W sobotę obiad na starym mieście. Zrzutka na tort, prezent oraz obiad dla panny młodej. Nie wyszło bardzo drogo”.
Chociaż autorka podsumowuje: „Nie wyszło bardzo drogo”, ja już liczę w głowie:
- Domek z banią i sauną: 300 zł
- Jedzenie + grill + przekąski: 100–150 zł
- Alkohol: 50–100 zł
- Obiad na starym mieście: 50–100 zł
- Składka na tort: 10–20 zł
- Składka na prezent dla panny młodej: 40–100 zł
W rezultacie mamy koszt między 550 a 770 zł. Warto jednak podkreślić, że to raczej oszczędna wersja „wyjazdu panieńskiego”. Po przeczytaniu kilkudziesięciu wpisów wiem, że wiele świadkowych przewiduje jeszcze inne „atrakcje”, np. sukienki lub koszulki, droższe dekoracje, dodatkowe aktywności takie jak warsztaty czy rejsy. Bez problemu możemy więc skończyć na kwocie od 1000 do 1500 zł za sam wieczór panieński.
Oprócz kosztów finansowych świadkowa powinna pamiętać o jeszcze jednym koszcie „wyjazdu panieńskiego”, który (zwykle) pokrywa tylko ona. Chodzi o koszt psychiczny.
Organizacja wyjazdu, odpisywanie na setki wiadomości, koordynowanie kilkunastu osób, zbieranie pieniędzy, pilnowanie terminów, rezerwacji i godzenie oczekiwań uczestniczek to często wiele godzin pracy, których nie da się przeliczyć na konkretną kwotę.
Wyobrażam też sobie, że presja, aby wszystko wyszło „idealnie” i oczywiście pięknie wyglądało na zdjęciach, może odebrać prawie całą przyjemność z zabawy.
Na dodatek istnieje też ryzyko, że w grupie uczestniczek wieczoru panieńskiego może dojść do kłótni i wielu nieprzyjemnych sytuacji. Tak stało się w przypadku tej użytkowniczki:
„(...) Też mi ciężko w tej roli. Zwłaszcza że nie będzie typowego panieńskiego, na jaki zasługuje, bo wyszedł konflikt między mną a podłymi dziewczynami od niej, więc będą dwa mini panieńskie. I nie wiem, jak się zachować na weselu, zwłaszcza przy jednej z nich, a najchętniej słowem bym się nie odezwała do niej. Przez to czuję się jeszcze mniej pewnie i aż chciałabym uciec i nie iść na ślub, mimo że to ślub najlepszej przyjaciółki, ślub, na który sama czekałam z niecierpliwością”.
Na koniec tej części wspomnę jeszcze, że lepiej przygotować się na to, że żadna z pozostałych koleżanek panny młodej ani nie pomoże, ani nie podziękuje za zorganizowanie wydarzenia. Pisze o tym inna użytkowniczka Facebooka:
„Przygotuj się na to, że koniec końców wszystko spada tylko na Ciebie. Reszta pochwali się efektem i powie, jak to super się napracowały”.
To zdecydowanie najbardziej gorący temat w uniwersum świadkowych. Pod żadnymi innymi postami nie znalazłam tyle komentarzy, co pod tymi dotyczącymi „koperty”.
Rozpoczynałam ich czytanie z założeniem, że świadkowa podobnie jak chrzestna na komunii „powinna” dać więcej niż „zwykły” gość. Jednak po zagłębieniu się w ten temat dostrzegłam także drugą stronę medalu.
Jeden z pierwszych postów, który zwrócił moją uwagę brzmi:
„Dziewczyny!
Ile wypada dać do koperty jako świadkowa?
Oczywiście każdy ile może, ale czy np. 1000 zł za mnie i partnera nie będzie za mało? Bardzo dużo dołożyłam do panieńskiego z własnej kieszeni, aktualnie nie pracuję i biorę pieniądze z oszczędności. Dojazd na ślub w dwie strony to koszt 400 zł...
Co dawałyście na prezent jako dodatek?
Nigdy nie byłam świadkową i nie czuję się dobrze z tą rolą.
Nie wiem, co robić podczas ceremonii i wesela.
Sama na weselu może byłam z 2 razy kilka lat temu.
Help”.
Już pierwszy komentarz pod wpisem uderza prosto w sedno problemu:
„Byłam w tej sytuacji już 2 razy i niesamowicie ten temat mnie irytuje. Ja zawsze dawałam tyle, ile normalny gość – bo to, ile musiałam się użerać z organizacją panieńskiego, poświęcić dla każdej z nich cały weekend, bo panieńskie były wyjazdowe, wydać +1k za taką imprezę, a potem jeszcze sprostać oczekiwaniom co do sukienki, to tylko ja wiem...
Uwielbiam Panie Młode, gdzie byłam świadkową, na serio. Ale nie jest łatwo pełnić tę rolę, bo w dzisiejszych czasach to po prostu kosztuje bardzo dużo pieniędzy i czasu.
Dlatego ja nie czułam się zobowiązana do tego, żeby dawać więcej”.
Czytając kolejne posty i komentarze, zaczęłam zmieniać zdanie i przychylać się ku opinii, że świadkowa wcale nie musi przygotowywać wyjątkowo „grubej” koperty, bo przecież „podarowała” już wysiłek włożony w organizację wieczoru panieńskiego, a przed nią jeszcze wspieranie panny młodej przez całe wesele. Podobne spojrzenie zdają się mieć także niektóre panny młode:
„Ja w tym roku byłam świadkową i dałam z narzeczonym 1500 zł. Dołożyłam więcej niż reszta dziewczyn do panieńskiego i pomagałam dzień przed weselem z przewożeniem rzeczy i dekorowaniem sali, bo moja Panna Młoda robiła to sama. Zresztą, jak rozmawiałyśmy luźno jakiś czas przed weselem, to powiedziała mi, że dla niej to możemy jej dać pustą kopertę, bo dla niej to nie ma znaczenia”.
„Moja świadkowa zamiast prawdziwych pieniędzy dała nam te z gry Monopoly i napisała piękne życzenia 🥰. Do tej pory to moja ulubiona kartka. Ja na jej ślub włożyłam ok. 300 zł, a też byłam świadkową. Daje się tyle, ile się może. Jeśli jesteś świadkową, to obstawiam, że jesteś kimś bliskim dla panny młodej, a bliska osoba rozumie i nie oczekuje, Bóg wie czego”.
Z drugiej strony zasmuciły mnie wpisy osób, które najwidoczniej nie mają tak bliskiej relacji z panną młodą i zamiast otwarcie z nią porozmawiać – przez miesiące żyją w stresie, odkładają każdy grosz, a nawet biorą pożyczki:
„Będę świadkową za miesiąc. Myślę o kwocie 1200 zł, nie stać mnie na więcej i tak biorę pożyczkę”.
„(...) Myślałam, żeby dać 1500 zł i taki box ze zdrapkami, ale się martwię, że to za mało, a nie mam nawet z czego dać, musiałabym się zapożyczać”.
Inne osoby z kolei wychodzą z prostego założenia: „Dam, ile mogę”, z którym sama się zgadzam. Podejście zgodnie, z którym każdy gość powinien przynajmniej pokryć koszt przysłowiowego talerzyka, wydaje mi się zupełnie bezduszne i transakcyjne.
Załóżmy, że para młoda jest wyjątkowo majętna i organizuje dosyć luksusowe wesele, na którym „talerzyk” kosztuje aż 1000 zł. To automatycznie wyklucza z udziału w uroczystości mniej zamożnych członków rodziny i znajomych. Zgodnie bowiem z opiniami wielu ekspertek od savoir-vivre'u powinni oni odmówić przyjścia.
Ukochana kuzynka, aktualnie studentka, i jej partner, również student – odpadają. Ciocia żyjąca wyłącznie z niskiej emerytury – odpada. Przyjaciółka i jej mąż, którzy aktualnie znajdują się w trudnej sytuacji finansowej – odpadają.
Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym logika „pokrywania kosztu talerzyka” wydaje mi się coraz bardziej bezsensowna. Dlaczego święto miłości, które teoretycznie chcemy celebrować w gronie najbliższych, ma być dostępne wyłącznie dla osób żyjących na podobnym poziomie co para młoda?
Wróćmy jednak do świadkowych, od których niektóre pary młode oczekują nie tylko „oddania” za talerzyk, ale także bonusu za bycie ważną osobą podczas uroczystości. Nie każda świadkowa ugina się jednak pod tą presją. Oto komentarz jednej z nich:
„Mam aktualnie dokładnie tak samo jak Ty, za wyjątkiem tego dojazdu. Narzeczony oferuje, że może od siebie dać 500 zł, a jak ja chcę trochę więcej dać, to żebym wzięła najwyżej z oszczędności. Także chyba damy 1000 zł, o ile nie rozmyślę się, bo jednak to wszystko dużo nas kosztuje, podczas gdy od dawna nie mam pracy i panna młoda dobrze o tym wie, więc mam nadzieję, że nie obrazi się i zrozumie, gdy dam ten tysiąc lub mniej”.
Najlepszym podsumowaniem tej kwestii są moim zdaniem te dwa komentarze:
„Kochana, nie przesadzaj! Daj tyle, ile jesteś w stanie! Wesele to nie jest konkurs na „kto da więcej”, to jest ważne wydarzenie dla pary, która organizuje to przedsięwzięcie, aby tę chwilę spędzić z najbliższymi 🤍! Ja osobiście nie patrzyłam nawet, kto ile dał w kopercie, ale patrzyłam na to, aby każdy dobrze się bawił 🥰”.
„Tak jak wyżej – daj ile możesz bez zbędnego zapożyczania. Myślę, że PM wybrała cię na świadkową nie dla pieniędzy, a dlatego, że jesteś dla niej ważna 🙂”.
Kto płaci za fryzurę i makijaż świadkowej? Po przejrzeniu ofert ślubnych popularnych makijażystek mogłabym dojść do wniosku, że robi to panna młoda. Standardem są bowiem tzw. pakiety ślubne, w których skład wchodzą zazwyczaj:
- Makijaż próbny
- Makijaż ślubny
- Makijaże dla dwóch dodatkowych osób
- Korekta Pana Młodego
- Zestawy poprawkowe
Ceny za taki zestaw wahają się od 1500 do nawet 3000 zł – wszystko zależy oczywiście od miasta i renomy makijażystki. Do tej kwoty należy doliczyć koszt dojazdu.
Oszczędna panna młoda może jednak wybrać usługę, która obejmuje wyłącznie makijaż jej samej.
Na Facebooku trafiłam zarówno na komentarze kobiet, które uważają, że panna młoda powinna opłacić świadkowej makijaż i fryzurę, jak i tych, które są temu zdecydowanie przeciwne.
„Tak, świadkowa miała opłaconych zarówno pierwszego, jak i drugiego dnia fryzjera i makijaż, była przy mnie cały czas przez okres przygotowań, dużo pomagała mi załatwiać, w dniu ślubu też ogarniała wszystko od samego rana, żebym ja mogła na spokojnie się przygotowywać i czekać na ślub, niczym się nie martwiąc, więc oczywistym było dla mnie, że opłacę jej te usługi w formie wdzięczności, podziękowania (...)”
„A z jakiej racji płacić świadkowej? Bez przesady.”
W polskich mediach społecznościowych nie mogłam jednak znaleźć zbyt wielu dyskusji na ten temat, więc postanowiłam sprawdzić Reddita i tam znalazłam odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Oto podejście, które mi i większości użytkowniczek wydaje się najbardziej rozsądne: jeśli panna młoda oczekuje, że świadkowa będzie wyglądała w określony sposób, np. ze względu na ślub w stylu glamour, zdecydowanie powinna pokryć koszty jej fryzury, makijażu, a czasem nawet sukienki. Jeśli takich wymagań nie ma, wszystko zależy od jej budżetu oraz relacji ze świadkową.
Gdy panna młoda dysponuje środkami, makijaż i fryzura mogą być pięknym prezentem dla świadkowej, która włożyła dużo czasu i energii w organizację. Natomiast jeśli świadkowa nie brała większego udziału w organizowaniu ani wieczoru panieńskiego, ani wesela, makijaż i fryzura zdecydowanie nie należą do priorytetów.
Załóżmy, że świadkowa chce mieć profesjonalny makijaż i fryzurę, ale panna młoda nie przewidziała tego w swoim budżecie. Z jakim kosztem powinna się liczyć? Niżej podaję przedział cenowy tych usług w najpopularniejszej aplikacji do umawiania wizyt.
Makijaż wieczorowy: 200–300 zł
Upięcie włosów: 200–500 zł
Do tych kosztów należy oczywiście dodać cenę sukienki. W tym przypadku przyjmuję bardzo szerokie widełki cenowe – możemy bowiem „dorwać kieckę” na sezonowej wyprzedaży za 150 zł lub „zainwestować” w zapierający dech w piersiach model od polskiej marki.
Sukienka: 150–1000 zł
Wariant minimalny
Wieczór panieński: 500 zł
Koperta: 500 zł
Sukienka, fryzura i makijaż: 550 zł
Łącznie: 1550 zł
Wariant maksymalny
Wieczór panieński: 1500 zł
Koperta: 1500 zł
Sukienka, fryzura i makijaż: 1800 zł
Łącznie: 4800 zł
Po podliczeniu wszystkich opisanych wydatków okazuje się, że bycie świadkową może kosztować od około 1550 do nawet 4800 zł.
Warto podkreślić, że mowa wyłącznie o kosztach finansowych. Do tego dochodzą jeszcze dziesiątki godzin poświęcone na organizację, stres i odpowiedzialność, których nie da się wpisać do żadnego arkusza kalkulacyjnego.
Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą od anonimowych użytkowniczek Facebooka oraz Reddita. Ich sens i znaczenie nie zostały zmienione. Jedyne wprowadzone zmiany miały charakter redakcyjny – ograniczyły się wyłącznie do poprawek językowych i ortograficznych.