„Po czterdziestce mamy wewnętrzne światło, bo odpuszczamy” – mówi Aleksandra Kurzak w rozmowie z Beatą Biały w podcaście „Ukryte piękno”. Jedna z najwybitniejszych śpiewaczek operowych świata opowiada o cenie sukcesu, kobiecej sile, macierzyństwie, które nie przyszło od razu z serca, oraz o tym, dlaczego w świecie opery wciąż kobietom jest trudniej niż mężczyznom.
Na największych scenach świata jest gwiazdą. W domu pozostaje Olą. Kiedy Beata Biały pyta swoją rozmówczynię, czy rzeczywiście jest słynną „Olą La Kontrolą”, Aleksandra Kurzak nie zaprzecza. Poczucie kontroli daje jej bezpieczeństwo. Jak sama przyznaje, musi mieć uporządkowane nie tylko otoczenie, ale również własne myśli.
– Ja sobie sama daję poczucie bezpieczeństwa. Muszę mieć skontrolowane wszystko wokół siebie i w swojej głowie – mówi.
Paradoksalnie, za tą potrzebą kontroli stoi także sztuka. Muzyka od najmłodszych lat była dla niej czymś więcej niż zawodem.
– Muzyka mnie broni i daje taki płaszczyk – przyznaje.
Już jako kilkuletnia dziewczynka zwracała uwagę swoim talentem. Kiedy śpiewała za mamą w garderobie operowej swojej mamy, usłyszał ją ówczesny dyrektor opery i słynny dyrygent, Stefan Rachoń. Miał wtedy zaproponować nagranie płyty. Rodzice odmówili.
– Nie chcieli zrobić ze mnie wunderkinda – wspomina dziś.
Kariera Aleksandry Kurzak mogłaby stać się gotowym scenariuszem filmu o spełnionych marzeniach. Szybko zdobyła wszystko, o czym młoda śpiewaczka operowa może marzyć.– Przed trzydziestką zaliczyłam tzw. operową koronę (Teatro alla Scala w Mediolanie, Wiener Staatsoper w Wiedniu, Royal Opera House w Londynie i Metropolitan Opera w Nowym Jorku - od red.) – mówi.
Wbrew stereotypom wielka scena nie napompowała jednak ego artystki. Zapytana przez Beatę Biały o wpływ sceny na człowieka odpowiada bez wahania: – Mnie nauczyła pokory.
Pokora nie pojawiła się od razu. Na początku kariery wchodziła na scenę jak „młody wilk”, przekonana o swoich możliwościach. Dopiero z czasem zobaczyła, jak trudno utrzymać się na szczycie. – U mnie jest balans. Wiem, co umiem, ale nauczyłam się pokory - zdradza.
Jednocześnie zwraca uwagę na nierówności, które nadal są obecne nawet w świecie wysokiej kultury.
– Kobiety mają gorzej. Znacznie trudniej jest nam utrzymać się na scenie niż mężczyznom - przyznaje.
W rozmowie pojawia się również temat, o którym rzadko mówi się publicznie, a jeszcze rzadziej w środowisku operowym.
– Perimenopauza rozwala nam świat totalnie, a w naszym zawodzie o tym się nie mówi, choć hormony bardzo wpływają na głos kobiety – podkreśla Kurzak. Wypowiedź artystki wybrzmiewa szczególnie mocno, ponieważ dotyka doświadczenia milionów kobiet. W czasach, gdy coraz częściej mówi się o zdrowiu psychicznym i dobrostanie, menopauza oraz perimenopauza nadal pozostają obszarami pełnymi przemilczeń.
Kurzak pokazuje, że siła nie polega na udawaniu, że problemów nie ma. Prawdziwa odwaga zaczyna się tam, gdzie kończy się wstyd.
W kulturze obsesyjnie skupionej na młodości słowa Aleksandry Kurzak w podcaście „Ukryte piękno” brzmią jak manifest dojrzałości.
– Kobieta jest najpiękniejsza po czterdziestce - mówi. Dlaczego? – Mamy wewnętrzne światło. Odpuszczamy - mówi Ola i zauważa, że coraz częściej młodsi mężczyźni wybierają związki z dojrzałymi kobietami. Sama zapytała kiedyś młodszego kolegę, skąd bierze się to zjawisko. Odpowiedź była prosta: dojrzałe kobiety imponują pewnością siebie. Nie muszą już nikomu niczego udowadniać, podczas gdy młodsze często zmagają się jeszcze z kompleksami i niepewnością.
Historia miłości Aleksandry Kurzak i jej męża mogłaby posłużyć za materiał na romantyczny film. – Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością – tak się spotkaliśmy – opowiada. Za nimi były rozwody, rozczarowania i nieudane relacje. Artystka otwarcie przyznaje, że zdarzyło jej się również być „tą drugą”. Najbardziej niezwykły pozostaje jednak fakt, że jej przyszły mąż oświadczył się po zaledwie dziesięciu dniach znajomości. Życie lubi pisać scenariusze, których nie przewidują nawet najbardziej doświadczeni reżyserzy.
Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy jest szczere wyznanie dotyczące macierzyństwa
– Nie miałam instynktu macierzyńskiego.
Decyzja o dziecku była początkowo racjonalna. Aleksandra, jedynaczka, nie chciała zostać sama w przyszłości. Dopiero później okazało się, jak bardzo zmieni jej życie.
– Z perspektywy czasu była to najlepsza decyzja mojego życia.
Narodziny dziecka nie przyniosły jednak natychmiastowej fali szczęścia.
– Miałam baby bluesa. Miłość przyszła później.
Takie słowa wciąż rzadko padają publicznie. Kurzak mówi o nich bez wstydu, przypominając, że hormony wpływają na emocje równie mocno jak na ciało.
– Rozumiem dziewczyny, które tak mają. Nie wstydźmy się tego.
Choć należy do światowej elity operowej, nie lubi zachowywać się jak diva.
– Nie lubię divowania w życiu. Jestem osobą twardo stąpającą po ziemi – podkreśla.
Dyscyplina pozostaje jednym z fundamentów jej zawodowego sukcesu. Dbanie o głos wymaga codziennych wyrzeczeń.
Bez alkoholu. Bez późnych kolacji. Bez wielu przyjemności, które dla innych są czymś oczywistym.
Wielkie role zaczynają się bowiem nie w blasku reflektorów, ale w codziennych wyborach.
A czego nauczyło ją przemijanie? Odpowiedź ponownie wymyka się stereotypom.
– Niczego. Mam gdzieś takie nauki. Gdybym wiedziała to, co teraz, mając ciało dwudziestolatki, wtedy byłoby coś - W tych słowach słychać charakterystyczną dla Aleksandry Kurzak mieszankę humoru, szczerości i dystansu. Bez udawanej mądrości. Bez banalnych sentencji. Za to z doświadczeniem kobiety, która wiele osiągnęła i nie musi już nikomu niczego udowadniać.
Czytelników, którzy chcieliby poznać Aleksandrę Kurzak jeszcze bliżej, zainteresuje książka „Kobiece gadanie 2” autorstwa Beaty Biały. Znajduje się w niej również pogłębiona rozmowa z wybitną śpiewaczką operową – o sukcesie, dojrzałości, miłości, macierzyństwie i życiu poza sceną. Książka stanowi znakomite dopełnienie podcastu „Ukryte piękno”, pokazując bohaterki nie tylko przez pryzmat ich osiągnięć, ale przede wszystkim osobistych doświadczeń i wyborów.