1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wideo
  4. >
  5. „Na paznokcie chodzimy co kilka dni, a raz w roku na cytologię, to nam się nie chce”. Katarzyna Kucewicz o zdrowotnej prokrastynacji i „chwytaniu życia” | „Jak zdrowie”, odc. 16

„Na paznokcie chodzimy co kilka dni, a raz w roku na cytologię, to nam się nie chce”. Katarzyna Kucewicz o zdrowotnej prokrastynacji i „chwytaniu życia” | „Jak zdrowie”, odc. 16

„Badanie się to nie szukanie choroby, a chwytanie życia” – mówi psycholożka Katarzyna Kucewicz w podcaście „Jak zdrowie”, prowadzonym przez Anna Augustyn-Protas. I trafia w samo sedno współczesnego paradoksu. Nigdy wcześniej nie mieliśmy tak łatwego dostępu do wiedzy o profilaktyce, badań i ekspertów. A jednak tysiące osób wciąż odkładają cytologię, morfologię czy USG na „po świętach”, „po projekcie”, „jak będzie spokojniej”. Problem w tym, że spokojniej zwykle nie będzie. Sponsorem odcinka jest Diagnostyka.

Prokrastynacja zdrowotna. Choroba naszych czasów

O prokrastynacji mówi się najczęściej w kontekście pracy, maili i deadlinów. Ale istnieje też jej znacznie groźniejsza odmiana – prokrastynacja zdrowotna. To mechanizm odkładania badań, konsultacji lekarskich i troski o siebie mimo świadomości, że są ważne.

Dlaczego to robimy? Powodów jest wiele: lęk, przebodźcowanie, brak czasu, ale też kultura, w której produktywność stała się nową religią. Jak zauważa Katarzyna Kucewicz, „mantrą milenialsów i pokolenia Y jest etos pracy i poświęcania się”. Najpierw dowozimy projekty, opiekujemy się dziećmi, odpowiadamy na wiadomości, a dopiero później – jeśli zostanie nam siła – zajmujemy się sobą.

Tyle że organizm nie działa jak aplikacja, którą można zaktualizować później. „Ciało to nie maszyna, którą muszę zajechać, a mój domek ukochany” – mówi psycholożka, co wybrzmiewa szczególnie mocno w świecie, który nauczył nas traktować zmęczenie jak oznakę sukcesu.

„Nie chcę wiedzieć”. Lęk silniejszy niż rozsądek

Najbardziej zaskakujące jest to, że wiele osób świadomie unika badań nie dlatego, że nie wierzy w profilaktykę. Wręcz przeciwnie – boi się tego, co może usłyszeć.

„Pacjenci mówią: nie chcę wiedzieć, jeszcze się czegoś dowiem, a ja mam tyle rzeczy na głowie” – opowiada Katarzyna Kucewicz.

Psychologia zna ten mechanizm bardzo dobrze. Unikanie daje krótkotrwałą ulgę. Jeśli nie odbiorę wyników, nie będę musiał się martwić. Jeśli nie pójdę do lekarza, problem jakby nie istnieje. Tyle że ciało nie zawiesza swoich procesów tylko dlatego, że odwracamy wzrok.

W podcaście wraca też osobisty wątek ekspertki. „Historia mojej rodziny to jedna wielka onkohistoria. I ja widziałam, jak osoby mi bliskie odchodzą, bo bagatelizowały objawy” – przyznaje Kucewicz. To doświadczenie sprawia, że jeszcze mocniej podkreśla rolę regularnej profilaktyki i oswajania lęku przed diagnozą. Bo badania nie odbierają spokoju, często właśnie go przywracają.

Self-care, który kończy się na paznokciach

Współczesny wellness bywa powierzchowny. Kochamy rytuały beauty, śledzimy trendy suplementacyjne, inwestujemy w kosmetyki i zabiegi, ale kiedy przychodzi do podstawowej profilaktyki, entuzjazm nagle znika.

„Kobiety chodzą na paznokcie co kilka dni, a raz w roku na cytologię to nam się nie chce. Albo boimy się igieł, ale idziemy na powiększenie ust. Badania nas nie dopaminują” – zauważa psycholożka i jest to celna diagnoza. Profilaktyka nie daje natychmiastowej nagrody. Nie widać jej na Instagramie. Nie poprawia wyglądu w piętnaście minut. Jest inwestycją długoterminową – a współczesny mózg kocha szybkie gratyfikacje.

Dlatego coraz więcej ekspertów mówi dziś o redefinicji dbania o siebie. „Dbanie o siebie to nie jest tylko powierzchowne pudrowanie noska, czesanie włosów czy nakładanie makijażu” – podkreśla Kucewicz.

Prawdziwy self-care zaczyna się tam, gdzie kończy się estetyka, a zaczyna odpowiedzialność za własne zdrowie.

Mikronawyki zamiast wielkiej rewolucji

Największy błąd? Myślenie, że trzeba zmienić wszystko naraz. Zapisać się do pięciu specjalistów, zrobić komplet badań, wdrożyć dietę i jeszcze zacząć medytować.

Psycholożka proponuje coś znacznie bardziej realistycznego: strategię mikronawyków.

„Trzeba zrobić strategię mikronawykową. Jeśli zrobisz badania, to potem zrób coś miłego dla siebie, żeby to był jeden wielki rytuał – rano robisz badania, a wieczorem idziesz na zakupy albo do teatru”.

To nie banalna sztuczka, ale sposób na przeprogramowanie skojarzeń. Zamiast traktować profilaktykę jak stresujący obowiązek, zaczynamy widzieć ją jako element troski o siebie.

Pomocne mogą być też technologie: przypomnienia w telefonie, aplikacje zdrowotne czy platformy pomagające dobrać badania do wieku i stylu życia. W świecie nadmiaru informacji paradoksalnie potrzebujemy dziś uproszczenia procesu dbania o zdrowie.

Ciało i psychika grają do jednej bramki

W rozmowie wraca jeszcze jedna ważna myśl: zdrowia psychicznego nie da się oddzielić od fizycznego.

„Opiekowanie się ciałem to opiekowanie się głową. Bo ciało niewyspane, źle odżywione, zmęczone to nie jest ciało szczęśliwe. Nie wierzę, że w nieszczęśliwym ciele jest szczęśliwa głowa” – mówi ekspertka.

To zdanie dobrze podsumowuje współczesny problem. Chcemy dobrostanu, ale często próbujemy budować go wyłącznie na poziomie psychiki – ignorując organizm, który każdego dnia wysyła sygnały alarmowe.

A przecież „ciało mamy tylko jedno, to nie jest para butów, którą wymienimy”.

Pierwszy krok ważniejszy niż perfekcyjny plan

Profilaktyka nie musi zaczynać się od wielkiej życiowej rewolucji. Czasem wystarczy jedno badanie. Jeden telefon. Jedna decyzja podjęta wcześniej niż zwykle.

Bo odkładanie zdrowia na później to jedna z najbardziej społecznie akceptowanych form zaniedbania siebie. Problem w tym, że organizm nie zna pojęcia „dobry moment”.

Sponsorem odcinka jest Diagnostyka.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email