1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Relacje
  4. >
  5. Raczej na dystans, nigdy za blisko. Jak wygląda przyjaźń z osobą o unikającym stylu przywiązania i czy... w ogóle jest możliwa?

Raczej na dystans, nigdy za blisko. Jak wygląda przyjaźń z osobą o unikającym stylu przywiązania i czy... w ogóle jest możliwa?

Przyjaciółka o unikającym stylu przywiązania może sprawiać wrażenie niedostępnej, zamkniętej, tak jakby nie zależało jej na relacji. To nie tak, że nie ma potrzeby budowania więzi i że sabotuje przyjaźń – raczej dużo wolniej oswaja się z bliskością (Fot. Eva-Katalin/Getty Images)
Przyjaciółka o unikającym stylu przywiązania może sprawiać wrażenie niedostępnej, zamkniętej, tak jakby nie zależało jej na relacji. To nie tak, że nie ma potrzeby budowania więzi i że sabotuje przyjaźń – raczej dużo wolniej oswaja się z bliskością (Fot. Eva-Katalin/Getty Images)
Umie liczyć, więc liczy na siebie. Nie zbliża się zanadto, bo zmniejszenie dystansu powoduje u niej dyskomfort. Sprawia wrażenie niedostępnej, samowystarczalnej, aż nazbyt samodzielnej, także emocjonalnie. To nie ten typ, który poda ci siebie na tacy, otworzy się na oścież i zaprosi do swojego wewnętrznego świata, byś mogła się tam rozgościć. Oj nie... O więź z osobą, która reprezentuje unikający styl przywiązania, trzeba w pewnym sensie powalczyć.

Style przywiązania ‒ skąd ta idea?

Teorię stylów przywiązania opracował w połowie XX wieku John Bowlby, brytyjski psychiatra i psychoanalityk, którego prace w latach 60. i 70. XX w. rozwinęła psycholożka Mary Ainsworth. Bowlby uważał, że wczesne więzi z dzieciństwa odgrywają kluczową rolę w późniejszym rozwoju i funkcjonowaniu umysłowym człowieka, a więc mają wpływ na to, jak istnieje on społecznie, jak wchodzi w interakcje z innymi, a także jak postrzega i interpretuje więzi i buduje intymność. W dużym uproszczeniu koncepcja ta zakłada, że relacje dzieci z ich pierwszymi opiekunami wpływają na ich zachowanie, i to nie tylko w okresie niemowlęcym, ale przez całe życie.

Czytaj także: Style przywiązania – jak związek z matką wpływa na późniejsze relacje?

Według tej koncepcji istnieją cztery główne style przywiązania: bezpieczny, lękowy, unikający oraz zdezorganizowany (lękowo-unikający). W dużym uproszczeniu styl bezpieczny charakteryzuje się zaufaniem, łatwością w wyrażaniu uczuć i brakiem lęku przed bliskością. Osoby o tym stylu potrafią stawiać granice i zdrowo przeżywać rozstania. Lękowy objawia się ciągłą potrzebą uwagi, obawą przed porzuceniem i uzależnieniem poczucia własnej wartości od drugiej osoby, na przykład partnera. Relacje takich osób bywają burzliwe i pełne skrajnych emocji. Styl unikający to przede wszystkim unikanie głębokiej bliskości, tłumienie emocji i wysoka samowystarczalność. Osoby z tym stylem zwykle robią krok do tyłu i dystansują się, gdy relacja wymaga większego zaangażowania. Ostatni, najrzadszy i najbardziej skomplikowany wzorzec, to styl zdezorganizowany, oparty na sprzecznych pragnieniach – z jednej strony taka osoba szuka bliskości, z drugiej ‒ odczuwa przed nią ogromny lęk.

Choć teoria przywiązania Bowlby'ego zrewolucjonizowała psychologię rozwojową, dziś budzi wiele kontrowersji. Krytycy twierdzą, że to podejście zbyt sztywne, a jego główne założenie, zgodnie z którym niemowlęta potrzebują jednej głównej postaci matki, jest monotropowe ‒ za zachowanie dziecka ponoszą w nim niesłusznie odpowiedzialność głównie matki, zaś istotna rola ojców i innych osób w sieci społecznej dziecka jest marginalizowana. Dodatkowo Bowlby sugerował, że style przywiązania kształtują się w krytycznym, wczesnym okresie i pozostają utrwalone aż do dorosłości, co współcześni psychologowie kwestionują, twierdząc, że style przywiązania są bardziej płynne i mogą zmieniać się w ciągu całego życia człowieka. Padają i takie argumenty, że teoria ta niesłusznie przypisuje winę za późniejsze problemy ze zdrowiem psychicznym lub zachowaniem dziecka wyłącznie rodzicom, a nie bierze pod uwagę czynników genetycznych, wpływu rówieśników i szerszego środowiska społecznego, a także ważnych wydarzeń w życiu.

Dziś wiadomo już, że teorią przywiązania nie sposób wyjaśnić wszystkich mechanizmów budowania relacji w dorosłości i wcale nie o to chodzi! Nie warto jej traktować jako zestaw sztywnych wzorców, w których obowiązują precyzyjne równania typu: jeśli A, to B. Styl przywiązania nie jest też wyrokiem, którym można uzasadnić każdy życiowy wybór, postawę, każde zachowanie, uciekając od odpowiedzialności. To raczej rodzaj kompasu, narzędzie, które pozwala po trosze zrozumieć, jak sami budujemy relacje, tworzymy więzi i jak robią to inni ‒ z zastrzeżeniem, że na proces ten wpływa znacznie więcej czynników niż wczesnodziecięca więź z pierwszymi opiekunami.

Jak rozpoznać unikający styl przywiązania w przyjaźni?

Słynny eksperyment Mary Ainsworth z 1969 r., nazwany „dziwną sytuacją”, miał za zadanie sprawdzić zachowanie dziecka podczas rozłąki z matką i ponownego spotkania z nią. Podczas badania obserwowano, jak dziecko eksploruje swoje otoczenie w obecności opiekuna, pod jego nieobecność oraz w obecności osoby obcej. Zauważono wówczas, że część dzieci jest obojętne na obecność opiekuna, ledwie reaguje, gdy rodzic wychodzi, i podobnie obojętnie traktuje jego powrót, co wskazuje na emocjonalne odłączenie. Dzieci te wykazywały niewielką preferencję wobec opiekuna w porównaniu z osobą obcą i wręcz unikały kontaktu z nim po jego powrocie. Reakcje te stały się podstawą do wyodrębnienia lękowo-unikającego stylu przywiązania.

Nie sposób jednoznacznie stwierdzić, że w dorosłości osoba o unikającym stylu przywiązania dokładnie w taki sposób będzie reagować w bliskich relacjach, także tych przyjacielskich. Wpływa na to wiele innych czynników, w tym cechy osobowości i życiowe doświadczenia. Jednak przyjrzenie się temu rodzajowi przywiązania dostarcza pewnych wskazówek, które pozwalają zrozumieć, jak nawiązuje ona relacje z przyjaciółmi i jak się w nich odnajduje.

Osoba unikająca sprawia wrażenie bardzo samodzielnej, wręcz skrajnie niezależnej, tak jakby jakiekolwiek relacje były jej potrzebne w minimalnym zakresie. W teorii przywiązania taką postawę tłumaczy się faktem, że we wczesnym dzieciństwie opiekunowie ignorowali jej potrzeby lub byli emocjonalnie niedostępni, więc wychowana w takim środowisku nauczyła się polegać głównie na sobie w kwestii emocjonalnego wsparcia. Najlepszym rozwiązaniem było nie mieć żadnych potrzeb, aby uniknąć rozczarowania. Skoro często wokół nie było nikogo, do kogo mogłaby zwrócić się o pomoc, musiała stać się samowystarczalna, a w konsekwencji w dorosłym życiu zamknięta na innych. Osoba o unikającym stylu przywiązania postrzega zależność od innych jako formę słabości, więc w efekcie od niej stroni. Jeśli nikogo do siebie za blisko nie dopuści, nikt jej nie zrani. Mówi się, że kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Osoba unikająca z tego szampana na wszelki wypadek sama często rezygnuje.

Im bliższa relacja i im więcej w niej intymności, tym większe uczucie dyskomfortu, tak jakby w głowie takiej osoby wyświetlał się alert: „Uwaga! Za blisko, niebezpieczeństwo!”. Unikającej osobie trudno okazywać emocje, mówić, co czuje, ale też przyjmować tego rodzaju wyznania czy zwierzenia od innych, a przez to może wydawać się niewrażliwa, pozbawiona empatii, chłodna i niedostępna, tak jakby od innych ludzi oddzielał ją mur. Niełatwo jej dostroić się do emocjonalnych potrzeb innych, dlatego gdy ktoś zanadto się zbliży, robi krok w tył. Takie zachowanie może zostać odebrane przez otoczenie jako stanowczy znak stopu: nie podchodź, nie jestem zainteresowana nawiązywaniem przyjaźni. Problematyczne jest dla niej proszenie o wsparcie, nie do końca umie też je oferować.

Na poziomie codziennych interakcji zwykle nie chce zagłębiać się w szczegóły dotyczące jej problemów osobistych czy jakichkolwiek intymnych kwestii. Chroni swoją prywatność, a gdy ktoś próbuje „dogrzebać” się nieco głębiej, zmienia temat, ucina rozmowę, przekierowuje ją na bezpieczniejszy teren, albo: obraca w żart. Ucieka od tego, co dla niej nienaturalne i niewygodne, chroniąc siebie. Unikanie może mieć charakter zupełnie dosłowny, bo oznacza często odwoływanie spotkań w ostatniej chwili. Takie zachowanie bywa odbierane jako lekceważenie, bo trudno czuć się ważnym w życiu kogoś, kto wystawia cię do wiatru i odwraca się plecami, zwłaszcza gdy się to powtarza. Osoba unikająca nie pozwala innym czuć się ważnymi w jej życiu z powodu mechanizmów obronnych, ale przyjaciele mogą odbierać to jako sygnał odrzucenia i sabotowanie relacji.

Unikający przyjaciel nie lubi konfliktów i zrobi wiele, by do nich nie doszło. Wszelkie nieporozumienia, które przecież zdarzają się w każdej relacji, dla niego urastają do rangi konfrontacji. A konfrontować się nie chce. Wybiera więc milczenie, znika, zarządza ciche dni, byle tylko nie musieć rozwiązywać trudnych sytuacji czy wdawać się w spory. Woli przeczekać, aż kurz opadnie ‒ bez jego udziału. Silna potrzeba niezależności sprawia, że unika też zobowiązań. Trudno z nim tworzyć plany, nawet tak proste jak krótki wspólny wyjazd, bo to powoduje, że czuje się w nich uwięziony. Nierzadko, przytłoczony, potrafi zniknąć na dłużej ‒ nawet na całe miesiące, pozostawiając przyjaciół z wielkim znakiem zapytania w głowie, a potem wrócić i... nie wyjaśnić, co się w ogóle wydarzyło.

Z tych wszystkich powodów przyjaźń z osobą o unikającym stylu przywiązania przypomina trochę sytuację, w której pukasz do drzwi, ale... nikt nie otwiera. Dopytujesz, zagajasz, otwierasz się, ale odbijasz się od ściany ‒ napotykasz wyraźny opór, który łatwo zinterpretować jako kompletny brak zainteresowania budowaniem jakiejkolwiek więzi. Czasami lekko uchyli drzwi, ale gdy wsuniesz stopę zbyt daleko za próg, natychmiast będzie próbowała je znowu zamknąć... Nietrudno się domyślić, że w obliczu tego osoby unikające bliskich relacji przyjacielskich mają zwykle niewiele, bo większość nawet życzliwych im osób nie ma wystarczająco dużo zrozumienia i cierpliwości, by wytrwać w dobijaniu się o uwagę. Gdy czują, że ich wysiłki są jednostronne i brak jakiegokolwiek odzewu ‒ po prostu się zniechęcają i wycofują.

Czytaj także: Przyjaciółka, czyli kto? Kobiece relacje na czynniki pierwsze rozbiera psychoterapeutka Katarzyna Miller

Jak sobie radzić z unikającym przyjacielem?

Najważniejsze jest to, by zrozumieć, że osoby unikające nadal bardzo potrzebują kontaktu i bliskich więzi, ale regulują tę potrzebę w specyficzny sposób, do którego można do pewnego stopnia się dostroić. Uników na pewno nie warto traktować osobiście i interpretować jako oznakę braku zainteresowania ‒ one nie są o tobie personalnie, a ich celem nie jest odrzucenie czy wyrządzenie drugiej osobie krzywdy. Sprawdza się trzymanie ręki na pulsie, czyli „sprawdzanie temperatury przyjaźni” ‒ coś w rodzaju krótkich raportów o tym, jak się w tej relacji czujecie, ale bez wchodzenia zbyt głęboko w analizowanie emocji. Krótkie wymiany w atmosferze zaufania, a nie oceniania, dotyczące tego, co się w waszej relacji układa, ale też pozwalające w porę dostrzec jakiekolwiek czyhające za rogiem urazy, mogą wzmocnić przyjaźń i jednocześnie pomóc osobie unikającej trenować otwarte i szczere rozmowy w bezpiecznej atmosferze.

Na pewno dobrze odpuścić sobie presję, wzbudzanie poczucia winy, wyrzuty i wszelkie naciski, bo te spowodują jeszcze większy dystans. Osoby unikające zwykle lepiej reagują na komunikaty afirmujące ich niezależność, łagodną zachętę typu: „Wybieram się jutro na wieczorny dłuższy spacer, jeśli masz ochotę, zapraszam, ale bez ciśnienia, bo może masz inne plany”. To daje furtkę bezpieczeństwa, przestrzeń na podjęcie decyzji i na pewno zadziała lepiej niż „Jutro idziemy razem na spacer, nawet nie próbuj się wymigać, bo już nie pamiętam, jak wyglądasz! Nigdy nie masz dla mnie czasu”. Konsekwentne respektowanie granic osoby unikającej to inwestycja w tę przyjaźń ‒ dobry fundament pod stopniowe budowanie coraz większego zaufania. Sprawdzi się lepiej niż wyrzuty i pretensje. Dopiski do księgi skarg i zażaleń i mnożenie oczekiwań (niespełnianych) zadziała raczej odstraszająco i zwiększy dystans.

Czytaj także: Jak obsługiwać relacje z tymi, którzy diametralnie się od nas różnią? A może takich relacji w ogóle nie warto budować? Rozmowa z Ewą Stelmasiak

Unikającego przyjaciela zwykle jeszcze bardziej usztywnia w tej postawie ryzyko utraty osobistej przestrzeni, bo to odbiera jako zagrażające. Zbyt nachalne skracanie dystansu zadziała jak straszak. Budowanie relacji z takim człowiekiem to nie jest wyzwanie dla niecierpliwych, tu trzeba działać powoli, małymi krokami, bez gwałtownych zwrotów akcji. Tutaj empatia sprawdzi się dużo lepiej niż nacisk. Warto doceniać drobiazgi, te chwile, w których unikający przyjaciel dopuszcza cię do siebie, mówi, co czuje, ale bez nadmiernego drążenia, zmuszania go do emocjonalnych wynurzeń, na które nie jest gotowy. Chodzi o to, by cieszyć się nawet z tych lekko uchylonych drzwi, zamiast wykorzystywać każdą okazję do tego, by stanowczym gestem otworzyć je na oścież.

Oczywiście osoby unikające najlepiej odnajdują się w przyjaźni z osobami o bezpiecznym stylu przywiązania, które oferują stałe wsparcie, ale bez nadmiernych i przytłaczających wymagań. Pozostają emocjonalnie dostępne, ale szanują granice i przestrzeń osobistą, tak ważną dla osoby unikającej. Najtrudniejszą konfiguracją jest przyjaźń osoby unikającej z osobą o lękowym stylu przywiązania. Wydają się to postawy skrajnie różne ‒ jedna strona potrzebuje ciągłego kontaktu i potwierdzenia, że jest ważna i widziana, druga nie tylko jej tego nie oferuje, a dokładnie tego unika. Styl osoby unikającej wyzwala wszystkie niepewności u osoby lękowej: że jest nieistotna, nielubiana, niepotrzebna, a jednak w związku z tym jeszcze wzrasta w niej potrzeba zdobycia uczuć osoby unikającej, żeby... właśnie tak się nie czuć. Osoby unikające chcą być ważne i kochane dokładnie tak jak wszyscy, tylko nauczyły się pewnej strategii obronnej, by nie dać się zranić. Zabiegi lękowych przyjaciół mogą wprawdzie być dla nich męczące, ale jednak dają poczucie, że nie zostaną porzucone, że druga strona tak łatwo nie odpuści. Będą gonione niczym króliczek, dopóki... trzymają się na dystans i dają powód do ciągłej pogoni. W tej postawie nie chodzi o to, by celowo unikaniem drugą stronę ranić, raczej o to, by chronić siebie. Osoby unikające wierzą, że są w pewnym sensie bezpieczne i dla kogoś ważne, dopóki są niedostępne. Bo gdyby pokazały miękki brzuszek, przyjaźń szybko by się rozpadła. Ryzyko jest zbyt duże. Obie strony w takiej relacji potrzebują się więc wzajemnie, choć dynamika takiego „tańca” zabiegania i unikania dla obu może być wyczerpująca.

Mimo szczerych chęci zbudowania wartościowej relacji, dla wielu osób specyficzne uwarunkowania unikającego przyjaciela mogą okazać się zbyt trudne do zniesienia. Wiele zależy od tego, w jakim stopniu wszystkie jego zachowania rezonują z twoimi potrzebami. Jeśli czujesz się w tej relacji skrajnie na marginesie, nie potrafisz zaakceptować pewnych relacyjnych ograniczeń bez poczucia krzywdy, masz wrażenie, że jest to przyjaźń jednostronna, twoje potrzeby nigdy nie są zaspokajane, wyłącznie dajesz, twoje dary nie zawsze są przyjmowane, a w zamian nie dostajesz nic, czasem najlepszym rozwiązaniem jest odpuścić.

Czytaj także: Relacje z ludźmi – kiedy warto się wycofać?

Jeśli jednak zdecydujesz się troszkę „powalczyć”, zadbaj o siebie, o system wsparcia w postaci innych życzliwych bliskich znajomych i przyjaciół, o to, byś miała jak wentylować napięcia i rozmasowywać te chwile, w których uniki najmocniej dają ci się we znaki.

Wykorzystane źródła: https://www.verywellmind.com/how-to-deal-with-an-avoidant-friend-11851253; https://thehealingnest.co.uk/blog/how-your-attachment-style-and-trauma-shows-up-in-friendships/; https://blogs.bcm.edu/2023/03/21/how-to-support-friends-with-different-attachment-styles/; https://movingonfrombowlby.wordpress.com/2012/06/09/whats-wrong-with-attachment-theory/; https://www.attachmentproject.com/attachment-theory/mary-ainsworth/

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE