„Więcej pary w koła, a mniej w gwizdek” – mówi Jolanta Kwaśniewska i trudno o lepsze zdanie otwierające rozmowę o kobiecej sile, klasie i sprawczości. W podcaście „Kobiety rządzą” Joanna Olekszyk, redaktorka naczelna Zwierciadła, spotyka się z kobietą, która przez lata była dla Polek symbolem nowoczesnej Pierwszej Damy, ale także kimś znacznie więcej: społeczniczką, liderką, kobietą czynu. To rozmowa o charakterze, który buduje się od dzieciństwa, o ciekawości świata, odporności psychicznej, zdrowym starzeniu się i o tym, dlaczego zazdrość odbiera energię do życia.
Wizerunek Jolanty Kwaśniewskiej przez lata obrósł elegancją, dyplomacją i perfekcyjnym wyczuciem sytuacji. Tymczasem ona sama z rozbrajającą szczerością wraca do dzieciństwa i opowiada historię dziewczynki, która bardziej niż grzeczną panienkę przypominała herszta podwórka.
– „Byłam brzydkim dzieckiem, starsza siostra była „Niusia”, młodsza „Lala”, a ja „Jola”. Byłam chuliganem, kumplem synów sąsiadów. i prowodyrką, wchodziłam na drzewo, a żeby mieć prezent dla matek chodziliśmy na tzw. szaber po kwiatka” – wspomina.
To właśnie w tych obrazach kryje się klucz do późniejszej siły byłej Pierwszej Damy. Nie ma w niej pozy wypracowanej przez polityczne salony. Jest za to temperament, energia i niezgoda na bierność. Sama mówi wprost: – „Ja nie mam takiej sytuacji, że jak trzeba coś zrobić, to ja czekam aż ktoś coś zrobi”. Potrzeba działania przewija się przez całą rozmowę. Kwaśniewska nie ukrywa, że fascynują ją ludzie, którzy mają odwagę zmieniać rzeczywistość, zamiast jedynie ją komentować. – „Kocham sprawczość” – podkreśla. I właśnie dlatego jej publiczna działalność od lat wykracza daleko poza ceremonialną rolę byłej Pierwszej Damy.
W rozmowie z Joanną Olekszyk wielokrotnie wraca temat rodzinnego domu. Jolanta Kwaśniewska mówi o ojcu z ogromną czułością, ale też podziwem. To po nim odziedziczyła życiowy głód i rodzaj optymizmu, który nie jest naiwny, tylko wypracowany doświadczeniem.
– „Mam geny mojego taty, który był głodny życia. Ciekawość ludzi i świata też mam po tacie” – mówi. Na dowód przytacza historię, która wyjaśnia więcej niż najbardziej psychologiczne analizy odporności psychicznej: – Optymizm mam po tacie, który przeszedł 14 operacji, w tym dwie na otwartym sercu i jedną kręgosłupa, i mówił: „jeszcze 13 operacyjka”.
To charakterystyczne dla Jolanty Kwaśniewskiej – nawet o trudnych rzeczach mówi bez patosu. Nie buduje pomników z własnych doświadczeń. Raczej pokazuje, że życie wymaga ruchu, elastyczności i poczucia humoru. Być może właśnie dlatego od lat pozostaje jedną z najbardziej lubianych postaci życia publicznego w Polsce. Nie dlatego, że jest idealna, ale dlatego, że wydaje się prawdziwa.
W epoce krzyku, politycznego teatru i nieustannego oceniania nasza bohaterka zwraca uwagę na coś, co dziś wydaje się niemal staroświeckie: znaczenie autorytetu i wiarygodności.
– „Dla mnie nieważne co, ale kto mówi” – przyznaje. Wybrzmiewa to szczególnie mocno w czasach, gdy eksperckość miesza się z internetowym chaosem, a opinie często mają większą wartość niż doświadczenie. Kwaśniewska nie mówi tego z pozycji mentorki pouczającej innych. Raczej z perspektywy kobiety, która przez dekady obserwowała życie publiczne od środka i wie, jak łatwo stracić zaufanie ludzi.
Jednocześnie nie udaje osoby odpornej na wszystko. Wręcz przeciwnie. W jednym z najbardziej poruszających momentów rozmowy przyznaje: – „Nie mam grubej skóry, to jest mój problem. Jak ktoś komuś zrobi przykrość, to mnie to boli” i jest to ważne wyznanie w kulturze, która często utożsamia siłę z emocjonalnym pancerzem. Rozmówczyni pokazuje coś odwrotnego – można być skuteczną, wpływową i jednocześnie zachować wrażliwość.
Joanna Olekszyk pyta wprost: „Czy boi się pani starości?”. Odpowiedź Jolanty Kwaśniewskiej jest daleka od lukrowanego „wiek to tylko liczba”. Jest konkretna, pragmatyczna i bardzo współczesna.
– „Robię wszystko, żeby wchodzić w starość w dobrostanie. Najważniejsza jest wczesna profilaktyka, to jest podstawa. Idę do lekarza po to, żeby potwierdził, że wszystko jest ok. Trzeba się też ruszać, ruch to życie”.
Gościni opowiada o dbaniu o siebie bez obsesji i bez udawania, że czas nie istnieje. Mówi o starzeniu się jak o procesie, na który mamy wpływ – nie pełny, ale realny. Ważne są codzienne wybory, energia, relacje i ciekawość świata.
A także radość. Bo kiedy rozmowa schodzi na przyjemności, była Pierwsza Dama nagle zamienia dyplomatyczny ton na czystą energię: – „Kocham tańczyć, jak słyszę Bruno Marsa, jestem pierwsza na parkiecie”.
Trudno o lepszy obraz kobiety, która nie zamierza wycofywać się z życia.
W finale rozmowy pojawia się pytanie o zgorzknienie – emocję, która często przychodzi z rozczarowaniem, wiekiem albo niespełnieniem. Kwaśniewska odpowiada krótko, ale niezwykle celnie.
– „Nie mam zawiści, niczego nikomu nigdy nie zazdrościłam”.
Być może właśnie w tym tkwi sekret jej siły. Nie w perfekcyjności, nie w politycznej historii, nie w publicznym wizerunku. Tylko w umiejętności skupienia się na własnym życiu zamiast nieustannego porównywania się z innymi.
Jolanta Kwaśniewska mówi też, że nie lubi bylejakości „w każdym aspekcie życia” i że ogromną wartość ma dla niej „cieszenie się z drobiazgów”. W świecie, który nieustannie każe nam przyspieszać, zdobywać więcej i udowadniać swoją wartość, brzmi to jak manifest dojrzałości.
Podcast „Kobiety rządzą” jest czymś więcej niż rozmową z ikoną polskiego życia publicznego, to opowieść o kobiecie, która nie utraciła ciekawości świata, zachowała emocjonalną uważność i nadal wierzy, że najlepszą odpowiedzią na chaos jest działanie. Bo – jak sama mówi – najważniejsze to dawać „więcej pary w koła, a mniej w gwizdek”.