Często chwytamy się ich jak tonący brzytwy. Pod wpływem chwili, gdy wpadniemy spóźnieni na spotkanie, nie wyrobimy się z zadaniem, które miało być gotowe na wczoraj lub gdy nie chcemy sprawić rozmówcy przykrości. Są powszechne i mogą wydawać się całkiem niewinne, ale w nadmiarze potrafią sprawić, że inni zaczną wątpić w twoją szczerość. Jeśli te zachowania to dla ciebie chleb powszechni, nie dziw się, że ściągasz na siebie podejrzliwe spojrzenia.
Nie chodzi o wierutne kłamstwa i perfidne przeinaczenia, ale o małe elementy układanki, które nieco mijają się z prawdą. Jak zauważa psycholożka Lisa Goodman, zwykle są one tak nieistotne, że nawet jeśli druga strona zauważy, że coś nie trzyma się tu kupy, zbywa to machnięciem ręki. Bo bujda na resorach, jaką właśnie jej przedstawiono, nie jest warta dociekania ani dementowania.
Może chodzić na przykład o pokrętne usprawiedliwienia swojej nieobecności na umówionym lunchu. Raz usłyszysz od koleżanki (lub waszych wspólnych znajomych), że spóźniła się na autobus, bo zatrzymała ją dozorczyni z pilną sprawą, innym razem, że musiała iść na przystanek okrężną drogą przez roboty remontowe na osiedlu, a jeszcze później, że jej kurs w ogóle nie przyjechał z powodu sezonowej zmiany rozkładu jazdy. Takie drobne nieścisłości, dopasowywanie niuansów w czasie rzeczywistym i podkolorowywanie rzeczywistości mają zwykle jeden cel – poprawę odbioru sytuacji i uniknięcie nieprzyjemnych skutków własnych działań.
Niestety brak konsekwencji może prowadzić do nadszarpnięcia reputacji, w efekcie czego wszystko, co mówi osoba raz przyłapana na kłamstwie, będzie przyjmowane z dozą niepewności.
Kto nigdy nie dopuścił się choćby drobnego krętactwa, kiedy został przyparty do muru, niech pierwszy rzuci kamieniem. Jeśli czujemy na plecach oddech szefa, który doprasza się o obiecany raport, mało kto z rozbrajającą szczerością przyzna, że ugrzązł w połowie dokumentu. Raczej z pełnym przekonaniem w głosie oznajmimy, że „tylko wprowadzamy ostatnie poprawki” i lada moment kończymy. Tak samo, aby uniknąć złości czekających na ciebie w przedpokoju domowników, najpewniej rzucisz w panice, że potrzebujesz tylko pięciu minut, choć dobrze wiesz, że dopiero za pół godziny będziesz gotowa włożyć buty i wyjść.
O ile takie zagrywki w danej chwili mogą wydawać się wygodnym wyjściem z impasu, nietrudno się domyślić, że na dłuższą metę działają jak czerwona płachta na byka. Gdy rozmówca zorientuje się, że kolejny raz ma do czynienia z sytuacją, w której rzeczywistość rozmija się z deklaracjami, z pewnością zacznie podchodzić do twoich słów z coraz większą rezerwą.
Czytaj także: Kłamstwa i kłamstewka – co zrobić, gdy kłamanie staje się nawykiem?
Wiele osób wychodzi także z założenia, że jeśli zwyczajnie przemilczy pewne kwestie zamiast „bajdurzyć”, to w gruncie rzeczy postępuje uczciwie. Gdy ktoś się przyczepi, mogą przecież bronić się, że nie powiedzieli nic nieprawdziwego. Jeśli jednak z pełną świadomością zdecydowali się pominąć istotne fakty, przez co ktoś zinterpretował całą historię zupełnie inaczej i na przykład udzielił im współczucia czy poparcia, na które niekoniecznie zasługiwali, sprawa wygląda już inaczej. Twój współpracownik może przykładowo powiedzieć, że dział X nie zrealizował faktury, przez co wystąpiły opóźnienia, ale już nie wspomni, że to on był odpowiedzialny za obieg dokumentów i nie dopilnował swoich obowiązków. Technicznie rzecz ujmując nie ma tu uchybienia, ale w praktyce tego typu zachowania, kiedy już wyjdą na jaw, stopniowo kruszą zaufanie.
Zdarza się, że popełniamy ten błąd szczerze i z dobroci serca. Z entuzjazmem rwiemy się do pomocy, ale potem przychodzi otrzeźwienie i zdajemy sobie sprawę, że przez brak czasu czy zasobów nie będziemy w stanie wywiązać się ze złożonych spontanicznie obietnic. Niekiedy robimy to zupełnie świadomie – chcąc zaznaczyć swoją obecność, zgłaszamy się do wielu projektów, z których w newralgicznych momentach po cichu się wycofujemy. „No cóż, mieliśmy dobre chęci, ale życie zweryfikowało nasze plany” – tłumaczymy, wzruszając ramionami.
Może też chodzić o sprawy małego kalibru, jak rzucone naprędce: „Będę o tym pamiętać”, „Wrócę do ciebie jutro z tym tematem” czy „Zadzwonię dziś wieczorem”. Kończy się na tym, że druga strona do nocy czeka na telefon, a ten uparcie milczy. Szybko przekona się wówczas, że nie może na kimś takim polegać.
Do utrzymania dobrych relacji potrzebna jest bowiem niezawodność. Jeśli coś „wykrzaczy się” od czasu do czasu, można przymknąć na to oko, ale gdy obietnice łamane są raz za razem, zaufanie w końcu zupełnie zniknie.
Chyba każdy doświadczył tego choć raz – w szkole, na studiach czy w pracy podczas projektów grupowych. Większa część zespołu biernie się przyglądała, a ktoś inny przejął ster i pokierował całym przedsięwzięciem. Niekoniecznie była to osoba, która później spijała śmietankę. Często zdarza się, że ludzie z większym tupetem wyolbrzymiają swój wkład i prezentują na forum swoją rolę jako znacznie większą niż w rzeczywistości, zupełnie pomijając przy tym zasługi pozostałych. Potem ze zdziwieniem czytasz na LinkedInie, że znajomy „ukształtował jeden z najważniejszych projektów”, choć tak naprawdę wiesz, że ledwo przyłożył do tego palec.
Czasem to ktoś inny źle zinterpretuje sytuację i skieruje komplement do niewłaściwej osoby. Nie każdy przyzna wówczas, że pochwała należy się także innym i nie zadba o to, aby wymieniono nazwiska wszystkich zaangażowanych w sukces. W takich wypadkach warto pamiętać, że nawet jeśli nikt z pominiętych głośno nie zaprotestuje, nie znaczy to, że dobrze czują się z takim stanem rzeczy.
Czytaj także: Nie znosisz „korpobełkotu”? Naukowcy mają dla ciebie dobrą i złą wiadomość
To oczywiste, że każdemu czasem zdarza się przeinaczać fakty, bo zawodzi go pamięć. W natłoku obowiązków różne rzeczy po prostu wypadają nam z głowy. Niektórzy traktują jednak kłopoty z zapamiętywaniem jako wygodną wymówkę, która jak ulał pasuje do niemal każdego scenariusza. Odechciało im się czegoś robić? Po prostu rzucą: „Ach, pamięć dobra, ale krótka!”, choć tak naprawdę najczęściej chodziło o ulokowane gdzie indziej priorytety. Jak zauważa psycholożka, jest to bardzo trudne do zweryfikowania, bo nikt nie jest w stanie zajrzeć do umysłu drugiej osoby i sprawdzić, czy faktycznie coś zostało zapomniane, czy celowo zignorowane. Jeśli podsunie się takiemu rozmówcy pomysł, aby następnym razem ustawił sobie przypomnienie w telefonie albo zapisał zadanie na ściennym kalendarzu, a on i tak nie będzie chętny do zmiany swojego zachowania, to normalne, że w pewnym momencie poczujemy się zmęczeni i zniechęceni do dalszego kontaktu.
Inną powszechnie stosowaną strategią jest nadużywanie niejasnych sformułowań. Zamiast wyłożyć kawę na ławę, będą krążyć wokół tematu tak, aby nigdy nie dojść do sedna. Mogą robić to pod wpływem stresu, kiedy dyskusja schodzi na drażliwy temat. Dajmy na to, gdy chodzi o to, co wydarzyło się na burzliwym spotkaniu rodzinnym albo podczas sprzeczki na drodze. Zamiast powiedzieć wprost, kto pierwszy rzucił oskarżeniami w kierunku drugiej osoby, doprowadzając do ostrej wymiany zdań, padną jedynie ogólniki: „Och, tyle się działo”, „Nie wyłapałam wszystkiego”, „Ludzie byli naprawdę zdenerwowani”.
„Lanie wody” sprawia, że rozmówca odbiera taką osobę jako mało wiarygodne źródło informacji. Wszystko, co pada z jej ust, zaczyna być traktowane z przymrużeniem oka. W takiej sytuacji pozostaje jedynie dopytywanie o konkretne fakty, zadając możliwie proste i precyzyjne pytania, na które trudniej jest udzielić wymijającej odpowiedzi.
Czytaj także: Jesteś pod presją? Oto 12 zwrotów, które stosują mistrzowie inteligencji emocjonalnej. Pomogą ci zachować zimną krew w każdej sytuacji
Małe kłamstewka nieraz uratowały z opresji każdego z nas. Po co mówić cioci, że jej obiad niekoniecznie nam smakował i psuć atmosferę przy stole? W jakim celu komentować nieprzychylnie nową sukienkę przyjaciółki, która wyraźnie sprawia jej radość i w której dobrze się czuje? Ugryzienie się w język czasem jest najrozsądniejszą strategią, dzięki której nie sprawiamy innym niepotrzebnej przykrości i załagodzimy napięcie. Często zdarza się jednak, że granica między taktem a nieszczerością zaczyna się zacierać i w efekcie zachowujemy się dwulicowo. Twarzą w twarz wprost nie mówimy, co naprawdę myślimy, ale potem – już za plecami – obgadujemy ile wlezie. Nie tędy droga do dobrych kontaktów międzyludzkich. Wystarczy, że raz zostaniesz przyłapana na nieszczerości, a każde twoje miłe słowo będzie potem odbierane z dystansem. Zdrowe relacje powinny być przecież przestrzenią wolną od gry pozorów, w której możemy czuć się w pełni swobodnie i bezpiecznie.
Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie zastępuje konsultacji z wykwalifikowanym specjalistą. W przypadku problemów emocjonalnych, psychicznych lub trudności w codziennym funkcjonowaniu zalecamy kontakt z psychologiem, terapeutą lub lekarzem.
Artykuł opracowany na podstawie: Lisa Goodman, „10 Signs Someone Is Quietly Dishonest in Small Everyday Moments”, cottonwood psychology.com [dostęp: 28.04.2026]