1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Dlaczego decydujemy się na pomaganie innym? – wyjaśnia psycholożka

Dlaczego decydujemy się na pomaganie innym? – wyjaśnia psycholożka

Pomagamy na wiele sposobów. Warto jednak zaznaczyć, że ponad 1/3 polskiego społeczeństwa deklaruje udział w akcjach dobroczynnych poprzez wsparcie finansowe lub rzeczowe. Nadal zatem łatwiej nam dzielić się pieniędzmi niż wolnym czasem. (fot. iStock)
Pomagamy na wiele sposobów. Warto jednak zaznaczyć, że ponad 1/3 polskiego społeczeństwa deklaruje udział w akcjach dobroczynnych poprzez wsparcie finansowe lub rzeczowe. Nadal zatem łatwiej nam dzielić się pieniędzmi niż wolnym czasem. (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Za chęcią niesienia pomocy kryją się różne psychologiczne mechanizmy, wspólne dla wszystkich ludzi. Co, tak naprawdę, nam samym daje angażowanie się w pomoc? - tłumaczy Joanna Gutral, psycholożka z Uniwersytetu SWPS.

Za chęcią niesienia pomocy kryją się różne psychologiczne mechanizmy, wspólne dla wszystkich ludzi. Co, tak naprawdę, nam samym daje angażowanie się w pomoc? - tłumaczy Joanna Gutral, psycholożka z Uniwersytetu SWPS.

Nasza charytatywna aktywność zwiększyła się znacznie w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Polacy coraz chętniej podejmują pomocowe działania, co można zresztą zaobserwować przy okazji pandemii koronawirusa. Służą one nie tylko tym, którzy otrzymują pomoc, ale służą też psychicznemu dobru tych, co pomagają. Zresztą każdy, kto angażuje się chociażby w coroczne finały WOŚP wie, jaka się wówczas „rozchodzi” pozytywna energia.

Pomaganie nie jest nowym przedsięwzięciem. –  Działalność dobroczynna ma długie tradycje. Pojawiła się znacznie wcześniej niż pomoc społeczna organizowana przez państwo i samorząd terytorialny. Powstała z potrzeby pomagania, przekonań wewnętrznych, ale także poczucia obowiązku, a czasem z chęci zyskania rozgłosu – zaznacza prof. Iwona Sierpowska, prawnik z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.

Dlaczego pomagamy?

– Przede wszystkim istnieje coś takiego jak wymiana społeczna i norma wzajemności. Wedle tej normy, kiedy pomagamy myślimy o tym, że gdy będziemy w potrzebie, znajdzie się ktoś, kto pomoże nam – i to motywuje nas do wzajemnej pomocy. – podkreśla Joanna Gutral, psycholożka. – To jest taka wiara w to, że nie jesteśmy sami i zawsze znajdzie się ktoś, kto nam pomoże, więc my też powinniśmy pomagać. Poza tym, przyjście komuś z pomocą łagodzi nasz wewnętrzny dyskomfort patrzenia na czyjąś krzywdę. Nie lubimy kiedy komuś dzieje się źle. Zatem wolimy pomóc, żeby to poczucie krzywdy zmniejszyć. To, co również jest ważne: jesteśmy istotami empatycznymi.
Jesteśmy altruistami. A zatem współodczuwanie i chęć pomocy są wpisane w nasze człowieczeństwo. Jest to dość naturalny odruch.

Co nam daje pomaganie? Jakie czerpiemy korzyści psychologiczne?

Pomagając potrzebującym bez wątpienia przyczyniamy się do poprawienia ich sytuacji. Nieważne, czy wpłacamy pieniądze na operację wady serca u dziecka, czy bierzemy udział w karmieniu bezdomnych, czy poświęcamy czas starszym, samotnym ludziom – zawsze dokładamy „cegiełkę” do tego, żeby świat był lepszy. Sami jednak też czerpiemy z tego dawania dobra.

- To, co jest ważne, to że pomaganie jest nagradzające dla nas samych. Lubimy myśleć o sobie dobrze, a myślimy o sobie dobrze wtedy, kiedy dobrze postępujemy. Zatem pomaganie pozwala nam na patrzenie na siebie w pozytywnym świetle – podkreśla psycholożka i dodaje. –  Przez to, że postępujemy dobrze i widzimy się w dobrym świetle, wzrasta nasza samoocena. Poza tym, jako osoby, które pomagają otrzymujemy wsparcie społeczne i aprobatę społeczną. Bezapelacyjnie wszyscy postrzegają pomaganie jako pożądane zachowanie.

Lepsze samopoczucie, wyższa samoocena i przekonanie, że mamy społeczne wsparcie (niemal w każdym społeczeństwie docenia się ludzi, którzy są pomocni) – to jeszcze nie wszystkie profity, jakie daje nam niesienie pomocy. Joanna Gutral podkreśla też, że spotykając się z innymi osobami, które pomagają, zaczynamy przynależeć do pewnych mniejszych społeczności. Poznajemy wówczas osoby, które łączy wspólna pasja (w pomaganiu, w wolontariacie), a to również daje nam wsparcie w życiu i poczucie sprawstwa.

Czym w takim razie kierujemy się przy wyborze celu, który wspieramy? – Przede wszystkim tym, na ile jest on dla nas istotny. Jeżeli interesujemy się zwierzętami, lub jesteśmy miłośnikami zwierząt, to zapewne możemy zdecydować się na to, żeby pomóc zwierzętom w schroniskach. Jeśli kogoś z naszych bliskich, lub nas samych, spotkała jakaś sytuacja zdrowotna, życiowa, losowa, która wymagała wsparcia, to aktywność poznawcza tego zdarzenia na pewno pozwoli na to, aby bardziej skoncentrować się na pomaganiu w tym obszarze. – Joanna Gutral podkreśla, że dane zdarzenie musi być dla nas ważne. – Pomagamy w tych obszarach, które wydają nam się najbardziej istotne, ale przede wszystkim pomagamy z nadzieją na to, że jeżeli znajdziemy się w złej sytuacji - to ktoś pomoże nam.

Jakie formy pomocy najczęściej wybieramy?

– Najchętniej pomagamy finansowo, ponieważ mamy poczucie, że faktycznie dajemy komuś pomoc, a nie wymaga to od nas aż tak dużego poświęcenia czasu. – zaznacza terapeutka – Pomagamy również aktywnie, przez różnego rodzaju wolontariaty. Dobrze jest  taki wolontariat zaaranżować na rzecz pewnej zabawy, miłego spędzania czasu, tak, aby nie tylko mieć poczucie, że dajemy coś z siebie, ale że coś otrzymujemy w zamian za tę pomoc. I tak jak wspomniałam wcześniej: najważniejsze jest to, aby pomóc w obszarze, który uważamy za ważny, ponieważ tylko taka motywacja wewnętrzna pozwoli nam na to, aby w pełni oddać się temu pomaganiu i jednocześnie czerpać z tego satysfakcję.

Źródło: materiały prasowe SWPS

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Cytrynowe Królowe i konfitury wolności

"Przez prawie 3 lata siedziałyśmy zamknięte, każda na swoim piętrze, same ze sobą, żeby siebie poznać i zrobić ze sobą porządek". (Fot. A.Herman)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Dwie piękne, dojrzałe kobiety w cytrynowych kreacjach i kapeluszach z szerokim rondem przyciągają uwagę wszędzie tam, gdzie się pojawią. Produkują i sprzedają konfitury z cytryn. Nie są to jednak zwykłe „dżemiki”. Pachną cytrusami i smakują… wolnością.

Dwie piękne, dojrzałe kobiety w cytrynowych kreacjach i kapeluszach z szerokim rondem przyciągają uwagę wszędzie tam, gdzie się pojawią. Produkują i sprzedają konfitury z cytryn. Nie są to jednak zwykłe „dżemiki”. Pachną cytrusami i smakują… wolnością.

Stworzyły raj na ziemi – swoje Cytrynowe Królestwo. Panują w nim radość życia, dobra energia i one dwie – siostry: Bogusia i Karolina Schubert. Od 6 lat produkują konfitury z cytryn. Warzą je w kuchni swojego palazzo, jak mówią o swoim domu w podwarszawskim Brwinowie. Najpierw sprzedawały je na targach zdrowej żywności. Teraz konfitury z cytryn z różnymi dodatkami można kupić w delikatesach i sklepach z najlepszymi specjałami w całej Polsce.

Droga do Cytrynowego Królestwa nie była jednak usłana różami. Wiodła przez wyboistą ścieżkę życia i koleiny rozczarowań. Aby tam dotrzeć, obie siostry musiały dokonać w życiu prawdziwej rewolucji.

Dlaczego cytryny? Bogusia: Cytryna jest niekwestionowaną królową owoców, ma w sobie nieprawdopodobną intensywność smaku i niesamowity zapach, który zawdzięcza olejkom eterycznym. No i można stosować ją niemal do wszystkiego: robi się z niej drinki, dodaje do wielu potraw - nóżek, śmiużek, kotlecików i innych pyszności. Na początku naszej przygody z konfiturami robiłyśmy konfiturę z mirabelek z pieprzem i rozmarynem. Była genialna! Mirabelka jest niestety zupełnie niedoceniona. Jedyne miejsce, gdzie ma swoje miejsce w kuchni to Alzacja -  robi się tam z niej cudowne wody życia i nalewki, ale też wspaniałe tarty i konfitury.

Karolina: Robiłyśmy też wcześniej hummus i ciasta, ale w końcu musiałyśmy się na coś zdecydować. I wyspecjalizowałyśmy się w cytrynach.

Jesteście aktywne na fejsbuku, a w waszych postach często pojawia się określenie cytrynowe – cytrynowe jest nie tylko królestwo, ale także cytrynowe są święta, jest cytrynowy czas, ludzie bywają cytrynowi... Co kryje się pod tym słowem? Bogusia: Cytrynowym mianem określamy to, co niesie w sobie piękno i radość życia.

Karolina: To nasze umami – umami duchowe.

Bogusia: Smak życia jest smakiem umami, a dla nas to smak cytrynowy, który zawiera radość, energię życia, czystość, pragnienie, pasję, twórczość, i to nie tylko tę przez duże T. Każdy z nas jest twórcą w swoim życiu i każdy z nas coś pięknego tworzy. Robienie pierniczków czy konfitur jest tak samo wielkim dziełem jak skomponowanie symfonii.

Mówi się, że królowa jest tylko jedna, ale w waszym królestwie są dwie. Która rządzi? Bogusia: My się do tego troniku przepychamy (śmiech). A tak naprawdę w naszym królestwie postanowiłyśmy ustawić dwa troniki, bo inaczej musiałybyśmy się tłuc od rana do wieczora, co jako siostry lat temu milion robiłyśmy, jak uczciwe rodzeństwo. Ale teraz w Królestwie Cytrynowym są dwie królowe, które rządzą demokratycznie. Ważne decyzje zawsze podejmujemy wspólnie, począwszy od wymyślania smaku konfitur, dobierania składników, przez to, gdzie i czy w ogóle się wystawiamy. Przez wiele lat jeździłyśmy z konfiturami na różne targi. To było ciężkie życie – 5 dni nad garami w kuchni, a 2 dni w tak zwanym gdziesiu, bliżej nieokreślonym. Raz w Warszawie, raz w Gdańsku, raz w Sandomierzu. To się wiązało z dalekim podróżami, noszeniem paczek – taki raczej hardkorowy styl życia. W końcu pewnego dnia podjęłyśmy decyzję o tym, że już się nie będziemy wystawiać, bo po prostu nie mamy siły ani ochoty po raz milionowy powtarzać: „Niech Pani spróbuje tej konfitury, bo ona jest kurna, bardzo dobra, proszę pani!”.

Cierpliwość Cytrynowych Królowych się skończyła i trzeba było zacząć nowe życie. Teraz jest luksusowo – wystawiamy się okazjonalnie. Świadomie wybieramy miejsca, gdzie chcemy pokazać się z naszymi konfiturami. Gdyby nie covid na pewno byłybyśmy w Lidzbarku Warmińskim, gdzie jest Święto Sera, które uwielbiamy. Polscy serowarzy, przepiękna klientela - to jest piękny event, w pięknym miejscu, z fajnymi ludźmi. Niestety w tym roku Lidzbark został odwołany.

Karolina: Od kiedy zaczęłyśmy działać razem, to rozpoczęłyśmy nowe życie, taki new life. A w nowym życiu nie ma przepychanek kto jest ważniejszy, kto mniej ważny, obie jesteśmy Królowymi. Tak jak każda kobieta jest królową.

A wracając do tych imprez, na których się wystawiałyśmy. Pierwsze godziny z tych 12 godzin stania to wielka przyjemność, ale potem zaczyna się męką - chcesz usiąść, odpocząć, ale nie masz na czym …I po całym dniu takiego stania wracasz po nocy do domu z odległych zakątków Polski. Więc kiedy pojawiły się oferty współpracy ze sklepami, doszłyśmy do wniosku, że pora zacząć o siebie dbać.

'Przez prawie 3 lata siedziałyśmy zamknięte, każda na swoim piętrze, same ze sobą, żeby siebie poznać i zrobić ze sobą porządek'. (Fot. A.Herman) \"Przez prawie 3 lata siedziałyśmy zamknięte, każda na swoim piętrze, same ze sobą, żeby siebie poznać i zrobić ze sobą porządek\". (Fot. A.Herman)

Zaczęłyście prowadzić wasz biznes przed sześcioma laty. Udowodniłyście sobie i innym, że można zacząć robić coś zupełnie nowego w dojrzałym wieku i, co więcej, odnieść sukces. Bogusia: Tak i jesteśmy z tego niezmiernie dumne. Nie przewidywałyśmy, że uda nam się stworzyć Cytrynowe Królestwo. Te sześć lat temu zrobiłyśmy „coś” i pobiegłyśmy z tym „cosiem” na bazarek w Milanówku, bo musiałyśmy natychmiast zarobić jakiekolwiek grosze na życie, bo się okazało, że ich nie mamy w ogóle. W ogóle to znaczy w ogóle. Ani grosza.

Karolina: Zanim do tego doszło obie dokonałyśmy w naszym życiu rewolucji…

Bogusia: Nastąpił taki moment, że każda z nas zatrzymała się w swoim życiu: zawodowym, społecznym… każdym. Ja skończyłam z aktorstwem, zerwałam kontakty z moimi znajomymi ze środowiska artystycznego, aby odciąć się od poprzedniego życia. Moja siostra zrobiła to samo w swojej działce. Przedtem prowadziła sklep ze zdrową żywnością.

Przed prawie trzy lata mieszkałyśmy w wielkim domu pod lasem, każda miała swoje oddzielne mieszkanie. Żyłyśmy jak pustelniczki. Nie widywałyśmy nikogo, no może oprócz przypadkowych osób, które spotykałyśmy w wiejskim sklepiku, jak szłyśmy po chleb czy włoszczyznę. Nie widywałyśmy znajomych ani przyjaciół. Oczywiście ta decyzja o odcięciu się od poprzedniego życia nie zapadła z dnia na dzień, ona dojrzewała po trochu, aż do chwili, kiedy powiedziałyśmy sobie: „Dość, więcej nie! Więcej tego nie zrobię, bo już nie chcę”.

Czego miałyście dość? Tego, co widziałyśmy wokół siebie i czego częścią, chcąc nie chcąc byłyśmy. Świata, który gnał za czymś, nie wiadomo za czym. Gdzie rządził pieniądz, gdzie panowało zło. Wiesz, mnie na przykład zawsze zależało na aktorstwie, walczyłam o to, by być aktorką. Miałam wrażenie, że mam ludziom coś bardzo ważnego do powiedzenia. I wydawało mi się, że jak wyjdę na scenę, to może ich wzruszę, może ich rozśmieszę, może dotknę ich serca, może dam im coś do myślenia … I że to będzie ważne, że to nie będzie byle co. I w pewnym momencie dotarło do mnie, że ja się nie podpisuję pod tym, co do nich z tej sceny mówię. Że ja się z tym nie zgadzam, że ja nie chcę mówić o tym, że życie jest do dupy, że wszyscy niesiemy krzyż, że się mordujemy. Na przykład w takich „Szczęśliwych dniach” Becketta, wielki tekst skąd inąd, gdzie dwie godziny zakopana w piachu, mówiłam kwestię o śmierci, o umieraniu… To w ogóle nie było śmieszne, w ogóle! Próbowałam to nawet grać na kontrapunkcie, było dużo zabawnych momentów, ale ludzie wychodzili z tej sztuki porażeni. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie chcę już tego mówić. Że wolałabym śpiewać, że życie jest piękne.

Jak długo trwał ten proces przechodzenia z jednego życia do drugiego? Bogusia: Bardzo długo. Tto nie było takie hop siup: teraz przestaję być aktorką i od dziś będę, kurna, robić konfitury cytrynowe. Czasem jak czytałam o sobie wywiady to wychodzi, że od zawsze marzyłam o tym, żeby robić konfitury, tylko że jakoś tak całe życie byłam aktorką! I wreszcie jak dorosłam i skończyłam lat sześćdziesiąt i trochę, to nagle poszłam po rozum do głowy, rzuciłam aktorstwo o ziemię i poszłam robić konfitury. No na Boga jedynego, nie!

Karolina: Przez prawie 3 lata siedziałyśmy zamknięte, każda na swoim piętrze, same ze sobą, żeby siebie poznać i zrobić ze sobą porządek.

To doświadczenie odosobnienia, bycia samej ze sobą, to było wyrzeczenie się wolności, czy wręcz przeciwnie - czas, w którym dałyście sobie wolność do tego, żeby zrobić to, czego w danym momencie życia potrzebowałyście? Bogusia: To nie było łatwe doświadczenie, wymagało od nas wielkiej odwagi. W głowie kłębiło się mnóstwo pytań: Co ja teraz będę robić? Wszyscy coś robię, a ja nic nie będę robić? Ja, wielka aktorka, nie będę już grać? Ale po to siadasz sama ze sobą, aby to kłębowisko myśli uspokoić i odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytania: co ja robię na tej ziemi, po co tu przyszłam, co chcę powiedzieć światu, kosmosowi, Bogu, ludziom, Ziemi… I nie ważne, czy dochodzisz do tego przez modlitwę, medytację, spotkanie z własną duszą, pracę ze swoim sercem. Do mnie koniec końców dotarło: Ja się nie boję! Nie boję się! Ja się po prostu nie boję! Usunęłam strach z mojego życia.

Karolina: To odosobnienie to było przekierowanie wolności, którą dają pieniądze, przyjaciele, znajomi, na siebie. Do wewnątrz. Wolność trzeba odnaleźć w sobie niezależnie od warunków zewnętrznych, niezależnie od tego, czy się ma pieniądze, czy nie ma, czy wokół są ludzie, czy pustka. Ją trzeba poczuć, zakorzenić w sobie, a potem pilnować, żeby nie zniknęła.

Bogusia: Jak na co dzień jest się zanurzonym w wirze życia, to trudno jest wejść tak głęboko w siebie i odpowiedzieć sobie na te pytania. Stąd było to nasze pustelnictwo, aby każda z nas pojęła, dokąd w tym życiu wędruje.

Zmartwiłam się trochę, że postanowiłyście już więcej nie wystawiać się na targach, bo tworzycie niepowtarzalną atmosferę, powietrze wokół was aż wibruje od pozytywnej energii… Bogusia: Zmęczyła nas powtarzalność. Ale wiesz, cytrynowe konfitury to jest tylko maleńka część Cytrynowego Królestwa. Cytrynowe Królowe dalej będą wędrowały, będą mówiły o życiu, o kobietach, może nieco mniej o konfiturach, choć i one będą odgrywać swoją rolę. Ostatnio okazało się na przykład, że można robić z nimi pyszne czekoladki.

Życie weryfikuje teraz wiele planów. Gdyby nie pandemia, już by nas tutaj nie było. Chciałyśmy wyjechać w kilkumiesięczną podróż do Tajlandii i do Wietnamu. A potem dookoła świata, przemierzając kontynenty w poszukiwaniu cytrynowego czasu. Cytryna rośnie w wielu miejscach: we Włoszech, w Hiszpanii, w Portugalii, ale też w Chinach, w Ameryce Południowej, w Afryce. Chciałyśmy, jako te Cytrynowe Królowe, wędrować z cytrynami, gadać z ludźmi, spisywać stare przepisy z cytryną w roli głównej. I z tego stworzyć książkę, reportaż, a może film…

Cytrynowe Królowe nie znikną, wręcz przeciwnie, ona są gotowe do nowego tańca.
Ten kawałek drogi postanowiłyśmy przemierzyć razem, tak się złożyło. Ale przyjdzie czas, że się rozstaniemy i każda powędruje w swoją stronę i zacznie tworzyć swój kolejny nowy świat. Nie ma końca na tworzenie życia, robisz co chcesz, robisz o czym marzysz i dajesz sobie ze wszech miar przestrzeń, aby to się wydarzyło. Takie życie jest takie, jakie je sobie stworzysz.

Karolina: Jeżeli podejmujesz jakąś decyzję, patrz czy twoje serce się uśmiecha. Jeśli się uśmiecha, to jest to dobra decyzja. My nigdy nie działałyśmy według jakiegoś biznes planu, mimo, że nam to wielokrotnie doradzano, a ja jestem niby po ekonomii.

Bogusia: To co nas teraz cieszy i napędza do działania, to krótkie „wypady na wolność”. Ostatnio pojechałyśmy do Białegostoku, pohuśtać się w chustach na aerial jodze. Tam, wśród tych kobiet w hamakach, dotarło do mnie, jak bardzo jesteśmy wszyscy spragnieni wolności. Nie można jej ludziom odbierać. Teraz cały świat jest zamknięty w więzieniu, a to się może skończyć wielką rewolucją.

'Nawet jak mówią, że jesteśmy zwariowane, to niech sobie mówią, to jest ich brocha. I inne kobiety patrzą na nas i mówią: „Jak super, ja też tak chcę. One tak mogą, to i ja też tak mogę!' (Fot. Eliza Kos) \"Nawet jak mówią, że jesteśmy zwariowane, to niech sobie mówią, to jest ich brocha. I inne kobiety patrzą na nas i mówią: „Jak super, ja też tak chcę. One tak mogą, to i ja też tak mogę!\" (Fot. Eliza Kos)

No proszę, próbujecie aerial jogi? Można byłoby powiedzieć: „Coś takiego! W Waszym wieku?!” Bogusia: No właśnie…To ja Ci opowiem jeszcze inną historię: 3 lata temu zapisałam się na bębny afrykańskie. Strasznie chciałam bębnić. Pojechałam do Warszawy na pierwsze zajęcia, troszkę się spóźniłam, no więc uchylam drzwi, wsadzam głowę, widzę, że wszyscy siedzą w kręgu z tymi wielkimi bębnami między nogami, średnia wieku jakieś 22 lata. No i patrzą na mnie z takim niezrozumieniem w oczach, jakby chcieli powiedzieć: „Wie Pani, Kościół jest naprzeciwko”. Ale ja wchodzę, rozsiadam się, biorę bęben i jestem Królową Bębniącą! I już po chwili cała ta grupa mówi do mnie „Królowo”, ale nie Królowo Staruszko, tylko kurna, Królowo Królowo. To jest drobna różnica.

Teraz wymyśliłam, że nauczymy się fly jogi. A ja zacznę jeszcze tańczyć flamenco, bo jestem w odpowiednim wieku, żeby tym flamenco powiedzieć to, co chcę powiedzieć. Flamenco jest tańcem kobiet w tak zwanym pewnym wieku, które - jak wiedźmy - już wiedzą…

Karolina: Kobiety w pewnym wieku zostają wyrzucone poza nawias.

Bogusia: Kobieta jest kobietą czy ma lat 5 czy 100! Jest ciągle kobietą. Po pierwsze jest kobietą, po drugie jest kobietą, po trzecie jest kobietą! I proszę się jej kłaniać. Dopiero potem jest matką, żoną kochanką, babcią, prababcią… Tymczasem zdarza się, że widzisz spojrzenia ludzi, które odbierają ci prawo do bycia kobietą. Jesteś staruszką, babcią, panią w pewnym wieku, ale na pewno nie kobietą. Ja nie udaję, że jestem młodsza - tu mnie boli, tam mnie śmioli... mam lat 67, moje ciało ma lat 67, ale jestem kobietą, kurna, jestem królową, wkładam koronę na głowę i proszę się na mnie patrzyć jak na kobietę, a nie jak na seniorkę, śmiorkę, trzeci wiek…

No patrząc na Was trudno nazwać was seniorkami, macie w sobie witalność dwudziestolatek… Bogusia: No popatrz, a bywa, że ludzie, patrząc na nas, mówią: Wesołe emerytki, co robią dżemiki, zwariowane staruszki… I w tym jednym zdaniu zamykają wszystko, co może cię zdeprecjonować,  odebrać godność i wartość. Jakieś dżemiki, jakieś staruszki, jakieś emerytki i takie radosne... A my po pierwsze nie robimy dżemików, tylko robimy KONFITURY i nie życzymy sobie, żeby nas traktowano jak emerytki, które nie mają co robić i dziubają jakieś dżemiki, bo to w ogóle nie o to chodzi.

Macie pomysł, jak przywrócić dojrzałym kobietom godność? Trzeba się nie bać. Nie bać się życia, nie bać się śmieszności. A ludzie bardzo się jej boją, zwłaszcza kobiety. Czasem jednak wystarczy spojrzeć na kogoś i powiedzieć: WOW! Ona tak robi, to ja też umiem, to ja też mogę. I po to jesteśmy my - Cytrynowe Królowe. Wkładamy żółte sukienki, wielkie pióropusze jak korony i stajemy tak przed ludźmi, nie bojąc się śmieszności. I nawet jak mówią, że jesteśmy zwariowane, to niech sobie mówią, to jest ich brocha. I inne kobiety patrzą na nas i mówią: „Jak super, ja też tak chcę. One tak mogą, to i ja też tak mogę!

Karolina: To co my robimy to jest taka mała prowokacja: zobacz, tak można żyć, można się śmiać, nie trzeba bronić się przed radością życia. Na naszym Fb obserwujemy jednak dużo równolatek, które niby patrzą na nas z podziwem, ale same nie mają odwagi.

Jak zdobyć się na odwagę do bycia sobą, do cieszenia się życiem w każdym wieku? Co poradziłybyście innym kobietom? Bogusia: Stań naprzeciwko innych ludzi, naprzeciwko świata, naprzeciwko kosmosu, ale najpierw naprzeciwko siebie. Spójrz sobie w oczy i powiedz: „Patrz! Nie boję się! Ja się nie boję!"

  1. Psychologia

Dawanie i branie - najważniejsza jest równowaga

Równowaga oraz umiejętność w braniu i dawaniu jest podstawą pięknych relacji. (Fot. iStock)
Równowaga oraz umiejętność w braniu i dawaniu jest podstawą pięknych relacji. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
To dwa aspekty tej samej energii. Potrafisz brać bez poczucia winy? Potrafisz dawać bez oczekiwania wzajemności? Równowaga i umiejętność w braniu i dawaniu jest podstawą pięknych relacji.

Istnieje powszechne przekonanie, że dawanie jest czymś większym, lepszym, szlachetniejszym niż branie. Niestety wiara w to spowodowała zaburzenie w przepływie energii między ludźmi, wskutek której nie potrafimy już ani prawdziwie dawać, ani brać. Każda darowizna obarczona jest oczekiwaniem, a każdy otrzymany prezent poczuciem, że trzeba się odwdzięczyć.

Tak naprawdę przy pomocy prezentów na poziomie podświadomym komunikujemy bliskim prawdę o nas samych, dlatego gdy ktoś daje coś z wdzięcznością, to daje wdzięczność. Gdy daje coś z miłością, daje miłość. Gdy ktoś bierze coś z wdzięcznością, to daje swoją wdzięczność dającemu. Gdy bierze coś z radością, to daje mu swą radość. Jest to cudowna, pełna lekkości wymiana, gdzie każdy czuje się napełniony, niczego nie oczekując w zamian. Tak też jest z naszymi uczuciami. Gdy jednak dający daje więcej, niż chce dać, dar pozostawia niesmak wymuszonego poświęcenia, a obdarowany w ten sposób, zamiast radości i wdzięczności, przeżywa poczucie winy, zobowiązania. Dający natomiast czuje się wierzycielem.

Gdy biorący czuje, że powinien zostać obdarowany, uznając dającego za dłużnika, odbiera sobie i dającemu radość przeżycia wdzięczności i miłości. Gdy biorca potrafi docenić prezent, sprawia, że tak naprawdę darczyńca wzrasta i w ten sposób uruchamiają się cud i magia wymiany, która zachodzi poza poziomem umysłu. W dawaniu nie ma nic przyjemniejszego od uśmiechu, radości na twarzy drugiej osoby. Któż tego nie lubi? Ujrzeć szczęście w oczach drugiej osoby, to znaczy ujrzeć w nich swoje szczęście. I nie ma tutaj znaczenia, czy chodzi o emocje, czy o sprawy materialne. Dając, oczekujemy tak naprawdę głównie uśmiechu.

Ćwiczenie do rozwoju

Zwracajmy baczną uwagę na to, czy tak naprawdę łatwiej nam dawać, czy brać. Jakie rodzą się w nas skojarzenia z braniem i dawaniem? Czy potrafimy przyjmować bez zakłopotania? Czy okazujemy wdzięczność? Czy potrafimy dać bez poczucia, że właśnie związaliśmy się z kimś prezentem?

Trzeba pamiętać, że to BIORCA uruchamia DAWCĘ. Innymi słowy, jeśli przyjmujesz z wdzięcznością, otwierasz przepływ energii dla siebie i dla osoby, która chce cię obdarować. Biorąc – dajesz... Nie wzbraniaj się przed przyjęciem szczerze ofiarowanej pomocy, dobrego słowa czy przedmiotu, ponieważ odmawiając, nie tylko blokujesz przepływ dobrej energii, ale też wysyłasz do wszechświata informację, że nie zasługujesz na nic dobrego.

Stosunek do problemu brania i dawania wytworzony w dzieciństwie jest tym, co pozostaje w człowieku w dorosłym życiu. Jednak kiedy uświadomimy sobie wzorce, według których działamy, przy pomocy własnej woli możemy wyjść z więzienia destrukcyjnych nawyków. Dlatego zamiast mówić: „to nie takie proste”, zacznijmy otwierać się na dawanie bez oczekiwań i przyjmowanie z otwartością. To, czy potrafimy dawać z radością i przyjmować z wdzięcznością, pokazuje tak naprawdę, w jakim stopniu jesteśmy ze sobą w harmonii. Kiedy osiągniemy stan równowagi, w rzeczywistości odblokujemy energię obfitości na wszystkich poziomach naszego życia, bowiem w wymianie jest magia, wolność, miłość, radość i życie.

Dorota Hołówka, psycholog, pedagog, international coach ICC, założycielka Stowarzyszenia Nowej Psychologii.

  1. Materiał partnera

Prezent na święta? A może to coś więcej. Przyłącz się do akcji Answear

Zobacz galerię 5 Zdjęć
Święta Bożego Narodzenia to czas, kiedy każdy z nas ma trochę więcej czasu dla siebie i swoich bliskich, to czas refleksji i przemyśleń. Dlatego marka Answear postanowiła zaprosić swoich fanów i klientów do akcji #CatchTheCharity z której całkowity dochód zostanie przekazany na wskazanych przez klientów sklepu dom dziecka.

Na początku był konkurs fotograficzny

Akcja charytatywna, do której zaprasza marka, została zapoczątkowana przez konkurs fotograficzny, który trwa nieprzerwanie od marca 2020, a wynikiem którego, jest nadesłanie ponad 15 000 zdjęć ukazujących najciekawsze momenty z życia ludzi skupionych wokół marki. Widząc zaangażowanie osób nadsyłających zdjęcia, Answear postanowił przekuć to na kolejny projekt, który zatrzymanym w kadrze chwilom daje kolejne życie. We współpracy z dwiema graficzkami powstała kolekcja limitowana, w skład której wchodzą plakaty i puzzle. Wszystkie produkty biorące udział w akcji możesz kupić tutaj.

Cały dochód ze sprzedaży tych produktów zostanie przeznaczony na cele pomocowe dla dzieci z domu dziecka.

Tym razem możemy więcej

To nie jest pierwsza inicjatywa marki, ale na pewno pierwsza świąteczna, do której chce zaprosić szersze grono. Bo w myśl hasła #WeAreTheAnswar to właśnie razem tworzymy coś wielkiego, to razem możemy przenosić góry, to razem możemy więcej. Produkty, które weszły w skład kolekcji limitowanej, są idealnym pomysłem na prezent, wykonane z myślą o współczesnych trendach nie tylko będą cieszyć oko, ale także będą przypominać realne wsparcie, jakie dał każdy z klientów, który kupi produkt.

”Pomoc domom dziecka wynika z wieloletniej tradycji pomocy takim ośrodkom, która została zapoczątkowana przez pracowników marki i przez nich samych z ogromnym sercem prowadzona. W tym roku – jakże innym od poprzednich, chcemy zaprosić do tej akcji także naszych fanów i klientów. Przygotowane przez dwie artystki Maję Nowakowską i Magdalenę Bażelę, plakaty i puzzle są urealnieniem myśli, że każda chwila, nawet ta uwieczniona na fotografii, może stać się pretekstem do czegoś o wiele większego.” – mówi Joanna Kosman, marketing manager Answear.com

 #WeAreTheAnswar

Zachęcamy Was do nabycia plakatów lub puzzli oraz wskazania domu dziecka, do którego sugerujecie, aby trafiło wsparcie. Możecie to zrobić pod instagramowym postem dedykowanym akcji #CatchTheCharity lub na stronie catchthecharity.answear.com

Answear to sklep multibrandowy zrzeszający ponad 300 marek z całego świata, to miejsce, w którym gromadzą się miliony klientów chcących zaspokoić swoje rozliczne potrzeby związane z odzieżą, butami i dodatkami.

To nie jest jedyny projekt o takim charakterze, którego organizatorem jest marka Answear. Na swoim koncie ma wiele projektów skierowanych do młodych, kreatywnych osób, do których należą między innymi: Bitwa Stylistów, #CatchTheMoment, Manifest Your Style czy wiele innych.

Marka skupia wokół siebie ludzi z pasją, którzy aktywnie współtworzą obraz otaczającego nas świata pop kultury. Takie podejście stanowi niezaprzeczalny wyróżnik Answear i silnie zaczyna plasować go w obszarze szeroko pojętego lifestylu.

  1. Psychologia

Ty mu świat do stóp, a on ci figę z makiem. O braniu i dawaniu w związku

Jak twierdzi Bert Hellinger, twórca ustawień rodzinnych, podstawową zasadą partnerstwa jest bezustanny ruch, wymiana – dawanie i branie. (Fot. iStock)
Jak twierdzi Bert Hellinger, twórca ustawień rodzinnych, podstawową zasadą partnerstwa jest bezustanny ruch, wymiana – dawanie i branie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
„Przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości…” – te słowa to symbol dawania i brania w związku, wymiany, korzystnej dla obydwu stron. Piękne założenie, tylko czy wymiana na pewno powinna zaczynać się od aktu dawania?

Wyobraź sobie, tak hipotetycznie, że wymiana w związku jest pewnego rodzaju handlem – dajesz pieniądze w zamian za upragniony towar. Dobra sprzedaż zaczyna się od autoprezentacji – kiedy poznajesz partnera i jesteś nim żywo zainteresowana, pragniesz pokazać mu się od jak najlepszej strony. Wyczuwasz jego pragnienia i spełniasz je. Jeśli czujesz, że pociągają go delikatne kobiety, stajesz się najbardziej delikatną istotą na ziemi. Lubi blondynki – proszę bardzo. Chwali pomidorową mamy – serwujesz mu ulubiony przysmak pięć razy w tygodniu itd.

Idźmy dalej: dobra promocja to podstawa. Stajesz na rzęsach, by uwierzył, że jesteś tą jedną jedyną, z którą będzie mu jak w raju. Dajesz nadmiarowo, często zapominając o sobie. Bo, choć świadomie nie zdajesz sobie z tego sprawy, zasada wzajemności – jeden z ważniejszych chwytów reklamowych, robi swoje: dajesz, żeby dostać coś w zamian. Zgodnie z zasadami ekonomii handlu, wszystko jest w porządku, celem wymiany jest zysk. Jednak w z związku to tak nie działa.

Kiedy robisz bilans inwestycji, okazuje się, że wynik jest ujemny – dałaś więcej, niż dostałaś, ewentualnie dostałaś nie to, czego oczekiwałaś. Być może brniesz w to dalej – dajesz jeszcze więcej, podtykasz partnerowi pod nos dokładnie to, na co sama masz apetyt. Może na jakiś czas wycofujesz datki, licząc, że zrozumie przekaz i uaktywni się w rewanżu. W zanadrzu masz jeszcze szantaż – zabierasz to, co dałaś i wiesz, że boleśnie odczuje stratę – albo obiecujesz sobie, że dasz dopiero wtedy, kiedy on odpłaci ci tym samym. W praktyce ten etap związku to nic innego jak bolesne rozczarowanie; przekonanie, że ty mu świat do stóp, a on ci figę z makiem. Wątpliwości, że może z kim innym byłoby ci lepiej. Złość na samą siebie, że być może kolejny raz źle ulokowałaś uczucia. Wściekłość na los, że masz pecha, bo zawsze trafiasz na takich samych mężczyzn: egoistów, narcystycznych samców, maminsynków.

Wyjdź na chwilę z roli rozczarowanej sierotki i wyobraź sobie tego biedaka stojącego naprzeciwko – być może nawet nie widać go spod góry „darów”, którym go obsypywałaś. Czy on miał w ogóle szansę dać cokolwiek tobie?

Miłosny zakupoholizm

Być może pomyślisz z przekąsem: „Gdyby naprawdę mnie kochał, wiedziałby czego potrzebuję i by mi to dał”. A ty wiesz, czego potrzebujesz? A może głód pomylił ci się z apetytem?

Zastanawiałaś się kiedyś, co czuje zakupoholiczka kupująca kolejną torebkę albo 12. parę butów? Ani torebka, ani nowe buty nie zaspokoją jej apetytu. Akt kupowania na chwilę obniży napięcie, ale apetyt wzrośnie ze zdwojoną siłą.

Jeśli nie rozpoznajesz swoich autentycznych potrzeb, a w partnerze lokujesz swoje oczekiwania, niezaspokojone tęsknoty i iluzje – on, choćby bardzo chciał, nie jest w stanie zaspokoić twojego apetytu. Jeśli oczekujesz, że ukochany da ci to, czego nie dostałaś od rodziców – twoje starania na nic się zdadzą. Ani partner, ani nikt inny nie da ci tego, czego nie dostałaś w dzieciństwie.

„On nie daje mi poczucia bezpieczeństwa ani bezwarunkowej miłości” – to najczęstsze zarzuty, które słyszę z ust pacjentek. Kiedy staram się im wytłumaczyć, że to nie ten adres, czują się podwójnie rozczarowane. „Na początku byliśmy jak dwie połówki jabłka” – to kolejna opowieść, którą słyszę w gabinecie. Piękna historia, tylko już przeterminowana.

Podobnie jak historia Ani, która przyszła do mnie, kiedy w jej małżeństwie wygasła intymność, a w życiu kobiety pojawił się inny mężczyzna. – Potrzebuję prawdziwego mężczyzny, a Jarek jest taki kobiecy – tłumaczyła. – Nie chcę kochać się z kobietą.

Rozumiem, tylko przecież jej mąż nie przemienił się nagle w kobietę. Takiego mężczyznę wybrała sobie przed laty. W trakcie terapii okazało się, że przed laty Ania była na etapie nastolatki, jej kobiecość była jeszcze uśpiona. Prawdopodobnie dlatego zafascynował ją mężczyzna o silnie kobiecym pierwiastku. Na ten moment był doskonałą połówką, dopełnieniem jej połówki jabłka. Po urodzeniu drugiego dziecka w Ani obudziła się kobieta – kobieta, która zapragnęła mężczyzny. Życie nie stoi w miejscu, a my się rozwijamy, dojrzewamy…

Wracając do handlu, czy od lat chodzisz do tego samego sklepu i kupujesz ten sam, niezmienny zestaw produktów? Ależ skąd. Właśnie na tym zjawisku bazuje reklama. Nawet jeśli świadomie jesteś jej przeciwniczką, to w twojej nieświadomości logują się informacje w sprawie twoich potrzeb. Świat proponuje ci bogatą ofertę rozmaitości, a ty możesz wybierać i przebierać jak w ulęgałkach. Może więc każda wymiana powinna zaczynać się od brania, a nie od dawania?

Miłość zaczyna się od brania

Tak twierdzi Bert Hellinger, twórca ustawień rodzinnych. Jego zdaniem podstawową zasadą partnerstwa jest bezustanny ruch, wymiana – dawanie i branie. To właśnie wzajemne obdarowywanie się czyni parę szczęśliwą. Kiedy dajesz coś partnerowi, on czuje się zobowiązany do oddania, nawet trochę więcej, niż sam dostał. Ten ruch nazywa Hellinger wyrównaniem. Gdy ktoś mi coś daje, szczerze, z całego serca, mam naturalną ochotę oddać mu z naddatkiem. Tak postępowali kupcy greccy. Pierwszym ruchem w wymianie powinno być branie. Branie jest trudniejsze, bo przyjmowanie wymaga pokory. Dawanie to bułka z masłem – ten, kto daje, czuje przewagę i władzę. Dawanie jest zobowiązujące, daje prawo do roszczeń, niezadowolenia, szantażu.

Zarówno dawanie, jak i branie to wielka sztuka. Zwykle nie potrafimy brać, choćby dlatego, że nie przyznajemy sobie prawa do bycia obdarowywanym, nie ufamy intencji darczyńcy, nie chcemy czuć się zobowiązani albo nie potrafimy się rewanżować. Łatwiej przychodzi nam dawanie, ale… zdarza się zagłaskać kotka na śmierć. Kiedy dajesz partnerowi zbyt dużo, w tobie rośnie apetyt, by dostać przynajmniej tyle samo. Dla twojego partnera „zbyt dużo” może być nie do zniesienia. Kiedy partner nie może oddać z naddatkiem, prawo wyrównywania nie może być zrealizowane. Bywa, że nadmiarowo obdarowywany odchodzi.

„Sztuką jest dawać małą łyżeczką i pytać, czy już wystarczy” – tłumaczy Hellinger. – „Możesz dać tylko tyle, ile ktoś może przyjąć”.

Równowaga wymiany w związku polega na tym, że obdarowujecie się wzajemnie, wspierając w rozwoju, przez cały czas będąc uważnymi na wymianę pomiędzy dawaniem i braniem. Nieprzestrzeganie zasady wyrównania, wzrost poczucia długu i niemożności wypłacenia się – to zabójcy związku.

Kiedy pacjentka z rezygnacją mówi: „Dałam mu już wszystko, nic więcej nie mam” – zdarza się, że jest to przełomowy moment dla związku. Jeśli uda mi się w terapii powstrzymać jej kompulsję, by natychmiast znaleźć nowego nieszczęśnika, z którym można będzie powtórzyć scenariusz nadmiarowego dawania, i zachęcić do spokojnego przeżycia momentu zatrzymania – po jakimś czasie proporcje w dawaniu i braniu zmieniają się. Partner, do tej pory stale obdarowywany, zaczyna dawać. Kolejny ważny krok w terapii to nauka przyjmowania.

A może przysięga małżeńska powinna brzmieć: „Przyjmuję tę obrączkę na znak twojej miłości…”?

Zasady przyjmowania:

  • Poczuj, że zasługujesz na wszystko, co najlepsze.
  • Nie szukaj drugiego dna w intencjach partnera, który cię obdarowuje.
  • Ciesz się tym, co dostałaś i póki co nie myśl o rewanżu.
  • Dziel się, zamiast dawać. Dzielisz się tym, czego masz w nadmiarze. Kiedy dajesz coś, zawsze oczekujesz rewanżu.
  • Każdego dnia wykonuj następujące ćwiczenie: Stań przed lustrem, wykonaj kilka pogłębionych oddechów, rozłóż szeroko ramiona, wyprostuj się, otwórz klatkę piersiową i powiedz na głos: ,,Przyjmuję od świata wszystko, co dla mnie dobre”.

  1. Styl Życia

Misie znowu pomagają!

„Podaruj misia temu, kogo kochasz” (Fot. materiały prasowe)
„Podaruj misia temu, kogo kochasz” (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Już po raz piętnasty, 1 grudnia, ruszy wspólna charytatywna akcja Fundacji TVN, drogerii Rossmann i Allegro.pl. „Podaruj misia temu, kogo kochasz” to tradycja, która na stałe wpisała się w nasze świąteczne zwyczaje. 

Misie kochają wszyscy. Duzi i mali, dzieciaki, dziadkowie i rodzice. Całe pokolenia, bo z misiów się nie wyrasta. Są nie tylko urocze, ale – i to jest najważniejsze – mogą pomagać chorym dzieciom. To przesłanie jest najważniejsze dla zaangażowanych w akcję: projektantów, gwiazd, pracowników drogerii Rossmann i Allegro oraz wszystkich misiowych Przyjaciół!

W tym roku każdy miś kosztuje 50 zł. Tak, jak w poprzednich edycjach wszystkie środki finansowe z ich sprzedaży zostaną przeznaczone na leczenie i rehabilitację chorych dzieci, podopiecznych Fundacji TVN.

W drogeriach Rossmann czekają na was cztery urocze pluszaki, nad stylem których pracowały cztery wyjątkowe duety - to dzięki nim każdy miś ma swój unikalny charakter.

  • Miś Małgosia – autorstwa duetu Paprocki&Brzozowski i Małgorzaty Rozenek- Majdan.
  • Miś Gosia - zaprojektowany przez Łukasza Jemioła i Małgorzatę Sochę.
  • Miś Magda – stworzony przez Gosię Baczyńską i Magdalenę Boczarską.
  • Miś Mateusz – wymyślony przez Tomasza Ossolińskiego i Mateusza Gesslera.

W tym roku ze względu na bezpieczeństwo klientów wszystkie misie będą zapakowane w foliowe opakowania z informacją o wcześniejszej dezynfekcji ozonem.