Podobno dziś oznaką przynależności do prawdziwych elit nie jest drogi zegarek, luksusowe auto czy egzotyczne wakacje kilka razy do roku. O tym, czy masz klasę decyduje to, na ile możesz zachować prywatność – nie tracąc nic ze swojego wizerunku.
Praca dziennikarki daje wiele okazji do poznawania ciekawych ludzi. Ostatnio mogłam porozmawiać trochę z jednym z najbardziej rozchwytywanych ekspertów od masażu twarzy w Paryżu. Mimochodem zdradził mi, że z jego usług korzysta sama Oprah Winfrey. „I nie masz z nią zdjęcia?” – zapytałam. Odparł, że nie, i choć regularnie dostaje zaproszenia do Hollywood, aby masować największe gwiazdy filmu i modelingu, nigdy się tym nie chwali. Powiedział przy tym coś, co głęboko zapadło mi w pamięć:
„Prywatność to największy luksus”.
To zdanie dało mi do myślenia. Osoba z koneksjami, zamożna, odnosząca sukcesy, mieszkająca w jednym z najpiękniejszych miast świata nie czuje potrzeby odsłaniania kulisów swojej pracy – a tym bardziej życia prywatnego.
Czy tylko przez swoją skromność? A może wśród ludzi z pewnych sfer strzeżenie swojej prywatności jest jedną z niepisanych zasad etykiety, która rozstrzyga, co jest w dobrym tonie, a co nie?
Influencerzy, robiąc ze swojego życia reality show, tak bardzo zdewaluowali pojęcie prywatności, że dziś wartość ta staje się cennym zasobem. Social media dające nam multum narzędzi, by relacjonować każdą chwilę naszej codzienności, tylko pogłębiły to zjawisko. Efekt? To nie ci, którzy na prawo i lewo chwalą się swoim życiem są postrzegani jako elita – tylko ci, którzy potrafią żyć na wysokim poziomie nie sprzedając swojego wizerunku znanym markom, korporacjom i platformom społecznościowym. Z prostej przyczyny – bo nic nikomu nie muszą udowadniać. Gdy nawykłeś do pewnego stylu życia, nie czujesz potrzeby, by pokazywać go światu jako wyjątkowe wydarzenie.
Jednak dbanie o prywatność nie jest tylko miarą czyjejś elitarności. To także wyraz twojej kultury osobistej, dobrze pojętej skromności i elegancji. W tym przypadku zasobność portfela nie ma tu nic do rzeczy. Są osoby budujące propagandę sukcesu, które chwalą się wystawnym życiem na kredyt. Są i ludzie, których stać by było na wieczne wakacje pod palmami, ale ich domów, samochodów, zegarków i luksusowych torebek nigdy nie zobaczysz w internecie. Jak już ustaliliśmy, prawdopodobnie nie mają takiej potrzeby, ale oprócz tego uznają oni, że relacjonowanie swojego życia dla lajków i zachwytów obcych jest po prostu w złym tonie.
Pochwalenie się luksusową rzeczą działa jak krótkotrwały boost dla naszego ego. Wartość wizerunkowa drogiego przedmiotu ma podbijać naszą wartość jako człowieka. Ale ktoś, kto kieruje się w życiu naprawdę istotnymi, mądrymi wartościami, nie potrzebuje w ten sposób się dowartościowywać. Osoba z klasą nigdy nie szuka uznania i poklasku.
Osoba z klasą nie będzie też raczej dzielić się szczegółami swojego życia uczuciowego. Po pierwsze, to sfera bardzo intymna, prywatna przestrzeń dwóch osób, do której raczej nie powinno zapraszać się gapiów. Po drugie, ten obszar życia jest wrażliwy na zmiany – raz ktoś przy nas jest, ale zaraz może go nie być. Teraz jest między nami dobrze, ale to nie wyklucza, że za rok wylądujemy na kozetce u terapeuty par. Wywlekanie tej sfery życia na zewnątrz może powodować niepotrzebne komplikacje w przyszłości, których osoba rozsądna naturalnie chce uniknąć.
Ochrona wizerunku najbliższych to wyraz naszego szacunku do nich. Osoba wyważona i kulturalna zdaje sobie sprawę z tego, z jak dużym ryzykiem wiąże się publikowanie wrażliwych danych w internecie. Dotyczy to zwłaszcza dzieci, które są zbyt małe, by zdawać sobie sprawę z tego, że występują w roli zdjęciowego rekwizytu. Musimy też brać pod uwagę fakt, że w sieci nic nie ginie i kiedyś „śmieszne” rodzinne zdjęcia mogą być wykorzystane przeciwko naszym bliskim. Jeśli uważamy się za ludzi przewidujących i odpowiedzialnych – powinniśmy za wszelką cenę chronić ich prawo do prywatności.
Tak zwane publiczne pranie brudów to domena ludzi niemających pojęcia o kulturze osobistej. Jeśli chęć zemsty, udowodnienia swoich racji lub ośmieszenia kogoś jest u kogoś tak silna, że nie potrafi powstrzymać się przed wywlekaniem prywatnych spraw na forum publiczne – świadczy to o naprawdę niskich standardach w zachowaniu. Umiejętność zachowania dyskrecji jest jak papierek lakmusowy klasy człowieka.
Człowiek elegancki potrafi trzymać emocje na wodzy. Opanowanie to podstawowy wyznacznik tego, że trzyma poziom i można na nim polegać. Wygłaszanie obelg, wyzwisk czy gróźb nie tylko publicznie, ale i w prywatnych wiadomościach, jest całkowitym zaprzeczeniem takiej postawy. Nie chodzi tylko o to, że stanowi dowód na nasz brak ogłady. Trzeba liczyć się też z tym, że każda wiadomość wysłana w emocjach może nas skompromitować i doszczętnie pogrzebać nasz wizerunek.
Co jadłaś dziś na śniadanie, kiedy byłaś u fryzjera, z kim się widziałaś, co kupiłaś, jaki kolor ma pościel na twoim łóżku – nie brakuje osób, które codziennie relacjonują od deski do deski swoją codzienność. Robienie ze swojego życia Truman show jest jednak nie tyle wyrazem braku klasy, co lekkomyślności. Takimi działaniami można bardzo ułatwić zadanie komuś, kto chce nam zaszkodzić. Warto wziąć też pod uwagę, że oversharing szkodzi naszemu wizerunkowi. W świecie nadmiaru informacji, tajemnica i selektywność budują go bardziej niż nieustanna ekspozycja. Ludzie, którzy chcą budzić respekt i autorytet, doskonale o tym wiedzą – dlatego świadomie decydują się na ograniczanie innym dostępu do swojego świata. W czasach, w którym wszystko można pokazać, opowiedzieć i skomentować, prawdziwa klasa coraz częściej wyraża się w powściągliwości i stawianiu osobistych granic.