Budowanie relacji. Do czego prowadzi unikanie konfliktów

123rf.com

Często unikamy konfliktów, by czegoś nie stracić – ważnej dla nas relacji czy pozycji, którą już wypracowaliśmy. Czasem jednak pacyfizm jest tylko pozorem, a pod spodem aż kipi od pretensji, urazy i złości.

reklama

I po co te nerwy?

Basia wyrosła w rodzinie, gdzie na porządku dziennym stosowana była przemoc słowna i fizyczna. Jej ojciec alkoholik wymagał bezwzględnego podporządkowania, a każdy objaw niesubordynacji karany był biciem. Gorsza ocena, to znaczy czwórka zamiast piątki, kwitowana była stwierdzeniem: „co tak słabo?”. Przez wiele lat

Basia była świadkiem, jak jej matka próbowała zapobiec furiom męża dobrym obiadem, miłą atmosferą w domu, ale bywało i tak, że doprowadzona do ostateczności stawiała się i „odszczekiwała” w podobnym tonie, w jakim jej mąż szukał zaczepki. Basia miała pretensje do matki, że zamiast łagodzić sytuację, podsyca temperaturę.

Gdy Basia związała się z Piotrem, pragnęła, by zobaczył, jak wspaniale mu z nią będzie. Wymyślała obiady z trzech dań, organizowała weekendy i wakacje. Robiła wszystko, by Piotr był szczęśliwy, bo wtedy i ona mogła być w harmonijnej, niezakłóconej żadnym konfliktem relacji. Piotr zauważył, że każda uwaga lub niewinny żart odbierana jest przez Basię jak koniec świata, nauczył się więc omijać „trudne tematy”, ale czuje powoli, że się utopi w tym lukrze.

KOMENTARZ Joanny Boj, psycholog i psychoterapeutki: Doświadczenia z domu rodzinnego Basi doskonale tłumaczą jej aktualną relację. Kłótnię kojarzy z przemocą, dlatego za wszelką cenę chce stworzyć relację diametralnie inną niż ta, którą zna ze swojego dzieciństwa. Zamiar, niestety, graniczący z utopią. Więź dwojga ludzi, w której nie ma różnicy zdań, tarć i sprzecznych potrzeb, jest nierealną fantazją. Można ją próbować realizować, tak jak Basia, ale prędzej czy później Piotr nie wytrzyma tego, a Basia „odchoruje” to na swój sposób (fizycznie czy emocjonalnie). Basia obawia się, że kłótnia spowoduje rozpad związku, bo patrzy przez pryzmat swoich wczesnych doświadczeń. Aby być w dojrzałej relacji, potrzebuje nauczyć się, że kłótnia może być konstruktywna, a różnice – twórcze i rozwijające. Potrzebne będzie przepracowanie historii z domu rodzinnego i zaopiekowanie się swoim Wewnętrznym Dzieckiem. Musi nabrać poczucia bezpieczeństwa, by mogła być sobą, a nie tylko ugrzecznionym dodatkiem do partnera. Rozmowy na trudne tematy i przechodzenie przez konflikty często są tym, co paradoksalnie buduje intymność.

Przyjaźń na dobre, nie złe

Klaudia i Iwona znają się od podstawówki, razem przeżywały pierwsze zauroczenia chłopakami, zwierzały się sobie z kłopotów, jakie mają z rodzicami, snuły plany, kim będą po studiach. Potem ich drogi trochę się rozeszły – inne licea, inne kierunki studiów. Ale wciąż się spotykały. Klaudia była przy Iwonie, gdy rzucił ją chłopak, choć już byli zaręczeni, Iwona przygarnęła do siebie na trzy miesiące Klaudię, gdy ta musiała szybko wyprowadzić się z wynajętego mieszkania, bo straciła pracę.

Zgrzytać zaczęło, gdy Iwona musiała nagle wyjechać na pogrzeb i nie miała z kim zostawić psa, Klaudia wymówiła się w zasadzie bez podania powodu, mówiąc po prostu „nie”. „OK” – pomyślała Iwona – „ma prawo odmówić”, ale w głębi duszy poczuła zawód. Chodziło o jedną noc, i to nie z byle powodu, Iwonie przecież umarł ktoś bliski. Potem pojawiły się dowody na nielojalność Klaudii i Iwona zaczęła odczuwać, że ta relacja jest nierówna w kwestii dawania i brania… Przestała odpowiadać na SMS-y i e-maile Klaudii, nie odbierała od niej telefonów. W zasadzie zakończyła ich relację, nie mówiąc, co leżało jej na sercu.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »