Erotyzm emigracyjny

123RF.com

Można poznać się w Internecie i stworzyć udany związek. Można poznać mężczyznę z innego miasta i przez pierwszy rok żyć od spotkania do spotkania. Ale jak utrzymać małżeństwo,
gdy on od trzech lat pracuje i mieszka w Irlandii, a ona została w Polsce? Albo na odwrót: ona wyjeżdża na dwuletni kontrakt do Norwegii? To niełatwe. Także dlatego, że realizacja potrzeb seksualnych staje w takim związku pod znakiem zapytania.

Kiedyś tego typu rozterki przeżywały tylko przysłowiowe żony marynarzy. Czekały i tęskniły, podczas gdy mężowie zwiedzali świat, tęsknili i… w każdym porcie mieli narzeczoną. Dzisiaj w podobnej sytuacji znalazło się około dwóch milionów Polaków, którzy wyjechali za chlebem za granicę. Ilu dokładnie? Takich danych nie ma, bo liczba ta wciąż się zmienia. Nie wiadomo też, ilu nowych emigrantów zostawia w kraju drugą połówkę, ślubną bądź nie. Wiele osób wyjeżdża przecież razem z partnerem.

Seksu nie chowa się w walizce

Prof. Bogdan Wojciszke w „Psychologii miłości” opisał trzy filary miłości, na których zbudowany jest związek: intymność (bliskość między partnerami, powierzanie sobie tajemnic, przyjaźń), zaangażowanie (trud i wysiłek wkładane przez obie strony w budowanie relacji) oraz namiętność – czyli przede wszystkim seks.

Nie ma co się oszukiwać – emigracja rozbija jeden z tych filarów związku, bo skutecznie niszczy życie seksualne. Emigranci – nawet ci, którzy deklarują, że na obczyźnie chcą być od roku do pięciu lat, dorobić się i wrócić (a tych jest większość), wiele rzeczy odkładają na później. Jedną z nich jest realizacja własnych ambicji, inna to komfort życia. Ale życia seksualnego nie da się odłożyć na później. Potrzeby seksualne to jedna z funkcji naszego organizmu, są zaprogramowane biologicznie. Można nad nimi panować, można starać się je ograniczać, jednak nie da się ich ot tak, owinąć w papier i włożyć na dno walizki.

Czy więc emigracja za chlebem musi oznaczać koniec małżeństwa zawartego w kraju? Wydaje się, że wiele osób pracujących za granicą nie ma co do tego wątpliwości. Wydawany w Austrii magazyn „Polonika” przeprowadził ankietę wśród swoich czytelników. Wynikało z niej, że jedynie co czwarty z nich sądzi, że związek na odległość, między kimś, kto wyjechał do pracy, a kimś, kto pozostał w Polsce, ma szanse przetrwać. Jednocześnie aż 61 proc. czytelników życie seksualne emigrantów określa jako „bardzo specyficzne”.

– Ludziom w kraju trudno sobie wyobrazić zwyczaje, jakie panują na przykład w „Lądku” – Andrzej (33) pieszczotliwie mówi o Londynie, mieście, które dało mu pracę (jest barmanem w pubie) i dach nad głową (wynajmuje z piątką kolegów niewielki segment na przedmieściach). – Faceci, z którymi mieszkam, są żonaci. Ale w życiu nie widziałem, żeby żonaci mężczyźni tak bez żadnych ceregieli prowadzili drugie życie. Są tacy, którzy co weekend mają inną panienkę, oczywiście Polkę. Gdy przyjechałem i w rozmowach dawałem do zrozumienia, że nie zamierzam iść w piątek na podryw, że kocham żonę i nie chcę jej zdradzać, tylko się śmiali. Mówili: „Nie bój się – twoja żona i tak nigdy się nie dowie!” – opowiada Andrzej.

Bujne życie bez zabezpieczenia

Za granicą puszczają hamulce społeczne, które powstrzymywały nas od wielu działań w kraju. Nie trzeba się przejmować tym, co ludzie powiedzą: co to kogo obchodzi, skoro i tak nikogo tam nie znasz. Anonimowość rodzi poczucie bezkarności. To dlatego przykładni Polacy nagle w Wielkiej Brytanii dokonują brutalnych gwałtów. I dlatego także zdradzają swoich małżonków, którzy pozostali w kraju.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »