1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks

NAJLEPSZE TEKSTY 2023: „Nigdy nie miałam orgazmu”. O czym to świadczy i jak się go nauczyć? Rozmowa z edukatorką seksualną Joanną Keszką

Joanna Keszka (Fot. archiwum prywatne)
Joanna Keszka (Fot. archiwum prywatne)
Kobiecy orgazm – powoduje westchnienia i bywa obiektem westchnień. Część z nas przeżywa go rzadko, niektóre wciąż się go uczą, inne nie doświadczyły go wcale. „Już samo dążenie do orgazmu wyzwala kobiety” – mówi edukatorka seksualna Joanna Keszka i podpowiada okoliczności, w których łatwiej ci będzie go przeżyć. W Międzynarodowym Dniu Kobiecego Orgazmu przypominamy ten ważny wywiad.

#NAJLEPSZE TEKSTY 2023 tak oznaczyliśmy wybrane artykuły opublikowane w minionym roku, które chcemy Wam, Drodzy Czytelnicy, przypomnieć, bo warto. Ich lektura wzbudziła w Was chęć dyskusji, zainspirowała do podzielenia się swoimi doświadczeniami. Dostaliśmy od Was wiele słów uznania oraz krytyki. Za wszystkie dziękujemy.

Robiłyśmy ostatnio ankietę wśród naszych czytelniczek – zapytałyśmy je, jakie treści lubią najbardziej. Jak zwykle mnóstwo emocji wzbudził temat seksu. Przewijał się zwłaszcza jeden postulat – byśmy przestały już pisać o rodzajach orgazmów, zwłaszcza wielokrotnym, a zamiast tego zajęły się sytuacją, w której kobieta nie przeżywa orgazmu w ogóle. No więc na początek chciałam Cię zapytać: jak to jest z tymi orgazmami?
Osobiście nie mówię o orgazmach wielokrotnych. Uważam, że jakikolwiek orgazm jest fajny.

Może więc zaczniemy od tego, skąd się wzięły te wszystkie podziały?
Przez wiele lat pokutowało rozróżnienie na orgazmy łechtaczkowe, pochwowe, wielokrotne itp. Najlepiej, żeby kobieta – prawdziwa kobieta – znała się na wszystkich. Bo jeśli się nie zna, coś jest z nią nie tak. Dlatego wymyśliłam hasło, którym chętnie się dzielę: „Dążenie do orgazmu wyzwala kobiety”.

Dążenie, nie przeżywanie?
Tak, dążenie. Kładę mocny nacisk na to słowo. Chodzi o staranie się, by w przestrzeni seksualnej było nam przyjemnie, a orgazm nie stał się kolejną presją, którą nakłada się na kobiety. Jeżeli czujemy się tam komfortowo, bezpiecznie, jesteśmy akceptowane i jest nam przyjemnie – to wszystko jest z nami OK. Oczywiście warto starać się o orgazmy, szukać swoich sposobów na nie, rozwijać się w tym kierunku – jak w każdej innej dziedzinie dorosłego życia. Bardzo zależy mi jednak na tym, by kobiety nie zamęczały się, że coś jest z nimi nie tak, jeśli tych orgazmów nie mają. Chciałabym, by myślały o przestrzeni seksualnej jak o miejscu, w którym mają dużo możliwości, a nie obowiązków.

O czym świadczy fakt, że kobieta nie przeżywa orgazmu?
By to odkryć, warto zadać sobie ważne pytanie – co takiego dzieje się w przestrzeni seksualnej? Czy jest nam przyjemnie, czy jesteśmy zrelaksowane? Jeśli tak, nie przejmowałabym się orgazmem, tylko zajęła eksplorowaniem ciała i możliwości swoich oraz partnera czy partnerki. Jeśli jednak nie przeżywam orgazmu, a do tego przyjemności, to w tym miejscu trzeba się zatrzymać. Bo to już jest zupełnie inna sytuacja. O seksie mówimy bowiem tylko wtedy, kiedy towarzyszy mu przyjemność. I to nie orgazm jest słowem kluczem, a przyjemność właśnie.

Czym jest przyjemność?
Chodzi o to, jak czujemy się w łóżku z drugą osobą. Czy jest nam dobrze, czy jesteśmy swobodne, czy nasza seksualność nie jest wykorzystywana przeciwko nam. Czy nikt nas nie atakuje, że jesteśmy za grube lub za chude, nie zmusza nas do rzeczy, na które nie mamy gotowości ani ochoty. Tak naprawdę chodzi o odróżnienie przyjemności od eksploatacji.

Eksploatacji?
Tak. Często się z nią spotykam. A tymczasem nie ma szans, by z eksploatowanego ciała wycisnąć orgazm, bo to reakcja na sytuację, w której czujemy się dobrze. Sam seks nie jest specjalnie skomplikowany. Jest tylko ograniczany sztywnymi rolami, tym, co wypada mężczyźnie, co nie wypada kobiecie. To złe przekonania zamykają nas na przyjemność. Bo samo kobiece ciało jest bardzo dobrze przygotowane i na przyjemność, i na orgazmy. Pod tym względem zostałyśmy świetnie wymyślone przez naturę.

W jaki sposób?
Kobiece i męskie części intymne stworzone są z tej samej struktury. Do pewnego tygodnia zarodek żeński i męski wyglądają tak samo. Jeśli mamy w okolicy zaprzyjaźnionego penisa, możemy go podnieść i obejrzeć mosznę. Biegnie po niej linia. U kobiet ta linia to miejsce, w którym otwierają się wargi sromowe. Po prostu.

A jednak mówi się, że kobieca seksualność jest bardziej skomplikowana niż męska.
To kłamstwo, do tego bardzo krzywdzące na wielu poziomach. Jeśli uznajemy, że męska seksualność jest jakoby prosta, to tym samym obieramy ją jako obowiązujący wszystkich wzorzec. To nieuczciwe, bo jako kobiety mamy swoje ciała i swoje sposoby odkrywania przyjemności. Inne niż mężczyźni, którzy dążą do tego, by włożyć penisa do pochwy, co jest dla nich najbardziej oczywistą, choć wcale nie najlepszą metodą na orgazm. I to z powodu tego wzorca wiele kobiet pragnie mieć ten słynny orgazm pochwowy. Przychodzą do mnie i mówią „Pani Joanno, z moją pochwą jest coś nie tak”. Pytam się wtedy: „A co jest nie tak?”. „Ona jest mało wrażliwa”. Więc ja na to odpowiadam: „Moja też”. Pochwa nie jest po prostu jakimś wielkim epicentrum kobiecej przyjemności.

Coraz więcej z nas wie, że chodzi o łechtaczkę.
Wciąż jednak nie wszystkie. Mity romantyczno-pornograficzne każą nam wierzyć w stosunek pochwowy i oczekiwać nieprawdopodobnych uniesień w czasie wkładania i wyjmowania penisa. Tymczasem większość czułych punktów, ośrodków kobiecej przyjemności, znajduje się w wulwie, czyli na zewnątrz, nie w waginie. Wagina to tylko umięśniony tunel, który penetrujemy palcem, penisem lub wibratorem.

Jak więc zacząć odkrywać, stymulacja których punktów sprawia nam przyjemność?
Przede wszystkim trzeba zacząć od nauki praktycznej wiedzy na temat kobiecej przyjemności. Gdy rozchylimy wargi sromowe, które lubię nazywać eleganckimi, podwójnymi drzwiami do przebogatej biblioteki, to w górnej części zobaczymy żołądź łechtaczki – tak jak wspomniałaś, dużo kobiet i mężczyzn już o tym wie. Wciąż jednak niewiele osób zdaje sobie sprawę, że to tak naprawdę wierzchołek olbrzymiej góry lodowej, jaką jest łechtaczka. Trzon łechtaczki wznosi się ku górze i rozgałęzia na dwa ramiona, które okalają pochwę. Jeśli więc chcemy poczuć przyjemność, dobrze jest rozmasować to miejsce powyżej łechtaczki. Nie tylko PONIŻEJ, ale także, a może głównie, POWYŻEJ – najlepiej wyczuć je palcem, co okaże się po prostu przyjemne. Od masowania tego miejsca zachęcałabym rozpoczynać zabawę ze swoim ciałem.

Ważne, by nie robić tego na sucho. Na wierzchołku łechtaczki jest od 6 do 10 tysięcy zakończeń nerwowych, dwa razy więcej niż na penisie. Jeśli dotkniemy jej suchym palcem, bardziej nas to zaboli, niż sprawi przyjemność. Dlatego warto mieć pod ręką dobry lubrykant na bazie wody.

Co dalej?
Mówię: pozwól sobie się poocierać. O to, na co masz ochotę. Niech to będzie poduszka, kanapa, udo partnera, penis, wibrator. W ten sposób kobieta odkryje też swój orgazmiczny potencjał. Jednak wcale niekoniecznie stanie się to od razu…

Domyślam się, że na przeszkodzie mogą stać kwestie nie cielesne, a mentalne.
Tak, przekonania na temat seksu. To, że kobieta powinna być kobieca. Elegancka, ładna, kulturalna i dobrze wychowana. A tu się okazuje, że ocierając się o kanapę, już taka elegancka nie jest. Problem z brakiem orgazmu często jest nie w naszych ciałach, a wyobrażeniach o tym, co wypada, a czego nie wypada. Mówi się, że mężczyźni lepiej reagują na wszelkiego rodzaju bodźce, które ich pobudzają, kobiety zaś na bodźce, które je hamują: nasze przekonania, zimnego krytyka z tyłu głowy, to, co powie partner. W przestrzeni seksualnej potrafią paść słowa, które blokują nas na całe życie.

Do tego dochodzi niepokój, który czujemy, gdy otworzymy się na naszą seksualność, bo obawiamy się, że to może być wykorzystane przeciwko nam. I często niestety bywa! W patriarchalnym porządku służy wręcz do tego, by trzymać nas w ryzach. I choćbyśmy nawet chciały się trochę poocierać, to fakt, że możemy zostać uznane za nienormalne, niewyżyte, wulgarne czy puszczalskie, sprawia, że leżymy grzecznie, po raz kolejny znosząc rzezanie penisem. Które nie sprawia nam przyjemności.

Co możemy zrobić, by to zmienić?
Dobrze jest przyjąć metodę małych kroków we własnym tempie. Bo najbrzydsze słowo, jakie można sobie wyobrazić w przestrzeni seksualnej, to „presja”. Zacznijmy od tego, by zauważyć, że na nasze potrzeby nie ma miejsca. Na przykład ciągle kochamy się w taki sposób, na jaki nasz partner daje nam pozwolenie. Nie od razu musimy znać rozwiązanie, jednak dobrze jest się zatrzymać i zastanowić, co tu się właściwie dzieje. Staramy się być dla niego atrakcyjne, staramy się odpowiadać na jego potrzeby seksualne, ale kiedy zgłaszamy swoje, nagle okazuje się, że to problem. Że jesteśmy zbyt wymagające, skomplikowane, mało kobiece, nienormalne, gorsze niż inne.

Skąd się bierze takie podejście?
Kobietom mówi się, że seks nie jest aż taki ważny. Że to domena mężczyzn. To okrutny stereotyp. Po co powstał? Właśnie po to, byśmy się walkowerem poddawały męskim potrzebom. Bo jeśli będziemy zwalać winę na to, że seks jest przereklamowany, to przegapimy, co dzieje się naprawdę. A dziać się może dużo: w naszym związku, w naszej głowie. Dlatego powtarzam, że dążenie do orgazmu wyzwala kobiety, bo zajmowanie się seksem uczy nas zauważać, że też tu jesteśmy. To o to w tym chodzi.

To dlatego konserwatywne środowiska tak bardzo lubią rozmawiać na tematy seksu. Jest go mnóstwo w ich narracji. Debatują o porządnych kobietach, które się szanują, robią to dla męża. Największym hitem jest dla mnie przekonanie, że seks jest po to, by mieć dzieci. Zawsze wtedy mówię: „Policzcie na palcach jednej ręki, ile razy w życiu szliście do łóżka, by mieć dzieci”. Oczywiście nie mówię tu o sytuacjach, gdy ludzie starają się bardzo długo, by te dzieci mieć. Złych przekonań na temat seksu, które prowadzą nas w ciemne seksualne zaułki, jest bardzo dużo.

Czy jesteśmy w stanie to jakoś przepracować?
Warto zrobić sobie takie szybkie ćwiczenie. Wypisz przekonania, jakie na temat seksu dostałaś z domu, szkoły, Kościoła (bo to niestety wciąż ważne źródło informacji na temat seksu), od znajomych. Potem wybierz z nich te, które cię wzmacniają, i rozpoznaj te, które odbierają ci pewność siebie.

Niestety kobiety nagradza się za to, że potrafią się dostosować, zacisnąć zęby, wytrzymać w imię innych – w domyśle jakoby ważniejszych – spraw. Wszystkie sprawy są ważniejsze, tylko nie sprawy kobiet.

A jak przyjrzenie się przestrzeni seksualnej wpływa na zdolność do przeżywania orgazmów?
Jest bardzo ważne. Zwłaszcza gdy w związku dzieją się rzeczy, które ludzie wolą zamiatać pod dywan. Mówię wtedy: „Głowę oszukasz, cipki nie oszukasz”. Gdy zaczynamy się przyglądać naszemu życiu seksualnemu, to zaczynamy widzieć nasz związek takim, jakim on jest, a nie jakim go sobie wyobrażamy. Słyszę czasami: „Kocham go, tylko nie lubię, jak mnie dotyka”. Bycie w związku, małżeństwo, nadal postrzegane jest jako kobiecy sukces. Brak związku – kobieca porażka. To sprawia, że kobiety, które chcą być postrzegane jako te, którym się w życiu powiodło, tkwią w relacjach, które okradają je z energii, radości i przyjemności. Seks jest zaś fantastycznym narzędziem do tego, by się zatrzymać i zastanowić, co się wokół mnie dzieje. To dlatego mówię, że dążenie do orgazmów wyzwala kobiety.

Gdy biorę udział w kobiecych warsztatach, za każdym razem trafia się kilka takich, które mówią, że nie przeżywają orgazmów…
Kobietom nie daje się narzędzi, by przeżywały orgazmy. Ciągle bombarduje się nas informacjami o wyższości penetracji. „Kamasutra” wciąż nie traci na popularności, tymczasem tak naprawdę są to różne warianty pięciu podstawowych pozycji: misjonarskiej, na jeźdźca, z boku, od tyłu i na łyżeczkę. Można to oczywiście robić w różnych miejscach, pod różnymi kątami, z różną intensywnością. I fajnie, sprawdzajmy, jak to na nas działa, ale nie przywiązujmy zbyt dużej wagi do wkładania penisa do pochwy, bo to jest jeden z najprostszych elementów naszych doświadczeń seksualnych! W mojej książce „Potęga zabawnego seksu” piszę, że miarą dobrego kochanka jest to, jakie rzeczy potrafi robić w łóżku poza penetracją oraz czy potrafi pytać. Najgorzej, jeżeli mężczyzna idzie do łóżka z przekonaniem, że wszystko wie, zwłaszcza to, czego potrzebuje ta konkretna kobieta. Ona nie ma szans, by sprawdzić, co sprawia jej przyjemność, bo każda taka próba będzie starciem z jego ego. A gdy spróbuje mu powiedzieć, że jest inaczej, on się obrazi – czyżby z jego penisem było coś nie tak? I mamy gotowy materiał na katastrofę erotyczną dla kobiety.

To dlatego kobiety, które nie mają przyjemności w łóżku, prędzej czy później wycofują się z przestrzeni seksualnej. Wolą pastować podłogę ze szczoteczką w zębach niż seks. Bo ciało jest mądre i zamyka się na to, co nie sprawia mu przyjemności. Jeżeli partner nie rozmasował łechtaczki, nie było zabawnej atmosfery, a kobieta leżała spięta, podczas gdy on ją rzezał, nie ma co się dziwić, że nie chce tego powtarzać.

Co można poradzić kobiecie, która nie doświadcza orgazmów? Jak może to zmienić?
Zachęciłabym tę osobę do zatrzymania się. Po pierwsze, taki problem w żaden sposób nie świadczy o niej źle. Nie oznacza, że jest oziębła albo coś jest z nią nie tak. To po prostu jakaś informacja. Zastanówmy się, jak możemy ją wykorzystać. Jakie przekonania na temat seksu, związków, roli kobiet i mężczyzn dostałyśmy. Pomyślmy, w jakim związku funkcjonujemy i co się w nim aktualnie dzieje. W którym momencie seks przestał nam sprawiać przyjemność, kiedy pojawiły się niepokój i presja? Seks okazuje się świetnym narzędziem, by przyglądać się sobie.

Przydaje się też dobry kontakt z własnym ciałem. Kiedy czujemy, że jesteśmy w gorszej kondycji, pochwa staje się sucha i spięta. Wtedy, zamiast mówić, że nie mamy w ogóle ochoty na seks, lepiej pomyśleć, co takiego wydarzyło się w naszym życiu, że nasze ciało jest w takiej słabej kondycji. Niskie libido świadczy o złej formie fizycznej lub psychicznej; albo jednej i drugiej.

Jak sobie pomóc?
Najszybsza terapia seksualna to cztery „S”, czyli słońce, sport, śmiech i sen. Kiedy o nie zadbamy, pojawi się w nas ochota na seks. Za to, kiedy jesteśmy osiołkami, które ciągną przeładowane wozy, na orgazm nie ma szans. Zmęczona i napalona? To się nie może udać. Idź się wyspać! Na warsztatach wciąż powtarzam innym kobietom – ale też samej sobie, bo jak wszystkie kobiety w tym kraju również jestem w procesie – uczucie bycia w kontakcie ze swoim ciałem uczy bycia dla siebie dobrą. To niesamowite narzędzie. Mamy ochotę się masturbować? Super. Przestajemy się obwiniać, że penis nam nie wystarcza. Chodzi o to, by myśleć o sobie dobrze, ale też dawać sobie przyzwolenie na to, czego chcemy my. Zwłaszcza że od małego jesteśmy uczone, by nie ufać sobie. To są te słowa, które przewijają się przez nasze myśli: „Wydaje mi się”, „Przesadziłam”, „On jednak miał rację”. Nie. Jeśli coś wydaje nam się zabawne, ciekawe i przyjemne, to wystarczający powód, by tego spróbować. A jeśli fałszywe, krzywdzące, przemocowe, to zaufajmy sobie, że właśnie tak jest. Jeśli wahasz się, czy coś zrobić w łóżku, to sygnał, że nie jesteś na to gotowa. To niesamowite, jak takie myślenie wprowadza zmiany nie tylko w życiu kobiet, ale też związków i społeczeństw.

Co się zmieni, jeśli kobiety dadzą sobie przyzwolenie na przyjemność?
Powtarzam to jak mantrę: mówieniem o kobiecym orgazmie zmieniamy świat na lepsze miejsce dla nas wszystkich. Głęboko w to wierzę. Tam, gdzie jest miejsce na przyjemność dla kobiet, tam nie ma przemocy. To pierwsza, najważniejsza sprawa. Druga – jeśli jesteśmy otwarci na siebie nawzajem, ciekawi siebie i szukamy sposobów, lepszych lub gorszych, żeby się do siebie zbliżyć, to wtedy tę otwartość i troskę przenosimy na inne sfery naszego życia. Istnieje takie przekonanie, że kobiecą seksualność trzeba trzymać krótko na łańcuchu, bo inaczej będziemy biegały nago po ulicach i uprawiały seks z hydrantami. Że jak pozwoli się kobietom na zbyt dużo, to wprowadzą zamęt i bałagan. Nie. To, co mamy między nogami, nie świadczy o tym, że jesteśmy mądrzy. Wszyscy podejmują raz lepsze, raz gorsze decyzje. Mężczyźni mylą się równie często co my. Chodzi o to, by było miejsce dla nas wszystkich, po prostu.

Tymczasem kobiety zachęca się do tego, by siedziały cicho, by myślały, że ich przyjemność nie jest ważna. Czas to przerwać. Przyjrzyjmy się, czy jest w naszym życiu, związku, ciele miejsce nie tylko na przyjemność, ale też wsparcie, empatię i pomoc, kiedy dzieje nam się krzywda. Im więcej z nas będzie przeżywało orgazmy, tym lepiej nam wszystkim będzie w innych dziedzinach życia.

Joanna Keszka, trenerka kreatywnego seksu, edukatorka seksualna, aktywistka. Autorka książek „Grzeczna to już byłam, czyli kobiecy przewodnik po seksie” i „Potęga Zabawnego seksu”. Redaktorka naczelna Barbarella.pl.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze