Zabiłem moją matkę

Materiały prasowe

Debiutancki obraz bardzo młodego (w momencie premiery zaledwie 20-letniego) kanadyjskiego reżysera (i aktora) Xaviera Dolana. Należy dodać, że niezwykle zdolnego.
Relacje Huberta (Dolan) z matką nie należą do najłatwiejszych. Chłopak żywi do niej ambiwalentne uczucia. Z jednej strony kocha, z drugiej, strasznie go rodzicielka irytuje. Nie potrafią się porozumieć, sprzeczając się niemalże non stop. W zasadzie każda ich konwersacja kończy się kłótnią i obrzucaniem się niewybrednymi epitetami.

reklama

Ten niezwykle skomplikowany związek dwojga ludzi, którzy nie mogą żyć ze sobą – ale także i bez siebie – został znakomicie sportretowany. Aż dziw bierze, skąd w tak młodym twórcy, tak dojrzała umiejętność obserwacji ludzkich zachowań oraz wydobywania ich na zewnątrz. Uwagę zwraca również inteligentna gra intensywnymi kolorami oraz świetnie dobrana muzyka, idealnie współgrające zarówno ze sobą jak i z opowiadaną historią.

Dolan, zarówno jako aktor jak i reżyser, był wtedy wprawdzie jeszcze dość nieokrzesany i chwilami pretensjonalny (film miał światową premierę w 2009 roku), jednak mimo tego, biorąc pod uwagę jego wiek i wątły dorobek reżyserski, udało mu się stworzyć sylwetkę twórcy, który zaczyna swoją przygodę z filmem z naprawdę wysokiego pułapu.

Pomimo drobnych niedociągnięć i nieznacznych naiwności w scenariuszu, „Zabiłem moją matkę” to bez wątpienia jeden z najlepszych i najciekawszych debiutów ostatniej dekady.

A jego następny film, pt. „Wyśnione miłości” (pokazywany już wcześniej w polskich kinach) jest moim zdaniem jeszcze lepszy.

J’ai tué ma mère, reż. Xavier Dolan. wyst. Xavier Dolan, Anne Dorval, François Arnaud, dystr. Tongariro Releasing, Kanada 2009