Kołonotatnik. Blog Tomasza Jastruna

Żyję z pisania i dla pisania. Dawanie świadectwa światu poprzez słowo w różnych formach literackich i dziennikarskich, to moja pasja. Pasją moją jest też tenis, ale największa jest teraz miłość do dziecka. Wolę znacznie kobiety od mężczyzn, ale kobiety – nie baby, babony i babiuchy. Sam chyba jestem kobiecy, ale tylko w niektórych miejscach…

reklama

Czwartek

Wczoraj nieco podrapałem lakier swojego samochodu. Ciekawe, dlaczego aż tak tym się przejąłem? (Zwykle mam w nosie takie rzeczy ). A to tak, jakby małe nakłucie powodowało, że ulatuje ze mnie całe powietrze. I dzisiaj zły dzień, dziurawy jak sito. /

Napisałem tylko kilka zdań, siedząc niemal cały dzień przy komputerze i polegując czasami. Coraz ważniejsze stają się wspomnienia, puszczam je sobie w wyobraźni jak filmy.///

Nadal czytam, wczytuję się, wgryzam się w Bobkowskiego. Obok dziennika, listy do i od Giedroycia Coco de Oro, listy do matki. I jego dziennik umierania Gwatemala, rok 1961. Kilka lat wcześniej lekarz mówi, mu ze ma raka i przerzuty. „Jakby ktoś oblał mi głowę gorącą krwią ”, pisze. Świetne.//

Listy Bobkowskiego do Giedroycia i od niego. Nagłe uczucie zazdrości, gdy Giedroyć do niego pisze: „świetny tekst pan napisał”. A przecież mam listy od Giedroycia, w których dokładnie to samo pisał o moich felietonach słanych mu do Kultury. Kiedyś potrafiłem sam sobie zazdrościć, teraz już nie. Poruszająca ta łączność z Bobkowskim, też przez ludzi, którzy byli z nim blisko, a których znałem. Czy byłem blisko w Giedroyciem? Chyba tak, ale był to trochę stosunek ojciec – syn. //

„Motyl i Skafander”, film w tv, który już widziałem, ale mam łzy w oczach i bąble wzruszenia w gardle. Film genialny, ale jeszcze genialniejsza książka o tym tytule wymrugana powieką przez sparaliżowanego Dominika Boby. Pisałem o niej już wiele lat temu. Mam teraz takie chwile, kiedy też czuję się w skafandrze. Najbardziej boli, jak patrzę na swoje dzieci przez szybkę. On też wtedy najbardziej cierpiał.///

Jak zwykle z Antosiem w łóżku, powinien zasypiać sam, ale nie mogę się powstrzymać, tak blisko z nim wtedy i tak świetnie się bawimy. Ewa oczywiście krzyczy, że ja go nie usypiam, a rozbudzam. Antoś pyta mnie: a co to znaczy zemdleć? Staram się mu wytłumaczyć. On: no tak, to rak jest jeszcze gorszy.///

Coraz trudniej mi żyć dla dzieci, coraz łatwiej byłoby dla nich umrzeć. Ale nie ma takiej opcji.///

Z Wilkoniem umawiam się na jego wernisaż, w sobotę, w pałacu w Radziejowicach. Martwi mnie jego zmęczony i matowy głos. //

Jutro dzień pełen spotkań, też z redaktorką „Kolonii Karnej” . Więc dzień nadziei. //

Środa

Do centrum, szukanie miejsca do zaparkowania, nie ma, mam odruch, by się obrazić i pojechać do domu. Dzwonię, Radio Plus ma jakiś swój parking. Godzina o depresji ze Sławkiem, prowadząca świetnie wie, o co pytać, pewnie jest w „klubie”. Dziwnie się czuję, bo program nie jest na żywo a to teraz rzadkość. Możliwość wycięcia potknięć Trochę deprawuje. //

Gdybym mógł przynajmniej żyć z mojej depresji. A łatwiej na nią umrzeć.///

W pobliżu ministerstwo rolnictwa, więc snują się protestujący rolnicy. Jest w nich coś szaroburego, jednak są z innego świata. Pamiętam czas, gdy zawsze wspomagałem protestujących i nienawiść do służb porządkowych. Teraz na odwrót. Policja budzi moją sympatię. //

O 20 .40 Superstacja.

Wtorek

Znowu dzień w domu, wyszedłem tylko otworzyć furtkę listonoszowi. Listonosz jako urozmaicenie dnia. Ale nastały takie czasy, że listy są tylko urzędowe. Kończę czytać „Szkice piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego, ponownie zachwycony tą książką, a też zatrwożony, jak mało z niej pamiętam po 20 latach. Kiedy prowadziłem telewizyjnego Pegaza, o tym też niemal zapomniałem, poświęciłem cały program Bobkowskiemu. ///

Franio pyta mamy: a jak się robi dzidzie? Nie ma, a potem jest? Tu już blisko jest miejsca, gdzie powstają religie.///

Poniedziałek

Dzień w domu. Brak bodźców. Czuję się coraz lepiej, ale też coraz więcej mam energii, by oszacować jak trudną mam sytuację .//

Brak tematów do felietonu dla „Przeglądu”. Powinienem jutro gdzieś pojechać na poszukiwanie tematów. Gdzie? Bywa, że wystarczy udać się przed siebie. Na razie ratuję się przeszłością. Przeglądam moje teksty sprzed 20 lat. Czytam jak cudze pisanie, zdarzenia, czasami niezwykłe, których nie pamiętam. Nic. I nawet, gdy przeczytam, nadal mi się nie przypomina. Bywa zdumienie, to tak dobrze kiedyś pisałem? Chodzenie po moim świecie, który oddałem niepamięci. Jak oglądanie filmu. Też nie ma zapachów. A emocji nawet mniej. //

Rozmowa z Ewą o wygasaniu przyjaźni. Ona ma do tego oczywiście bardzo emocjonalny stosunek. Ja: wszystko stygnie, czemu z przyjaźnią ma być inaczej. Poza tym nie ma idealnie czystej przyjaźni, nic, co ludzkie nie jest jałowe, czyli zakażenie może nastąpić w każdej chwili i z byle powodów, a cóż dopiero, kiedy postępuje zaniedbanie. /

Przyjaźń ze swojej istoty jest interesowna. Bo potrzeba posiadania oparcia to jednak interes. //

Niedziela

Basen z Antosiem. Ludzie odarci z ubrań, o ileż bardziej nieładni i bezbronni. //

Przegląd tygodnia w Superstacji. Bylem małomówny, ale miałem dobrą puentę na koniec programu. Królestwo za dobra puentę. Odsyłam „Kolonię Karną” do redaktorki. To poprawki przedostateczne. //

Sobota

Wczoraj tenis z sąsiadem. Daleko na Okęciu, o 22. Jak dawno nie grałem. Ale szło nieźle, tylko brak kondycji i zupełnie rozregulowany serwis. Wracamy przed 24. Miasto śpi. //

Czytaj blog Tomasza Jastruna. Kołonotatnik