Zakładanie firmy

Dzialalnosc gospodarcza
123r.com

Trzy wizyty w urzędzie, jedna w biurze księgowym i jedna w punkcie ksero. Podpis, mail i gotowe. Zakładanie firmy stało się naprawdę proste.
Decyzję o założeniu firmy podjęłam po czternastu miesiącach stałej pracy, podczas których zleceniodawcy oferowali mi wyłącznie umowy o dzieło bez składek ZUS. O, przepraszam jeden podpisał ze mną umowę zlecenie – czyli z ZUS, ale ponieważ rozstaliśmy się po dwóch tygodniach i nie zapłacił nawet złotówki, to składek też nie odprowadził. Prowadząc działalność gospodarczą, będę odprowadzała składki sama. A oprócz tego część opłat za benzynę, telefon i czynsz stanie się kosztami firmy. Dodatkowym atutem działalności gospodarczej jest uproszczenie formalności przy pozyskiwaniu zleceń. Ale to okaże się dopiero później. Na razie muszę zrobić pierwszy ruch.

reklama

Raźnym krokiem ruszam do urzędu gminy. Wspomnienia mam nie najlepsze, bo jak przerejestrowywałam samochód, to stałam w kolejce pół dnia, a jak wymieniałam dowód osobisty, to numerek wzięła mi sąsiadka, która o 5.00 rano wychodziła z psem na spacer. Na wszelki wypadek rezerwuję sobie więc kilka godzin, ale przy zakładaniu firmy spotkała mnie miła niespodzianka. Z automatu wzięłam numerek „działalność gospodarcza”, podeszłam do wyznaczonych stanowisk, gdzie się okazało, że przede mną są tylko dwie osoby, niecałe trzy minuty czekania. Super. Pytam urzędniczkę, co mam zrobić, żeby zarejestrować działalność gospodarczą. Okazuje się, że muszę wypełnić wniosek, a potem przyjść z nim i dowodem osobistym. Dziękuję i po stosowny formularz idę do punktu „Informacja”.

Formularz wygląda niegroźnie – raptem 4 strony i to nawet niezbyt gęsto zapisany. I to już wystarczy, żeby zgłosić działalność w centralnej ewidencji, ZUS, GUS i Urzędzie Skarbowym. Dam radę – myślę optymistycznie. Na przystanku czytam rubryczki i nachodzą mnie wątpliwości. Zauważa to starsza pani też czekająca na autobus: – Pani będzie firmę zakładała? – pyta przyjaźnie – a w jakiej dziedzinie? Mówię, że chcę pisać teksty i produkować przedstawienia teatralne. – I myśli pani, że z tego da się żyć, kryzys przecież, mój wnuczek też chciał być dziennikarzem, ale musiał zawiesić działalność. Ale pani życzę powodzenia, oby się udało! Oby, myślę, siadając do wypełniania formularza. Zadanie mnie przerasta. Gdzieś podobno jest instrukcja. Szukam w Internecie, ale nie znajduję, podobnie klasyfikacji PKD. Poza tym zauważam, że do formularza trzeba wpisać dane biura księgowego. Najbliższe jest na sąsiednim osiedlu, idę, ale pani mówi, że nie przyjmują nowych klientów. No trudno.

Robi się wieczór, dzisiaj już niczego nie załatwię. Kolejnego dnia wracam do urzędu, żeby zapytać o instrukcję i spis PKD. Pani w Informacji podaje mi wąski pasek papieru z adresem internetowym. Tam wszystko znajdę. Rzeczywiście znalazłam. Wypełniłam formularz. Zadeklarowałam, że będę prowadziła działalność agencji informacyjnej, reklamową i artystyczną. Przed złożeniem wniosku skonsultowałam się jeszcze z księgową. Upewniłam się, jak będą wyglądały rozliczenia, na jakie zakupy powinnam brać faktury (przemysłówka, kawa, herbata, mleko) i jakie rachunki wystawiać. Wpisuję do formularza dane firmy księgowej i po raz kolejny jadę do urzędu.

Znowu jest prawie pusto. Ale tym razem moja wizyta trwa nieco dłużej, bo urzędniczka starannie czyta wniosek. Znajduje błędy. Wyjaśnia mi cierpliwie, że skoro do celów firmowych będę używała prywatnego rachunku bankowego, to wystarczy, że zostanie wpisany raz we wniosku. Słucham uważnie, oczyma wyobraźni widząc kolejny formularz do wypełnienia. Ale nie, pani spokojnie wypełnia protokół poprawek, który obie podpisujemy. Dowiaduję się, że w ciągu dwóch dni roboczych na stronie internetowej będzie potwierdzenie rejestracji, a w ciągu tygodnia dostanę numer REGON. NIP zostaje mój prywatny, który teraz stanie się firmowym. Proste.

Informację o potwierdzeniu dostaję e-mailem. W ciągu zaledwie kilku godzin w mojej skrzynce ląduje też kilkanaście różnych ofert – z biur księgowych i banków. Nie, na razie dziękuję. Idę za to wyrobić sobie pieczątkę. I przy zakupach zbieram faktury. Hurra! Jestem przedsiębiorcą. Intensywnie zaczynam szukać zleceń. Wierzę, że mi się uda!

Czytaj także: Jak zarobić pieniądze, siedząc w domu?