Rozwód – ból pokonany

fot123rf

Jak podnieść się po bolesnym rozstaniu z wieloletnim partnerem, jak odbudować świat – psycholog pozytywny Jolanta Burke opowiada o swoim wychodzeniu z porozwodowej traumy.
Roztrzęsiona siedziałam w fotelu, zastanawiając się, czy to dzieje się naprawdę. „Czemu to zrobiłeś? – szeptałam – Czemu mnie tak skrzywdziłeś?”. Ale jedyne słowa, jakie był w stanie wypowiedzieć to: „Nie wiem, naprawdę nie wiem… Tak mi przykro”. Wiedziałam, że to koniec, oboje wiedzieliśmy, że przekroczył granicę i nie ma już powrotu. Nadszedł czas rozstania, życia bez niego. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Po wielu latach małżeństwa był dla mnie nie tylko partnerem, ale również przyjacielem, najbliższym człowiekiem, który… zdradził mnie z inną kobietą. Czułam, że jestem w stanie mu wybaczyć, ale bałam się, że pamięć o tym zdarzeniu będzie mnie dręczyć przez lata, niszcząc resztki zaufania. Rozwód był jedyną opcją.

Wyjście z dołka

Kolejne miesiące stały się udręką. Nigdy wcześniej nie byłam w takim dołku. Jako psycholog wiedziałam, że rozwód jest uznawany za jeden z najtrudniejszych okresów w życiu. Emocje, jakie wywołuje, porównywane są z tymi, jakie towarzyszą śmierci bliskiej osoby czy też diagnozie poważnej choroby. Czytałam o badaniach, według których satysfakcja z życia w przypadku rozwódek i wdów spada o 10 proc. i nigdy nie powraca do normy. A może jednak powraca? Tradycyjna literatura psychologiczna rzadko pisze o rozwoju po traumie. A przecież dla niektórych ludzi sytuacje stresujące, jak w moim przypadku, są platformą do rozwoju.

Według psycholog pozytywnej dr Barbary Fredrickson, by dobrze się czuć, powinniśmy dążyć do odczuwania trzech pozytywnych emocji na jedną negatywną.

W długoterminowych badaniach psychologicznych odkryto, że 10 lat po rozwodzie 40 proc. rozwódek potwierdziło, iż czuje się lepiej niż przed rozwodem. Z innych badań wynika, że rozwódki doświadczyły większego rozwoju w życiu niż kobiety, które nie przechodziły przez rozpad małżeństwa. Po przeanalizowaniu tych badań pomyślałam, że jest dla mnie jeszcze jakaś szansa, tylko muszę ją odnaleźć.

Pewnego wieczoru, kiedy siedziałam przy kominku otulona ciepłym kocem, płacząc nad kubkiem gorącego kakao, zdałam sobie sprawę, że jestem już zmęczona swoim smutkiem. Mam dosyć płaczu, bycia przygnębioną i wspominania wszystkiego od nowa. Przyszedł czas, żebym zmieniła swoje podejście do życia, żebym powróciła do dawnej siebie.

Mój nowy projekt nazwałam „Programem na zdrowie”. Miałam dwie możliwości, by wyjść z dołka: mogłam skorzystać z pomocy psychoterapeuty albo samodzielnie uporać się ze swoimi problemami. Ponieważ miałam dość ograniczony budżet finansowy – mieszkałam za granicą, z dala od rodziny i musiałam oszczędzać – zdecydowałam się na drugą opcję i rozpoczęłam poszukiwania. Zaczęłam czytać artykuły i książki na temat tego, co jest naprawdę istotne w życiu. I tak odkryłam psychologię pozytywną.

To nauka o dobrostanie emocjonalnym, o tym, jak go osiągnąć i polepszać. Tradycyjna psychologia skupia się bardziej na tym, czego nam w życiu brakuje. A także na terapii, która ma nas wyleczyć z kompleksów, ograniczeń, zahamowań. Natomiast psychologia pozytywna koncentruje się na zdrowiu i „kwitnieniu psychologicznym”, bada wszystko, co w życiu dobre, i radzi, jak możemy to jeszcze bardziej ulepszyć. Ale najbardziej interesujące, że dla ludzi w stresie i stanie depresji jej działanie jest dłużej skuteczne niż tradycyjnej terapii. To odpowiadało mi bardziej niż banalne poradniki, pełne „złotych rad”, co powinno się robić w sytuacji kryzysowej. Postanowiłam zacząć mój „Program na zdrowie” od prostych interwencji.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »