Pisane na lustrze. Blog Anny Janko
-
ZIMOWY PRZEGLĄD GŁOWY
Mróz, mróz, mróz… Minus dwadzieścia na wieczność. Bo gdy jest tak jak ostatnio, to się ma wrażenie, że to ostateczne. Wczoraj po robocie (pisałam od piątej rano do dwunastej) wyszłam na miasto. A ono na kość zmarznięte, i statyczne jakieś w ogólnym wyrazie. Siwe ulice, na chodnikach kupki suchego, dawno przeterminowanego śniegu, ludzie z nosami w kołnierzach niby idą, a jakby stoją. Tylko spomiędzy dwóch wieżowców wyskakuje na mnie wiatr, bo ma tu swój korytarz aerodynamiczny, właśnie stąd zawsze napada na przechodniów i porywa im szaliki. Wchodzę do punktu telekomunikacji, załatwiam, załatwiam, pocę się w kożuchu, w szaliku, w czapie, w buciorach, więc gdy wyjdę, pokryję się zaraz warstewką lodu, który popęka na mnie zanim dotrę do strefy sklepów. Gdy tam docieram, rozpinam wszystko na sobie i usiłuję w przestrzeni supersamu znormalizować temperaturę ciała. Słyszę, jak kasjerki wymieniają uwagi na temat tego, ile która ma swetrów na sobie, pod firmowym fartuchem. Im zimno we wszystko, mnie na plecach gorąco, ale nos i czoło – mam zrobione na blaszkę. Jeszcze muszę na bazar, buraczki koniecznie, kapustę, marchew trzeba kupić, u Tamary, z ekocertyfikatem. Mijam w drodze do mojej warzywnej budki kobietę, starą już, ale o rysach delikatnych jeszcze, niepogrubiałych. Trzyma w rękach wieszak z czarnym swetrem i powtarza: Piękny sweter, tylko pięć złotych, pięć złotych. Ten jeden używany sweter ma do sprzedania, nic więcej. Za pięć złotych. O Boże, jak zimno, a gdy widzę taką scenę jeszcze mi zimniej. Nie mam drobnych, jak rozmienię to kupię ten sweter, albo nie, dam tej kobiecie pięć, albo lepiej dziesięć złotych, żeby włożyła go na siebie i poszła do domu. Zbiorę się na odwagę i tak tę sprawę załatwię. Jeszcze totolotek, żeby nie zapomnieć. Po 10 minutach wracam tą samą drogą, ręce w rękawiczkach mam już zesztywniałe. Rozglądam się, kobiety nie ma. Odwagę mam, ale już nieprzydatną. Zmarzła pewnie, płaszczyk miała ledwo-ledwo, to i poszła ogrzać się do jakiegoś sklepu. Spokojnie, mówię sobie, świata i tak się nie da naprawić dziesięciozłotówką. Była kobieta i zniknęła. Trzeba już się orientować na dom. W domu czeka Szymborska i jej wiersze, jej poetyckie definicje paradoksów egzystencji. Muszę usiąść, poczytać i pomyśleć, skoro zdecydowałam się wziąć udział w poniedziałkowej audycji dla radiowej Jedynki. Na szczęście medialna burza pośmiertna już się uspokaja i będzie można normalnie mówić o poezji. Media zachowują się czasem jak gary z wrzątkiem! Ino para i bulgot! A do tego te banały i te smutne miny prezenterów, jakby odejście człowieka w późnym wieku, po spełnionym życiu, we śnie, bez wielkich cierpień, było niedobrą wiadomością. Jedna z telewizyjnych pań zakończyła swój występ słowami: „Dobranoc Pani Wisławo, dobranoc Państwu”! Subtelnie, nieprawdaż? Dobrze, że Szymborska nie dożyła własnej śmierci, bo bardzo by ją zdenerwowało, że wszyscy wszędzie w kółko o niej. Przecież wiadomo, że nie lubiła wrzawy. Próbowałam oglądać telewizję, ale program, jak zawsze w takich razach, okazjonalnie ułożony, dynamicznie zmienny, nieprzewidywalny. Na jednym kanale Zagajewski o poetce, na drugim Rusinek we wiadomościach, na trzecim ogon filmu, o jaka szkoda, tak chciałam go obejrzeć! Wieczorem gdzieś tam przypadkiem łapię stary program z lat 70-tych, archiwalne recytacje, i w tym czasie umyka mi ciekawy dokument, ech!.. Wszyscy razem, symultanicznie, a ty widzu bez spisu treści zgłębiaj teorię chaosu! Trafiam za to na krótką informację o śmierci profesora Szczeklika, wspaniałego lekarza-eseisty. A więc Szymborska zabrała ze sobą swojego doktora! O, tych dwoje będzie miało o czym rozmawiać w zaświatach. Para cudownych ludzi! Umieli być szczęśliwi za życia, trzeba o tym pamiętać, niech i po śmierci mają się dobrze.
Dziś znów minus dwadzieścia. Białe lodowe niebo nad miastem. Skończyłam pisać felieton do kwietniowego numeru Zwierciadła, gdy się ukaże, będzie już wiosna. Będzie wiosna. Będzie wiosna. „Jak te słówka dźwięczą”….
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-02-05 11:06:38 · Wyświetl
Wyglądałam Pani słów. Wiedziałam,że bedą tymi, które chcę usłyszeć, które chcę przemyśleć. Warto było czekać, jak zwykle:)
”ta zima musi kiedyś minąć, zazieleni się, zakwitnie parę drzew. I stanie się tak, jak gbyby nigdy nic nie było, i stanie się tak, jak gdyby nigdy nic..”:), śpiewam czytając te słowa, na co moje dziecko ”mamo przestań śpiewać, że ta zima musi minąć, śpiewaj że mój król lew się musi znaleźć”. Co świat, to ważności. Czy to nie niezwykłe, że kwiecień naprawdę jest za trzema zakrętami i cichutko wchłonie całą tę lodową zawieruchę?
Gdy ukaże się kolejny numer Zwierciadła,będzie już wiosna i…moja wnusia będzie już na tym świecie.
Wiosna jest we mnie wpisana, albo ja w nią… Pozdrawiam cudowną kobietę wśród lodu…
Wpadłas na chwilę pięknym tekstem,dzień dobry,do widzenia. Anna Janko.Jak zwykle. Dobre i to,mogłoby i tego być,co kot napłakał.
Tak, tak, powtórzę się za Dhofem:) warto było czekać..
boję się myśleć o tym, co za oknem, minus 27 … pomyślę, o tym, co przeczytałam – tak ciepło
”Dobrze, że Szymborska nie dożyła własnej śmierci”. Uwielbiam Panią
Ooj.. budki z warzywami to istne błogosławieństwo w dobie jakości z hipermarketów. Ja mam takich budek kilka, w tym dwie ulubione. Czasami dostaję darmowe pomarańcze, by znów wrócić – tak się dba o stałych klientów. Cudownie niewymiarowe, różnokolorowe, psujące się z czasem warzywka i owoce wolne od genetycznych wspomagaczy. Co do Szymborskiej, wiele osiągnęła. Najwięcej chyba w dziedzinie po prostu bycia człowiekiem. Po jej śmierci nagle wszyscy czytają wiersze Szymbroskiej, każdemu zbiera się łezka w oku na myśl o jej śmierci, a minie tydzień i kolejny program dokumentalny o tej zacnej osobistości żadna telewizja nie zaplanuje na przyszłe 5 lat. Zamiast to jakoś godnie zrobić, powiedzieć o śmierci, która była przecież do przewidzenia, wspomnieć o tym, ile Szymborska po sobie pozostawiła i ją w końcu pozostawić w spokoju, to będą jakąś szopkę wystawiać. No ale cóż, społeczeństwu przyda się trochę uczuć przekazać. Niech wierzą, że to nie jest fikcja.