Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Żyć po polsku

Ojciec z synem przypływają statkiem ze Szwecji na duński Bornholm. Mają nadzieję, że na wyspie znajdą dobrą pracę i poprawią swój ciężki los. Jednak życie dalej ich nie rozpieszcza i bohaterowie lądują na farmie.
Farma jest zarządzana przez sadystycznego ekonoma, a praca bardzo ciężka i za grosze. Chłopiec myśli o ucieczce z wyspy do Ameryki. Złota Palma w Cannes. Oscar za najlepszy film nieanglojęzyczny, Złoty Glob, niezapomniana kreacja Maxa von Sydowa i nominacja oscarowa za rolę ojca. Film nakręcono w roku 1987. Pamiętają go Państwo? Osiemdziesiąt lat przed ekranizacją, duński pisarz Martin Andersen, pisze powieść, której akcja rozgrywa się właśnie na Bornholmie. W powieści znajdą się wątki autobiograficzne, bo mały Martin w wieku ośmiu lat przypłynie statkiem z Kopenhagi wraz ze swoją rodziną i zamieszka w miasteczku Nexø. W późniejszych latach nazwa miasteczka stanie się jego pseudonimem artystycznym, ale zanim zostanie pisarzem, nauczy się szewskiego fachu.

Bornholm odwiedzam regularnie od wielu lat. W Nexø stoi mały domek – dawnej domek Martina Andersena Nexø, a obecnie muzeum dedykowane jego osobie. Duńczykom najwyraźniej nie przeszkadza, że pisarz w pewnym momencie życia polubił komunizm, dosyć wcześnie wstąpił do partii, za co wylądował w więzieniu, a w czasie wojny przedostał się przez neutralną Szwecję do Związku Radzieckiego, aby w roku 1949 przenieść się do Drezna i tam, po pięciu latach, zakończyć swój żywot. To wszystko nie jest ważne. Duńczycy mają w sobie wrodzony luzik, którego nad Wisłą czasami brakuje. Temu czy innemu piszącemu wytyka się regularnie grzechy młodości, ale zostawmy Polskę, o Danii tu wszak mowa.

W Nexø jest księgarnia, w której bez problemów i po bardzo przyzwoitej cenie jak na Skandynawię, można zakupić nowe wydania książek Martina Andersena. Dwa lata temu nabyłem tam duńskie wydanie „Pellego zwycięzcy”, i o ekranizacji tej powieści właśnie mowa tutaj („Pelle erobreren”). Jeszcze tego samego lata książkę w oryginale przeczytałem, mając w głowie jej polski przekład z 1949 roku. W książce jest polski wątek i, chyba dzięki tej pozycji, w Danii spopularyzowało się powiedzenie: „żyć po polsku”. Można to przetłumaczyć jako: „żyć na kupie, w wielkim tłoku”. W „ Pelle” mamy opisy ciężkich warunków życia. Są tam przeludnione izby, pełne polskich robotników rolnych obojga płci. Książka jest dalej świetna, choć przecież ma sto lat z haczykiem. Mniejsza o wiek. Są książki stare, ale zawsze aktualne, i są książki nowe, które umierają po trzech miesiącach.

Prawie dwa lata temu opublikowałem powieść, której część akcji rozgrywa się właśnie na duńskim Bornholmie. Główny bohater jest Duńczykiem, wiele postaci drugoplanowych zresztą też. Książka spodobała się pewnej pani reżyser do tego stopnia, że wspólnie napisaliśmy scenariusz na jej podstawie. Scenariusz od ponad roku jest gotowy, leży i czeka na producenta. Może się kiedyś doczeka, a może nie. Myślę teraz o „ Pelle” i o tym, że książka czekała na ekranizację bardzo długo, a autor leżał w grobie od ponad 33 lat, nim film nakręcono. Wszystko przede mną.

[iframe src=”http://www.youtube.com/embed/bqWTjjQ7U5E” frameborder=”0″ allowfullscreen” width=”100%”
height=”315″]