Maria Seweryn: aktorka z misją

materiały Teatru Polonia

Najbardziej interesuje mnie człowiek, dlatego tak bardzo potrzebny jest mi teatr – mówi Maria Seweryn w rozmowie o trudnej aktorskiej grze.
Marysiu, w jaki sposób tworzy się wizerunek aktorki ambitnej?

Rozumiem, że to się odnosi do mnie? Ja prostu mówię, co myślę. Nie udaję.

Wiem. Wizerunek nie zależy jednak od Ciebie, dlatego pytam od strony publiczności, nie garderoby.

Moja córka powiedziała mi ostatnio, że jej koledzy, czyli czternasto-, piętnastolatkowie doceniają mnie, bo nie gram w byle czym. Bardzo mnie to ucieszyło i zdziwiło. Okazuje się, że to widać, kiedy nie zwraca się uwagi na scenariusz, bierze się wszystko, co popadnie albo zgadza się na podgniły kompromis.

Doprecyzujmy, co jest tym byle czym, w teatrze jest także masa chłamu.

Jasne. Jednak, kiedy bierzesz tekst pierwszy raz do ręki i zaczynasz go czytać, wiesz, czy to jest chłam.

Co jest najważniejsze w tekście?

Temat. I nie chodzi o jego głębię czy płytkość, powagę czy żart. Ważna jest myśl. Druga rzecz to dialogi i postać, jaką masz grać, charakter. No i kontekst, w który włożona jest postać; to ważne, bo dzięki temu wiem, jakie mam możliwości twórcze.. Ideałem jest kiedy te trzy składniki zgadzają się ze sobą. Bywa, że ktoś ma świetny pomysł na temat, ale niestety nie potrafi włożyć go w kontekst, żeby było to w jakikolwiek sposób możliwe do opowiedzenia w teatrze..

Nastolatki szanują Cię także za to, że nie wycierasz się w telewizji, która jest ostatnio w wyjątkowo parszywej formie.

Po prostu nie widzą mnie w byle czym. (śmiech) Przepraszam, w telewizji w ogóle mnie nie widzą.

Wizerunek to największy kapitał dla artysty. Ale jest tu parę nieścisłości, bo po pierwsze, uznana artystka teatralna jak Ty, zwłaszcza z takim doświadczeniem, powinna mieć w roku co najmniej 5 scenariuszy filmowych do rozważenia. Po drugie, nastąpiło dziwne przewartościowanie, bo tzw. ambitni aktorzy grają w badziewiu okropnym.

Nie potrafię Ci odpowiedzieć, dlaczego tak jest. Myślę, że jest tak silna potrzeba zaistnienia w filmie i telewizji, że idzie się na potworne kompromisy. Nie robi się zbyt skomplikowanego scenariusza, bo generalnie nie ma się szacunku do publiczności. Twórcy myślą, że trzeba sprzedać coś prostszego, bo wtedy inni szybciej to kupią. Ja w to nie wierzę, ale oczywiście więcej ludzi przyjdzie na komedię niż na dramat.