Motywacja po włosku, czyli głód sukcesu

Włochy kojarzą się nam raczej z bardzo dobrym jedzeniem. Pytanie więc, dlaczego chcę pisać o włoskim głodzie? Pomyślicie pewnie, że będę mówić o obozach, gdzie koczują uchodźcy z Afryki, ale nie… Głód jako motywator do działania poznałam w Mediolanie, mieście, gdzie powstaje włoska moda, i które jest centrum biznesowym Italii.
Podczas pracy dla jednej ze światowych agencji reklamowych wyjeżdżaliśmy na różnego rodzaju szkolenia. Pewnego razu przyjechaliśmy do bardzo pięknego hotelu w Mediolanie, gdzie odbyło się jedno ze szkoleń pod hasłem: „co zrobić, byście zdobywali więcej nagród”. Były to trzy intensywne dni tworzenia programu motywującego działy kreatywne na całym świecie: chodziło o pracę w taki sposób, aby dostarczyć więcej nagród na światowych festiwalach. Co opracowaliśmy jakiś program, wydawał się on nam nieodpowiedni – jak w błędnym kole – wciąż zaczynaliśmy od nowa. Wszystkie nasze pomysły w pierwszej chwili wydawały się genialne, a w następnej przychodziła myśl stworzenia czegoś nowego i tym samym zaniechania dotychczasowej pracy na rzecz kolejnego, nowego programu. Po raz setny pytając siebie „jak ich zmotywować?”, odpowiedział nam starszy, włoski kelner, odpowiedzialny za catering pizzy. Burknął coś pod nosem, co brzmiało: „by odnosić sukcesy, trzeba być ich głodnym”. Natychmiast go zatrzymaliśmy, prosząc, by rozwinął swoją myśl. Włoch spojrzał na nas ze zdziwieniem i wyjaśnił, że człowiek zrobi wszystko wtedy, gdy jest tego głodny. To było jak olśnienie! Nie ma to jak żądza zwycięstwa, sukcesu, pieniędzy, czy miłości… Pragnąc tych rzeczy, znajdujemy w sobie tak ogromną siłę, która nie pozwala nam oglądać się za siebie, tylko iść prosto, do przodu, po wymarzony cel. Dlaczego? Bo nie ma nikogo ani niczego, co może nas zatrzymać, byśmy zaspokoili nasz wilczy apetyt.

I tak stworzyliśmy program motywujący dla naszych zespołów… Powstał na pomyśle „wygłodzenia ich”. W jaki sposób ich głodziliśmy? Na przykład lataliśmy na światowe festiwale i tylko ci, którzy mieli projekty w konkursie, mieli prawo wejść do pałacu festiwalowego. Pozostali oglądali kolegów na telebimach. Po powrocie do agencji ci, którzy stali przed budynkiem pracowali jak szaleni, gdyż ich celem było znaleźć się w środku pałacu festiwalowego. Motywowaliśmy ludzi pokazując im jaki jest ten sukces, gdzie będą, czego doświadczą. To był najlepszy plan motywacyjny jaki mogliśmy stworzyć.