Obudź w sobie kreatywność

fot.123rf

Więc to taka sztuka dla sztuki?

reklama

W sumie tak. Po mniej więcej dwóch tygodniach takiego pisania dołączamy kolejne ćwiczenie – artystyczną randkę. Polega na tym, że raz w tygodniu wybiera się pani gdzieś w pojedynkę. To może być muzeum czy galeria, ale też dowolne miejsce zupełnie niezwiązane ze sztuką, jak zoo, nowo otwarta restauracja w innej części miasta czy księgarnia z książkami dla dzieci. Można iść na film, popatrzeć na rzekę z mostu czy poleżeć w parku na trawie i pogapić się w niebo. Jedyny warunek jest taki, by ten czas sprawiał pani radość, przyjemność, żeby doświadczyła pani czegoś nowego. Muszę powiedzieć, że na początku miałam trudności z wymyślaniem tych rzeczy, ale z czasem nauczyłam się uwielbiać moje randki, czekam na nie cały tydzień. Ostatnio byłam na wystawie fotografii, ale jeszcze przed oficjalnym otwarciem, bo autorka jest moją przyjaciółką.

Dlaczego w pojedynkę?

Jeśli idziemy na randkę z kimś, zwykle tej osobie poświęcamy większą część uwagi. A tu chodzi o to, by nawiązać relację ze sobą, zakochać się w sobie, a nie w kimś innym. Chcemy poznać swoje uczucia, reakcje, dowiedzieć się, co lubimy, co jest dla nas ważne, doświadczyć siebie w kontakcie ze światem. I nauczyć się to lubić. Z początku to może nie być łatwe, bo uczono nas, że inni są ważniejsi, więc zwykle skupiamy się na innych. Na ich potrzebach czy samopoczuciu. I nie umiemy być sami ze sobą. Podczas randki uczymy się zadawać sobie te pytania, które zwykle zadajemy komuś: „Jak się bawisz? Co ci się w tym podoba?”. I słuchać własnych odpowiedzi.

Zawsze lubiłam sama chodzić do kina. Moja przyjaciółka powiedziała mi jednak kiedyś: „Nie czujesz, że wszyscy myślą, że nie masz z kim iść?”. Dzięki niej zrozumiałem, że takie chodzenie w pojedynkę może być dla kogoś przekroczeniem wielu wewnętrznych ograniczeń.

Które ograniczają też naszą kreatywność. Trzymają ją pod kontrolą. Warto to sobie uświadomić. Nie ma nic złego w tym, że zjemy obiad w samotności. To może być bardzo przyjemne doświadczenie, pełne smakowania tego, co na talerzu, delektowania się widokami, zapachami. Można obserwować innych ludzi, myśleć o czymś interesującym. Kiedy idzie pani na randkę ze sobą, zaczynają się pojawiać myśli, inspiracje, skojarzenia, przeczucia. Można usłyszeć swój własny głos. Dla niektórych osób to olśnienie. Bo nigdy wcześniej tego głosu nie słyszeli. To droga do zakochania się w sobie, bo jak tu kochać siebie, jeśli nawet nie wiemy, kim jesteśmy? Praktykując dziennik poranny i randki, uczymy się żyć bardziej świadomie. Przełączamy się na inny kanał percepcji. Obok racjonalnego, logicznego głosu zaczynamy słyszeć głos intuicji, wolnych skojarzeń, znaków, przyjemności.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »