Co-working – dwie firmy, jedna asystentka

Co-working, czyli wspólne wynajmowanie przestrzeni biurowej. Choć w Polsce to wciąż nowość, ta idea coraz bardziej się rozprzestrzenia. Nawet w mniejszych miastach zaczynają powstawać wspólne biura.
Poranek w pracy. Zakładasz szlafrok, wstawiasz wodę na kawę, wyciągasz z lodówki jogurt i włączasz komputer. Jeszcze przed porannym prysznicem przeglądasz maile, a przed drugim śniadaniem jesteś już w połowie projektu. Kot wyleguje Ci się na kolanach, dzieci sąsiadów wesoło szczebiocą w ogródku… Ideał?

reklama

Niekoniecznie. Kot znów wlazł na biurko i poluje na komputerową myszkę, sąsiadka z góry wpadła po cukier i nie może się nadziwić, że „pan to nie musi wcześnie chodzić do pracy” (podtekst – pan to chyba się obija – nad wyraz czytelny), a sąsiad z dołu, który nigdy w życiu nie pracował, zaczyna porozumiewawczo mrugać, gdy cię mija, bo myśli, że tak jak on spędzasz całe dnie przed telewizorem. A do tego w niewielkim mieszkaniu nie ma miejsca na wygodne biurko, nie mówiąc już o takich luksusach jak drukarka czy faks. Więc z byle świstkiem do wydrukowania lecisz do najbliższego punktu ksero, który – co za pech – wcale nie jest tak blisko. Po drodze przypominasz sobie, że za pół godziny masz spotkanie w mieście, więc nie opłaca się już wracać do domu. Z zazdrością spoglądasz na mijane biurowce i marzysz o porządnym open space. I choć lokatorom szklanych wieżowców możesz wydawać się szaleńcem, to uspokajamy – nie jesteś. A nawet jeśli, to takich jak ty jest całkiem sporo. Mogą pracować w domu, ale nie chcą. Bo praca w domu wcale nie jest taka przyjemna. To właśnie oni wymyślili co-working.

Born in the USA

Wszystko zaczęło się w Stanach. Okazuje się, że tzw. wolni strzelcy nie lubią pracować w domach. Po pierwsze, każdy potrzebuje przestrzeni prywatnej i wprowadzanie do niej pracy może powodować, że będziemy się czuli, jakbyśmy nigdy nie wychodzili z biura. Po drugie,