Dlaczego przejmujemy się tym, co myślą inni?

fot.123rf

W procesie socjalizacji nauczono nas odbijać się w lustrach innych osób: „tego nie wypada”, „nie rób z siebie głupka”, „jak cię widzą, tak cię piszą”. Przykłady kulturowych wdruków można by mnożyć bez końca. Efekt jest taki, że w wielu dziedzinach życia to, w jaki sposób jesteśmy postrzegani przez innych konstytuuje nasze samopoczucie. Co więcej, nauczyliśmy się, że to właśnie zdanie innych kieruje naszym życiem. Żyjemy w przeświadczeniu, że inni wciąż nas oceniają i wciąż nic innego nie robią, tylko o nas myślą. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie – myślą o nas wielokrotnie mniej niż sądzimy, bo… są głównie zajęci myśleniem o samych sobie.
Od kilku lat, prowadząc zajęcia z socjologii medycyny dla pielęgniarek, robię pewien myślowy eksperyment. Otóż proszę słuchaczki, by wyobraziły sobie następującą sytuację: postanawiasz zrezygnować z ciężkiej i słabo płatnej pracy w szpitalu. Po prostu masz już jej dosyć. Nie wiesz, co będziesz robić, bo nie masz ani oszczędności ani też pomysłu na swoją zawodową przyszłość. Wiesz jednak jedno – jutro do szpitala nie idziesz. Koniec z tą harówą. I kiedy podejmujesz takie postanowienie, zapraszasz pięć swoich najbliższych przyjaciółek na ciastko i kawę, żeby się podzielić z nimi twoim postanowieniem. Co usłyszysz od nich? I pewnie, drogi Czytelniku, domyślasz się jaką odpowiedź słyszę od lat. Masz rację, jeszcze się nie zdarzyło, by którakolwiek z uczestniczek zajęć odpowiedziała, że ze strony swoich najbliższych przyjaciółek otrzyma wsparcie. Słyszą za to, za każdym razem: „nie rób tego, nie dasz rady”, „z czego będziesz żyć?”, „lepsza ciężka i słabo płatna praca niż niewiadome”, „teraz przynajmniej masz pracę, a jak jej zabraknie, to trafisz pod most”, „nie tacy już byli i im się nie udawało”. Ciekawe, prawda? Żadna z przyjaciółek nie udziela wsparcia, natomiast każda z nich odradza dokonywanie zmiany. Pytanie dlaczego tak się dzieje? Czy czynią to, bo są wredne i chcą naszej krzywdy? Nic bardziej mylnego: czynią to, by nas chronić. Znajomi odwodzą nas od pomysłu zmiany, ponieważ tak naprawdę projektują na nas swoje własne lęki. Sami się boją zmiany, boją się z nią zmierzyć i chcą w ten sposób nas od zmiany odwieść, by poradzić sobie z własnym strachem. Smutne jest to, że tak często poddajemy się takiemu pseudo wsparciu i tkwimy w tym samym miejscu od lat, lękając się wyzwolenia z kieratu. A ich własny lęk o przyszłość, a raczej lęk przed własnym wyobrażeniem przyszłości, wielokrotnie skutecznie blokuje nasz własny rozwój.

reklama

Zróbmy inny eksperyment. Przypomnij sobie teraz osobę z twojego życia (znajomego, członka rodziny, współpracownika itd.), który zachowuje się tak, jakby mu płacili za to, że cię rozboli brzuch. Kogoś, kto lubi dogadać, dokuczyć, wepchnąć szpilę, kto cieszy się zawsze, ilekroć ci się powinie noga. Masz kogoś takiego w swoim życiu? Eksperyment, o którego wykonanie cię proszę polega na tym, byś teraz przypomniał sobie wszystko co o tej osobie wiesz. O jej życiu prywatnym, zawodowym, upodobaniach. O tym jak się porusza, jak mówi i jak wygląda. Jeśli już to wszystko masz przed oczyma, to odpowiedz proszę szczerze i uczciwie na pytanie: „czy chciałbyś być taki jak ta osoba, czy chciałbyś nią być?” Zgaduję, że nie. Skoro tak, to odpowiedz na ostatnie już pytanie: „To po jasną cholerę przejmujesz się opinią osoby, którą nawet nie chciałbyś być?” Widzisz teraz do jakiego absurdu skłonni jesteśmy czasem sami siebie doprowadzić. Przejmujemy się tym, co inni o nas myślą, co powiedzą i to nawet w sytuacji, w której ci inni nie dorastają nam do pięt. Na to zjawisko zwrócił uwagę Colin Sisson: „Porównujemy się z innymi, ponieważ wątpimy w swoją wartość i potrzebujemy punktu odniesienia, aby sprawdzić jak nam idzie. Innymi słowy nie wierzymy, że możemy być całkowicie wartościowi bez aprobaty i akceptacji innych”.

„To co? – zapytasz teraz pewnie tak jak uczestnicy moich szkoleń – nie mam się nikim przejmować? Zupełnie nikim?” „Nie – odpowiadam zatem – masz się przejmować wyłącznie tymi, którzy płacą za ciebie twoje rachunki!” Resztę sobie spokojnie daruj…

Tekst: Jarosław Gibas coach, trener

biogram i książki autora