Jak się skutecznie zmotywować? – Uważaj na pułapki swojej psychiki!

fot.123rf

Jak zdopingować się do działania, gdy bardzo się nie chce? I dlaczego
nie wychodzi, kiedy chcemy za bardzo? O pułapkach, jakie zastawia na nas psychika, opowiada psycholog Agnieszka Mościcka-Teske.

Załóżmy, że mam do zrobienia w pracy coś, czego bardzo mi się nie chce robić, a czego nie mogę przekazać komuś innemu. Już na samą myśl o tym jestem spięta i czuję irytację. Jak w takiej sytuacji się zmotywować?

reklama

Najlepiej jest zadziałać dwutorowo – po pierwsze zmienić swoje nastawienie, czyli to, co myślimy o danej sytuacji. Możemy sobie np. zwizualizować pozytywny efekt, jaki uzyskamy po realizacji tego zadania. Przy czym ważne jest, byśmy to zrobili w najdrobniejszych szczegółach: co się stanie, jak za godzinę będę miała np. gotowy raport, jak się wtedy poczuję, jakie emocje się we mnie pojawią, jak będzie się czuło moje ciało, czy będę szczęśliwsza, bardziej energetyczna… Takie wyobrażenie realizacji celu nastawia nas na działanie, programuje wewnętrznie i w momencie, kiedy mamy już tę pozytywną wizję przyszłego efektu, to łatwiej nam wejść w działanie. I tutaj właśnie pojawia się drugi krok, i to dosłownie krok, czyli ruch w sensie fizycznym, bo każda zmiana zaczyna się od ruchu – może to być celowe wstanie od biurka po materiały albo zapas papieru czy włączenie programu, w którym będziemy pracować. Warto nawet zmusić się do tego pierwszego kroku, bo jak już zainicjujemy działanie, łatwiej będzie je kontynuować. To nie musi być ruch bardzo skomplikowany, który wymaga dużego wysiłku, wystarczy jeden prosty gest, i już od tego się zaczyna, trochę na zasadzie kamyczka poruszającego lawinę.

A jeśli zadania, jakie są przed nami stawiane, niekoniecznie odczuwamy jako coś, co chcemy zrobić, tylko jako obowiązek, do którego nie mamy wewnętrznego przekonania?

W takiej sytuacji pozostaje nam przeformułowanie znaczenia, jakie ma dla nas to zadanie – w kierunku odnalezienia w nim jednak jakichś interesujących dla nas elementów do wykonania – lub podwyższenie w subiektywnej ocenie wartości ostatecznego efektu jego realizacji. Pewnym pocieszeniem może być również skupienie się na zewnętrznych motywatorach, czyli różnego rodzaju nagrodach, które zyskamy po wykonaniu danego zadania. I nie mówię tu tylko o takich namacalnych profitach, jak pensja, premia, gratulacje czy uścisk dłoni – bo nie zawsze możemy na nie liczyć.

Często jest tak, że nam się wydaje, że nie mamy żadnych mierzalnych bodźców, które nas dopingują do pracy, bo ani nie dostajemy premii, ani nie słyszymy „dziękuję” od szefa, który traktuje to jako normalną rzecz, że coś zrobiliśmy. A przecież w pracy nagradzają nas nie tylko pieniądze czy pochwały przełożonych. Dlatego dobrze jest umieć znaleźć samemu takie niematerialne motywatory, jak satysfakcja z realizacji jakiegoś zadania, poczucie osiągnięć osobistych czy rozwój. Czymś, czego często nie postrzegamy w ten sposób, a jest dla nas nagrodą, są relacje z innymi ludźmi. Bo przecież dzięki temu, że realizujemy jakiś cel, który może nie jest naszym osobistym celem, a raczej celem firmy albo grupy, to po pierwsze, przynależymy do tej grupy, po drugie, mamy jej akceptację, po trzecie, sama współpraca z innymi jest dla nas przyjemnym doświadczeniem, ponieważ człowiek jest istotą społeczną i lubi być wśród ludzi. Poza tym poprzez realizowanie nawet niezbyt przyjemnych, narzuconych nam z góry obowiązków jesteśmy w jakimś szerszym otoczeniu społecznym, w jakiejś strukturze.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »