Relacje w związkach: googluś

Googluś
123rf.com

Zwykle jest ostrożny w budowaniu poważnych związków. Wie, że to nie u niego w spodenkach bije zegar odmierzający koniec marzeń o rodzicielstwie, i dlatego perfidnie wykorzystuje swoją przewagę – tłumaczy Krzysztof Korona.
Coraz więcej wśród nas singli. W miastach to już podobno jedna czwarta populacji. Lecz ci w kajdanach małżeństwa zazdroszczą singlom – mają święty spokój od piekła dzieci, od współmałżonka.

Czy słusznie? Singiel ładnie brzmi i zdaje się nie mieć nic wspólnego ze starym kawalerem, starą panną, rozwodnikiem, wdówką czy panem po przejściach. Singla wykreowały media, Internet, zmiana ustroju…

Niby dzisiaj o wiele łatwiej znaleźć partnera, chociażby możemy zawierać znajomości przez Internet. Ale liczba singli i rozwodów pokazuje, że kojarzymy się jakoś koślawo.

Kilkadziesiąt lat temu szukanie połówki też nie było łatwe, ale przynajmniej nikt się aż tak nie wchrzaniał w tak zwany dobór naturalny. Szło się do remizy albo klubokawiarni na szklankę kawy, zagadywało. Nie było panów od coachingu miłosnego i szkoleń ani instrukcji, jak w trzy minuty wyrwać każdą laskę. Są oferty, też moich kolegów, którzy w Internecie na portalach randkowych proponują wypełnienie testów psychologicznych, by przed seksualną konsumpcją zbadać, czy partnerka ma odpowiednią pojemność cierpliwości. A może jej się ulewa po pierwszych rzuconych skarpetkach pod łóżko? A że kojarzymy się koślawo? Na to nie ma silnych i mądrych, za wiele niepewnego, a za mało stałego.

Po prostu rozsypały się dawne reguły gry, też gry w związek, a nowych jeszcze nie ma.

Nie ma też dokładnych recept na dobry związek. Gdyby istniały, wielu prawników, lekarzy psychiatrów i seksuologów straciłoby pracę. Ludzie budowaliby szczęśliwe związki, a 20 procent populacji nie cierpiałoby na nerwicowe zaburzenia. O ile jeszcze dziesięć lat temu o tytuł singla ubiegali się młodzi, prężni i wykształceni, teraz w modzie jest rodzina, dom, dziecko. Znaleźć partnera najtrudniej, gdy zegar biologiczny kobiety dobija do granicy, po której zajście w ciążę może być trudne lub niebezpieczne. Panika nigdy nie służy dobrym wyborom.

Ale słowo „singiel” wciąż nie kojarzy się z życiową niedojdą, wręcz przeciwnie.

Bo singiel życiową niedojdą nie jest. Niezależność singla nadal ładnie wygląda np. u ciotki na imieninach. Je pączki, popija herbatką z cytryną, na pytanie o ustatkowanie się, o rodzinę, żonę, odpowiada, że nie, gdyż robi karierę, lubi być wolny, niezależny i nie chce się na razie z nikim wiązać. Ciotka trochę rozumie. Kiedyś groził jej status starej panny, ale jakimś cudem udało się…

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »