O uczuciach mężczyzny

fot.123rf

Wierzy, że sam wszystkiemu podoła. Maskuje przed sobą i światem,
że nie potrzebuje innych. Ale nie można udawać w nieskończoność
– mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko. Drogi mężczyzno, jeśli twoje serce domaga się, by go wysłuchać, ten tekst jest dla ciebie.

Te dane są cytowane często, a jednak warto je przypomnieć: Mężczyźni żyją średnio o dziewięć lat krócej niż kobiety. Cztery razy więcej mężczyzn niż kobiet popełnia samobójstwo. Trzy razy więcej mężczyzn niż kobiet umiera na zawał serca. Nagłą śmiercią w wypadkach ginie dwukrotnie więcej mężczyzn niż kobiet. Prawdopodobieństwo odebrania sobie życia przez starszego, samotnego mężczyznę jest aż 1350 proc. większe niż przez kobietę w tym samym wieku. Liczba zgonów spowodowanych chorobami wątroby jest dwa razy większa u mężczyzn niż u kobiet. Liczba zgonów spowodowanych wirusem HIV jest dziesięciokrotnie większa niż u kobiet.

Mężczyzn zabija (w przenośni i dosłownie) dojmująca samotność. – Oni żyją w ciągłym pośpiechu, pod presją, spełniając oczekiwania wobec partnerki, rodziny, firmy i kraju. Ale walczą samotnie, w związku z tym nie mają czasu, są przeciążeni zadaniami i obowiązkami – mówi Benedykt Peczko.

Popadają w sidła zewnętrznych wymagań, podczas gdy ich serca tęsknią za czymś skrajnie innym. Ten konflikt jest źródłem odcięcia od siebie, cierpienia. „Kim jest prawdziwy mężczyzna? Czy spełniam warunki?” – te kierowane do siebie pytania pozostają bez odpowiedzi.

Dom, drzewo i syn?

„Świat potrzebuje mężczyzn, którzy odzyskują swoje serca” – pisze John Eldredge w książce „Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy”. „Jak to się dzieje” – pyta – „że mężczyźni, zaglądając do swoich serc, nie odkrywają niczego mężnego, a znajdują głównie gniew, żądzę i strach? Większość mężczyzn prowadzi życie w cichej rozpaczy. Są albo bierni, albo gwałtowni”.

W innej słynnej książce Steve’a Biddulpha „Męskość” autor donosi, jak w trakcie spotkania z dużą grupą mężczyzn poznał jedynego prawdziwego mężczyznę: „Jak wielu z nas jest wysokimi, szczupłymi, bogatymi, odnoszącymi sukcesy, cieszącymi się władzą, z owłosioną klatką, zawsze opanowanymi… czy ktoś… o tak, tutaj jest jeden! Jedyny mężczyzna!”.

– Przymierzamy siebie do mało realnych wzorców – twierdzi Benedykt Peczko. – Mężczyzna powinien wybudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna. Co to znaczy? Przecież, gdyby rzeczywiście każdy mężczyzna miał wybudować dom, to zabrakłoby miejsca na ziemi. Gdzie byśmy je stawiali? Na Alasce? Gdyby każdemu mężczyźnie urodził się syn, to powstałaby potężna nierównowaga, bo synowie potrzebują kobiet. Jedynie sadzenie drzew potraktowałbym jako użyteczne zalecenie. Czy Einstein budował dom i sadził drzewa? Wątpię. A inni naukowcy, podróżnicy, odkrywcy, pisarze, lekarze?

Patriarchalny przekaz to dużo, dużo więcej: mężczyzna ma walczyć, posiadać, imponować, mieć władzę i prestiż.

– Straszliwa pułapka – mówi psycholog. – Wydaje się, że jeśli tylko osiągnę to i to, będę szczęśliwy. Już osiągnąłem, ale mógłbym mieć jeszcze więcej… więc od nowa rzucam się w pogoń. Gonię ogon, który ciągle ucieka, bo okazuje się, że to mój własny ogon. Uzależnianie swojego dobrostanu od czynników zewnętrznych to prosta droga do nieszczęścia.

– Nam, mężczyznom, wydaje się, że jesteśmy panami stworzenia – kontynuuje Peczko. – A stworzenie trzeba kontrolować, ujarzmiać, podporządkowywać. Wyeksploatować wszystko, co się da. Wielki błąd. Życia nie da się wyeksploatować. Bardzo łatwo zapomnieć wtedy o sobie, o swoim wnętrzu, zatracić tę część siebie, która pragnie życia kontemplacyjnego. Jak mężczyzna odpoczywa? Idzie do parku, bo wie, że ruch dobrze robi i spacer dotlenia. Ale myślami jest zupełnie gdzie indziej – snuje plany, odbiera telefony i załatwia sprawy. Na wakacje zabiera laptopa, odbiera i pisze e-maile. Nie jest w stanie zobaczyć liści na drzewach, chmur na niebie, usłyszeć śpiewu ptaków, być tu i teraz. Ktoś, kto nie umie się zatrzymać, nie będzie szczęśliwy. „Nieproduktywne” zajęcia, jak spotkania z przyjaciółmi, zabawy z dziećmi, wyprawy do lasu, niezobowiązujące lektury czy marzenia wywołują poczucie winy. Nie może pozwolić sobie na nicnierobienie. Osiąga więc kolejne cele. Ale nie jest w stanie się nimi cieszyć, doświadczać istnienia w sposób, który daje poczucie wewnętrznego bogactwa i spokoju.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »