Julia Roberts – wywiad

123rf.com

Uwielbiana przez widzów. Aktorka ponadczasowa, kojarząca się z najlepszym hollywoodzkim kinem. Ćwierć wieku temu zagrała w „Pretty Woman”, przed 15 laty w „Erin Brockovich”, a tuż za nią inna wyjątkowa rola – we wstrząsającym filmie „Sekret w ich oczach”, opartym na głośnym argentyńskim thrillerze nagrodzonym Oscarem. Julia Roberts nie kryje, że tym razem praca na planie nie przypominała żadnego z jej dotychczasowych doświadczeń: „Pierwszy raz w mojej karierze tak trudno było mi oddzielić własne emocje od pracy”.

reklama

Jest południe, Roberts spóźnia się już 30 minut. Kiedy wreszcie pojawia się w drzwiach, na powitanie rzuca uśmiech wart milion dolarów, przepraszając za spóźnienie. To dobry znak, w filmowym świecie krążą plotki, że potrafi być opryskliwa dla dziennikarzy. Ubrana w marynarkę i bardzo elegancki kostium wygląda bardziej jak prezeska biznesowego imperium niż jedna z największych gwiazd w historii amerykańskiego kina. Jeszcze szybki rzut oka na jej dłonie, subtelny i idealnie wykonany manicure. Siada przy stole, uspokaja oddech i w ciągu całego wywiadu sprawia wrażenie, jakby nigdzie się nie spieszyła. Pełen profesjonalizm, siła spokoju. A kiedy ustalony wcześniej czas rozmowy minie, z tym samym rozbrajającym uśmiechem będzie się tłumaczyć, choć wcale nie musi, że pędzi do męża, przejąć od niego dzieciaki.

Chciałabym zweryfikować plotki. Czy to prawda, że w „Sekrecie w ich oczach” miałaś zagrać lesbijkę?

Taki był pierwotny plan i przyznam, że byłoby to dla mnie prawdziwe wyzwanie. Podobał mi się ten pomysł godny XXI wieku. W argentyńskim oryginale filmu najważniejszą postacią jest mężczyzna, który traci żonę. W naszej wersji miała to być kobieta, która traci ukochaną. Zaczęłam czytać scenariusz naszego remake’u i gdzieś w połowie, kiedy akcja zaczęła się zagęszczać, pomyślałam: „To jednak powinno być dziecko, należy pokazać w filmie stratę kogoś, kogo wszyscy mamy lub kim byliśmy – czyimś dzieckiem. Historia zyska wtedy na uniwersalności”.

Ostatecznie w filmie zagrałaś pogrążoną w żałobie matkę.

Gram policjantkę Jess, która w trakcie służby znajduje nagie ciało swojej zamordowanej córki w śmietniku. Cały świat Jess umiera w tamtym momencie. Moja własna córka Hazel ma dziesięć lat. Nie mogę nawet o tym mówić. To niewyobrażalna strata i tragedia. Myślę, że każdy w tym filmie odnajdzie dla siebie znajomy motyw, wątek bliski sercu.

A jednak zdecydowałaś się na tę bardzo trudną emocjonalnie rolę. Podobno argentyński oryginał cię zachwycił.

Tak, i byłam bardzo zaskoczona, kiedy otrzymałam scenariusz amerykańskiej wersji. „Po co?” – pomyślałam. Nie minęło przecież tak wiele czasu od argentyńskiej premiery. Ustalmy jedno, tamten film był wybitny. Doskonałe kino zrealizowane przez znakomitych twórców, obraz wartki, trzymający w napięciu, pełen akcji, a wszystko zrealizowane tak delikatnie, subtelnie, jakby opowiedziane szeptem. Niemniej w amerykańskim scenariuszu zostały zmienione kluczowe elementy. Dlatego uznałam, że warto opowiedzieć tę historię na nowo. Zdecydowałam się na tę rolę, mimo że, przyznaję, po raz pierwszy w mojej karierze tak trudno było mi oddzielić prywatne emocje od reakcji mojej bohaterki. To było przerażające. Starałam się wykorzystać mój stan psychiczny i rozdarcie w trakcie pracy na planie najlepiej, jak potrafiłam. Z korzyścią dla roli. Niemniej było to ciężkie doświadczenie.

Scena, kiedy znajdujesz swoje martwe dziecko, jest wstrząsająca. Próbuję sobie wyobrazić, jak wielki ból niesie ze sobą takie wyzwanie aktorskie.

Nie wiem, czy ktokolwiek jest to sobie w stanie wyobrazić. Dzień, kiedy kręciliśmy tę scenę, pamiętam jak przez mgłę. Nie do końca wiem, co się wtedy wydarzyło. Straciłam tego dnia nawet głos, ale nie przypominam sobie dokładnie dlaczego. Pamiętam natomiast, jak pewnego dnia na planie jadłam śniadanie z moją filmową córką Zoe Graham. To naprawdę świetna dziewczyna. Siedzimy więc sobie i rozmawiamy o jakichś bzdetach. A ja nagle zdaję sobie sprawę, że to nie tylko śmieszne, ale wspaniałe zarazem. Obudziły się we mnie matczyne odruchy i od tego momentu wiedziałam, że granie z Zoe będzie dla mnie bardzo trudne. W głowie miałam obraz swojej własnej córki, a przed oczami tę piękną młodą istotę, na której zaczęło mi naprawdę zależeć. Codziennie na planie o tym myślałam. Żadnej taryfy ulgowej. Zero miłych dni zdjęciowych. Żyłam tragedią Jess przez cały plan zdjęciowy. Wierz mi, to było wykańczające.

Praca nad filmem jest naznaczona także bardzo osobistymi doświadczeniami. Wystarczy powiedzieć, że w czasie, kiedy kręciliście, zmarła twoja matka.

Chcę podkreślić, że cudownie pracowało mi się przy tej produkcji z całą ekipą. Niemniej jednak boję się, że w filmie jest o wiele więcej moich prawdziwych, osobistych emocji, niż chciałam pokazać. Niespodziewanie przyszło mi się zmierzyć z wieloma moimi lękami. Wiesz, że jeszcze nie widziałam filmu? Szczerze boję się zobaczyć samą siebie z tego okresu na ekranie. Chociaż, kto wie, może to będzie wyzwalające? Moja matka była wspaniałą kobietą. Bardzo wspierającą. Staram się być taką samą matką dla moich dzieci i być może dlatego „Sekret w ich oczach” jest dla mnie tak ważny.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »