Daniel Jones „Drań na kanapie”

Materiały prasowe

reklama

Podtytuł książki wyjaśnia niemal wszystko, a brzmi: „czyli co 27 mężczyzn myśli o miłości, rozstaniach, ojcostwie i wolności”. Dodać jednak należy, że inicjator przedsięwzięcia i zaproszeni przez niego autorzy być może nie zabraliby się do myślenia, gdyby nie wyprzedziły ich w tym kobiety. Co stwierdzam nie z pozycji żeńskiej szowinistki, ale jako fakt: „Drań na kanapie” to odpowiedź na „Jędzę w domu”, zestaw, który sporządziła wcześniej Cathi Hanauer, żona Daniela Jonesa.

Oboje są pisarzami, podobnie zresztą jak większość zaproszonych przez nich gości (choć nie znajdziemy tu nazwisk znanych z list bestsellerów). Lektura obu książek i ich porównanie ze sobą to doświadczenie bardzo pouczające. I chyba ciekawsze niż zagłębianie się w teorię płci mózgu albo badanie różnic pomiędzy Marsjanami i Wenusjankami. Narratorzy książki nie snują bowiem refleksji natury ogólnej, ale zwierzają się z własnych bolączek. Dzięki obu częściom można więc na żywych przykładach zobaczyć, jak wyglądają szczerość i zdolność do autoanalizy w wydaniu płci przeciwnych. Co sama wywnioskowałam z tych zwierzeń? – tego nie zdradzę, dorzucę jednak, że „Drań” z „Jędzą” dają skuteczny odpór niejednemu ze stereotypów.

przełożył Wojciech Mitura,Drzewo Babel, Warszawa 2008, s. 303