Co każda mama może zrobić dla siebie nie tylko w Dniu Matki?
1. Kiedy pojawiają się nieprzyjemne uczucia, związane z macierzyństwem – rozdrażnienie, poczucie winy, złość, lęk – połóż rękę na piersi i powiedz głośno: „Jestem…. (tu nazwij swoje uczucie). W ten sposób uszanujesz to, co czujesz. Cokolwiek czujesz, to jest w porządku.
2. Jeśli masz trudności z identyfikacją swoich uczuć, zwrócić uwagę na wewnętrzny dialog. Uświadom sobie swoje myśli. Czy wyrażają one obawy, krytykę, żal, wściekłość? Masz nieustanne zmartwienia? Zwracaj uwagę na swój nastrój przynajmniej kilka razy dziennie.
3. Pomyśl, czy nie pomogło by ci pisanie o swoich uczuciach. A może porozmawiasz o nich ze swoją przyjaciółką?
4. Jeśli lęk czy złość często powracają, pomóż sobie w ich uwolnieniu technikami oddechowymi, medytacją bądź ćwiczeniami fizycznymi. Już kiedy to zrobisz, staniesz po swojej stronie, bo zajmiesz się swoim wnętrzem. (Na przykład weź 10 głębokich oddechów, sycząc „ssssssss” przy każdym wydechu. To proste ćwiczenie skutecznie rozładowuje gniew).
5. Napisz do siebie wspierający list – pochwal siebie, jaką jesteś dobrą matką. Ucz się komplementowania siebie.
6. Zawiń się w koc lub kołdrę i sama poczuj się jak dziecko w łonie mamy.
7. Odkryj przyjemność z czerpania życia. Oddawane się temu, co kochamy, sprawia, że mózg funkcjonuje inaczej, niż wtedy, gdy się stresujemy. Systematycznie regeneruj swoje siły.
8. Baw się. Zabawa oznacza czynność bezcelową, w którą w pełni się angażujesz. Całość procesu jest przyjemna i wyzwala radość.
9. Wybacz sobie wszystkie tak zwane wychowawcze błędy. Okaż sobie morze życzliwości, zasługujesz na to.
10. Obiecaj sobie, że zrobisz coś wyłącznie dla siebie. I dotrzymaj obietnicy. Pokaż sobie, że kochasz siebie, bo jesteś na tyle ważna, żeby wywiązać się z przyrzeczenia.
]]>Przygotowanie: Wybierz posiłek, który możesz zjeść w spokoju, kiedy nikt cię nie pogania. Spożyj go w samotności lub z innymi osobami, które chcą praktykować tę szczególną medytację z jedzeniem. Będziesz potrzebował na to co najmniej pół godziny spokoju. Jeśli jesteś w towarzystwie, umówcie się, że będziecie jeść w ciszy i unikać kontaktu wzrokowego. Jeśli wolisz wariant jedzenia w samotności, nie włączaj telewizora ani radia, nie czytaj, nie odbieraj telefonu. Kiedy będziesz nakładać sobie porcje na talerz, pamiętaj, że jedząc uważnie, szybciej czujemy się syci, więc dopilnuj, by porcja nie była zbyt duża.
Początek medytacji: Po pierwsze, skoncentruj się na doświadczeniu siedzenia. Zamknij oczy i przez kilka chwil skupiaj się na oddechu. Poczuj kontakt swojego ciała z krzesłem, a swoich stóp z podłogą. Po drugie, popatrz na jedzenie. Zauważ jego konsystencję, kolor i ułożenie na talerzu. Spójrz na nie jak na dzieło sztuki. Pomyśl chwilę o tym, skąd się ono wzięło. Kto posiał zboże, zerwał warzywa, hodował zwierzęta…? Ile wysiłku włożono w wyprodukowanie i przygotowanie tego jedzenia i jakie niezwykłe, choć całkiem naturalne procesy to umożliwiły.
Samo sedno: Kiedy dokładnie obejrzysz posiłek i zastanowisz się nad jego pochodzeniem, weź do ust pierwszy kęs. Dobrze jest odłożyć widelec lub łyżkę, zanim zaczniesz przeżuwać. Przez cały posiłek wykonuj tylko jedną czynność na raz: patrz na jedzenie, podnoś je do ust, skup się na ruchu kierowania do ust widelca lub łyżki… Kiedy przeżuwasz, skupiaj się tylko na tym. Twój umysł będzie pewnie próbował ucieczek. Jeśli zauważysz, ze tracisz kontakt z tym, co się dzieje w chwili obecnej, sprowadź uwagę na to, co robisz. Kiedy tylko poczujesz się najedzona, przestań jeść.
Na zakończenie: Zjedzenie całego posiłku w ramach regularnej praktyki medytacji zwykle powoduje całą gamę reakcji. Zapisz swoje spostrzeżenia. Większość ludzi podczas takiej medytacji silniej odczuwa smaki i wcześniej jest syta.
Źródło: R.D. Siegel, „Uważność. Trening pokonywania codziennych trudności”, wyd. Czarna Owca 2011
]]>Możesz wtedy przejść do świadomego planowania swoich spraw.
Jeżeli masz podobne wątpliwości, wejdź już dziś o 19.00 na czat.onet.pl i porozmawiaj z ekspertem, Ewą Klepacką-Gryz, i sprawdź, czy bilans twojego związku jest dodatni czy ujemny.
Przeczytaj też więcej w czerwcowym numerze Magazynu Sens oraz na www.zwierciadlo.pl
]]>
Vivarto/więcej w galerii
Przed takim pytaniem reżyserka filmu „Po drugiej stronie snu”, Rebecca Daly, stawia swoją bohaterkę, Arlene. Dziewczyna mieszka samotnie w kawalerce, w małym sennym miasteczku przemysłowym w Irlandii.Prowadzi pozornie nudne życie: praca w fabryce, dom, sporadyczne odwiedziny u krewnych, rzadkie wizyty w jedynej w okolicy dyskotece. Zdaje się być równie senna jak miasteczko, w którym mieszka. Ale Arlene ukrywa przed światem wstydliwą tajemnicę – dziewczyna lunatykuje w nocy, często budząc się w zaskakujących dla niej miejscach.Pewnego ranka budzi się na polanie w lesie, na kołdrze obok martwej dziewczyny. Nie wie, w jaki sposób znalazła się tak daleko od domu. Czy była świadkiem zbrodni? A może jej umysł skrywa coś więcej niż niewinne lunatykowanie?
Arlene przeraża historia, jaka stała się jej udziałem. Z jednej strony stara dowiedzieć się jak najwięcej o ofierze, zbliża się zatem do jej rodziny. Z drugiej, to wydarzenie otwiera zamknięte dawno drzwi do jej własnej tragedii – lata temu w podobnych okolicznościach zginęła jej matka.
Reżyserka Rebecca Daly sprawnie buduje atmosferę strachu i niepewności – gdzieś tam grasuje morderca, mieszkańcy rzucają oskarżenia albo starają się zbagatelizować sprawę, jakby tym samym próbowali wymazać lęk przed przypadkowością działań sprawcy. Jednocześnie płynna granica snu i jawy, na jakiej porusza się Arlene, wzbogacona o środki filmowe, czyni świat przedstawiony onirycznym, choć bliżej mu do koszmaru niż niewinnego marzenia sennego.
W jakiej rzeczywistości poruszamy się? Kto tu śni a kto jest śniony? I co kryje w umyśle Arlene? Te pytania bardzo trafnie udaje się postawić reżyserce, na tyle sprawnie, że jej film dwa lata temu znalazł się w jednej z sekcji filmowych na festiwalu w Cannes. Daly jest pierwszym reżyserem-kobietą irlandzkiego pochodzenia, której to się udało. Tym bardziej warto zwrócić uwagę na to pozornie niepozorne kino.
]]>Ile czasu i energii trzeba poświęcić, żeby przekonać swojego partnera, że masz rację? Dużo. Większość ludzi w związkach jest zaangażowanych właśnie głównie w walkę o to, kto ma rację, a kto jej nie ma. Podczas tych starć połączenie między ludźmi zostaje przerwane. Zatem, wybieraj – czy wolisz mieć rację, czy być blisko swojego partnera, wolisz wygrać, czy być szczęśliwa? Krokiem w kierunku dojrzałego związku jest uznanie, że twój partner ma prawo do swojej perspektywy, która jest tak samo ważna jak twoja.
2. W relacji nie otrzymasz wszystkiego, co chcesz
Dokonałaś świadomego wyboru, by żyć z drugim człowiekiem. Ten człowiek jest odrębną osobą z oddzielnymi od twoich pragnieniami. One czasem pasują do twoich, a czasem nie. Może masz jakieś wyobrażenia o związku, które nie są po drodze z wyobrażeniami partnera. Może chcesz coś, czego on nie che ci dać. Jeśli masz oczekiwania, że partner i relacja coś ci zapewnią – bezpieczeństwo, pieniądze, ekscytację, trójkę rumianych dzieci – możesz doznać rozczarowania. Jeśli szukasz dopełnienia w drugim człowieku, najpierw znajdź pełnię w sobie.
3. Twój partner nie jest twoim rodzicem
Kiedy łączymy się z partnerem z miejsca psychicznego deficytu, żyjemy w iluzji, że jest on naszym rodzicem. Mamy nadzieję, że tak dobrym, jakim rodzic nigdy nie był. I że on zapewni nam bezwarunkową akceptację. Będzie bardziej tolerancyjny, wyrozumiały i kochający niż istota anielska. Nic z tych rzeczy – lepiej pogodzić się z tym, że nie otrzymasz już tego, czego zabrakło ci w dzieciństwie. Gdy się zaakceptujesz ten fakt, możesz zabrać się za tworzenie związku dwojga dorosłych ludzi. A warto, bo to dopiero prawdziwa przygoda.
]]>Karin Slaughter spotka się z czytelnikami 28 maja o godz.19.30 w Empiku Junior, ul. Marszałkowska 116/122, Warszawa.
Rozmowę poprowadzi dziennikarka telewizyjna i radiowa, Marzena Rogalska.
Wizyta połączona jest z promocją najnowszej książki „Zbrodniarz„, przekł. Agnieszka Lipska-Nakoniecznik, premiera książki: 22 maja 2013.
O książce „Zbrodniarz” : Atlantą wstrząsa okropna zbrodnia. Na parkingu w jednej z dzielnic miasta zostaje znalezione zmasakrowane ciało młodej dziewczyny, studentki Georgia Tech. Ta sprawa okazuje się zdumiewająco podobna do morderstw popełnionych trzydzieści lat wcześniej przez pewnego szaleńca, opętanego misją zbawiania upadłych kobiet. Śledztwem kieruje wiceszefowa Biura Śledczego Georgii, Amanda Wagner, której kariera w policji rozpoczęła się właśnie od rozwikłania tajemnicy tamtych zbrodni.
Trailer do amerykańskiego wydania powieści „Zbrodniarz”
]]>
Artemida to łowczyni. Przyjmuje w społeczeństwie rolę aktywnej działaczki, twórczyni, która może zbudować imperium, jeśli zechce. Polega tylko na sobie. Wielbiona i czczona przez starożytnych jako władczyni lasów i opiekunka zwierząt.
Czy jesteś Artemidą? Tak, jeśli:
Artemida nie potrzebuje męskiego wsparcia, co nie znaczy, że odrzuca mężczyzn – lubi ich, to jej partnerzy. Konsekwentna do bólu, skuteczna, silna osobowość, mocna kobieta. Szefowa, medalistka, odkrywczyni – to Artemida. Podąża za swoją pasją. Seks bez zobowiązań? Artemida powie: „bardzo chętnie”. Płaci za to często nieudanymi związkami.
Co grozi Artemidzie? Usunięcie ze swojego świata miłości i emocji. Traktowanie mężczyzn jak kolejnej zdobyczy. Nadmierna samodzielność, która prowadzi do wyobcowania – bliscy mogą poczuć, że ich odpychasz, że nie są ci potrzebni. Samotność – nie z wyboru.
Program dla Artemidy:
1. Artemida potrzebuje spotkania z Demeter, Afrodytą i Herą. Przy kawiarnianym stoliku te trzy elementy jej kobiecości powinny nareszcie mieć coś do powiedzenia.
2. Artemida łagodnieje, gdy staje się matką, ale powinna sobie uświadomić, że nie musi być zaraz matką perfekcyjną w każdym calu.
3. Jako kochanka potrafi być bardzo zmysłowa, ale niech w końcu podda się uczuciu! Mniejsza o tę doskonałość.
]]>Czytaj także: Hestia - opiekunka rodziny , Persefona – bogini w świecie fantazji
Łoźnica to postać dobrze znana polskim bywalcom festiwali. Triumfował m.in. w Krakowie, pokazując tam imponującą, zmontowaną z archiwalnych kronik propagandowych „Rewię”. Ale kino dokumentalne zawsze wiązało się dla niego z pewnymi ograniczeniami. Dopiero we wspomnianym „Moim szczęściu” ukraiński reżyser mógł wyjść poza ramy gatunku.
„We mgle” kontynuuje wątki podjęte w fabularnym debiucie – Łoźnica znów podróżuje przez wschodnią Europą, rejestrując kłębiące się na jej obrzeżach patologie. Tym, co odróżnia jego nowy film od poprzedniego jest jednak sfera czasowa. Ze współczesnej Białorusi przenosimy się do tej ogarniętej niemiecką okupacją. Bohaterów jest trzech: oskarżony o kolaborację z wrogiem kolejarz i dwóch mających wykonać na nim wyrok śmierci partyzantów.
Film przedstawia ich długą, choć przetkaną retrospekcjami, wędrówkę przez las, gdzie dojść ma do egzekucji. Ich wyprawa jest dla Łoźnicy pretekstem do rozważań na temat winy i odkupienia, kompromisów i heroizmu. A jednocześnie jest to swoisty krajobraz po bitwie – panorama kraju wyniszczonego przez okupanta. Co ciekawe, centralnym jego punktem nie są spektakularne obrazy wojennej pożogi. Te widzieliśmy już w niezliczonych filmach.
Łoźnicę interesuje raczej połączenie tego wyjałowionego świata z wyborami podejmowanymi przez bohaterów. Czy w tak obciążającej, skrajnej sytuacji możliwe jest ocalenie ludzkich odruchów? Jak ocalić własną godność? Autor niechętnie udziela odpowiedzi na powyższe pytania – co więcej, zasnuwa rzeczywistość tytułową mgłą, w której wszystkie pojęcia mieszają się, przenikają, a w końcu doprowadzają do obłędu.
]]>Jaką zaletę mają takie zabawy konstrukcyjne? Gdy dziecko znajdzie w paczce zabawkę do samodzielnego złożenia, nie dostaje gotowego produktu, tylko musi nadać mu kształt i włożyć trochę pracy, by samochód czy motocykl mógł później pokonywać ostre zakręty. Takiej zabawki maluch nie odłoży za 5 minut w kąt.
Zabawki konstrukcyjne mogą mieć różną postać: są to zazwyczaj zestawy do majsterkowania lub samodzielnego budowania. Te ostatnie mają wprawdzie w instrukcji gotowe wzory, ale to tylko propozycja. Najczęściej klocki pozwalają na dowolne łączenie poszczególnych elementów (np. za pomocą krzyżyków i odpowiednio wyprofilowanych łączników), a co za tym idzie, dają większą wolność w konstruowaniu. W niektórych zestawach znajdziemy też elementy z gotowymi otworami, które pozwalają na łączenie za pomocą śrubek i nakrętek. Bardziej rozbudowane zestawy konstrukcyjne dla starszych dzieci mogą wprowadzać nawet w świat mechaniki ze względu na szczegółowe odtworzenie pojazdów i precyzję wykonania.
Nowością na rynku są także zestawy do tworzenia zabawek z rzeczy, które można znaleźć w każdym domu, ale które zazwyczaj się wyrzuca, na przykład plastikowe klipsy czy zawiasy. Na najwytrwalszych miłośników budowania czekają natomiast zestawy, w których znajdziemy kilkaset klocków w różnych geometrycznych kształtach. Z nich zbudujemy dowolne konstrukcje: domy, samoloty, pociągi, ludzi i zwierzęta. Furorę robią też tory kulkowe, które wymagają precyzji, logicznego myślenia i smykałki do eksperymentowania, a stworzenie skomplikowanej trasy w zakrętami dla kilku kulek to dopiero początek zabawy.
Zabawy w konstruowanie mają mnóstwo zalet: pobudzają wyobraźnię, uczą skupienia, chwytania i uważnego patrzenia, a jedynym ich ograniczeniem może być pomysłowość małego projektanta.
]]>